Tajemnicze działania Agia Irini na złożu Lotos Petrobaltic

Sytuacja pełna niewiadomych zaczyna się komplikować w pobliżu jednego ze złóż Lotos Petrobaltic, kluczowego gracza na polskim rynku wydobycia. Jak podaje na Twitterze Kapitan Lisowski, zaobserwowano subtelne zmiany w pozycji statku Agia Irini w pobliżu jednej z platform wydobywczych należących do spółki.
Agia Irini, pływający pod banderą Wysp Marshalla, przyciąga coraz większą uwagę. Poprzednio znany jako King Canola, ten zbudowany w 2013 roku masowiec mierzy prawie 170 metrów długości. Jednostka znajduje się w pobliżu złoża ropy naftowej oznaczonego jako B8 od dłuższego czasu, co rodzi pewne podejrzenia.
Co więcej, Agia Irini zacumował ostatnio w porcie w Królewcu, w Obwodzie Kaliningradzkim. To zdarzenie miało miejsce pomiędzy 8 a 11 czerwca. Ponadto, informacje wskazują, że statek mógł również zacumować w niewielkim porcie w miejscowości Swietłyj, gdzie zlokalizowane są port, stocznia remontowa i ośrodek przetwórstwa rybnego.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/pozar-na-rosyjskim-masowcu/
Tajemnicze manewry na terenach wydobywczych Lotos Petrobaltic mogą okazać się poważnym wyzwaniem dla firmy. Niewystarczająca ilość konkretnych informacji rodzi niepokój wśród obserwatorów i powoduje wątpliwości co do intencji zarówno załogi statku, jak i samej spółki.
Obecnie, obserwujemy sytuację, oczekując na dalsze informacje, które mogą wyjaśnić tajemnicę statku Agia Irini. Bez względu na wynik, sytuacja ta podkreśla konieczność stałego monitorowania i śledzenia aktywności na morzu, zwłaszcza w miejscach, gdzie znajdują się kluczowe zasoby energetyczne.
Źródło: Kapitan Lisowski/MD

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.
Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności na morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów technicznych, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.










