PGE wybrała polską firmę do współpracy przy budowie Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica 

Grupa PGE chce angażować jak najwięcej krajowych przedsiębiorstw przy realizacji programu offshore. W opracowaniu dokumentacji zakupowej i w trakcie  postępowania przetargowego na generalnego wykonawcę przyłącza lądowego dla morskich farm wiatrowych Baltica 2 i Baltica 3 doradcą PGE Baltica będzie „ENERGOPROJEKT-KATOWICE” SA.

 Morska Farma Wiatrowa Baltica będzie największą morską elektrownią wiatrową w polskiej części Morza Bałtyckiego.Wyłoniony w przetargu krajowy doradca przygotuje dokumentację, która stanowić będzie kluczowy element kolejnego postępowania zakupowego na wybór generalnego wykonawcy budowy przyłącza lądowego dla elektrowni Baltica 2 i Baltica 3. Osiągną one łączną zainstalowaną moc ok. 2,5 GW, a ich eksploatację planujemy rozpocząć w perspektywie najbliższych pięciu lat – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – To dobry sygnał dla rodzimego rynku, że nawet na etapie doradztwa w zakresie przygotowania inwestycji współpracować będziemy z krajowym przedsiębiorstwem. W ten sposób realizujemy nasz cel angażowania i zachęcania polskich firm w budowę morskich farm wiatrowych – dodał Wojciech Dąbrowski.

Umowę ze spółką „ENERGOPROJEKT-KATOWICE” zawarła spółka PGE Baltica z Grupy PGE. W ramach współpracy powstanie dokumentacja dla eksportowych linii kablowych w obszarze lądowym, kanalizacji teletechnicznej dla linii światłowodowych oraz lądowych stacji transformatorowych wraz z podłączeniem do infrastruktury Operatora Sieci Przesyłowej.

– ENERGOPROJEKT-KATOWICE SA zgodnie ze swoją strategią udział w projektach Morskich Farm Wiatrowych traktuje jako jeden z kluczowych kierunków rozwoju firmy. Możliwość udziału naszej firmy w opracowaniu dokumentacji zakupowej oraz doradztwa w trakcie postepowania przetargowego na generalnego wykonawcę przyłącza lądowego dla morskich farm wiatrowych Baltica 2 i Baltica 3 jest bardzo istotnym krokiem w tym kierunku. Wierzymy, że wybór naszej firmy – firmy polskiej, z długoletnimi tradycjami i bogatym doświadczeniem na szeroko rozumianym rynku energetycznym – będzie gwarancją sukcesu tego przedsięwzięcia – powiedział Łukasz Grela, Prezes Zarządu, Dyrektor Naczelny „ENERGOPROJEKT-KATOWICE” SA.

Zgodnie z harmonogramem uruchomienie pierwszego etapu projektu Morskiej Farmy Wiatrowej Baltica, czyli Baltica 3 o mocy do 1045,5 MW, jest planowane na 2026 rok. Etap kolejny, czyli Baltica 2 o mocy do 1497 MW, ma zostać oddany do użytku w 2027 roku. Oba etapy MFW Baltica posiadają decyzje lokalizacyjne (PSzW), decyzje środowiskowe dla części morskiej, umowy przyłączeniowe do sieci przesyłowej z operatorem, a także otrzymały prawo do kontraktu różnicowego (CfD). W tym roku partnerzy projektu – PGE Baltica i Ørsted – spodziewają się otrzymania decyzji środowiskowej dla części przesyłowej na lądzie, a także rozpoczną pracę nad pozyskaniem pozwoleń na budowę. Jest to ostatnie pozwolenie wymagane przed podjęciem ostatecznej decyzji inwestycyjnej.

Źródło: PGE Baltica 

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.