Technologia AIP L&T DRDO – rewolucja w technologii okrętów podwodnych

Technologia AIP L&T DRDO otwiera nowy rozdział w historii technologii okrętów podwodnych. Firma Larsen & Toubro (L&T) wspólnie z Organizacją Badań i Rozwoju Obrony (DRDO) podpisała przełomowy kontrakt na konstrukcję zaawansowanych modułów Air Independent Propulsion (AIP). To innowacyjne podejście oznacza rewolucję dla okrętów podwodnych typu Kalvari, wprowadzając nowoczesne, bezpieczne i ekologiczne rozwiązania do Marynarki Wojennej Indii.
22 czerwca L&T i DRDO podpisały kontrakt na budowę dwóch modułów systemu napędu niezależnego od powietrza (AIP). Współpraca ta zmierza do wydłużenia żywotności konwencjonalnych okrętów podwodnych poprzez implementację unikalnej technologii, dostępnej tylko w kilku krajach.
Prace nad modułami AIP, będącymi rdzeniem systemu opartego na ogniwach paliwowych, są wynikiem wieloletniego partnerstwa Naval Materials Research Laboratory (NMRL) z DRDO i L&T. Ogniwa paliwowe w modułach energetycznych (EM) generują potrzebną moc, jednocześnie wytwarzając wodór na pokładzie. Cały proces produkcji, integracji i testów akceptacyjnych EM przeprowadzony zostanie w AM Naik Heavy Engineering Complex w Surat, a gotowe moduły zostaną dostarczone na okręty do integracji z systemem AIP.
Innowacyjność tej technologii polega na generowaniu wodoru na żądanie, co eliminuje konieczność przechowywania i transportu niebezpiecznego wodoru na pokładzie okrętu. Warto podkreślić, że jest to rozwiązanie ekologiczne – produktem ubocznym procesu jest czysta woda, która może być z powodzeniem odprowadzan do środowiska wodnego.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/bezpieczenstwo-ekspedycji-morskich-analiza-batyskafu-titan/
W kontekście współpracy L&T i DRDO, warto przypomnieć, że L&T jest odbiorcą transferu technologii (ToT) dla systemu AIP od DRDO. Dokumenty ToT zostały przekazane L&T przez ministra obrony Rajnatha Singha podczas Aero India 2021.
Na początku 2025 roku, planowana jest instalacja modułów AIP na okręcie podwodnym INS Kalvari indyjskiej marynarki wojennej. Ta innowacyjna technologia AIP L&T DRDO zostanie następnie zastosowana we wszystkich okrętach podwodnych typu Scorpene, które są obecnie budowane przez MDL w ramach Projektu-75. Prace te są prowadzone na mocy umowy o wartości 3,75 mld USD, podpisanej z francuskim koncernem Naval Group w październiku 2005 roku.
Porozumienie pomiędzy L&T i DRDO stanowi kamień milowy dla technologii okrętów podwodnych, oferując najnowocześniejsze moduły AIP. Z jednej strony zwiększa to bezpieczeństwo, z drugiej podnosi ekologiczne standardy, stymulując przy tym rozwój specjalistycznej technologii na skalę globalną. W nadchodzących latach planowane jest wprowadzenie tych modułów na pokłady okrętów typu Scorpene, co niewątpliwie zainauguruje nową erę w historii indyjskiej floty podwodnej.
Autor: JB

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









