Soloch: to już wojna nielicząca się z życiem cywilów 

Na Ukrainie mamy do czynienia z wojną w najbrutalniejszej formule, nieliczącą się z życiem cywilów, przypominającą okupację niemiecką na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej – powiedział w czwartek szef BBN Paweł Soloch.
Soloch w poranku rozgłośni katolickich „Siódma 9″ zaznaczył, że trzeba próbować korzystać z każdej „furtki i furteczki” do negocjacji np. o zawieszeniu broni czy o liniach rozgraniczenia walk, ale – jak mówił – „większe nadzieje należy pokładać w międzynarodowej postawie, która być może zmusi Kreml do jakiegoś opamiętania”.
Jego zdaniem, Rosjanie nie są w stanie utrzymać już „propagandowej linii wyzwolicielskiej” i w ostatnich godzinach „zmienili taktykę na bardziej brutalną, przypominającą okupację niemiecką na ziemiach polskich w czasie drugiej wojny światowej”. „Mamy już do czynienia z wojną w najbrutalniejszej formule, nieliczącą się z życiem cywilów; to nie są żadne +uderzenia precyzyjne+, tylko próba zastosowania wojskowego walca wobec narodu ukraińskiego” – zaznaczył.
Szef BBN zaapelował także, aby nie publikować np. w mediach społecznościowych żadnych zdjęć, filmików czy informacji, które mogą być wykorzystywane przez stronę rosyjską do celów wywiadowczych bądź propagandowych, w tym do „siania paniki wśród naszego społeczeństwa”.
„Każdy ma telefon, kamerę, może zrobić zdjęcie, film i jest taki odruch chwalenia się w mediach społecznościowych ty, gdzie się było i jaki e rzeczy się widziało. Pozostaje tylko apelować o powstrzymywanie się przed takimi działaniami, które nawet robione w dobrej wierze, a później przechwycone przez przeciwnika mogą być wykorzystywane do jakichś montaży, pokazywania niestworzonych rzeczy, siania paniki również wśród naszego społeczeństwa” – powiedział.
Według niego, „musimy mieć świadomość, że będziemy co najmniej przez najbliższe miesiące, oby nie lata, ale i na to musimy się przygotować, krajem frontowym, poddanym penetracji rosyjskich służb, manipulacji”.
Autor: Mieczysław Rudy/PAP

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











