Czy to początek kryzysu w amerykańskich portach? Transport morski na rozdrożu

Amerykańskie porty znalazły się w centrum globalnego kryzysu. Transport morski między Chinami a USA ulega gwałtownym przetasowaniom po wprowadzeniu drastycznych ceł i nowych opłat portowych, które podważają dotychczasowe zasady wymiany handlowej.
W artykule
Stary Kontynent chwilowo może zyskać na przekierowaniu ładunków z Azji. Nie ma jednak powodów do triumfu, ponieważ rozchwiany system szlaków morskich podważa reguły, które przez dekady stanowiły fundament globalnej logiki transportu morskiego. Skutki tej zmiany nie ograniczają się do przepełnionych terminali czy rosnących stawek frachtu. W grze są znacznie głębsze procesy, które na nowo definiują zasady globalnego handlu.
To, przed czym ostrzegaliśmy we wcześniejszym artykule, właśnie się dzieje. Świat znalazł się w punkcie, w którym polityka zaczyna dyktować warunki oceanom, a decyzje podejmowane w gabinetach prezydenckich mają większy wpływ na globalny handel morski niż ceny ropy czy prognozy pogodowe.
Polityczne cła zamiast otwartych szlaków
Wprowadzone przez administrację prezydenta Donalda Trumpa cła w wysokości 145% na chińskie towary oraz kontrowersyjna opłata portowa – aż milion dolarów za każde zawinięcie jednostki zbudowanej w Chinach do amerykańskiego portu – wywołały prawdziwe trzęsienie ziemi w globalnej żegludze. Światowa flota, w znacznej mierze zbudowana w stoczniach Azji Wschodniej, została nagle potraktowana jak narzędzie presji politycznej.
W efekcie armatorzy – od europejskich po azjatyckich gigantów – zaczęli wstrzymywać lub całkowicie zawieszać transport morski do USA. Nie jest to już doraźna reakcja na spekulację, lecz zaplanowana strategia ochrony przed nieprzewidywalnością amerykańskich regulacji.
Nowa faza wojny taryfowej: amerykańskie opłaty portowe od chińskich statków
W połowie kwietnia władze USA zapowiedziały kolejną odsłonę polityki celno-portowej, wymierzoną bezpośrednio w chińskich armatorów i przemysł stoczniowy. Od połowy października bieżącego roku właściciele oraz operatorzy statków pod chińską banderą będą zobowiązani do wniesienia opłat portowych w wysokości 50 dolarów za tonę ładunku, z coroczną podwyżką o kolejne 30 dolarów przez trzy kolejne lata. Nowe przepisy przewidują również opłaty dla jednostek zbudowanych w Chinach – nawet jeśli pływają pod inną banderą – w wysokości 18 dolarów za tonę lub 120 dolarów za kontener, z analogiczną progresją.
Z punktu widzenia branży, to istotne zaostrzenie dotychczasowej polityki celnej, które ma na celu reaktywację amerykańskiego przemysłu stoczniowego w segmencie cywilnym. Jak podkreślono w komunikacie Biura Przedstawiciela Handlowego USA (USTR), Chiny osiągnęły dominującą pozycję w globalnej produkcji statków, co „poważnie zaszkodziło amerykańskim firmom i pracownikom”. Obecnie niemal wszystkie nowe jednostki kontenerowe, masowce czy tankowce powstają w stoczniach Azji Wschodniej, podczas gdy udział USA w rynku światowym jest marginalny.
Władze amerykańskie zapowiadają, że nowy system opłat zacznie obowiązywać za około sześć miesięcy i zostanie wdrożony etapami. Ich wysokość będzie zależna od masy netto jednostki lub liczby przewożonych kontenerów. Według prezydenta Donalda Trumpa, nowa polityka celno-portowa ma przywrócić konkurencyjność amerykańskiego przemysłu stoczniowego. Chiny zapowiedziały, że plan „zakończy się fiaskiem”, natomiast Kanada utrzyma taryfy odwetowe. Mimo optymistycznych deklaracji Białego Domu o możliwych porozumieniach z Chinami i Unią Europejską, globalny handel wchodzi w fazę niestabilności, której skutki trudno dziś przewidzieć.
Porty europejskie jako nowa brama dla azjatyckich ładunków?
Paradoksalnie, najwięcej na tej sytuacji mogą zyskać porty europejskie, takie jak Hamburg, Antwerpia czy Rotterdam, które mogą odnotować wzrost liczby zawinięć statków przekierowanych z pierwotnie planowanych tras do Stanów Zjednoczonych. Dla przewoźników oznacza to konieczność reorganizacji globalnych szlaków – towary, które miały trafić do USA, zostają rozładowane w Europie, by dalej drogą lądową lub kabotażową trafić do nowych odbiorców.
Choć nowe regulacje są mniej dotkliwe niż pierwotnie zakładano – w lutym mówiono o opłatach w wysokości do 1,5 mln dolarów za każde zawinięcie do portu USA – już teraz widać ich efekty. Armatorzy masowo przekierowują kontenery z Chin do portów europejskich, co prowadzi do poważnych zatorów logistycznych m.in. w Rotterdamie, Barcelonie i brytyjskim Felixstowe.
Według danych branżowych, w pierwszym kwartale 2025 roku import towarów z Chin do Wielkiej Brytanii wzrósł o 15%, a do UE o 12%. Część ładunków, które pierwotnie miały trafić do portów amerykańskich, jest obecnie rozładowywana w Europie, gdzie trafia na rynki lokalne lub pozostaje w magazynach oczekując na dalsze decyzje handlowe. Taka redystrybucja podnosi koszty operacyjne, wydłuża czas dostaw i destabilizuje globalne łańcuchy zaopatrzenia.
Polscy armatorzy stają przed dylematem
Dla polskich operatorów żeglugowych to sytuacja pełna wyzwań i szans jednocześnie. Z jednej strony rośnie znaczenie europejskich portów, co może sprzyjać rozwojowi działalności logistycznej i przeładunkowej w Polsce. Z drugiej zaś – bezpośrednie połączenia żeglugowe do USA stają się coraz mniej opłacalne ze względu na niepewność taryfową i możliwe obciążenia fiskalne.
W odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe, część operatorów rozważa czasowe ograniczenie rotacji na szlakach transatlantyckich lub ich reorganizację – nie poprzez rezygnację z obsługi tego kierunku, lecz poprzez zwiększenie częstotliwości połączeń na trasach UE–Azja oraz rozwinięcie operacji w rejonie Morza Północnego i Bałtyckiego.
Polityka zatapia logikę rynku
Dzisiejsze przetasowania na mapie morskiego handlu pokazują wyraźnie: epoka przewidywalności się kończy. Morze, dotąd synonim swobodnej wymiany i otwartych szlaków, staje się przedłużeniem geopolitycznych napięć. Porty już nie konkurują tylko efektywnością – stają się zapleczem polityki.
I jeśli ten trend się utrzyma, może okazać się, że globalna logika łańcuchów dostaw ustąpi miejsca nowemu porządkowi – w którym to nie fracht, lecz decyzje prezydentów i urzędników stanowią główny punkt odniesienia dla armatorów. Paradoks polega na tym, że to właśnie Stany Zjednoczone przez dekady umożliwiały rozwój chińskiego przemysłu stoczniowego – korzystając z taniej produkcji i relatywnej stabilności handlu. Dziś te same narzędzia, które kiedyś wspierały globalizację, stają się przedmiotem reglamentacji. Czy odwrócenie tego kursu okaże się skuteczne w dłuższej perspektywie? A może to tylko kolejny rozdział rywalizacji, w której nikt nie kontroluje ostatecznego bilansu strat i zysków?
Autor: Mariusz Dasiewicz

AW189 i S-92 w irlandzkim systemie ratownictwa morskiego

Rosnąca liczba interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej, zmiany w lotniczym komponencie systemu SAR oraz sposób wykorzystania śmigłowców ratowniczych stały się przedmiotem coraz częstszej debaty.
W artykule
W irlandzkich realiach decyzje sprzętowe nie zawsze są jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie zdolności operacyjnych, co wynika ze specyfiki działań prowadzonych na wodach Atlantyku.
W jednej z dyskusji pod naszym wcześniejszym artykułem (link do tekstu), dotyczącym rosnącej liczby interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej prowadzonych w wymagających warunkach u wybrzeży Irlandii, pojawiły się uwagi naszego czytelnika z portalu X – Wojtka. Zwrócił on uwagę, że zastąpienie wykorzystywanych dotychczas śmigłowców S-92 maszynami typu AW189 nie musi być jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie systemu SAR, a w praktyce może oznaczać zmianę profilu operacyjnego irlandzkiego ratownictwa morskiego.
Analiza dostępnych danych technicznych obu maszyn pokazuje, że ta uwaga nie jest pozbawiona podstaw, choć jej pełne znaczenie ujawnia się dopiero w zestawieniu realnych scenariuszy działań prowadzonych w trudnych warunkach pogodowych i daleko od linii brzegowej. To właśnie ten kontekst stał się punktem wyjścia do szerszego spojrzenia na temat zmian w irlandzkim morskim komponencie lotniczym SAR.
Geografia, która nie wybacza uproszczeń
Irlandia należy do państw o wyjątkowo wymagających warunkach prowadzenia morskich akcji ratowniczych. Otwarty Atlantyk, długa i skalista linia brzegowa, liczne klify oraz wyspy oddalone od stałego lądu sprawiają, że ratownictwo morskie ma tu charakter nie tylko przybrzeżny, lecz często oceaniczny. W takich warunkach margines błędu podczas akcji ratunkowych bywa niewielki, a decyzje sprzętowe nabierają znaczenia, które trudno porównać z realiami Bałtyku czy Morza Północnego.
To właśnie dlatego w Irlandii każda zmiana w systemie SAR – zwłaszcza dotycząca lotnictwa – jest analizowana nie tylko przez specjalistów, lecz także przez byłych dowódców, ratowników oraz środowisko morskie.
Przypadek statku rybackiego Fastnet jako punkt odniesienia
Dobrym przykładem tej dyskusji jest akcja ratownicza z 15 grudnia 2025 roku przeprowadzona przy francuskim kutrze rybackim Fastnet, który po awarii silnika osiadł na skałach w rejonie Dingle. Z pokładu jednostki ewakuowano 14 członków załogi przy użyciu śmigłowca ratowniczego bazującego w Shannon. Operacja była prowadzona w trudnych warunkach pogodowych, przy silnym wietrze oraz wysokiej fali, a całe podjęcie trwało około 20 minut.
Akcja zakończyła się powodzeniem, jednak – co istotne – wymagała dwóch podejść śmigłowca. W komentarzach pojawiły się głosy, że w przypadku wcześniej wykorzystywanych maszyn używanych przez irlandzką Straż Przybrzeżną możliwe byłoby jednorazowe zabranie całej załogi, co stało się punktem wyjścia do debaty nad przydatnością poszczególnych typów śmigłowców w działaniach irlandzkiego systemu SAR.
Gdzie kończy się „wystarczająco dobrze”
Były dyrektor irlandzkiej Straży Przybrzeżnej zwrócił uwagę, że akcja przy Fastnet przebiegała blisko brzegu. W jego ocenie podobne zdarzenie, lecz mające miejsce kilkaset mil morskich od lądu, mogłoby mieć zupełnie inny finał. W takich warunkach liczba osób możliwych do ewakuacji podczas jednego podejścia śmigłowca przestaje być detalem technicznym, a staje się kwestią życia i śmierci.
W tym kontekście zasadna pozostaje uwaga, że samo wprowadzenie czterech śmigłowców AW189 nie musi automatycznie oznaczać wzmocnienia zdolności irlandzkiej Straży Przybrzeżnej. Zastąpienie wcześniej wykorzystywanych cięższych śmigłowców S-92 inną konstrukcją, zaprojektowaną pod odmienny profil zadań, oznacza zmianę charakteru operacyjnego systemu ratownictwa. Dlatego krytyczne głosy pojawiające się wokół tej decyzji nie odnoszą się do jakości samej maszyny, lecz do konsekwencji jej wykorzystania w trudnych warunkach środowiskowych, typowych dla irlandzkiego wybrzeża.
Właśnie w tym miejscu różnice pomiędzy poszczególnymi typami maszyn zaczynają mieć znaczenie operacyjne, a nie tylko katalogowe. Dodatkowy lot, który przy brzegu jest możliwy, na otwartym Atlantyku może już nie wchodzić w grę.
Leonardo AW189 – charakterystyka konstrukcji i zastosowanie
Leonardo AW189 to cywilny, dwusilnikowy śmigłowiec wielozadaniowy, rozwijany przez europejski koncern Leonardo od 2011 roku. Konstrukcja została zaprojektowana z myślą o szerokim spektrum zastosowań, obejmujących zadania transportowe, operacje offshore oraz misje poszukiwawczo-ratownicze. Maszyna charakteryzuje się maksymalną masą startową na poziomie około 8,6 tony oraz kabiną umożliwiającą elastyczną konfigurację pod kątem transportu osób lub wyposażenia specjalistycznego.
AW189 są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych przez użytkowników cywilnych i państwowych. W zależności od konfiguracji śmigłowce te mogą przenosić wyposażenie medyczne oraz sprzęt do ewakuacji poszkodowanych z użyciem wciągarki. Konstrukcja AW189 znajduje zastosowanie w działaniach prowadzonych zarówno w rejonach przybrzeżnych, jak i w głębi morza.
Sikorsky S-92 – cięższa platforma dla zadań offshore i SAR
Sikorsky S-92 to dwusilnikowy śmigłowiec zaprojektowany z myślą o długotrwałych operacjach nad morzem, w szczególności na potrzeby przemysłu wydobywczego oraz służb ratowniczych. Konstrukcja charakteryzuje się większymi wymiarami kadłuba oraz obszerną kabiną, co umożliwia jednorazowy transport większej liczby osób lub rozbudowanego wyposażenia medycznego i ratowniczego.
Śmigłowce S-92 od lat są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych w takich państwach jak Irlandia, Wielka Brytania czy Republika Korei, zarówno przez służby państwowe, jak i operatorów cywilnych realizujących kontrakty rządowe. Konstrukcja ta znalazła szerokie zastosowanie w operacjach offshore, gdzie istotne znaczenie mają duży zasięg oraz długi czas lotu, szczególnie przy działaniach prowadzonych daleko od linii brzegowej.
Porównanie śmigłowców AW189 i S-92
Parametr Leonardo AW189 Sikorsky S-92 Typ śmigłowca dwusilnikowy, wielozadaniowy dwusilnikowy, wielozadaniowy Producent Leonardo Sikorsky Długość ok. 17,6 m ok. 17,1 m Wysokość ok. 5,1 m ok. 5,0 m Średnica wirnika nośnego ok. 14,6 m ok. 17,2 m Maksymalna masa startowa ok. 8 600 kg ok. 12 000 kg Prędkość przelotowa ok. 260 km/h ok. 280 km/h Pułap praktyczny ok. 4 600 m ok. 4 600 m Zasięg maksymalny ok. 900 km ok. 1 000 km Pojemność kabiny do ok. 19 osób (zależnie od konfiguracji) do ok. 19 osób (większa przestrzeń) Dlaczego Irlandia patrzy na to inaczej niż reszta Europy
To, co w innych państwach uznawane jest za akceptowalny kompromis, w irlandzkich realiach bywa oceniane znacznie surowiej. Wynika to nie tylko z geografii, lecz także z charakteru zdarzeń, z jakimi służby mierzą się na co dzień. Duża część interwencji dotyczy jednostek rybackich i handlowych operujących daleko od lądu, często w warunkach szybko pogarszającej się pogody.
W takich sytuacjach zdolność do jednorazowego podjęcia większej liczby rozbitków ma znaczenie kluczowe. Nie zawsze istnieje możliwość powrotu po kolejnych poszkodowanych, nawet jeśli teoretycznie czas dolotu na to pozwala.
Dyskusja, która jeszcze się nie zakończyła
Zmiany w irlandzkim systemie ratownictwa lotniczego pozostają przedmiotem ożywionej debaty, ponieważ dotyczą nie tylko używanego sprzętu, lecz także realnych możliwości prowadzenia akcji ratowniczych w jednym z najbardziej wymagających akwenów Europy. Przykład interwencji przy Fastnet pokazuje, że różnice pomiędzy wykorzystywanymi konstrukcjami śmigłowców mają wymiar praktyczny i bezpośrednio wpływają na przebieg działań poszukiwawczo-ratowniczych.
Zestawienie śmigłowców różniących się gabarytami, masą oraz przestrzenią kabiny unaocznia, że nie każda zmiana sprzętowa oznacza automatyczne wzmocnienie zdolności operacyjnych. W warunkach, w których kluczowe znaczenie ma jednorazowe podjęcie jak największej liczby osób lub prowadzenie działań daleko od brzegu, charakterystyka i możliwości nabiera szczególnego znaczenia.
Obecnie lotniczy komponent irlandzkiego systemu SAR przechodzi etap zmian związanych z realizacją rządowego kontraktu przez operatora Bristow Ireland. W jego ramach dotychczas wykorzystywane śmigłowce Sikorsky S-92 są stopniowo zastępowane maszynami Leonardo AW189. Pierwsze śmigłowce nowego typu zostały już wprowadzone do służby, jednak proces pełnego przejścia na nową flotę wciąż trwa.
Wracając do punktu wyjścia, w którym nasz czytelnik zwrócił uwagę na niejednoznaczną ocenę zmian w irlandzkim lotniczym komponencie SAR, zasadne pozostaje pytanie o długofalowe konsekwencje tej decyzji. Czy w dłuższej perspektywie zmiana wykorzystywanych śmigłowców na wariant morski AW189 rzeczywiście przełoży się na wzrost skuteczności ratownictwa morskiego w warunkach częstych sztormów i szybko zmieniającej się pogody u wybrzeży Irlandii, czy też przyniesie nowe wyzwania organizacyjne i operacyjne dla irlandzkiej Straży Przybrzeżnej? Odpowiedź na to pytanie przyniosą zapewne najbliższe lata, pokazując w praktyce, czy ta ryzykowna decyzja przyniosła zamierzony efekt, czy też ujawniła swoje ograniczenia.










