Wodowanie prototypowego kutra desantowego HCB-001

11 grudnia w zakładach stoczniowych Kangnam Ship w Pusanie odbyła się uroczystość wodowania prototypowego kutra desantowego HCB-001 typu Cheongsaechi, zbudowanego dla Korpusu Piechoty Morskiej Republiki Korei.
W artykule
W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele Korpusu Piechoty Morskiej, Agencji ds. Programów Obronnych (DAPA) oraz gospodarzy z Kangnam. Gościem honorowym był dowódca Daehanminguk Haebyeongdae gen. Ju Il-suk natomiast matką chrzestną jednostki została jego małżonka.
Pierwszy taki kuter w Korpusie
Dotychczas koreański Korpus Piechoty Morskiej wykorzystywał konstrukcje pneumatyczne oraz półsztywne. Wprowadzenie kutra typu Cheongsaechi oznacza przejście na jednostkę o sztywnym kadłubie, zapewniającą lepszą dzielność morską oraz większą odporność na trudne warunki hydrometeorologiczne. Istotnym elementem projektu jest również wzmocnienie ochrony poprzez osłonięcie wybranych rejonów kadłuba pancerzem balistycznym.
Projekt przygotowano przy współpracy z DAPA. Sylwetka jednostki wyraźnie nawiązuje do szwedzkiego typu Stridsbåt 90, który od lat pozostaje punktem odniesienia dla lekkich, szybkich jednostek desantowych.
Kontrakt na prototypową jednostkę podpisano w lipcu 2024 roku. Prace rozpoczęto 7 maja 2025 roku, natomiast położenie stępki nastąpiło w sierpniu. Przyjęcie HCB-001 do służby planowane jest na grudzień 2026 roku po zakończeniu prób zdawczo-odbiorczych.
Charakterystyka techniczna i układ
Według ujawnionych danych HCB-001 ma wyporność około 30 ton. Kadłub o wymiarach około 18 × 4 × 1 m wyposażono w osłonę katodową, co sugeruje zastosowanie konstrukcji stalowej. Napęd stanowią dwa silniki wysokoprężne współpracujące z pędnikami wodnostrumieniowymi z odwracaczami strug. Prędkość maksymalna ma przekraczać 45 węzłów, natomiast marszowa wynosi około 35 węzłów.
Uzbrojenie obejmuje pojedyncze zdalnie sterowane stanowisko ogniowe Hanwha Defense z wielkokalibrowym karabinem maszynowym K6 kal. 12,7 mm oraz dwa karabiny maszynowe K16 kal. 7,62 mm na burtach. Stanowiska boczne otrzymały osłony przeciwodłamkowe. Dodatkowo przewidziano cztery poczwórne wyrzutnie wielospektralnych granatów dymnych.
Na dziobie znajduje się rampa, która prowadzi do korytarza komunikacyjnego oraz centralnie położonego przedziału desantu. Przewidziano w nim miejsce dla około 20 żołnierzy w pełnym oporządzeniu. Stanowisko dowodzenia umieszczono w niewielkiej kabinie z miejscami dla dowódcy i mechanika. Elementem wyróżniającym jest wydzielone miejsce w części rufowej na ponton typu IBS (Inflatable Boat Small) przeznaczony dla przewożonego desantu.
Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.
W artykule
Rocznica, która nie przemija
Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy.
W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.
Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz
Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.
To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią.
Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji
Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.
Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.
Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu
Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.
Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.
Po co nam ta rocznica dzisiaj
Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.
Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.
Mariusz Dasiewicz









