Wodowanie pierwszego rodzimego okrętu podwodnego na Tajwanie

Tajwan odnotowuje historyczny moment w swojej obronności morskiej, wodując pierwszy krajowy okręt podwodny Hai Kun (SS-711). Inicjatywa ta, wpisująca się w strategię „Domestic Ship, Domestically Built”, podkreśla dążenie wyspy do zwiększenia niezależności w dziedzinie technologii obronnych.
Operacja wodowania Hai Kun, które miało miejsce 26 lutego, jest zwieńczeniem miesięcy intensywnych przygotowań. Od ceremonii odsłonięcia i chrztu we wrześniu ubiegłego roku, okręt podwodny IDS (Indigenous Defense Submarine) przeszedł szereg testów przygotowawczych. Dzięki staraniom zespołu osób z zakładów stoczniowych CSBC, okręt z sukcesem przeszedł krytyczne testy, takie jak sprawdzenie wodoszczelności i stabilności, zanim został przetransportowany do pływającego doku Jong Shyn No.8, skąd nastąpiło jego wodowanie.
Pierwszy rodzimy okręt podwodny Tajwanu, Hai Kun, wyposażono w zaawansowane uzbrojenie, obejmujące sześć wyrzutni torpedowych RTX Mk 48 Mod 6AT (Advanced Technology), a także pociski przeciwokrętowe Boeing UGM-84L Harpoon Block II, co świadczy o jego wysokim potencjale bojowym. Kluczowe komponenty technologiczne, w tym maszty, systemy elektroniczne i sonarowe, zostały dostarczone przez renomowane amerykańskie przedsiębiorstwa, takie jak L3 Harris i RTX, co podkreśla międzynarodowy charakter współpracy przy jego budowie.
Dodatkowo, Hai Kun wyposażony jest w system przeciwtorpedowy Aselsan ZOKA, produkowany lokalnie na licencji tureckiej. System ten, składający się z czterech wyrzutni po sześć rur każda, jest przeznaczony do odpalania celów samobieżnych i dryfujących, mających na celu zmylenie nadchodzących torped, co zwiększa przeżywalność okrętu podczas potencjalnych konfrontacji.
Pomimo wyzwań, takich jak opóźnienia w dostawach niektórych systemów, zespół IDS wyraża optymizm co do terminowego zakończenia prób morskich i włączenia okrętu do floty tajwańskiej marynarki wojennej. Próby te będą decydujące dla oceny pełnej funkcjonalności i wydajności Hai Kun w realnych warunkach operacyjnych.
Wizualnie nowy okręt nawiązuje do japońskich konstrukcji typu Soryu i Oyashio, szczególnie charakterystycznych przez stery rufowe w kształcie litery X, co podkreśla wpływ japońskich technologii konstrukcyjnych na projektowanie tajwańskich jednostek.
Wodowanie Hai Kun nie tylko świadczy o postępach Tajwanu w dziedzinie technologii obronnych, ale również stanowi ważny krok w kierunku zwiększenia samodzielności obronnej wyspy. Jest to wyraźny sygnał dla świata o determinacji Tajwanu do ochrony swojej suwerenności i bezpieczeństwa w coraz bardziej niepewnym środowisku geostrategicznym.
Wodowanie okrętu podwodnego Hai Kun nie jest tylko triumfem inżynieryjnym Tajwanu, ale przede wszystkim strategicznym krokiem na drodze do zwiększenia bezpieczeństwa narodowego. Program Indigenous Defense Submarine (IDS) staje się kamieniem milowym w budowaniu samowystarczalności obronnej wyspy, podkreślając jej determinację do obrony suwerenności w obliczu złożonych wyzwań geopolitycznych regionu Azji Wschodniej.
Wzmocnienie floty podwodnej przez Tajwan nie tylko zwiększy jego potencjał obronny, ale również przyczyni się do zmiany równowagi sił w regionie, zmuszając do przewartościowania strategii zarówno regionalnych graczy, jak i potencjalnych przeciwników jakimi są Chiny. Ten rozwój sygnalizuje nowy rozdział w dążeniu Tajwanu do zapewnienia sobie silnej i niezależnej pozycji obronnej, co bez wątpienia wpłynie na przyszłe dyskusje o bezpieczeństwie i stabilności w całym regionie Azji Wschodniej.
Autor: Mariusz Dasiewicz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Fot. ORP Orzeł podczas służby pod biało-czerwoną banderą. Jedna z największych legend polskiej wojny na morzu. Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Wejście ORP Orzeł do Gdyni
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
W pierwszym okresie służby u boku Royal Navy ORP Orzeł wykonywał zadania eskortowe oraz patrole bojowe na Morzu Północnym. Od stycznia 1940 roku rozpoczął regularną samodzielną służbę patrolową, działając w jednym z najtrudniejszych rejonów wojny morskiej.
8 kwietnia 1940 roku okręt przeprowadził jedną z najbardziej znaczących akcji w swojej historii, zatapiając niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro”, który przewoził żołnierzy i sprzęt w ramach przygotowań do inwazji na Norwegię. Meldunek Orła był jednym z pierwszych sygnałów ostrzegających przed niemiecką inwazją, ale nie został w pełni wykorzystany przez alianckie dowództwo.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie jest znana dokładna data, miejsce ani bezpośrednia przyczyna utraty okrętu. Rozważane są różne hipotezy: od wejścia na minę morską na brytyjskim lub niemieckim polu minowym, przez zatopienie przez niemiecki bombowiec lub jednostkę patrolową, aż po tragiczne pomyłki – omyłkowe storpedowanie przez okręt podwodny bądź przypadkowe zatopienie przez aliancki samolot patrolowy. Nie wyklucza się także awarii technicznej lub błędu podczas manewrów zanurzania i wynurzania.
Nie udało się również odnaleźć wraku „Orła”. Mimo kilkunastu wypraw podejmowanych zarówno przez ekspedycje cywilne, jak i okręty Marynarki Wojennej, legenda jednostki wciąż pozostaje niezamknięta. Poszukiwacze podkreślają, że nie ustaną w wysiłkach, dopóki nie zostanie odnalezione miejsce spoczynku okrętu.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako bojowy okręt podwodny, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w trudnych sytuacjach tamtych czasów.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











