Polenergia miała wstępnie 11,3 mln zł skorygowanej straty netto w III kw. 2022 r.

Polenergia miała 11,3 mln zł skorygowanej skonsolidowanej straty netto w III kw. br. (co oznacza spadek o 65 mln zł r/r) i 107,7 mln zł zysku w tym ujęciu w okresie I-III kw. (spadek o 41 mln zł r/r), podała spółka, prezentując wstępne szacunkowe dane.
„Na wyniki finansowe grupy osiągnięte w okresie dziewięciu miesięcy zakończonych 30 września 2022 roku (w szczególności w drugim i trzecim kwartale) wpłynęła niespotykana do tej pory skala zmienności cen energii elektrycznej i gazu ziemnego oraz trudna sytuacja w systemach elektroenergetycznych w Europie. Skutkowała ona między innymi znaczącym wzrostem kosztu profilu negatywnie wpływającym na przychody ze sprzedaży energii elektrycznej pochodzącej z farm wiatrowych i fotowoltaicznych oraz wynik ze sprzedaży energii elektrycznej do odbiorców” – czytamy w komunikacie.
W okresie dziewięciu miesięcy zakończonych 30 września 2022 roku skorygowany wynik EBITDA grupy wyniósł 244,3 mln zł i był niższy o 38 mln zł w stosunku do wyniku w analogicznym okresie roku poprzedniego. Przyczyniły się do tego głównie:
– niższy wynik na optymalizacji pracy Elektrociepłowni Nowa Sarzyna (ENS) w roku 2022 (która pozytywnie wpłynęła na wynik w 2021 roku),
– niższy wynik na sprzedaży energii elektrycznej z aktywów OZE (należących do grupy oraz zewnętrznych) w konsekwencji istotnego wzrostu kosztu profilu oraz odchyleń wolumenowych produkcji aktywów od pozycji zabezpieczającej sprzedaż,
– powyższe efekty były częściowo skompensowane przez wyższy wynik w segmencie lądowych farm wiatrowych i fotowoltaicznych spowodowany wyższym wolumenem produkcji na skutek lepszych warunków wietrznych w pierwszym kwartale 2022 roku oraz wzrostem mocy wytwórczych w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, wymieniono.
Skorygowany wynik EBITDA grupy w samym III kwartale 2022 roku wyniósł 33 mln zł i był niższy o 62,1 mln zł w stosunku do wyniku w analogicznym okresie roku poprzedniego. Przyczyniły się do tego głównie:
– niższy wynik na sprzedaży energii elektrycznej z aktywów OZE (należących do grupy oraz zewnętrznych) w konsekwencji istotnego wzrostu kosztu profilu oraz odchyleń wolumenowych produkcji aktywów od pozycji zabezpieczającej sprzedaż,
– niższy wynik na sprzedaży energii do odbiorców w konsekwencji znaczącego wzrostu kosztu profilu odbiorców i odchyleń wolumenowych od pozycji zabezpieczających oczekiwane zużycie,
– niższy wynik na optymalizacji pracy ENS (w związku z brakiem sprzyjających warunków rynkowych), która w pozytywny sposób wpłynęła na wynik w analogicznym okresie 2021 roku,
– powyższe efekty były częściowo skompensowane przez wyższy wynik w segmencie lądowych farm wiatrowych i fotowoltaicznych spowodowany wzrostem mocy wytwórczych w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, podano także.
„W okresie trzech kwartałów 2022 roku skorygowany zysk netto grupy wyniósł 107,7 mln zł, co stanowi spadek w stosunku do wyniku w analogicznym okresie roku ubiegłego o 41 mln zł. W samym trzecim kwartale 2022 roku skorygowany zysk netto grupy wyniósł -11,3 mln zł, co stanowi spadek w stosunku do wyniku w analogicznym okresie roku ubiegłego o 65 mln zł” – czytamy.
„Spadek skorygowanego zysku netto w okresie trzech kwartałów 2022 roku oraz w samym trzecim kwartale 2022 roku został spowodowany głównie opisanymi powyżej czynnikami wpływającymi na skorygowany wynik EBITDA, wyższą amortyzacją wynikającą ze wzrostu mocy wytwórczych oraz znacznym wzrostem kosztów finansowych wynikającym ze wzrostu mocy wytwórczych, wyższych stóp procentowych oraz wyższego wykorzystania instrumentów finansujących depozyty zabezpieczające dla transakcji zawartych na rynku regulowanym i rozliczenia z klientami” – czytamy dalej.
Ostateczne skonsolidowane wyniki zostaną przedstawione w raporcie kwartalnym, którego publikację zaplanowano na 23 listopada 2022 roku.
Źródło: ISBnews

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









