Ukraina organizuje przekazanie 60 masowców ze zbożem dla najbiedniejszych krajów świata

Rząd Ukrainy organizuje inicjatywę wysłania ukraińskiego zboża do biednych krajów północnej Afryki oraz Azji Południowo-Wschodniej.  

Plan „Ziarno z Ukrainy” zakłada, że darczyńcy z bogatszych krajów importujących produkty rolne zapłacą za dodatkowe ziarno, które zostanie wysłane do bardziej potrzebujących krajów. Finansowanie byłoby priorytetowe dla eksportu od małych i średnich ukraińskich producentów rolnych. Gospodarka Ukrainy jest zrujnowana przez trwającą inwazję Rosji, ale nadal jest kluczowym eksporterem produktów rolnych i chce pokazać, że priorytetowo traktuje dostawy do krajów mniej zamożnych. 

Nawet gdy kraj zmaga się z brakami żywności, zdewastowanymi polami uprawnymi i powszechnymi przerwami w dostawach prądu, nigdy nie zapomnimy o naszej roli jako odpowiedzialnego obywatela świata. Afryka rozpaczliwie potrzebuje żywności, a Ukraina jest gotowa wspierać głodnych ludzi w godzinie ich potrzeby.

Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/baltic-power-oglosil-przetarg-na-inzyniera-kontraktu-przy-budowie-morskiej-farmy-wiatrowej/

Według Zełenskiego, sześć krajów NATO i UE ogłosiło darowizny na wsparcie tej inicjatywy. Celem jest wysłanie 60 statków z wystarczającą ilością ukraińskiego zboża, aby „uratować pięć milionów ludzi od głodu”. 

UE przekazała również około 1 mld dolarów na wsparcie operacji „Solidarity Lanes”, które mają na celu przeniesienie ukraińskich produktów rolnych drogą lądową przez terytorium Europy. Przy pomocy Komisji Europejskiej, ukraińscy producenci mają ułatwiony dostęp do polskich portów w Gdyni i Gdańsku. 

Program „Ziarno z Ukrainy” rusza w 90. rocznicę Hołodomoru, czyli zarządzonej przez Sowietów klęski głodu, która pochłonęła miliony Ukraińców na początku lat 30. ubiegłego wieku. W tym roku pamięć o niej jest przyćmiona przez kolejną rundę rosyjskich ataków na niepodległość Ukrainy, podkreśliło ukraińskie Muzeum Hołodomoru w oświadczeniu. 

Źródło: Ukrinform

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.