Unia Europejska dofinansuje projekt gazociągu Baltic Pipe

Polska spółka Gaz-System i duńska firma Energinet podpisały z unijną Agencją Wykonawczą ds. Innowacji i Sieci (INEA) umowę na dofinansowanie prac projektowych dotyczących gazociągu Baltic Pipe.
Umowę podpisano 24 maja br. podczas Energy Infrastructure Forum w Kopenhadze. To realizacja decyzji państw członkowskich Unii Europejskiej ze stycznia br. o przyznaniu pomocy finansowego dla projektu Baltic Pipe z instrumentu Łącząc Europę.
Jak Gaz-System podkreśla w komunikacie, wsparcie przyznano w oparciu o konkurs grantowy z 2017 r.
Prezes Zarządu spółki Gaz-System Tomasz Stępień podkreślił, że uzyskane wsparcie finansowe z UE potwierdza szczególne znaczenie projektu Baltic Pipe dla wzrostu bezpieczeństwa oraz stopnia dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego, a także budowy zintegrowanego i konkurencyjnego rynku gazu w regionie Morza Bałtyckiego i Europie Środkowo-Wschodniej.
Zobacz też: Finlandia buduje kolejny terminal LNG
– Baltic Pipe to projekt, który pozwoli nam zdywersyfikować nie tylko kierunki, ale i źródła dostaw błękitnego paliwa – powiedział Tomasz Stępień, szef Gaz-System. – Baltic Pipe wraz z rozbudową terminalu LNG w Świnoujściu i w połączeniu z innymi realizowanymi obecnie przedsięwzięciami, w tym w szczególności z budową połączeń międzysystemowych m.in. z Litwą oraz ze Słowacją, to klucz do sprostania wyzwaniom energetycznym Europy Środkowo-Wschodniej i regionu bałtyckiego. Realizacja tych inwestycji spowoduje, że europejski, konkurencyjny rynek gazu będzie wreszcie otwarty dla krajów naszego regionu – dodał.
Gaz-System poinformował, że maksymalna wysokość dofinansowania z Unii dla projektu Baltic Pipe przyznanego firmom Gaz-System i Energinet w ramach podpisanej umowy do 33,1 mln euro.
W listopadzie 2017 r. państwa członkowskie Unii Europejskiej uznały Baltic Pipe za projekt o znaczeniu wspólnotowym (PCI – Project of Common Interest) w zakresie połączeń międzysystemowych na rynku energii państw bałtyckich. Baltic Pipe to strategiczny projekt infrastrukturalny mający na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu na rynku europejskim. Inwestycja umożliwi transport gazu z Norwegii na rynki duńskie i polskie, a także do klientów w sąsiednich krajach. Główne cele projektu Baltic Pipe to wzmocnienie dywersyfikacji dostaw, integracji rynku gazu, ujednolicenia cen i zapewnienia bezpieczeństwa dostaw przede wszystkim w Polsce i Danii, a w dalszej kolejności w Szwecji, Europie Środkowo-Wschodniej oraz w regionie Morza Bałtyckiego.
Zobacz też: Orlen i Saudi Aramco rozmawiają o współpracy przy dostawach ropy
Podpis: tz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











