Roszczenia Chin na Morzach Południowochińskim i Wschodniochińskim [ANALIZA]

Ocena chińskich roszczeń na Morzu Południowochińskim i Morzu Wschodniochińskim ujawnia skomplikowaną sieć interesów politycznych, historycznych i strategicznych. Rozpatrując zarówno perspektywy historyczne, jak i współczesne dążenia Chin do dominacji morskiej, pokazujemy różnorodne aspekty tych roszczeń oraz ich wpływ na regionalną stabilność i bezpieczeństwo.
Chińskie roszczenia terytorialne do Morza Południowochińskiego (SCS) i Morza Wschodniochińskiego (ECS) są zakorzenione w dążeniu do umacniania suwerenności i wpływów regionalnych. Motywowane historycznymi i nacjonalistycznymi przesłankami, te roszczenia są częścią szerszej strategii Chin w zakresie rozwoju ich morskiej potęgi. Działania te obejmują rozbudowę obecności morskiej i wojskowej w tych strategicznych rejonach, co ma na celu wzmocnienie pozycji Chin na arenie międzynarodowej.
W odpowiedzi na historyczne wyzwania, obecna strategia morska Chińskiej Republiki Ludowej koncentruje się na wzmocnieniu swojego bezpieczeństwa poprzez rozbudowę pierścienia ochronnego wokół swoich morskich granic. To działanie obejmuje rozwój sił zbrojnych i infrastruktury wojskowej, a także wzmożoną obecność na morzach poprzez częste patrole morskie i misje lotnicze.
Kluczowymi elementami tej polityki są regularne ćwiczenia wojskowe oraz modernizacja floty marynarki wojennej, mające na celu zwiększenie zdolności operacyjnych. Szczególny nacisk kładziony jest na aktywne zaangażowanie milicji morskich, zwłaszcza na strategicznie ważnym Morzu Południowochińskim, gdzie Chiny dążą do umocnienia swojej pozycji i zabezpieczenia swoich roszczeń terytorialnych.
Obecnie Chiny są zaangażowane w spory morskie na Morzu Południowochińskim i Morzu Wschodniochińskim. Oba spory mają określone cechy wspólne, w tym ich źródła. Po pierwsze, początki obu sporów opierają się na roszczeniach dotyczących suwerenności. Na Morzu Wschodniochińskim Chiny, Tajwan i Japonia spierają się o grupę wysp o nazwach Diaoyu (Chiny) i Senkaku (Japonia). Dla porównania, na Morzu Południowochińskim znajdują się cztery główne grupy wysp, o które spiera się sześć państw – Chiny, Tajwan, Wietnam, Filipiny, Malezja i Brunei.
Grupy wysp na Morzu Południowochińskim, w tym Wyspy Spratly (Wyspy Nanshsa), Wyspy Paracelskie (Wyspy Xisha), Macclesfield Bank (Zhongsha) oraz Wyspy i Rafy Pratas (Dongsha), stanowią obszar intensywnych sporów terytorialnych. Wyspy Spratly, ze względu na swoje strategiczne położenie i bogactwo naturalne, są przedmiotem napięć między kilkoma krajami regionu. Na większości wysp stacjonują niewielkie oddziały wojskowe krajów roszczących sobie prawa do nich, co dodatkowo komplikuje sytuację w tym regionie.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/chiny-a-nowe-regulacje-wydobycia-z-dna-morskiego/
Pierwszy poważny konflikt zbrojny w SCS miał miejsce między Chinami a Wietnamem w 1974 r., po którym Chiny zgłosiły swoje roszczenia do Wysp Paracelskich. Druga poważna konfrontacja miała miejsce w 1988 r. między dwoma krajami o kontrolę nad rafą Fiery Cross, w wyniku której Wietnam stracił trzy okręty wojenne i 72 żołnierzy. Następnie Chiny zajęły wyspę Mischief, która należy do filipińskiej WSE.
W przeciwieństwie do sytuacji na Morzu Południowochińskim, Chiny i Japonia unikały wojny i bezpośredniej konfrontacji wojskowej o wyspy Diaoyu/Senkaku po zawarciu dwóch traktatów. Morze Południowochińskie, istotne dla rybołówstwa chińskiego, stanowi znaczące źródło zasobów morskich i węglowodorów. Jednak intensywne połowy ryb doprowadził do spadku ich populacji, co stanowi wyzwanie dla bezpieczeństwa żywnościowego i gospodarki regionu. Pomimo to, przemysł rybacki w Chinach nadal jest ważnym elementem gospodarki narodowej, czyniąc kraj ten dużym eksporterem ryb i owoców morza.
Oprócz zasobów morskich, region ten jest również bogaty w zasoby energetyczne. Według szacunków US Geological Survey z 2012 roku, Morze Południowochińskie zawiera około 12 miliardów baryłek ropy naftowej oraz około 53,8 bilionów metrów sześciennych gazu ziemnego. Te bogactwa naturalne sprawiają, że zarówno SCS, jak i ECS są dla Chin kluczowe pod względem zasobów morskich i węglowodorowych. Z tego powodu Pekin dąży do pełnej suwerenności nad tym regionem, aby maksymalnie wykorzystać jego potencjał zasobów.
Trzecim powodem trwającego sporu Chin o wyspy są napięcia historyczne i współczesne walki o władzę. Współczesne stosunki chińsko-japońskie były głównie antagonistyczne i pod wpływem historii kolonializmu i rywalizacji. Chiny były celem imperialistycznych ambicji Japonii, ale teraz ewoluowały, aby wyprzedzić rolę Japonii jako globalnej potęgi gospodarczej. Dlatego próby „odzyskania” terytoriów w ECS stają się częścią większego programu przywrócenia pozycji kraju jako „regionalnego hegemona”. Dla chińskich nacjonalistów kwestie materialne sporu (kontrola nad WSE i szelfem kontynentalnym wysp) stają się drugorzędne w stosunku do historycznego aspektu sporu.
Podobnie jak w przypadku sporu o ECS, początki roszczeń Chin do suwerenności nad całymi łańcuchami wysp Morza Południowochińskiego również odnoszą się do ich „praw historycznych”. Chiny, podobnie jak w przypadku Morza Wschodniochińskiego, zawsze postrzegały SCS jako swoje historyczne wody sięgające dawnych praktyk żeglugi i handlu w czasach dynastii Qing i Han. Brak ogólnego zainteresowania ze strony dawnych potęg kolonialnych rozwiązaniem kwestii delimitacji dał Chinom szansę na przedstawienie fasady praw historycznych w celu podważenia legalności prawa międzynarodowego.
Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/rosnace-napiecia-na-bliskim-wschodzie-chiny-wzmacniaja-obecnosc-morska/
Chiny uważają również, że SCS jest częścią ich „utraconych terytoriów”, co odzwierciedla ich roszczenia w ECS. Czwarty powód sporów ma charakter strategiczny. Pod względem znaczenia strategicznego ECS służy jako istotny obszar dla wszystkich stron roszczących, w tym USA. Na północy ECS znajduje się wejście do Morza Japońskiego, podczas gdy na południu znajduje się Tajwan, który służy jako obszar sporny między USA i Chinami. Chiny postrzegają również „asertywne zachowanie” Japonii w sporach ECS jako próbę „powstrzymania Chin”, podobnie jak USA, co skutkuje rosnącym brakiem bezpieczeństwa, prowadzącym do agresywnych działań siły chińskiej marynarki wojennej i milicji morskiej w ich roszczeniach.
Dlatego Chiny są przekonane, że kontrolowanie wysp Diaoyu pomoże im skutecznie wzmocnić swoje bezpieczeństwo. Wyspy te mogą stać się strategicznym buforem, chroniącym Chiny przed Japonią i USA. Eksperci wojskowi z Japonii wskazują, że Chiny mogą używać tych wysp do tworzenia baz rakietowych, systemów radarowych i baz okrętów podwodnych, co znacząco zwiększyłoby ich bezpieczeństwo i obecność wojskową w regionie. Podobną strategiczną wartość mają dla Chin wody Morza Południowochińskiego, jak i regionu Morza Wschodniochińskiego.
SCS jest kluczowym SLOC, który łączy Ocean Spokojny z Oceanem Indyjskim i stanowi linię życia globalnego handlu towarami i dostawami energii do Chin, Japonii, Korei Południowej i Rosji. Jeśli Chiny będą kontrolować SCS, zagwarantują sobie bezpieczeństwo na odległych wodach. Co więcej, Chiny mogą rozszerzyć swoją żeglugę morską, co może stanowić wyzwanie dla dominacji morskiej USA i projekcji siły w Azji Wschodniej. Kolejna wspólna cecha obu regionów dotyczy granic morskich. W obu przypadkach pojawia się pytanie „jak i gdzie” można wyznaczyć granicę morską. W ECS chińska granica morska biegnąca wzdłuż szelfu kontynentalnego kończy się w Rowie Okinawskim. Granica morska Japonii przebiega w połowie drogi między wyspami Ryukyu a Chinami kontynentalnymi.
Podobnie jak w przypadku Morza Wschodniochińskiego (ECS), Chiny definiują swoje granice morskie w Morzu Południowochińskim (SCS) na podstawie tzw. linii dziewięciu kresek, którą po raz pierwszy ogłosiły w 1947 roku. Tę kontrowersyjną koncepcję przedstawili Komisji Granic Szelfu Kontynentalnego ONZ w 2009 roku. Mimo to, Chiny nigdy nie przedstawiły dokładnych koordynatów określających położenie tej linii, co prowadzi do niejasności i komplikacji w stosunkach międzynarodowych. Brak precyzyjnej delimitacji powoduje, że inne państwa roszczące sobie prawa do tych samych obszarów morskich nie mogą opierać swoich roszczeń na konwencji prawa morza UNCLOS, co dodatkowo komplikuje sytuację w regionie.
Oba spory różnią się jednak między sobą. Po pierwsze, niektóre spory dotyczące granic morskich SCS zostały poddane międzynarodowemu arbitrażowi. Na przykład Filipiny złożyły Memoriał do Stałego Trybunału Arbitrażowego (PCA) w Hadze w marcu 2014 r., starając się uznać chińską linię dziewięciu kresek za „nielegalną i nieważną” oraz uzyskać wyjaśnienie, czy określone elementy lądowe w SCSC są „skałami, wyspami lub wzniesieniami podczas odpływu”.
Chiny odmówiły jednak udziału w sprawie, stwierdzając, że PCA nie ma jurysdykcji nad sporem, mimo że Tribal orzekł, że nie ma podstawy prawnej dla roszczeń Chin ze względu na brak roszczeń historycznych. Jednakże, chociaż Japonia wyraziła zainteresowanie międzynarodowym rozstrzygnięciem sporu z Chinami, w szczególności przez Demokratyczną Partię Japonii, kolejna Partia Liberalno-Demokratyczna Shinzo Abe generalnie odmówiła uznania sporu, uniemożliwiając tym samym jakiekolwiek międzynarodowe rozstrzygnięcie. Po drugie, podczas gdy spór na Morzu Południowochińskim ma charakter wielostronny, spór na Morzu Wschodniochińskim ma charakter dwustronny.
Ponieważ wiele krajów ma nakładające się roszczenia do Wysp Spratly i Wysp Paracelskich w SCS, strony te (z wyjątkiem Chin) podjęły kroki dyplomatyczne w celu rozwiązania sporów, takie jak niewiążąca Deklaracja Kodeksu Postępowania na Morzu Południowochińskim sporządzona w 2002 r. lub Filipiny próbujące pozyskać narody ASEAN do formalnego rozwiązania sporu. Jednak Chiny zawsze gardziły opracowaniem wiążącego kodeksu. Wręcz przeciwnie, roszczenia do suwerenności nad wyspami Diaoyu/Senkaku są ograniczone do Chin i Japonii.
Czytaj również: https://portalstoczniowy.pl/chiny-przeprowadzaja-bezprecedensowe-cwiczenia-wojskowe-w-ciesninie-tajwanskiej-%EF%BF%BC/
Chociaż Tajwan podziela roszczenia Chin, nie był częścią chińskich prób promowania suwerenności nad Wyspami, głównie dlatego, że Chiny nie uważają Tajwanu za odrębny kraj. Co więcej, w porównaniu z pretendentami do Morza Południowochińskiego, Japonia jest bardziej groźnym przeciwnikiem wojskowym dla Chin. Wynika to z faktu, że główni pretendenci do SCS mają znacznie mniejszą obecność wojskową lub zdolności modernizacyjne niż Chiny.
Wietnam ma jedynie „przyzwoite” siły zbrojne, podczas gdy siły zbrojne Filipin są jeszcze mniej imponujące pod względem liczebności niż Wietnam. Dla porównania, Japońskie Morskie Siły Samoobrony (MSDF) składają się z prawie 47 000 pracowników i równie imponujących sił powietrznych. Japońska Straż Przybrzeżna (JCG) modernizuje i buduje swoje zdolności do długoterminowej obrony wysepek. Japońskie siły wojskowe i straży przybrzeżnej stanowią znacznie większe zagrożenie dla chińskiego PLAN (PLA-Navy) niż Wietnam czy Filipiny.
Jednak najważniejszą częścią japońskiego potencjału wojskowego jest wsparcie ze strony wojsk amerykańskich. Waszyngton w pełni wspiera japońską „ważną i legalną” administrację nad wyspami Senkaku, a wszelkie próby przejęcia wysp Diaoyu przez Chiny oznaczałyby bezpośrednią konfrontację z nowoczesną japońską marynarką wojenną, siłami powietrznymi, strażą przybrzeżną i wojskiem USA. Z kolei Filipiny, mimo że są sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, są z nimi bardziej powiązane niż z USA i Japonią.
Co więcej, w porównaniu z Japonią, gdzie siły zbrojne USA stacjonują w całym kraju i są przygotowane na konflikt chińsko-japoński, brak jest stałej i narzucającej się obecności wojskowej USA na filipińskich wybrzeżach, a zatem sojusz z USA jest mniej groźny dla Pekinu w porównaniu z Tokio. Można zatem zauważyć, że niekończący się apetyt Chin na terytoria na Morzu Południowochińskim i Morzu Wschodniochińskim wynika z nacjonalistycznych przekonań o „historycznej niesprawiedliwości”, korzyściach materialnych, wymogach strategicznych i bezpieczeństwie narodowym. Jako państwo, które uważa swoje bezpieczeństwo narodowe, dobrobyt gospodarczy i globalną hegemonię za istotne, nie będzie błędem założenie, że jego ekspansjonistyczne tendencje w stosunku do „historycznych terytoriów” są dalekie od zakończenia.
Różnice w obecności wojskowej USA w regionie Azji Wschodniej podkreślają złożoność sytuacji geopolitycznej, w której Chiny realizują swoją ekspansywną politykę. Najnowszy incydent na Morzu Południowochińskim z 6 grudnia, gdzie chińska jednostka straży przybrzeżnej zaatakowała filipiński patrolowiec przy użyciu armatek wodnych, jest wyraźnym przykładem eskalacji napięć. To zdarzenie nie tylko rzuca światło na agresywną politykę Chin, ale także zwiększa potrzebę poszukiwania stabilnych i pokojowych rozwiązań w tym napiętym regionie.
Ta sytuacja nie tylko wywołuje niepokój wśród państw regionu, ale również staje się przedmiotem międzynarodowych dyskusji dotyczących bezpieczeństwa i stabilności na tych wodach. To kolejny przykład, który podkreśla potrzebę dalszych działań dyplomatycznych w celu zapobiegania eskalacji napięć i poszukiwania pokojowych rozwiązań dla trwających sporów, choć zachowanie i metody chińskiej marynarki wojennej wskazują na to, że jest to raczej nie możliwe.
Autor: Mariusz Dasiewicz

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









