Okręty NATO we wschodniej części Morza Śródziemnego 

Okręty Stałej Grupy Morskiej NATO SNMG2, na czele z flagowym niszczycielem USS Forrest Sherman (DDG 98), prowadzą rutynowe działania we wschodniej części Morza Śródziemnego. 

W skład SNMG2 wchodzą: okręt flagowy USA, ESPS Juan De Borbon, FS Provence, HS Kountouriotis, ITS Vulcano i ITS Federico Martinengo oraz TCG Kemalreis.

Od kilku tygodni SNMG2 jest gotowy do działania dysponując dużym potencjałem bojowym oraz niezbędną wiedzą i umiejętnościami do jego efektywnego wykorzystania. Okręty przeprowadziły ćwiczenia zgrywające, takie jak manewrowanie w szykach, walka elektroniczna, obrona powietrzna i uzupełnianie zapasów na morzu.

Okręty wchodzące w skład Stałej Grupy Morskiej NATO 2 to jedne z najintensywniej wykorzystywanych jednostek, pozostających jednocześnie w najwyższym stopniu gotowości operacyjnej.

W ramach działalności grupy mamy możliwość dalszego rozwijania naszej taktycznej interoperacyjności, dopracowywania naszych kanałów komunikacyjnych oraz przesuwania granic naszych sił i możliwości z naszymi sojusznikami i partnerami z NATO.

komandor Lawrence Heyworth IV, dowódca USS Forrest Sherman

W dniach 15-18 lipca okręty z SNMG2 odwiedziły Souda w Grecji a 29 lipca przybyły do Aksaz w Turcji. Wizyty w portach demonstrują silne związki między państwami NATO, stanowiąc jednocześnie okazję do uzupełnienia zapasów.

Sojusznicze współdziałanie podczas ćwiczeń na morzu zwiększa interoperacyjność sił, pogłębia wspólną wiedzę na temat taktyki morskiej, promuje profesjonalizm wśród marynarzy, zrozumienie kulturowe i zaufanie.

SNMG2 jest wielonarodową, zintegrowaną grupą zadaniową, która zapewnia stałą obecność sił sojuszu na morzu. Ponadto SNMG2 zapewnia Sojuszowi ciągłą zdolność morską do wykonywania szerokiego zakresu zadań, w tym ćwiczeń i operacji w czasie kryzysu i konfliktu.

Źródło: MARCOM

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.