Prezes Polskiego LNG: budujemy nowe moce Świnoujścia [WYWIAD]

O rozwoju branży związanej z LNG, programie rozbudowy terminala w Świnoujściu oraz o znaczeniu gazoportu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski w rozmowie z Portalem Stoczniowym mówi Paweł Jakubowski, prezes spółki Polskie LNG.

 

Portal Stoczniowy: Spółka Polskie LNG stoi dzisiaj przed dużymi wyzwaniami. Jaka jest kondycja spółki, jak wygląda dynamika jej rozwoju? 

Paweł Jakubowski, prezes Polskiego LNG: Nasza firma powstała jako spółka celowa o ściśle określonym celu. Tym celem było wybudowanie terminala. Kiedy budowa dobiegła końca, w ramach Gaz-Systemu zapadła decyzja, żeby spółka Polskie LNG była również wehikułem odpowiedzialnym za bieżącą eksploatację terminala. W związku z tym Polskie LNG od momentu oddania obiektu w Świnoujściu do użytku nie odgrywa już roli czysto deweloperskiej, tylko pełni funkcję operatora. To nakłada na spółkę zupełnie nowe obowiązki. Od ponad dwóch lat wszystkie obowiązki związane np. z eksploatacją, bieżącymi naprawami i rozbudową są prowadzone przez odpowiednie służby w spółce. Powstały też nowe komórki, np. komórka odpowiedzialna za eksploatację. Charakter firmy więc mocno się zmienił. Co więcej, w ramach grupy kapitałowej zapadła decyzja o rozbudowie terminalu. Oznacza to, że dołączają do nas odpowiednie osoby. W tej chwili rozbudowujemy grupę odpowiedzialną za proces inwestycyjny. W pewnym sensie spółka nabiera nowego życia, ponieważ z jednej strony mamy komponent stały związany z bieżąca działalnością operacyjną wynikającą z funkcji operatora, a z drugiej strony mamy program inwestycyjny, który będzie skutkował nie tylko zwiększeniem mocy regazyfikacyjnej, ale też zbudowaniem zupełnie nowych usług. Jeżeli chodzi o kondycję spółki, to jest ona bardzo dobra. Nasza firma działa w obszarze regulowanym, a świadczona przez nas usługa jest taryfowana. Spółka Polskie LNG rozwija się także pod względem stanu zatrudnienia. Zatrudniamy kolejnych inżynierów, którzy będą z nami realizowali program rozbudowy. Ostatnio do firmy dołączyło kilka osób z kompetencjami w obszarze inwestycyjnym. Na dzień dzisiejszy spółka zatrudnia około 180 pracowników. Przewidujemy, że w najbliższym czasie może do nas dołączyć jeszcze kilku fachowców o unikatowych kompetencjach. Proszę pamiętać, że branża LNG w Polsce jest stosunkowo słabo rozwinięta, dlatego szukamy ekspertów także na rynkach zagranicznych. Zresztą firma również na etapie budowy terminala współpracowała z ekspertami zagranicznymi.

Zobacz też: Offshore: Francuzi zajmą się energią z nowej farmy wiatrowej na Bałtyku.

W ubiegły piątek w Świnoujściu po raz pierwszy załadowano gaz skroplony do ISO-kontenera. To mały przełom w funkcjonowaniu terminala. Na czym on polega?

To przełom, ponieważ do tej pory terminal obsługiwał funkcję regazyfikacyjną oraz przeładunek gazu w formie ciekłej na autocysterny. Mamy trzy stanowiska obsługujące ten proces. Teraz tak zmodyfikowaliśmy te stanowiska, że można używać nie tylko nalewaków tylnych, ale również nalewaków bocznych. Dzięki temu możemy obsługiwać ISO-kontenery. Szczególnie istotne jest, że załadowany ISO-kontener można przewozić w zasadzie dowolnym środkiem transportu, nie musi być to ciężarówka. Może to być mała barka, statek kontenerowy czy pociąg. I faktycznie w ostatni czwartek (20 września br.) po raz pierwszy udało nam się załadować pierwszy ISO-kontener z wykorzystaniem naszych stanowisk przeładunkowych. W przyszłości zamierzamy rozwijać tę funkcjonalność, ponieważ bardzo nam zależy, żeby klienci widzieli nowe możliwości. Rynek oczekuje coraz więcej LNG, a terminal musi się dostosowywać do zmian, jakie na nim zachodzą. Możliwość ładowania skroplonym gazem ISO-kontenerów oznacza większą elastyczność oferty naszej spółki. Myślę, że będzie to bardzo dobrze przyjęte przez rynek. Chcę także zwrócić uwagę, że usługa przeładunku na autocysterny rozwija się w naszym terminalu absolutnie fantastycznie. Terminal przeładował już ponad trzy tysiące autocystern. W 2017 roku przeładowaliśmy najwięcej LNG na autocysterny w całej Europie. Wiodące europejskie terminale, które funkcjonują od 30 lat, nie osiągnęły takiego wyniku. To pokazuje, jak ogromny potencjał ma LNG jako surowiec. Trzeba podkreślić, że przeładowując LNG na autocysterny, możemy dostarczać gaz ziemny w takie miejsca, w których sieć przesyłowa nie jest dostępna. Z taką sytuacją mamy do czynienia np. na Mazurach. Ełk, Pisz czy Suwałki mają lokalne sieci dystrybucyjne, które nie są podłączone do gazociągów przyłączeniowych. To wyspy, na które trzeba dowieść gaz. LNG w takiej sytuacji jest doskonałą alternatywą w stosunku do kapitałochłonnych inwestycji związanych z budową sieci przesyłowej. LNG, który ma objętość 600-krotnie mniejszą od gazu w tradycyjnej formie, może być punktowo dostarczany do lokalnych stacji regazyfikacyjnych, a następnie wpuszczany do mniejszych sieci.

Do gazoportu wpływa coraz więcej statków z LNG. Kiedy terminal w Świnoujściu osiągnie szczyt swoich mocy?

Ostatnio w Świnoujściu przyjęliśmy 40. tankowiec od momentu uruchomienia terminala. W tym roku będzie on użytkowany z intensywnością na poziomie ok. 60 proc. mocy nominalnych, więc jest jeszcze przestrzeń do wykorzystania. Ale 100 proc. pojemności jest zarezerwowana dla naszego jedynego klienta, który sprowadza gaz z różnych kierunków świata, czyli z Kataru, Stanów Zjednoczonych oraz z Norwegii. Roczna przepustowość terminala to około 5 miliardów metrów sześciennych. To mniej więcej jedna trzecia krajowego zapotrzebowania na gaz ziemny. W tej chwili polski rynek konsumuje około 17 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie.

Podczas forum w Krynicy dużo mówiło się o rozbudowie terminala w Świnoujściu. Jeżeli teraz gazoport może dostarczyć do sieci jedną trzecią polskiego zapotrzebowania na gaz, to o ile wzrośnie jego przepustowość po zakończeniu planu inwestycyjnego?

Jednym z elementów programu inwestycyjnego, do którego realizacji przystępujemy, jest właśnie podniesienie mocy regazyfikacyjnych do poziomu 7,5 miliarda metrów sześciennych gazu rocznie. To blisko 50 proc. rocznego zapotrzebowania naszej gospodarki. Otrzymaliśmy już związane z tym pozwolenie budowlane. Uruchomiliśmy też przetargi dotyczące zakupu kluczowych urządzeń. Spodziewamy się, że w połowie przyszłego roku etap przetargowy będzie zamknięty i rozpoczniemy współpracę z wykonawcą, który rozbuduje ciąg technologiczny.

Zobacz też: Morska Stocznia Remontowa Gryfia z lepszym wynikiem, ale bez prezesa.

Oznacza to, że gazoport będzie mógł wprowadzić do gospodarki dodatkowe 2,5 miliarda metrów sześciennych gazu. Z dotychczas ujawnionych informacji wynika jednak, że program rozbudowy nie ogranicza się tylko do zwiększenia mocy regazyfikacyjnych.

Program rozbudowy składa się z czterech elementów. Pierwszy z nich to rozbudowa infrastruktury regazyfikacyjnej. Mówiąc inaczej, w  Świnoujściu będą nowe, dodatkowe urządzenia, w których gaz będzie fizycznie zmieniał stan skupienia ze skroplonego na gazowy. LNG, który przetrzymywany jest w temperaturze minus 162 stopnie Celsjusza będzie w nich technologicznie podgrzewany.

Drugim elementem programu jest budowa drugiego nabrzeża. W tej chwili terminal funkcjonuje z jednym stanowiskiem odbiorczym, ale chcemy mieć drugie nabrzeże, które będzie dostosowane nie tylko do dużych statków, ale będzie dawało możliwość odbioru LNG z mniejszych jednostek. To ważne. Widzimy, jak zachowuje się rynek LNG. Pojawia się coraz więcej klientów na małe ilości skroplonego gazu. Drugie nabrzeże będzie miało możliwość obsługi zarówno bardzo dużych jednostek, jak i tych mniejszych. Co bardzo istotne, chcemy, żeby przy tym nabrzeżu statki mogły cumować z obydwu stron. To pozwoli nam na uruchomienie nowej funkcjonalności. Mam na myśli przeładunek LNG metodą ze statku na statek (z ang. ship-to-ship) z pominięciem ciągu technologicznego na terenie terminala. Dzięki temu będzie można przeładować LNG bezpośrednio na inny statek, np. na bunkierkę. Drugie nabrzeże będzie więc służyło nie tylko od odbioru, ale także do załadunku LNG. To bardzo ważne, ponieważ w basenie Morza Bałtyckiego istnieją mniejsze terminale, a także planowane są projekty, które będą potrzebowały mniejszych ilości LNG. Dzięki drugiemu nabrzeżu będziemy mogli oferować usługę zaopatrywania tych mniejszych terminali w surowiec ze Świnoujścia. Już teraz obserwujemy zainteresowanie uczestników rynku w tym zakresie i prowadzimy rozmowy w tej sprawie. Można powiedzieć, że trwa pewnego rodzaju wyścig w tym segmencie branży LNG. Istotne jest również to, że drugie nabrzeże da nam możliwość bunkrowania statków LNG oraz tankowania bunkierek, które będą dowoziły paliwo w miejsce docelowe.

Trzecim elementem programu inwestycyjnego jest budowa nowego zbiornika. Dzisiaj w Świnoujściu są dwa zbiorniki o pojemności 160 tysięcy metrów sześciennych każdy. Możliwość budowy trzeciego zbiornika została przewidziana już na etapie projektu budowy terminala. Zakładamy, że będzie to zbiornik o większej pojemności, około 180 tysięcy metrów sześciennych. Dzięki niemu terminal będzie miał bardzo dużą elastyczność w oferowaniu nowych usług.

Czwartym elementem rozbudowy terminalu będzie stworzenie możliwości wykorzystywania bocznicy kolejowej do ładowania LNG na wagony. Przyda nam się w tym doświadczenie, które obecnie nabywamy z ISO-kontenerami. To bardzo perspektywiczny obszar, ponieważ na rynku są odbiorcy przemysłowi, którzy są zainteresowani stworzeniem wirtualnego gazociągu w postaci wahadła kolejowego.

Te cztery elementy programu rozbudowy terminala w Świnoujściu otworzą przed nami możliwość oferowania nowych usług na rynku. LNG staje się coraz bardziej atrakcyjnym towarem, mającym potencjał nie tylko jako źródło gazu dla gospodarki czy paliwo żeglugowe. Wokół LNG tworzą się nowe segmenty, związane na przykład z transportem samochodowym. Ustawa o elektromobliności mówi o tym, że do 2025 roku porty powinny być wyposażone w infrastrukturę do bunkrowania LNG. Planujemy zrealizować program inwestycyjny do 2022 roku. Program ten jest elementem koncepcji, która została nazwana Bramą Północną. Brama Północna składa się z dwóch projektów: terminala LNG w Świnoujściu oraz budowy gazociągu Baltic Pipe. Koncepcja ta zakłada, że dzięki tym dwóm elementom będzie można sprowadzić do Polski około 17,5 miliarda metrów sześciennych gazu z nowych źródeł. Oznacza to, że z Bramy Północnej będzie można pokryć całe dzisiejsze zapotrzebowanie polskiej gospodarki na gaz ziemny.

PGNiG Polskie LNG / Portal Stoczniowy

Powiedział pan, że wkrótce gazoport będzie mógł oferować nowe usługi. Z punktu widzenia transportu morskiego niewątpliwie najpilniejszą potrzebą jest umożliwienie statkom bunkrowania LNG. Jaki jest pomysł Polskiego LNG na zagospodarowanie tego segmentu branży LNG?

Zakładamy, że spółka Polskie LNG musi działać w sposób przewidywalny na przyszłość. Dzisiaj myślimy o projektach, które będziemy mogli realizować po zakończeniu rozbudowy terminala. Mamy kilka projektów w opracowaniu. Jednym z nich jest projekt związany z bunkierką, ale teraz jeszcze nie mogę zdradzić szczegółów. Jest to projekt, który bardzo poważnie bierzemy pod uwagę, ponieważ pozwoli on na zbudowanie nowych funkcjonalności terminala. Byłby to projekt podobny do tego, który dotyczy budowy wirtualnego gazociągu z wykorzystaniem wahadła kolejowego. Chcę jednak podkreślić, że kiedy sam program inwestycyjny zostanie zrealizowany, w Świnoujściu będzie już możliwość bunkrowania LNG przy drugim nabrzeżu.

Zobacz też: ORP Piast zwodowany w PGZ Stoczni Wojennej. Remont na finiszu.

Jaki dzisiaj jest strategiczny kierunek, z którego przyjmujemy dostawy LNG?

Funkcjonowanie terminala pokazuje, jak ważny jest dostęp do nowych, niezależnych źródeł gazu. Dotychczas, nie mając gazoportu, w zasadzie nie mieliśmy żadnej elastyczności. Dzięki terminalowi możemy odbierać gaz z dowolnego miejsca na świecie. Mówiono o tym, że kierunek katarski to jakaś egzotyka. Katar jest dzisiaj największym producentem LNG na całym świecie. I to nie jest egzotyka, tylko współpraca z największymi podmiotami w branży LNG na świecie. Jako spółka przyglądamy się także realizacji projektów LNG w Australii, które będą mogły mieć duży wpływ na rynek europejski, a także na to, co będzie działo się w Świnoujściu. Wynika to z tego, że Australia najprawdopodobniej już w przyszłym roku zdetronizuje Katar w produkcji LNG i będzie globalnym liderem w tym zakresie. Oznacza to, że w Europie w najbliższym czasie pojawi się większa dostępność LNG. Do tego dochodzi kierunek amerykański. Stany Zjednoczone, które jeszcze niedawno były największym odbiorcą gazu na świecie, dzisiaj są jego eksporterem. Wszystko to może spowodować, że Europa będzie się stawać coraz bardziej atrakcyjnym i konkurencyjnym rynkiem zbytu LNG. Rozbudowując infrastrukturę w Świnoujściu, stwarzamy możliwość importowania LNG po atrakcyjnych cenach i w takich ilościach, które będą nas interesowały. Także dla klientów spoza Polski.

Rozmawiał Łukasz Prus

LNG – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.