MI oczekuje pierwszych rozstrzygnięć ws. koncesji na projekty offshore

Pierwszych rozstrzygnięć w sprawie koncesji na budowę farm wiatrowych na 11 obszarach w polskiej strefie Morza Bałtyckiego należy się spodziewać jeszcze w grudniu, poinformował rzecznik Ministerstwa Infrastruktury Szymon Huptyś.

„Na 11 obszarów wpłynęły w sumie 132 wnioski. Pierwszych rozstrzygnięć można się spodziewać w grudniu 2022 r.” – powiedział Huptyś portalowi Business Insider Polska.

Portal przypomina, że „walka o koncesje” na budowę farm wiatrowych na 11 obszarach w polskiej strefie Morza Bałtyckiego to tzw. druga faza inwestycji w wiatraki na morzu.

„W pierwszej fazie realizowanych jest już siedem projektów o łącznej mocy 5,9 GW, a pierwsza energia z tych elektrowni może popłynąć w 2026 r. Branża szacuje, że w drugim etapie może powstać kolejnych 9-11 GW mocy. Inwestorzy od miesięcy czekają jednak na rozstrzygnięcie ich wniosków o pozwolenia na budowę farm na wybranych akwenach” – czytamy w artykule.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/kluczowe-decyzje-i-kamienie-milowe-pge-podsumowuje-rok-w-offshore/

Grupa Orlen złożyła aplikacje na wszystkie 11 akwenów morskich, co może dać – jak zapowiadali przedstawiciele koncernu – 11 GW mocy zainstalowanej w morskich wiatrakach. Kilka wniosków złożył też jeden z największych graczy w branży – niemiecki RWE.

„Osiem lokalizacji wybrała z kolei Polska Grupa Energetyczna, która obecnie współpracuje przy budowie morskiej farmy z duńskim Ørsted. Do walki włączyło się też wiele innych firm, m.in. KGHM z francuskim TotalEnergies, ZE PAK z Ørsted, francuski Qair, francuski EDF Renewables, hiszpańska Iberdrola czy norweski Equinor” – wymienia dalej portal.

Według opublikowanego w listopadzie raportu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) Polska posiada potencjał morskiej energetyki wiatrowej (MEW) na poziomie 33 GW. Jeśli całkowity potencjał Bałtyku zostanie wykorzystany, morska energetyka wiatrowa do 2040 r. mogłaby zaspokajać do 57 proc. całkowitego zapotrzebowania na energię elektryczną w Polsce, a local content mógłby osiągnąć 65 proc.

Źródło: ISBnews

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.