Royal Navy z pierwszym zamówieniem na bezzałogowy system Cetus

Firma MSubs z Plymouth otrzymała zamówienie od Royal Navy na „bezzałogowe okręty podwodne”. Pozyskany system Cetus będzie wykorzystany do opracowania założeń taktyczno-technicznych przyszłych bojowych jednostek tej klasy.

Finansowany przez program Anti-Submarine Warfare Spearhead, prowadzony przez „Develop Directorate” Royal Navy z ich siedziby w Portsmouth i dostarczany przez Submarine Delivery Agency z Bristolu, system o nazwie Cetus to najnowszy z serii nowatorskich technologii podwodnych. Zamówienie na nowe systemy ma wartość 15,4 mln GBP i dotyczy dostawy zaprojektowanego i zbudowanego specjalnie dla Royal Navy systemu tej klasy o nazwie Cetus. Będzie on największym i najbardziej złożonym bezzałogowym systemem podwodnym eksploatowanym przez europejskie marynarki wojenne.

Już za dwa lata, nazwany na cześć mitologicznego potwora morskiego bezzałogowiec, będzie skrycie poruszał się po oceanach, monitorując wrogą aktywność, nasłuchując okrętów nawodnych i podwodnych, które mogą stanowić zagrożenie dla Royal Navy.

Czytaj więcej o kompetencjach PRS w nadzorach nad okrętami wojennymi

Mający 12 metrów długości i 2,2 metra średnicy, 17-tonowy pojazd może zmieścić się w standardowym 40 stopowym kontenerze i być transportowany po całym świecie, gdziekolwiek Wielka Brytania będzie jej potrzebować. Nieuzbrojona jednostka zasilana bateriami, będzie w stanie zanurzyć się głębiej niż jakikolwiek okręt podwodny Royal Navy i pokonać do 1000 mil podczas jednej misji. Docelowo jego eksploatacja ma dostarczyć doświadczeń przydatnych do opracowania bezzałogowych, bojowych systemów, przeznaczonych do współpracy z tradycyjnymi załogowymi okrętami podwodnymi lub autonomicznymi. 

Bezzałogowy system Cetus to kolejny program Royal Navy w dziedzinie morskich systemów bezzałogowych. W Szkocji działają już autonomiczne systemy minowania, testowane są bezzałogowe łodzie morskie Pacific 24, liczne drony powietrzne które są wykorzystywane przez okręty zarówno do rozpoznania, jak i symulowania celów w obronie przeciwlotniczej.

Autor: TDW

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.