GAZ-SYSTEM z nowym prezesem

Wymiana kadrowa w spółkach Skarbu Państwa nie ustaje, a kolejna znacząca zmiana zarządu nastąpiła w GAZ-SYSTEMIE, kluczowej spółce energetycznej dla bezpieczeństwa Polski. Nadzwyczajne walne zgromadzenie spółki, z dniem 12 lutego 2024 roku, powołało Sławomira Hinca na członka zarządu, powierzając mu jednocześnie funkcję prezesa zarządu – poinformował Gaz-System w komunikacie.
Sławomir Hinc to postać znana w branży energetycznej, posiadająca bogate doświadczenie zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym. Jego kariera obejmuje kluczowe pozycje, takie jak prezes PGNiG Upstream Norway oraz wiceprezes PGNiG. W latach 2006-2008 pełnił również rolę prokurenta w GAZ-SYSTEMIE, co daje mu unikalne spojrzenie na wyzwania i możliwości przed spółką. Znaczące jest jego zaangażowanie w międzynarodowe fora branżowe, w tym udział w zarządzie EUROGAS w Brukseli, co podkreśla jego umiejętność działania w złożonym, globalnym kontekście energetycznym.
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/kluczowe-zmiany-w-radach-nadzorczych-portow-gdynia-i-gdansk/
Pod jego kierownictwem, GAZ-SYSTEM może spodziewać się nie tylko kontynuacji swojej misji zapewniania bezpieczeństwa energetycznego Polski, ale i dalszego rozwoju w kierunku nowych, innowacyjnych projektów. Z uwagi na doświadczenie Hinca w sektorze odnawialnych źródeł energii, w tym jako prezes Green Genius, możemy oczekiwać większego nacisku na zrównoważony rozwój i integrację zielonych technologii w strategii firmy.
Zmiany kadrowe w spółkach Skarbu Państwa, jak ta w GAZ-SYSTEMIE, nie są jedynie kwestią administracyjną. Reprezentują one kierunek, w jakim podąża polski sektor energetyczny – ku innowacyjności, bezpieczeństwu i zrównoważonemu rozwojowi. Nominacja Sławomira Hinca na prezesa Gaz-Systemu jest wyraźnym sygnałem, że Polska stawia na doświadczenie i nowoczesne podejście w kluczowych segmentach swojej gospodarki.
Autor: Mariusz Dasiewicz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











