Interoperacyjność i wspódziałanie kluczem do sukcesu. Szkolenie snajperów na morzu

Interoperacyjność i współdziałanie to kluczowe cechy nowoczesnych Sił Zbrojnych, szczególnie w kontekście Marynarki Wojennej, gdzie efektywne funkcjonowanie różnych komponentów i formacji ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo morskie i narodowe. Wspólne operacje sił morskich, lądowych i powietrznych, a także współpraca z innymi formacjami, np. strażą graniczną czy policją, stają się nieodzownym elementem skutecznej obrony i zabezpieczania kluczowych szlaków morskich.
Marynarka Wojenna RP doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zdolność do natychmiastowej i płynnej współpracy z innymi formacjami wojskowymi oraz cywilnymi jest jednym z kluczowych elementów jej skuteczności. Dlatego nie tylko rozwija swoje zdolności w tym zakresie, ale również aktywnie organizuje specjalistyczne ćwiczenia, które pozwalają jej żołnierzom oraz funkcjonariuszom innych służb na praktyczne doskonalenie umiejętności współdziałania w warunkach bojowych.
Świetnym przykładem takich działań jest ostatnie szkolenie snajperskie organizowane na morzu, które właśnie wkroczyły w fazę praktyczną. To podejście, łączące umiejętności precyzyjnego strzelania na otwartych akwenach, stanowi doskonałą okazję dla żołnierzy oraz funkcjonariuszy z różnych jednostek do nauki wspólnego operowania w trudnych warunkach morskich. Ćwiczenia te mają na celu nie tylko doskonalenie precyzyjnych umiejętności snajperskich, ale także rozwijanie zdolności do współdziałania w sytuacjach kryzysowych, które mogą mieć miejsce na morzu – od operacji antyterrorystycznych po ratowanie zakładników na statkach.

Zdjęcia z tych ćwiczeń doskonale ilustrują istotę wspólnego treningu. Widać na nich żołnierzy i funkcjonariuszy różnych formacji, leżących w rzędzie na pokładzie okrętu z bronią snajperską, gotowych do doskonalenia swoich umiejętności. W pełnym skupieniu doskonalą oni swoje ćwiczą precyzyjne strzelanie w trudnych warunkach morskich, co podkreśla znaczenie takich szkoleń w rozwijaniu zdolności operacyjnych i koordynacji działań podczas wspólnych operacji.
Dzięki tego rodzaju ćwiczeniom Marynarka Wojenna wzmacnia swoje zdolności operacyjne oraz buduje wspólną kulturę współpracy między formacjami, które na co dzień działają w różnych środowiskach, ale muszą być gotowe na współpracę w sytuacjach wymagających natychmiastowej reakcji. Integracja działań pomiędzy wojskiem a służbami cywilnymi to jeden z fundamentów nowoczesnej obrony i ochrony interesów morskich państwa, w tym zabezpieczania szlaków handlowych, portów oraz infrastruktury krytycznej.
Marynarka Wojenna, będąca jednym z filarów bezpieczeństwa morskiego, wie, jak ważne jest ciągłe doskonalenie tych umiejętności oraz utrzymanie wysokiego poziomu interoperacyjności z innymi siłami zbrojnymi i partnerami międzynarodowymi. Dzięki takim inicjatywom, jak szkolenie snajperskie na morzu, polscy żołnierze i funkcjonariusze są przygotowani do stawienia czoła nawet najbardziej wymagającym wyzwaniom w obszarze operacji morskich.
Współdziałanie, szybka wymiana informacji i zdolność do działania w zespołach międzynarodowych i na różnych polach walki to kierunek, w którym zmierzają współczesne operacje wojskowe. Marynarka Wojenna doskonale rozumie te wyzwania i podejmuje konkretne działania, aby być na nie w pełni przygotowana.
Autor: Mariusz Dasiewicz

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









