Latarnie morskie – od romantycznej ikony do cyfrowych strażników Bałtyku

Latarnie morskie kojarzą się większości z nas z romantycznym symbolem i pocztówkowym obrazem Bałtyku – bardziej z turystyką niż z nowoczesną infrastrukturą. Dla turystów są atrakcją, dla fotografów – wdzięcznym kadrem.

Ale prawda jest zgoła inna: na początku tego stulecia te zabytkowe wieże przeszły cichą, technologiczną rewolucję. Zamiast naftowych lamp i żarówek o mocy kilku kilowatów, dziś świecą w nich diody LED o wydłużonej żywotności i zmniejszonym poborze energii. Zamiast ludzkiego oka czuwającego w nocy, o ciągłości pracy decydują systemy zdalnego monitoringu, powiązane z centrami nadzoru Urzędów Morskich. To nie skansen, ale element współczesnego, skomputeryzowanego systemu bezpieczeństwa żeglugi morskiej.

Krótki zarys historyczny

Aby zrozumieć współczesną rolę latarni morskich, trzeba cofnąć się o wiele stuleci – do czasów, gdy pierwsze ognie zapalane na brzegach były jedyną pomocą dla żeglarzy wracających z niebezpiecznych wypraw. Najsłynniejszy z nich płonął na Faros w Egipcie, jednego z siedmiu cudów świata antycznego. Jednak już w V–IV wieku p.n.e. w świecie greckim, m.in. w rejonie Aten i Pireusu, pojawiają się wzmianki o płomieniach rozpalanych na wybrzeżu, które wskazywały drogę żeglarzom wracającym do portów Morza Egejskiego – na długo przed budową latarni na Faros w Aleksandrii.

Na ziemiach dzisiejszej Polski pierwsze źródła wspominają o tzw. „Garnku Wulkana”, ogniu palonym na Wolinie w X wieku n.e. Opisanym później przez kronikarza Adama z Bremy, stanowił on prymitywną formę latarni: prosty płomień wskazujący drogę do portu. Choć trudno porównać go do monumentalnych wież, spełniał tę samą funkcję – był punktem orientacyjnym i gwarancją bezpiecznego powrotu żeglarzy.

Z biegiem stuleci ludzie udoskonalali sposoby generowania światła. Najpierw płonęło drewno i węgiel, potem pojawiły się świece woskowe i oleje roślinne. W XIX wieku zastąpiono je gazem węglowym i propanem, by wreszcie przejść do prądu elektrycznego – najbardziej efektywnego źródła światła epoki przemysłowej.

Od zakończenia II wojny światowej do lat 90. polskie latarnie działały w gruncie rzeczy według dziewiętnastowiecznego wzorca. Na wieżach dyżurowali latarnicy, odpowiedzialni za uruchamianie i nadzór nad światłem. Stosowano żarówki dużej mocy – w części obiektów sięgające blisko 4 kW – a emisję wzmacniały potężne soczewki Fresnela, często przedwojenne lub odtwarzane po wojnie.

LED i AIS-AtoN – nowoczesne technologie w latarniach morskich

Przełom nastąpił po 2004 roku, wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej i obowiązkiem dostosowania infrastruktury morskiej do międzynarodowych standardów wyznaczanych przez IALA. Rozpoczęto stopniową cyfryzację i automatyzację: wymianę tradycyjnych źródeł światła na moduły LED, instalację systemów AIS-AtoN (Automatic Identification System – Aids to Navigation), a także wprowadzenie zdalnego monitoringu i sterowania latarniami z baz oznakowania nawigacyjnego w Gdyni, Szczecinie czy Kołobrzegu. Obsługa przestała być codzienną fizyczną pracą latarnika, a stała się rolą specjalistów, którzy dziś nadzorują cały system z poziomu komputerów i czujników.

Najbardziej widoczną zmianą w polskich latarniach morskich jest wymiana tradycyjnych źródeł światła. W miejsce żarówek i metalohalogenków, które pobierały kilka kilowatów energii i wymagały częstej obsługi, pojawiły się diody LED. Charakteryzują się one długą żywotnością, mniejszym poborem mocy i stabilnością barwy światła – zgodnie z międzynarodowymi normami IALA. Dzięki temu współczesne latarnie są nie tylko bardziej ekologiczne, ale też niezawodne w działaniu.

Równolegle do modernizacji źródeł światła wprowadzono system AIS-AtoN (Automatic Identification System – Aids to Navigation). To rozwiązanie, które pozwala przesyłać drogą radiową sygnał identyfikacyjny latarni lub pławy nawigacyjnej. Statek wyposażony w odbiornik AIS widzi latarnię na ekranie elektronicznej mapy – nawet w gęstej mgle czy podczas awarii radaru. AIS-AtoN umożliwia także tworzenie tzw. wirtualnych znaków nawigacyjnych, które fizycznie nie istnieją, a są generowane elektronicznie, np. do oznaczenia wraków czy stref czasowo zamkniętych. W praktyce AIS-AtoN występuje w trzech odmianach: fizycznej (nadajnik zainstalowany na realnym znaku), syntetycznej (komunikat nadawany w imieniu istniejącego znaku z innej stacji) oraz wirtualnej (znak istnieje wyłącznie na ekranie ECDIS).

Kolejnym etapem była automatyzacja i zdalny nadzór. Urzędy Morskie wyposażyły latarnie w czujniki i systemy transmisji danych, które pozwalają monitorować ich pracę w czasie rzeczywistym. Awaria źródła światła, spadek napięcia czy zakłócenia w pracy urządzeń są natychmiast rejestrowane w bazach oznakowania nawigacyjnego w Gdyni, Szczecinie czy Kołobrzegu. Dzięki temu zespół techników może szybko zareagować na incydenty, a czas wyłączenia latarni został ograniczony do minimum.

Wreszcie, latarnie stały się częścią szerszego, cyfrowego ekosystemu. Ich sygnały świetlne i AIS integrują się z elektronicznymi mapami nawigacyjnymi (ECDIS) oraz systemami satelitarnymi GPS i Galileo. W praktyce oznacza to, że klasyczne wieże, które powstawały często w XIX wieku, działają dziś jak nowoczesne, redundantne „beacony” w cyfrowej infrastrukturze bezpieczeństwa żeglugi.

Przykłady modernizacji w Polsce pokazują, że latarnie i oznakowanie nawigacyjne są systematycznie dostosowywane do międzynarodowych standardów. Baza Oznakowania Nawigacyjnego Urzędu Morskiego w Szczecinie została doposażona w nowoczesne systemy zdalnego nadzoru i łączności. Z kolei w ramach pogłębiania toru podejściowego Szczecin–Świnoujście do 12,5 m wprowadzono również unowocześnienia w zakresie oznakowania nawigacyjnego. Ważnym elementem jest także stopniowa wymiana tradycyjnych źródeł światła na diody LED – zgodnie z zaleceniami IALA, które podkreślają stabilność barwy oraz energooszczędność takich rozwiązań.

Kto tym zarządza?

Utrzymanie i rozwój systemu oznakowania nawigacyjnego – w tym latarni morskich – należy w Polsce do Urzędów Morskich w Gdyni i w Szczecinie. Po likwidacji Urzędu Morskiego w Słupsku 1 kwietnia 2020 roku, jego zadania zostały podzielone między te dwa ośrodki.

Urzędy odpowiadają nie tylko za bieżącą eksploatację i remonty, ale także za przetargi na nowe źródła światła, systemy sterowania czy modernizację torów podejściowych do portów. Współpracują przy tym z Marynarką Wojenną RP i Morską Służbą Poszukiwania i Ratownictwa (MSPiR). Dla wojska latarnie i pławy są elementem infrastruktury krytycznej, dla SAR – punktem odniesienia podczas akcji ratunkowych w trudnych warunkach pogodowych.

Latarnie a turystyka

Latarnie morskie w Polsce są nie tylko elementem infrastruktury nawigacyjnej, ale także atrakcjami turystycznymi. Każdego roku odwiedza je kilkaset tysięcy osób – dla wielu turystów to obowiązkowy punkt wakacyjnych wędrówek po wybrzeżu. Ten potencjał turystyczny rodzi jednak dylemat: jak udostępniać obiekty będące jednocześnie elementem infrastruktury krytycznej?

Rozwiązanie zastosowano choćby w Rozewiu czy Stilo. W pierwszym przypadku udało się połączyć rolę latarni jako czynnego urządzenia nawigacyjnego z funkcją muzealną – powstała ekspozycja poświęcona historii polskich latarni, a część techniczna jest odseparowana i nadzorowana przez Urząd Morski. W Stilo z kolei turyści mają dostęp do tarasu widokowego, ale nie do serca instalacji. Dzięki temu można bezpiecznie łączyć funkcję edukacyjną i rekreacyjną z podstawowym zadaniem latarni – emisją światła dla żeglugi.

Wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku znajduje się siedemnaście latarń morskich – m.in. w Świnoujściu, Kikut k. Wisełki, Niechorzu, Kołobrzegu, Gąskach, Darłowie, Jarosławcu, Ustce, Czołpinie, Stilo, Rozewiu, Jastarni, na Helu, w Sopocie, w Gdańsku (Port Północny i Nowy Port) oraz w Krynicy Morskiej. Taką liczbę podaje portal latarnie.pl, uwzględniający zarówno czynne znaki nawigacyjne, jak i obiekty pełniące już tylko funkcję turystyczną. Wikipedia z kolei wskazuje 15 „czynnych” latarni – różnica wynika z przyjętej metodologii i klasyfikacji (infrastruktura stricte nawigacyjna vs. ujęcie turystyczno-historyczne). Niezależnie od sposobu liczenia, każda z tych budowli ma swoją historię i lokalny koloryt, a wiele z nich zostało udostępnionych do zwiedzania.

Ciekawostką jest to, że na polskim wybrzeżu mamy dwie stalowe latarnie morskie – w Stilo i w Jastarni. Stilo wyróżnia się unikalną konstrukcją: została zbudowana ze stalowych płyt skręcanych śrubami, tworzących ścięty ostrosłup na szesnastokątnej podstawie. Jej charakterystyczne malowanie w trzy pasy – czarny u podstawy, biały pośrodku i czerwony na górze – sprawia, że jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych latarni na Bałtyku.

Latarnie morskie na Bałtyku to nie tylko element nawigacji i systemu bezpieczeństwa żeglugi, ale także atrakcje turystyczne przyciągające setki tysięcy odwiedzających. Ruch turystyczny wokół polskich latarni jest znaczący, choć trudno znaleźć jedno centralne źródło podające dokładne, zbiorcze statystyki dla wszystkich obiektów. Można jednak posłużyć się przykładami: w sezonie 2005 cztery latarnie podlegające Towarzystwu Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego odwiedziło łącznie ponad 191 tysięcy turystów, a w ostatnich latach oddziały Narodowego Muzeum Morskiego (do którego należą m.in. Rozewie i Hel) notują w sumie blisko 390 tysięcy odwiedzin rocznie. Te dane dobrze pokazują skalę zainteresowania – można mówić o setkach tysięcy turystów, którzy co roku wchodzą na latarniane wieże polskiego wybrzeża.

Latarnie morskie w erze satelitów i GPS

Czy w erze satelitów i systemów GPS latarnie morskie są jeszcze potrzebne? Wydawałoby się, że ich czas dobiega końca. Jednak eksperci podkreślają, że latarnie nie znikną – pełnią bowiem rolę systemu awaryjnego, niezależnego od satelitów i podatnych na zakłócenia systemów elektronicznych.

W dobie zagrożeń cybernetycznych, ryzyka zakłóceń sygnałów GNSS i coraz większej zależności od cyfrowych map tradycyjne latarnie stają się wręcz bardziej potrzebne niż kiedykolwiek. Są prostym, niezawodnym punktem odniesienia, widocznym gołym okiem i odpornym na zagrożenia cybernetyczne. W ten sposób Bałtyk zachowuje swoje „analogowe zabezpieczenie” na wypadek kryzysu technologicznego.

Bo choć dla wielu pozostają romantycznym symbolem żeglarzy i atrakcją turystyczną, w XXI wieku stały się cichymi strażnikami cyfrowej epoki – łącząc tradycję z nowoczesnością i wciąż stojąc na straży bezpieczeństwa żeglugi na Bałtyku.

Auto: Mariusz Dasiewicz

Udostępnij ten wpis

Jeden komentarz

  1. Ciekawy artykuł. Proszę jeszcze o podobny na temat różnicowego GPS-a ( dGPS ) na Bałtyku. Na naszym wybrzeżu mamy dwie stacje dGPS – w Dziwnowie i na Lt. Rozewie. Niewielu ludzi wie co to różnicowy GPS. Powstał , kiedy Departament „Wojny” USA celowo obniżył dokładność wskazań systemu do 100-300 metrów na początku lat 90-tych co związane było z agresją tzw. „koalicji” na Irak. Autorami idei nawigacyjnego systemu różnicowego są prawdopodobnie Francuzi.
    Pierwsze nasze stacje różnicowego GPS-a zostały zbudowane w oparciu o odbiorniki GPS f. Leica/Magnavox US i beacony f. Amplidan DK. Pozdrawiam Marki !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Przyszłość rejsów wycieczkowych po 2026 roku: flota, porty, regulacje

    Przyszłość rejsów wycieczkowych po 2026 roku: flota, porty, regulacje

    Światowy rynek rejsów wycieczkowych wchodzi w kolejny etap rozwoju. Coraz większe jednostki stają się podstawą ofert największych armatorów, jednocześnie rośnie presja na ograniczanie emisji gazów cieplarnianych oraz dostosowanie floty do coraz bardziej restrykcyjnych regulacji. 

    Według portalu Criuse Industru News, po 2026 roku rynek rejsów wycieczkowych będzie musiał rynek rejsów wycieczkowych, pogodzić ambicje dalszej rozbudowy flot z wymogami administracyjnymi oraz oczekiwaniami pasażerów, dla których coraz większe znaczenie ma jakość produktu, a nie wyłącznie jego skala.

    Coraz większe jednostki na rynku rejsów wycieczkowych

    W nadchodzącej dekadzie statki wycieczkowe będą nadal zwiększać swoje rozmiary. Jednostki o pojemności przekraczającej 200 tys. GT staną się standardem w ofertach największych armatorów. Nowe, rekordowe statki wycieczkowe zapowiadają m.in. armatorzy tacy jak Norwegian Cruise Line, Carnival Cruise Line oraz Disney Cruise Line.

    Równolegle rozwijane będą sprawdzone serie dużych jednostek, takie jak klasa Icon w ofercie Royal Caribbean oraz klasa World należąca do MSC Cruises. Większa skala pozwala armatorom na rozbudowę oferty pokładowej oraz zwiększanie przychodów generowanych poza samą sprzedażą biletów.

    Większe jednostki a wymagania środowiskowe

    Rosnące rozmiary statków nie oznaczają rezygnacji z działań zmierzających do ograniczania ich wpływu na środowisko. Nowe jednostki projektowane są z myślą o spełnieniu przyszłych norm emisyjnych. Od 2026 roku około 65 % statków wchodzących do eksploatacji będzie zasilanych paliwami alternatywnymi, przede wszystkim LNG.

    W dalszej perspektywie armatorzy przygotowują się do wdrażania konstrukcji przystosowanych do zasilania metanolem, w ograniczonym zakresie również wodorem. Towarzyszą temu działania obejmujące ograniczanie stosowania produktów jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych, bardziej racjonalne gospodarowanie wodą oraz rozwój infrastruktury umożliwiającej zasilanie statków z lądu podczas postoju w portach.

    Coraz więcej portów w Europie i innych regionach świata inwestuje w rozwiązania pozwalające na wyłączanie siłowni okrętowych podczas postoju przy nabrzeżu.

    Nowe kierunki rozmieszczania floty

    Zmienia się również podejście do planowania tras. Jednym z wyraźnych trendów jest rozwój rejsów poza szczytem sezonu w basenie Morza Śródziemnego. Po największych artmatorach, takich jak Costa Cruises, MSC oraz Celebrity Cruises, także armatorzy z segmentu luksusowego rozszerzają swoją zimową obecność w regionie.

    Dotyczy to m.in. statków wycieczkowch Windstar CruisesOceania CruisesSilversea CruisesAzamara oraz Regent Seven Seas Cruises. Viking od lat utrzymuje rozbudowaną ofertę zimową zarówno w południowej, jak i północnej części Europy.

    W Stanach Zjednoczonych obserwowany jest powrót tradycyjnych portów bazowych, takich jak Filadelfia, przy jednoczesnym rozszerzaniu działalności w portach San Diego, Jacksonville, Norfolk oraz Mobile.

    Prywatne i ekskluzywne destynacje

    Coraz większą rolę w strategiach armatorów odgrywają prywatne destynacje, nad którymi operatorzy mają pełną kontrolę. Royal Caribbean Group planuje docelowo eksploatować ponad osiem wyłącznych miejsc postoju w Europie, na Karaibach, Pacyfiku oraz w Ameryce Południowej.

    Również Carnival Corporation intensywnie rozwija własne zaplecze lądowe. Wśród realizowanych projektów znajdują się Celebration Key, przebudowa Mahogany Bay w Isla Tropicale oraz dalszy rozwój kompleksu RelaxAway at Half Moon Cay.

    Dłuższe postoje w portach

    Kolejnym trendem jest wydłużanie czasu postoju w portach. W sezonie zimowym 2027–2028 Norwegian Cruise Line planuje rejsy, w których średni czas pobytu w porcie wynosić będzie 9,5 godziny, z dużą liczbą późnych wyjść oraz nocnych postojów.

    Zbliżone podejście prezentują programy Immersive Overnight oferowane przez Regent Seven Seas Cruises, zakładające nawet kilkudniowy pobyt w jednym porcie. Podobną strategię rozwijają także Princess, Azamara, Oceania, Atlas Ocean Voyages oraz Windstar.

    Podatki, opłaty i limity pasażerów

    Na kształt przyszłych tras coraz silniej wpływają lokalne regulacje. W wielu popularnych destynacjach wprowadzane są nowe podatki, opłaty portowe oraz limity liczby pasażerów, których celem jest ograniczenie presji turystycznej.

    Choć część rozwiązań już obowiązuje, większość nowych regulacji zacznie wchodzić w życie od 2026 roku. Dotyczy to m.in. Grecji, Norwegii, Hawajów, Islandii oraz Francji.

    Starsze jednostki schodzą z rynku

    Wraz z rosnącym znaczeniem jakości produktu starsze i mniejsze statki są stopniowo wycofywane z eksploatacji. W ciągu ostatnich pięciu lat Carnival Corporation pozbyła się ponad 20 jednostek, w tym Costa Fortuna oraz Seabourn Sojourn, sprzedanych w 2025 roku.

    Norwegian Cruise Line Holdings zapowiedziała pierwsze wycofania statków od ponad 15 lat, natomiast National Geographic-Lindblad Expeditions planuje zakończenie eksploatacji jednostek National GeographicSea Lion oraz National Geographic Sea Bird w 2026 roku.

    Koniec floty „w zawieszeniu”

    Tzw. flota „w zawieszeniu”, obejmująca statki pozostające poza eksploatacją po pandemii COVID-19, praktycznie znika z rynku. W 2025 roku większość takich jednostek znalazła nowych operatorów lub powróciła do regularnej służby.

    Przykładem jest dawna Costa Magica sprzedana chińskiemu armatorowi Tianjin Orient International Cruises, a także powrót do eksploatacji jednostek takich jak Ocean Victory oraz Ocean Adventurer.