Nożownik na promie Nils Dacke w Świnoujściu. Koniec negocjacji – mężczyzna obezwładniony

W sobotę wieczorem, na promie Nils Dacke kursującym ze Świnoujścia do Trelleborga doszło do incydentu, który zmusił załogę do wstrzymania planowego rejsu. Na pokładzie znajdował się mężczyzna uzbrojony w nóż, co wzbudziło poważne obawy o bezpieczeństwo pasażerów i załogi.
Po zacumowaniu promu w porcie mężczyzna odmówił opuszczenia pokładu, co zapoczątkowało sytuację kryzysową. Zdarzenie miało miejsce na górnym pokładzie jednostki, gdzie mężczyzna ukrył się w jednej z szalup ratunkowych. Policja ustaliła jego tożsamość – był to obywatel Polski, który przypłynął do Świnoujścia jako pasażer promu Nils Dacke z Trelleborga.
Od początku akcji prom zabezpieczały jednostki ratownicze R-28 i R-2, które operowały w bezpiecznej odległości od mężczyzny. Ratownicy zmieniali się co kilka godzin, a całą operację koordynowała polska policja. Jak przekazał Sebastian Kluska, Dyrektor Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, mężczyzna miał dostęp do prowiantu znajdującego się w szalupie.
Policjanci przez wiele godzin starali się bezpiecznie rozwiązać sytuację. Nadkomisarz Mirosława Rudzińska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie poinformowała, że funkcjonariusze prowadzili intensywne działania, aby dotrzeć do mężczyzny znajdującego się w trudno dostępnym miejscu. Ich celem było bezpieczne przekazanie go w ręce służb medycznych.
W wyniku incydentu, prom, który miał wyjść z portu dzisiaj o godzinie 1 w nocy, pozostał przy nabrzeżu. Mimo tego inne rejsy z terminala w Świnoujściu były realizowane z pewnymi opóźnieniami. Weronika Gocłowska, rzeczniczka Zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście, poinformowała o podjęciu działań, aby zminimalizować zakłócenia i umożliwić odprawy innych promów.
Ostatecznie, o godzinie 18:30 mężczyzna został obezwładniony prze funkcjonariuszy policji przy użyciu siły fizycznej. Po zatrzymaniu lekarz zdecydował o jego przewiezieniu do szpitala psychiatrycznego.
Źródło: PAP

Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?
W artykule
Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.
Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.
II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności
Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.
W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.
Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór
Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?
Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.
I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.
W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.
USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść
Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.
USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.
Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.
Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?










