Rumunia inwestuje w projekt wydobycia gazu Neptun Deep na Morzu Czarnym

OMV Petrom i Romgaz ogłosiły w środę ambitny plan wydobycia gazu ziemnego z projektu gazowego Neptun Deep na Morzu Czarnym. Decyzja rumuńskiego Romgaz przynosi nową nadzieję na rozwój energetyki w Europie.

Projekt gazowy Neptun Deep, który będzie realizowany we współpracy z OMV Petrom, największą zintegrowaną firmą energetyczną w Europie Południowo-Wschodniej, ma na celu osiągnięcie znaczącego wydobycia gazu ziemnego.

Projekt gazowy jest największym przedsięwzięciem tego rodzaju w rumuńskim sektorze energetycznym. Koncesja obejmuje imponujący obszar około 7,5 tys. km2, usytuowany 16 km od brzegu, na wodach o głębokości 100-1000 metrów. Firma OMV Petrom, będąca częścią austriackiego koncernu OMV, stanie na czele tego wyjątkowego projektu, który ma ogromny potencjał eksploatacyjny.

Projekt zakłada równy udział obu firm – OMV Petrom i Romgaz. OMV Petrom będzie pełnić rolę operatora. Całkowita wartość inwestycji w fazie rozwoju projektu szacowana jest na 4 mld euro. Oczekuje się, że produkcja wyniesie około 100 mld m³ gazu ziemnego. Planowane rozpoczęcie wydobycia surowca jest na 2027 rok, a roczna produkcja ma osiągnąć 8 mld m³.

Realizacja projektu wymagać będzie odpowiedniej infrastruktury. Planowane jest 10 odwiertów, 3 podmorskie systemy wydobywcze, a także rozbudowana sieci gazociągów, platformy morskiej, głównego gazociągu do miejscowości Tuzla oraz stacji pomiarowej gazu. Niezwykle innowacyjnym rozwiązaniem będzie zdalne zarządzanie całym systemem przy wykorzystaniu tzw. cyfrowego bliźniaka.

OMV Petrom jest największym zintegrowanym przedsiębiorstwem energetycznym w Europie Południowo-Wschodniej, działającym zarówno w Rumunii, jak i w sąsiednich krajach. Udziały w konsorcjum są rozłożone w sposób następujący: ponad 42% należy do rumuńskich udziałowców, 51,2% do austriackiego koncernu OMV, a pozostałe 6,4% przypada innym zagranicznym inwestorom.

Dzięki temu ambitnemu projektowi Rumunia stanie się kluczowym graczem w sektorze gazowym w Europie. Zagłębie gazowe Neptun Deep otwiera nowe perspektywy dla kraju oraz przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego całego regionu.

Autor: Mariusz Dasiewicz

.pl/category/offshore-energetyka/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.