Le Champlain otwiera sezon wycieczkowy w Porcie Gdańsk

18 kwietnia w Porcie Gdańsk oficjalnie rozpoczęto sezon wycieczkowców. Pierwszą jednostką, która zawinęła do portu, był luksusowy Le Champlain – statek francuskiego armatora Ponant, znanego z kameralnych rejsów ekspedycyjnych w najbardziej odległe zakątki świata.
W artykule
Wycieczkowiec Le Champlain w Porcie Gdańsk
Ten nowoczesny statek wycieczkowy, mierzący 131 metrów długości i 18 metrów szerokości, został zaprojektowany z myślą o ekologii, zwrotności i komforcie podróżnych. Le Champlain napędzany jest przez dwa elektryczne silniki o mocy 2 × 2000 kW, o obniżonej emisji hałasu i spalin. Jednostka spełnia najwyższe standardy ochrony środowiska (certyfikaty Cleanship i Green Ship), co pozwala mu zawijać do portów i obszarów chronionych, gdzie większe jednostki nie mają możliwości na wejście.
Na jego pokładzie znajduje się miejsce dla maksymalnie 184 pasażerów, którym zapewniono luksus na najwyższym poziomie – przestronne kabiny z balkonami, restauracje klasy fine dining, SPA, a nawet podwodne obserwatorium Blue Eye, pozwalające podziwiać życie morskie bez schodzenia pod wodę.
Le Champlain ma pięć pokładów pasażerskich i może pomieścić do 184 gości. Na jego wyposażeniu znajduje się dziewięć pontonów typu Zodiac, które umożliwiają zejście na ląd w trudno dostępnych miejscach.
Statek zbudowano w 2018 roku w norweskiej stoczni VARD Søvik — należącej do grupy VARD, będącej częścią włoskiego koncernu stoczniowego Fincantieri. Jego wyporność brutto wynosi 9 976 GT. Le Champlain jest jednym z nowoczesnych ekspedycyjnych statków klasy Explorer, które łączą zaawansowane technologie morskie z elegancją francuskiego stylu.
Otwarcie sezony wycieczkowego
Uroczyste powitanie tej wyjątkowej jednostki uświetniła muzycznie Młodzieżowa Orkiestra Dęta „Begama”, symbolicznie inaugurując sezon wycieczkowy w Gdańsku.
W 2025 roku Port Gdańsk spodziewa się łącznie 60 zawinięć statków pasażerskich. Kolejna jednostka – znacznie większy Viking Jupiter (228 m długości, pływający pod norweską banderą) – wejdzie do gdańskiego portu już 8 maja.
Aktualne awizacje wycieczkowców można na bieżąco śledzić pod adresem:
Rozkład zawinięć
Źródło: Port Gdańsk

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











