Griffin Group z ofertą sprzętu morskiego na kieleckim MSPO

Już jutro zaczyna się kolejna edycja Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, podczas którego swoją ofertę zaprezentują najwięksi producenci sprzętu i uzbrojenia z całego świata. Swoje propozycje dla sił zbrojnych i służb mundurowych pokaże także Griffin Group Defence.
Będzie to już 26. edycja zbrojeniowych targów w Kielcach. Jak zapowiadają organizatorzy, będzie to edycja szczególna, a jej tematem przewodnim będzie 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości.
Targi Kielce, które organizują Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego, podały, że w tym roku szykuje się kolejny rekord. W tym roku ze swoją ofertą do stolicy województwa świętokrzyskiego przyjadą 624 firmy. Oprócz polskich producentów sprzętu i uzbrojenia, zaprezentują się wystawcy z 31 krajów.
MSPO honorowym patronatem objął prezydent Andrzej Duda, a strategicznym partnerem po raz kolejny jest Polska Grupa Zbrojeniowa, która podczas targów pokaże swoją szeroką ofertę. W Kielcach zobaczymy m.in. legendarne transportery opancerzone Rosomak, samobieżne moździerze Rak, potężne armatohaubice samobieżne Krab oraz kilkaset innych produktów.
Zobacz też: Centrum Techniki Morskiej obiera kurs na Kielce.
Tradycyjnie już, Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego nie może się odbyć bez ekspozycji sprzętu i uzbrojenia morskiego. W tej dziedzinie obok stoczni kontrolowanych przez PGZ czy Centrum Techniki Morskiej w Gdyni zaprezentują się także spółki prywatne. Wśród nich znajdziemy także firmę Griffin Group Defence, która pokaże interesującą ofertę produktów morskich. Będzie je można zobaczyć w Hali E Targów Kielce, na stoisku oznaczonym numerem 27.
Griffin Group Defence podczas MSPO pokaże m.in. NATO Submarine Rescue System, czyli NATO-wski System Ratownictwa Podwodnego. To mobilny i skonteneryzowany system ratowania oraz udzielania pomocy załogom uszkodzonych okrętów podwodnych. Operatorem systemu jest brytyjska firm James Fisher Defence (JFD), a sam sprzęt od 2008 roku znajduje się na wyposażeniu marynarki wojennej.

System ten jest dostosowany do przerzutu droga powietrzną w dowolne miejsca na świecie. W jego skład wchodzą: autonomiczny ratowniczy pojazd podwodny, zdalnie sterowany interwencyjny pojazd podwodny, urządzenie do wodowania i podnoszenia pojazdu podwodnego z wody na pokład oraz skonteneryzowany zespół komór dekompresyjnych, który umożliwia transport poszkodowanych na okręt, jak również z okrętu do systemu komór leczniczych na lądzie.
Spółka James Fisher Defence, jako producent systemu, z upoważnienia brytyjskiego resortu obrony oraz w imieniu uczestników programu NSRS (czyli Norwegii, Francji i Wielkiej Brytanii) odpowiada za utrzymanie systemu w pełnej gotowości do działania w każdym regionie świata.
Zobacz też: Piotr Woźniak, szef PGNiG: dzięki LNG dywersyfikujemy kierunki dostaw.
Warto podkreślić, że najnowsza, trzecia generacja systemu umożliwia szybsze przejście do akcji ratunkowej na uszkodzonym okręcie podwodnych, a tym samym zwiększa jej skuteczność. Jako pierwsza na świecie tę wersję systemu wdraża marynarka wojenna Indii. Co więcej, na rozwiązaniach wykorzystanych w systemie będzie bazował polski system ratowania załóg okrętów podwodnych, który obecnie we współpracy ze spółką James Fisher Defence jest realizowany w ramach projektu Ratownik.

Griffin Group Defence podczas tej edycji MSPO pokaże także pojazd nawodno-podwodny Seal Carrier. To sprzęt do zespołowego transportu 6-8 nurków wraz z ekwipunkiem. Pojazd ten jest wykorzystywany szczególnie do wsparcia podwodnych działań specjalnych. Sprzęt umożliwia szybkie i skryte przemieszczanie nurków pod wodą, w półzanurzeniu oraz w wynurzeniu. Pojazd Seal Carrier jest uzbrojony oraz wyposażony w elektronikę i sprzęt ratunkowy.

Podczas MSPO na stoisku Griffin Group Defence zobaczymy także pojazd do transportu podwodnego nurków sił specjalnych Torpedo Seal. To sprzęt przeznaczony do skrytego transportu podwodnego nurków o zasięgu 10 mil morskich. Pojazd umożliwia np. prowadzenie rozpoznania, dostarczanie ładunków wybuchowych oraz patrolowanie portów. Hydrodynamiczny kształt kadłuba, cichy napęd oraz przestrzeń dla dwóch nurków z wyposażeniem pozwala na ich bezpieczny i cichy przerzut w rejon wykonania zadania. Cechą charakterystyczną pojazdu Torpedo Seal jest możliwość przerzutu w rejon misji na okręcie podwodnym, na którym może być on przenoszony w specjalnych wielofunkcyjnych komorach uzbrojenia.

Zobacz też: Cammell Laird buduje łańcuch kooperantów do projektu fregaty Type 31
Inną technologią morską, którą podczas MSPO w Kielcach pokaże Griffin Group Defence będzie system IDAS (Interactive Defence and Attack System for Submarines). To wspólne rozwiązanie niemieckiego koncernu thyssenkrupp Marine Systems oraz spółki Diehl Defence, zaprojektowane jako system samoobrony okrętu podwodnego przed bezpośrednim zagrożeniem ze strony powietrznych środków zwalczania okrętów podwodnych, przede wszystkim śmigłowców.

IDAS może być wykorzystywany także do obezwładniania wybranych systemów pokładowych oraz stanowisk dowodzenia okrętów nawodnych, jak również wybranych celów brzegowych. System ten jest oferowany w Polsce wraz z projektem okrętu podwodnego 212CD. Po wykryciu śmigłowca zwalczającego okręty podwodne lub okrętu nawodnego przez systemy pokładowe okrętu podwodnego jego dowódca może podjąć decyzję o użyciu systemu IDAS i wystrzeleniu rakiety w kierunku śmigłowca lub wrogiej jednostki nawodnej.
Podpis: tz
Marynarka wojenna – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.
Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.
W artykule
Rocznica, która nie przemija
Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy.
W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.
Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz
Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.
To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią.
Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji
Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.
Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.
Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu
Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.
Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.
Po co nam ta rocznica dzisiaj
Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.
Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.










