System OPM Głuptak z Politechniki Gdańskiej na kolejnych Niszczycielach Min Kormoran II

Politechnika Gdańska, ciesząca się uznaniem za swoje innowacyjne rozwiązania technologiczne, dostarczy na potrzeby Marynarki Wojennej kolejną partie systemu obrony przeciwminowej o kr. Głuptak (3 komplety). Tym razem, system ten zostanie zainstalowany na nowych niszczycielach min typu Kormoran II. To kolejny krok w rozwoju polskiej technologii obronnej, który potwierdza zaufanie, jakim Ministerstwo Obrony Narodowej obdarza Politechnikę Gdańską.

27 lipca 2023 r., w Sali Senatu Politechniki Gdańskiej, odbyło się uroczyste podpisanie umowy dotyczącej projektu o kryptonimie Głuptak. Prof. Janusz Nieznański, prorektor ds. umiędzynarodowienia i innowacji, reprezentujący Politechnikę Gdańską, oraz prezes Marcin Wiśniewski, reprezentujący Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej (OBR CTM) S.A., wspólnie podpisali porozumienie. Ceremonia odbyła się przy udziale przedstawicieli Agencji Uzbrojenia i Inspektoratu Marynarki Wojennej Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, w tym kmdr. Piotra Skóry i kmdr. Grzegorza Muchy.

Systemy OPM Głuptak, opracowane na Politechnice Gdańskiej, jest przeznaczony do identyfikacji i neutralizacji niebezpiecznych obiektów znajdujących się w zbiornikach wodnych. Mogą operować na głębokości od 5 do 200 metrów, co czyni je niezwykle uniwersalnymi narzędziami w obronie przeciwminowej.

Trzy systemy OPM Głuptak zostaną zainstalowane na niszczycielach min typu Kormoran II które będą przeznaczone dla świnoujskiego 12. Dywizjonu Trałowców z 8. Flotylli Obrony Wybrzeża.. Właśnie niedawno, 25 lipca 2023 r., rozpoczęto budowę przyszłego ORP Jaskółka, a prace nad przyszłym ORP Rybitwa mają ruszyć jeszcze w tym roku. Pierwszy okręt tego typu, ORP Kormoran, został wprowadzony do służby w Marynarce Wojennej w 2017 r. Następnie, 27 grudnia 2017 r., Inspektorat Uzbrojenia zawarł umowę z konsorcjum, w skład którego wchodziły: Remontowa Shipbuilding S.A. (lider), Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej S.A. oraz PGZ Stocznia Wojenna Sp. z o.o. Umowa ta dotyczyła dostawy dwóch kolejnych okrętów – OORP Albatros i Mewa, które otrzymały swoje bandery wojenne RP odpowiednio 28 listopada 2022 r. i 14 lutego 2023 r.

Podpisanie umowy na dostarczenie systemów OPM Głuptak dla nowych jednostek to dowód na to, że polska nauka i technologia idą w dobrym kierunku. Politechnika Gdańska, jako jedna z czołowych polskich uczelni technicznych, stale dąży do rozwoju i ulepszania swoich rozwiązań. Dzięki temu, polskie siły zbrojne mogą korzystać z najnowszych osiągnięć nauki, co przekłada się na ich skuteczność i bezpieczeństwo.

Systemy OPM Głuptak są nie tylko wynikiem ciężkiej pracy naukowców z Politechniki Gdańskiej, ale również dowodem na to, że polska nauka jest w stanie tworzyć innowacyjne rozwiązania na skalę globalną. To kolejny krok na drodze do zwiększenia technologicznej niezależności Polski w obszarze obronności.

Synergia pomiędzy Politechniką Gdańską a Ośrodkiem Badawczo-Rozwojowym Centrum Techniki Morskiej (OBR CTM) S.A. stanowi przykład efektywnego połączenia nauki i przemysłu. W rezultacie powstają rozwiązania, które nie tylko są innowacyjne, ale również odpowiadają na konkretne potrzeby użytkowników.

Potwierdzeniem skuteczności polskiej nauki i technologii w sferze obronności jest zastosowanie systemów OPM Głuptak. Jest to kolejny krok w kierunku zwiększenia technologicznej niezależności Polski w dziedzinie obronności.

Źródło: Politechnika Gdańska

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.