Przyszły USS John F. Kennedy zakończył pierwszą fazę prób morskich

Przyszły atomowy lotniskowiec USS John F. Kennedy zakończył pierwszą fazę stoczniowych prób morskich, wracając do stoczni w Newport News w Wirginii. Kilkudniowe wyjście w morze było pierwszym tak kompleksowym sprawdzianem drugiej jednostki typu Gerald R. Ford od momentu wodowania.

Pierwsze wyjście w morze przyszłego USS John F. Kennedy

Okręt wyszedł w morze 28 stycznia, realizując zadania wzdłuż wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Na pokładzie znajdowały się osoby z personelu stoczniowego, przyszła załoga oraz przedstawiciele Departamentu Marynarki odpowiedzialni za procedurę odbioru jednostki. Próby trwające tydzień, obejmowały weryfikację podstawowych systemów okrętowych, napędu jądrowego oraz zdolności manewrowych.

USS John F. Kennedy (CVN 79) jest drugim lotniskowcem o napędzie jądrowym typu Gerald R. Ford, budowanym w stoczni Newport News Shipbuilding należącej do koncernu Huntington Ingalls Industries. Jednostkę zamówiono w 2013 roku, stępkę położono w 2015 roku, a wodowanie odbyło się 29 października 2019 roku. Pierwotnie planowane przekazanie okrętu US Navy w 2022 roku było kilkukrotnie przesuwane, głównie z uwagi na konieczność pełnej gotowości do operowania wielozadaniowych myśliwców bojowych F-35C Lightning II.

Na harmonogram programu w dalszym ciągu wpływają prace związane z certyfikacją systemu aerofiniszerów AAG oraz dopracowaniem nowych podnośników uzbrojenia AWE. Z tego względu obecnie zakłada się, że lotniskowiec zostanie wcielony do służby w marcu 2027 roku, przy wcześniejszym odbiorze zaplanowanym na 2026 rok.

Sprawdzenie systemów i napędu podczas pierwszych prób morskich lotniskowca

Lotniskowiec John F. Kennedy różni się istotnie od prototypowego USS Gerald R. Ford (CVN 78). Najważniejszą zmianą jest zastosowanie stacji radiolokacyjnej AN/SPY-6(V)3, czyli stałej wersji radaru Enterprise Air Surveillance Radar. System ten zastąpił problematyczny w eksploatacji radar AN/SPY-3. AN/SPY-6(V)3 zapewnia trójwspółrzędne zobrazowanie przestrzeni powietrznej, a jednocześnie oferuje funkcje istotne dla lotniskowca, w tym wsparcie kontroli ruchu lotniczego oraz mapowanie warunków pogodowych. John F. Kennedy jest pierwszym lotniskowcem US Navy wyposażonym w ten system.

Przyszły USS John F. Kennedy zakończył pierwszą fazę prób morskich / Portal Stoczniowy
Fot. Lotniskowiec USS John F. Kennedy podczas prób morskich / @WeAreHII / X

Zakończenie pierwszej fazy prób morskich otworzyło drogę do kolejnych etapów procedury dostawy okrętu do US Navy. Po powrocie do Newport News jednostka zostanie ponownie objęta pracami stoczniowymi, po czym przewidziane są następne wyjścia w morze, już z rozszerzonym zakresem testów.

Po wejściu do służby USS John F. Kennedy ma zastąpić przygotowywany do wycofania USS Nimitz (CVN 68), przejmując jego miejsce w strukturze lotniskowcowych grup uderzeniowych. Próby zakończone na początku lutego stanowią zatem ważny kamień milowy nie tylko dla samego okrętu, lecz także dla całego programu lotniskowców typu Gerald R. Ford.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • US Navy rozważa budowę okrętów wojennych w Turcji. Kryzys stoczniowy w tle

    US Navy rozważa budowę okrętów wojennych w Turcji. Kryzys stoczniowy w tle

    Administracja Donalda Trumpa sonduje możliwość przeniesienia części produkcji okrętów wojennych US Navy do zakładów stoczniowych państw sojuszniczych. Wśród analizowanych kierunków pojawia się Turcja, gdzie amerykańscy urzędnicy prowadzili rozmowy dotyczące budowy komponentów oraz fregat. Informacje te przekazał portal Mideast Eye.

    Kryzys amerykańskiego przemysłu okrętowego

    Według cytowanych źródeł problem opóźnień dotyczy obecnie wszystkich programów budowy okrętów US Navy. Sekretarz marynarki wojennej USA przyznał, że harmonogramy pozostają daleko w tyle za planami. Program fregat typu Constellation został ograniczony do dwóch kadłubów z uwagi na narastające koszty i terminową realizację tego programu. Sam prezydent USA publicznie dopuścił możliwość zamawiania okrętów wojennych w państwach sojuszniczych w celu uzupełnienia tej luki.

    Jak podkreślił jeden z amerykańskich urzędników w rozmowie z Mideast Eye, „amerykański przemysł okrętowy znajduje się w poważnym kryzysie”, co skłania administrację do poszukiwania rozwiązań poza granicami kraju.

    Korea Południowa odbudowuje przemysł, Turcja ma wypełnić lukę

    W tym miejscu muszę się na chwilę zatrzymać i odnieść do wcześniejszych tekstów, które publikowałem na łamach naszego portalu o wejściu południowokoreańskiego kapitału do amerykańskich stoczni. Pisałem wówczas o inwestycjach Hanwha, HD Hyundai i Samsung Heavy Industries, bo to był i nadal jest ważny sygnał zmiany w myśleniu Waszyngtonu o własnym przemyśle okrętowym. Ten kierunek nie zniknął i nic nie wskazuje na to, by miał zostać porzucony.

    Dlaczego więc dziś pojawia się Turcja? Odpowiedź jest dość prosta. Koreańczycy nie przyszli do Stanów Zjednoczonych po to, by „załatwić problem” w rok czy dwa. Oni zajmują się odbudową fundamentów: modernizacją zaniedbanej infrastruktury, porządkowaniem procesów produkcyjnych, szkoleniem ludzi i przywracaniem zdolności do seryjnej budowy okrętów. To jest praca na lata, a nie szybki remont. Jeżeli ten proces się powiedzie, USA odzyskają przemysłowe zaplecze, bez którego nie da się utrzymać pozycji morskiego mocarstwa.

    US Navy rozważa budowę okrętów wojennych w Turcji. Kryzys stoczniowy w tle / Portal Stoczniowy
    Fot. @USNavy

    Rozmowy z Turcją dotyczą zupełnie innego wymiaru tego samego problemu. US Navy funkcjonuje pod silną presją czasu, a bieżących potrzeb floty nie da się „zamrozić” do momentu, aż filadelfijskie doki po modernizacji ruszą pełną parą. Z tego powodu Ankara nie jest postrzegana jako alternatywa dla koreańskiego modelu odbudowy przemysłu, lecz jako możliwe rozwiązanie pomostowe – sposób na częściowe odciążenie systemu, który już dziś pracuje ponad swoje realne możliwości.

    Innymi słowy: Koreańczycy mają odbudować przemysł, Turcja – jeśli do tego dojdzie – miałaby pomóc przetrwać okres przejściowy. Jedno nie wyklucza drugiego, a wręcz pokazuje, jak głęboki jest kryzys, z którym mierzy się dziś amerykański przemysł okrętowy.

    Turcja jako potencjalny partner przemysłowy

    Turcja nie pojawia się w tych rozważaniach przypadkowo. W Waszyngtonie postrzegana jest jako partner, który już dziś dysponuje realnymi zdolnościami produkcyjnymi. Tureckie stocznie od lat pracują w modelu rozproszonej budowy okrętów, mają doświadczenie w produkcji seryjnej i potrafią realizować kontrakty eksportowe w krótkich cyklach czasowych. Okręty dla własnej marynarki wojennej oraz zagranicznych odbiorców powstają w oparciu o nowoczesne zaplecze projektowe i produkcyjne, które nie wymaga wieloletniej odbudowy.

    US Navy rozważa budowę okrętów wojennych w Turcji. Kryzys stoczniowy w tle / Portal Stoczniowy
    Fot. Austin Rooney / Pracownik stoczni Austal USA w Mobile podczas spawania sekcji okrętowych / US Navy

    W praktyce ewentualna współpraca mogłaby przybrać różne formy – od dostaw bloków kadłubowych i podzespołów do stoczni amerykańskich, przez przekazywanie częściowo wyposażonych kadłubów, aż po realizację kontraktów na kompletne jednostki. Jak zwraca uwagę turecki komentator obronny Kubilay Yildirim, Stany Zjednoczone zmagają się dziś z brakami kadrowymi, niedostateczną infrastrukturą stoczniową oraz ograniczoną liczbą doków. W tym sensie Turcja mogłaby pomóc nie tylko zwiększyć wolumen produkcji, lecz także rozłożyć obciążenia i ryzyka w okresie, gdy amerykański system pracuje na granicy swoich możliwości.

    Bariery polityczne i prawne

    Na tym etapie warto jednak jasno zaznaczyć, że ewentualna współpraca z Turcją nie jest pozbawiona poważnych ograniczeń. Ankara od lat prowadzi wielowektorową politykę zagraniczną, utrzymując robocze relacje z Rosją, co w Waszyngtonie pozostaje źródłem trwałej nieufności. Zakup rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400 skutkował objęciem Turcji amerykańskimi sankcjami oraz jej wykluczeniem z programu F-35. Choć podejmowane są próby złagodzenia tych restrykcji, temat pozostaje politycznie drażliwy i daleki od jednoznacznego rozstrzygnięcia.

    US Navy rozważa budowę okrętów wojennych w Turcji. Kryzys stoczniowy w tle / Portal Stoczniowy
    Fot. Austin Rooney / Pracownik stoczni Austal USA w Mobile podczas spawania sekcji okrętowych / US Navy

    Drugą barierą, często pomijaną w publicznych rozważaniach, są ograniczenia prawne obowiązujące w samych Stanach Zjednoczonych. Tzw. poprawka Byrnesa-Tollefsona, zapisana w 10 USC §8679, zakazuje budowy okrętów US Navy oraz ich kluczowych komponentów w zagranicznych stoczniach. Jej obejście lub zmiana wymagałaby nie tylko decyzji politycznej, lecz także zgody Kongresu i zabezpieczenia odpowiednich środków budżetowych na kontrakty realizowane poza terytorium USA.

    Sygnał zmiany myślenia w Waszyngtonie

    Choć rozmowy z Turcją mają na tym etapie wyłącznie charakter rozpoznawczy, sam fakt ich prowadzenia jest czytelnym sygnałem zmiany myślenia w Waszyngtonie. Amerykańska administracja coraz wyraźniej rozdziela dziś dwa porządki: długofalową odbudowę własnego przemysłu okrętowego oraz konieczność utrzymania zdolności operacyjnych floty tu i teraz.

    To właśnie ta logika tłumaczy, dlaczego równolegle pojawiają się inwestycje południowokoreańskie w amerykańskich stoczniach oraz rozmowy z Turcją o potencjalnej produkcji okrętów wojennych. Nie jest to brak konsekwencji ani chaos decyzyjny, lecz konsekwencja skali kryzysu, z którym amerykański przemysł okrętowy nie musiał mierzyć się od dziesięcioleci.