Hiszpańska Orka dla Marynarki Wojennej 

Hiszpańska państwowa grupa stoczniowa Navantia, jeden z kluczowych graczy w programie Orka, przedstawia zaawansowane technologie okrętów podwodnych typu S-80 i ich potencjalny wpływ na strategiczną przewagę Marynarki Wojennej RP, podczas Dnia Przemysłu poświęconego współpracy i nowym możliwościom w dziedzinie obronności na morzu.

Dzień Przemysłu Navantii: zaangażowanie w program Orka

9 maja, korzystając z gościnnych progów Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, hiszpańska grupa stoczniowa Navantia zorganizowała Dzień Przemysłu. W ramach tej konferencji odbył się „okrągły stół”, w którym uczestniczyli przedstawiciele tejże firmy, jak również kooperujących z nią spółek Babcock International oraz Lockheed Martin. 

Firmy te uczestniczą w produkcji okrętów podwodnych S-80 dla Armada Española. Celem tego wydarzenia było rozpoczęcie cyklu spotkań Navantii oraz jej kooperantów z polskimi przedsiębiorstwami, które będą włączone w potencjalny łańcuch poddostawców w programie Orka, gdyby oferta hiszpańskij firmy zyskała aprobatę Ministerstwa Obrony Narodowej. 

Warto zwrócić uwagę, że obydwie firmy zagraniczne, czyli brytyjski Babcock i amerykański Lockheed Maritin są świetnie znane na polskim rynku, ponieważ uczestniczą w programach przemysłowych realizowanych na rzecz polskich Sił Zbrojnych. W przypadku Babcock International jest to najważniejszy program okrętowy, czyli produkcja fregat wielozadaniowych MIECZNIK dla Marynarki Wojennej RP, natomiast jeśli chodzi o korporację Lockheed Martin jest to szereg przedsięwzięć związanych między innymi z działalnością zakładów w Mielcu produkujących śmigłowce wielozadaniowe S-70i Black Hawk oraz realizacją programu Wisła, dotyczącego pozyskania zestawów przeciwlotniczego i przeciwrakietowego systemu rakietowego średniego zasięgu Wisła (Patriot/IBCS). 

Obie firmy, posiadając już rozwinięte zaplecze techniczne i logistyczne w Polsce, będą kluczowymi partnerami w zapewnianiu wsparcia dla budowy okrętów podwodnych typu S-80. Ich obecność oraz istniejąca działalność produkcyjna i serwisowa umożliwią efektywną adaptację tych jednostek do wymogów polskiej Marynarki Wojennej.

Dzień Przemysłu wzbudził zainteresowanie wśród polskich przedsiębiorców. Ważne jest, aby wkład rodzimego przemysłu w program Orka był jak największy, gdyż w przyszłości przełoży się to na skuteczność i ułatwi utrzymanie okrętów podwodnych w eksploatacji.

Czytaj więcej o okręcie podwodnym Isaac Peral: Rewolucja koncernu Navantia w wojnie podwodnej

Współczesne okręty podwodne, takie jak te oferowane przez Navantię, stanowią doskonały przykład wielozadaniowych platform morskich, które odeszły od tradycyjnego obrazu „podwodnych wyrzutni torped”. Dziś są to wszechstronne jednostki, przeznaczone do wykonywania szeregu misji, ważnych zarówno w okresie pokoju, jak i podczas napięć międzynarodowych oraz wojny pełnoskalowej. Co najważniejsze, zadania te wykonują skrycie, bowiem ich odnalezienie w toni, szczególnie na tak złożonym hydrologicznie akwenie, jakim jest Bałtyk, pozostaje rzeczą bardzo trudną. Oznacza to, że nawet jeden okręt podwodny może zmienić układ sił w rejonie, zmuszając przeciwnika do zaangażowania znacznych sił i środków do jego poszukiwania.

Okręty podwodne mogą: zwalczać jednostki nawodne i żeglugę przeciwnika przy użyciu torped i kierowanych pocisków rakietowych; niszczyć cele lądowe w pasie wybrzeża przy użyciu pocisków przeciwokrętowych z opcją ataku na obiekty o znanym położeniu oraz cele w głębi lądu pociskami manewrującymi dalekiego zasięgu; zbierać dane wywiadowcze na rzecz całych sił zbrojnych (wizualne, hydroakustyczne, radiolokacyjne, radiowe, termiczne); zdobywać informacje o infrastrukturze krytycznej na dnie morza; transportować i desantować operatorów sił specjalnych, wspomagając ich w działaniach dywersyjnych; stawić zagrody minowe; współdziałać z pojazdami podwodnymi – zdalnie sterowanymi i autonomicznymi, o różnym przeznaczeniu, co jeszcze bardziej poszerza spektrum zdolności operacyjnych tych jednostek. Niektórych z tych zadań jednostki innych klas nie mogą wykonywać w ogóle, a już na pewno skrycie.

Nie dziwi więc, że liczne kraje na całym świecie kupują okręty podwodne, by zastąpić ich poprzednie generacje, jak też budować siły podwodne od podstaw. Także polskie Ministerstwo Obrony Narodowej widzi potrzebę odtworzenia tych zdolności w Marynarce Wojennej RP, na co wskazuje reanimowany program Orka. Wzbudził on spore zainteresowanie czołówki producentów okrętów podwodnych.

Wszechstronna platforma S-80

Najnowszym okrętem podwodnych w Europie Zachodniej, który podniósł banderę w listopadzie 2023 roku, jest S-81 Isaac Peral. Jednostka nowego typu S-80, zbudowanego przez grupę stoczniową Navantia dla Hiszpańskiej Marynarki Wojennej. Okręt ten otwiera serię czterech jednostek zamówionych przez Ministerstwo Obrony Królestwa Hiszpanii. Wodowanie jednostki odbyło się 7 maja 2021 roku w stoczni Navantii w Kartagenie, po czym rozpoczęto finalne wyposażanie i przygotowania do prób zakładowych (HAT).  Następnie zrealizowano próby morskie i odbiorcze, które zakończyły się sukcesem, dzięki czemu od listopada 2023 roku okręt jest w rękach hiszpańskich marynarzy. 

Obecnie w stoczni w Kartagenie montowane są dwa okręty, przyszłe S-82 Narciso Monturiol i S-83 Cosme García. Pierwszy będzie identyczny z Isaakiem Peralem. S-83, jako pierwszy w serii, otrzyma system BEST AIP (o nim dalej), zaś jego montaż zaplanowano na lato tego roku. Zgodnie z harmonogramem, kadłub ciśnieniowy S-82 zostanie całkowicie zamknięty w pierwszym półroczu bieżącego roku, przed rozpoczęciem fazy testów. Gdy S-82 zostanie wytoczony na zewnątrz w celu zwodowania dokiem pływającym, jego miejsce zajmą bloki, ostatniego w serii, S-84 Mateo García de los Reyes. Zgodnie z obecnym grafikiem cały program dla Armada Española ma być sfinalizowany do 2028 roku.

S-80 to oceaniczny, konwencjonalny okręt podwodny dalekiego zasięgu. Długość całkowita wynosi 80,81 m, zaś wyporność w zanurzeniu 2965 ton. System napędowy składa się z głównego silnika elektrycznego MEP napędzającego śrubę, trzech generatorów spalinowo-elektrycznych i baterii akumulatorów ołowiowo-kwasowych. Jednostkę cechuje wysoki stopień automatyzacji, dzięki czemu załogę stanowią 32 osoby (na okrętach poprzedniej generacji S-70 ponad 60). 

Okręty typu S-80 będą mogły poszczycić się długim czasem przebywania w zanurzeniu, bez konieczności częstego ładowania baterii i pływania na chrapach. Będzie to możliwe, dzięki wspomnianemu BEST (Bio-Ethanol Stealth Technology), systemowi AIP (Air Independent Propulsion) zaliczanemu do trzeciej generacji. Jego cechą jest zdolność do wytwarzania wodoru, niezbędnego do pracy ogniw paliwowych, bezpośrednio na okręcie, bez konieczności jego składowania, jak się to dzieje w konkurencyjnych rozwiązaniach. Wodór jest wytwarzany w procesie reformingu bioetanolu. 

Hiszpanie wybrali ten alkohol z powodu powszechnej dostępności w skali globalnej, organicznego pochodzenia, wysokiego bezpieczeństwa oraz niskiej ceny. BEST AIP zwiększy autonomiczność okrętu pod wodą bez ograniczeń głębokości operacyjnej, bez ograniczeń obsługowych, bez względu na strefę geograficzną (od środowisk tropikalnych do subarktycznych) i minimalnym wkładem do sygnatury okrętu podwodnego (wydalane za burtę mikropęchrzyki powietrza są mieszane z wodą i nie wpływają na zwiększenie sygnatury akustycznej). 

System BEST pomyślnie przeszedł zakładowe test odbiorcze w 2023 roku. Tak więc sprawdzone rozwiązanie jest już dostępne i gotowe do instalacji. Pierwszym okrętem w pełni wyposażonym w AIP będzie S-83, a po nim S-84. Dwa pierwsze okręty od razu otrzymały zbiorniki ciekłego tlenu, zaś pozostałe podzespoły AIP BEST trafią na nie w trakcie remontów planowych. 

Przy opracowywaniu S-80 Navantia współpracowała z czołówką firm światowych, dostawców poszczególnych podzespołów i systemów, będąc koordynatorem prac i głównym kontrahentem madryckiego Ministerstwa Obrony. Przykładem takiej kooperacji jest system sonarowy, który wykorzystuje komponenty dostarczone przez Lockheed Martin (anten kadłubowe) i hiszpańskiej firmy SAES (własność Navantii i Thalesa), która opracowała sonar holowany Solarsub DTAS. 

Okręt wyposażony jest w system ICSC (Integrated System Combat Core, Rdzeń Zintegrowanego Systemu Walki). ICSC umożliwia pozyskiwanie, ocenę i prezentację wszelkich informacji niezbędnych do działań ofensywnych i defensywnych lub wywiadowczych oraz kontrolę uzbrojenia i środków zakłócających, jak też urządzeń do ich wystrzeliwania. 

S-80 jest silnie i wszechstronnie uzbrojony. Uzbrojenie jest wystrzeliwane z sześciu aktywnych wyrzutni torped (TLT, Torpedo Launch Tubes) firmy Babcock International. W arsenale obejmującym zapas 18 sztuk znajdują się torpedy ciężkie z napędem elektrycznym, pociski przeciwokrętowe Sub-Harpoon i miny denne. Ponadto okręt może być zintegrowany z pociskami manewrującymi (Navantia czeka na decyzję rządu Hiszpanii w kwestii pozyskania pocisków Tomahawk; gdy tak się stanie S-80 należące do Armada Española zostaną ich nosicielami).

Ponadto Navantia i Kongsberg Defence and Aerospace współpracują w celu integracji pocisków NSM-SL (Naval Strike Missile-Subamrine Launched). To odmiana znanych też w Polsce pocisków przeciwokrętowych z opcją ataku na cele lądowe NSM, będących w uzbrojeniu Morskiej Jednostki Rakietowej. Do obsługi i wystrzeliwania uzbrojenia służy system WHDS (Weapons Handling & Discharge System), dostarczony także przez Babcocka. Umożliwia on użycie różnych rodzajów amunicji wytwarzanych przez wiodących producentów.

Współpraca przemysłowa

Od chwili wejścia do służby S-81 Isaac Peral, Navantia jest postrzegana jako doświadczona firma, mająca zdolność do projektowania i produkcji nowoczesnych okrętów podwodnych, wyposażonych w system AIP. Jednak równie ważne są zdolności do szkolenia załóg, przekazywania wiedzy w zakresie utrzymania okrętów w eksploatacji i napraw.

Czytaj też o Lockheed Martin i Navantii które odnawiają umowę o współpracy

Navantia ma duże doświadczenie w prowadzeniu szkoleń w ramach poprzednich programów dla Hiszpańskiej Marynarki Wojennej i zagranicznych flot na różnych typach okrętów nawodnych i podwodnych. Oferta S-80 obejmuje program szkoleniowy, którego celem jest zapewnienie personelowi wymaganych zdolności, w najbezpieczniejszy i najbardziej efektywny sposób, aby umożliwić im obsługę i konserwację systemów oraz wyposażenia okrętu podwodnego. Oferta Navantii obejmuje symulator taktyczny (SIMTAC) i symulator platformy (SIMPLA). Obydwa umożliwiają realistyczne szkolenie załogi w zakresie procedur normalnych i awaryjnych przy jednoczesnej redukcji kosztów i zagrożeń. Dodatkowym atutem jest tu wsparcie Hiszpańskiej Marynarki Wojennej, która jest użytkownikiem okrętu podwodnego typu S-80.

Navantia ma też duże doświadczenie w programach transferu technologii (ToT, Transfer of Technology), zdobyte ramach realizacji kontraktów zagranicznych. Większość z nich zawierała znaczną część transferu technologii i wiedzy. Model ToT oferowany przez Navantię jest elastyczny, dzięki czemu można go dostosować do potrzeb danej floty. Firma zawiązała też współpracę z polskim przemysłem. Są to działania długofalowe, mające na celu celu zdefiniowanie i zbudowanie efektywnego łańcucha dostaw, prowadzących do zwiększenia lokalnego wkładu w program i zapewnieniarozwój polskiego przemysłu oraz pomyślnego transferu technologii i wiedzy.

Autor: Tomasz Grotnik 

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • GRA CIENI – Operacja „Północny Korsarz” – Analiza Operacyjna

    GRA CIENI – Operacja „Północny Korsarz” – Analiza Operacyjna

    Rosja pali „legendę”, chroniąc okrętem podwodnym pusty tankowiec. To nie walka o ropę, ale o to, co (lub kto) jest na pokładzie tankowca Marinera. USA mają okno dla SOF do 10 stycznia. Potem cel zniknie w rosyjskiej strefie A2/AD.

    Co to oznacza?

    Fasada pościgu i anomalie operacyjne

    Większość doniesień dotyczących pościgu za tankowcem Marinera, znanym wcześniej jako Bella 1, zatrzymuje się na powierzchni wydarzeń: mówi się o naruszaniu sankcji, flocie cieni oraz prawnym chaosie wywołanym nagłą zmianą bandery na rosyjską.

    Z mojej perspektywy ta mechanika incydentu wydaje się prosta – statek opuścił Iran bez ładunku, przemierzył Atlantyk w kierunku Wenezueli, został namierzony przez Amerykanów jeszcze przed wejściem do portu, a długi pościg zakończył się przemalowaniem nazwy i formalnym wciągnięciem jednostki do rosyjskiego rejestru państwowego.

    W chwili pisania tej analizy Marinera, już pod rosyjską banderą i w asyście okrętów WMF, przemieszcza się na północ przez korytarz atlantycki między Szkocją a Islandią. Ten obraz odpowiada na pytanie „co” się dzieje, ale milczy na temat tego, dlaczego zachowanie obu stron tak drastycznie odbiega od rutyny zarówno shadow fleet, jak i standardowego egzekwowania sankcji.

    Kiedy procedura staje się sygnałem alarmowym

    Gdyby Marinera była tylko kolejnym ogniwem łańcucha naftowego, wiele elementów tej układanki wyglądałoby inaczej.

    Przede wszystkim transport ropy z Iranu do Wenezueli nie ma sensu ekonomicznego, gdyż oba kraje objęte są sankcjami i borykają się z problemem upłynnienia własnego surowca, a przerzucanie go przez ocean nie rozwiązuje żadnego z tych problemów. 

    Jeszcze istotniejsza jest jednak sekwencja zdarzeń. W standardowym modelu egzekwowania blokad służby obserwują, dokumentują i czekają, aż naruszenie stanie się faktem dokonanym – ładunek trafi do ładowni, a transakcja zostanie odnotowana.

    W tym przypadku USA podjęły pościg przed załadunkiem, przed wejściem do portu i przed zaistnieniem przestępstwa w klasycznym rozumieniu. Amerykanie ruszyli w pościg za pustym kadłubem, który w teorii mógłby podjąć legalny fracht w dowolnym innym porcie. 

    Pusty kadłub nie jest przestępstwem, podobnie jak sam profil statku pasujący do floty cieni. Naruszeniem są ładunek i transakcja. Gdy aparat państwa o potencjale USA łamie tę rutynę i działa prewencyjnie, zanim elementy układanki zdążą się ułożyć, zazwyczaj oznacza to reakcję nie na handel, ale na misję, której za wszelką cenę nie można dopuścić do realizacji.

    Utrata widoczności w zamian za przerwanie misji

    W praktyce morskiej Stanów Zjednoczonych takie działania prewencyjne są wyjątkiem, wymagającym przedstawienia decydentom czegoś więcej niż tylko „złej reputacji” armatora.

    Decyzja o pościgu za Marinerą, podjęta mimo braku ładunku, niesie za sobą konkretny koszt operacyjny. Wejście do gry „zbyt wczesne” oznacza bezpowrotną utratę potencjalnych danych wywiadowczych: trasy, portu docelowego, kontaktów na lądzie oraz całej sieci pośredników. Służby zazwyczaj chronią tę widoczność jak najdłużej, by budować na niej kolejne sprawy.

    Jeżeli w Waszyngtonie zaakceptowano utratę tej potencjalnej wiedzy w zamian za przerwanie rejsu, to znak, że jego cel uznano za groźniejszy niż koszty polityczne i utrata informacji o siatce przemytniczej. Lub tą wiedze posiadły.

    Asymetria kosztów i koniec gry w zaprzeczalność

    Tutaj ujawnia się podwójna asymetria kosztów. Flota cieni działa na prostym rachunku, tj. kadłub jest jednorazowy, ładunek nie. Stare, niedoubezpieczone tankowce są wpisane w model biznesowy jako zasoby, które można poświęcić – jeśli jednostka wpada, po cichu znika z rejestru. Nie angażuje się MSZ, nie wysyła okrętów, nie robi się z tego sprawy państwowej.

    Tymczasem USA akceptują ryzyko dyplomatyczne i napięcie z Rosją, by ścigać pusty VLCC, a Moskwa akceptuje przypisanie odpowiedzialności, wysyła eskortę z okrętem podwodnym włącznie i zamienia aktywo o profilu „deniable” w pełnoprawny statek państwowy. Żadne poważne państwo nie eskaluje sytuacji dla ochrony złomowego kadłuba. Taka wymiana ciosów jest racjonalna tylko wtedy, gdy stawką nie jest ropa, lecz wynik misji – coś lub ktoś na pokładzie, czego utrata byłaby strategicznie nieakceptowalna.

    Najmocniejszym sygnałem, że nie mamy do czynienia z „kolejnym statkiem floty cieni”, jest decyzja Moskwy o porzuceniu logiki tej floty. Flota Cieni żyje z rozmycia odpowiedzialności: wygodne bandery, firmy-wydmuszki, brak bezpośredniego łącza statek–państwo. Z chwilą, gdy Bella 1 oficjalnie staje się Marinerą w rosyjskim rejestrze, a na jej burcie pojawia się rosyjska bandera, Kreml niszczy możliwość wiarygodnego zaprzeczania.

    Statek przestaje być anonimowym ogniwem, staje się aktywem państwowym, a Rosja podnosi stawkę sporu z poziomu „egzekwowanie sankcji” na poziom „spór o suwerenność bandery”. Takich działań nie podejmuje się dla ropy. Robi się to, gdy przejęcie statku oznaczałoby nie tylko dochodzenie w sprawie ładunku, ale realne ryzyko zatrzymania ludzi, sprzętu lub zdolności, których państwo nie może stracić.

    Flota cieni jako wektor sił specjalnych

    Moja hipoteza, która spaja te anomalie, przesuwa punkt ciężkości z surowców na personel wysokiej wartości i zdolności ISR.

    VLCC (tankowce) zapewnia dużą przestrzeń wewnętrzną, zasilanie i naturalne maskowanie dla modułowych pakietów rozpoznania, zestawów SIGINT/ELINT czy mobilnych węzłów dowodzenia – bez konieczności modyfikowania sylwetki statku. 

    Wykorzystanie Marinery jako platformy dla sił specjalnych (SSO) wpisuje się w obserwowany od lat schemat działań hybrydowych Federacji Rosyjskiej, który wcześniej analizowałem przy okazji operacji na Bałtyku i zagrożenia dla Gotlandii (operacja „Koń Morski”). 

    Wzorce z Bałtyku i Morza Czarnego pokazują, że Rosja traktuje cywilne jednostki jako podwójnego przeznaczenia: od maskowania kontenerów ze sprzętem rozpoznawczym, po wsparcie logistyczne dla grup dywersyjnych. 

    Jeśli Marinera miała dostarczyć do Wenezueli personel wysokiej wartości – na przykład doradców ds. walki elektronicznej, systemów OPL czy operatorów dronów – to incydent ten jest pierwszą próbą przeniesienia bałtyckiego modelu „floty cieni jako wektora SSO” na teatr atlantycki. 

    To tłumaczy determinację USA w dążeniu do przerwania misji za wszelką cenę – nie chodzi o ropę, lecz o zablokowanie instalacji rosyjskiego „ucha i oka” w pobliżu amerykańskiej strefy wpływów.

    Marinera jako przynęta operacyjna

    Analiza operacyjna wskazuje jednak na jeszcze jeden, szerszy wymiar roli Marinery, gdyż w innym moim scenariuszu operacyjnym może ona działać jako taktyczna przynęta (decoy), absorbująca uwagę i zasoby amerykańskiej blokady w kluczowym momencie. 

    Równolegle z pościgiem za tankowcem Marinera, z wenezuelskich portów wyszło co najmniej kilkanaście innych tankowców objętych sankcjami, przewożących miliony baryłek ropy. W tej masowej ucieczce Marinera – pusty statek, ale z największym rozgłosem medialnym, rosyjską eskortą i okrętem podwodnym – skupia na sobie nieproporcjonalnie dużą część zasobów USA: od samolotów P-8 Poseidon, przez okręty USCG, aż po aparat dyplomatyczny. 

    W tym czasie jednostki z realnym ładunkiem mają znacznie większą szansę na przełamanie blokady, wykorzystując efekt saturacji. To klasyczna gra na przeciążenie systemu: „hałaśliwy” cel wiąże siły, podczas gdy właściwy ładunek przemyka w cieniu. To znana mi dobrze rosyjska metoda operacyjna. 

    Okno decyzji – ucieczka pod parasol Floty Północnej

    Decyzja o nagłej zmianie kursu na północ również odbiega od logiki handlowej. Zwrot w stronę Islandii i Grenlandii jest nielogiczny dla frachtowca, ale sensowny dla platformy operacyjnej, której celem staje się przerwanie misji i odzyskanie zasobów pod osłoną własnej floty. 

    Taki manewr wyprowadza statek w strefę, gdzie rosyjska marynarka ma przewagę, a warunki geograficzne utrudniają działania przeciwnika. W tym kontekście rozmieszczenie w Wielkiej Brytanii samolotów wsparcia sił specjalnych i sygnały o maszynach „lecących na północ” nabierają nowego znaczenia. Nie jest to już tylko demonstracja siły, lecz przygotowanie wariantu, w którym w krótkim oknie czasowym trzeba uniemożliwić dotarcie wrażliwych zasobów do rosyjskiej strefy obrony powietrznej.

    Z operacyjnego punktu widzenia sytuacja wokół Marinery jest dynamiczna i ograniczona czasowo. Przy obecnej prędkości i kursie, statek dotrze do strefy pełnej osłony rosyjskiej Floty Północnej w rejonie Morza Norweskiego i Barentsa po 12–13 stycznia. 

    Wówczas znajdzie się w zasięgu gęstej rosyjskiej osłony antydostępowej (A2/AD), co uczyni jakikolwiek abordaż politycznie i militarnie niewykonalnym. Jeśli USA zdecydują się na operację kinetyczną, najbardziej prawdopodobne okno to 8–10 stycznia 2026 r. 

    Przemawiają za tym prognozy pogody wskazujące na krótkotrwałą poprawę warunków nad Atlantykiem, wciąż relatywnie duży dystans od rosyjskich baz oraz sygnały OSINT sugerujące gotowość sił specjalnych. Brak działania do 10 stycznia drastycznie obniża prawdopodobieństwo wariantu siłowego.

    Po 13 stycznia pozostanie jedynie scenariusz pościgu do portu i działań w sferze prawno-sankcyjnej, co będzie równoznaczne z utratą dostępu do tego, co faktycznie znajduje się na pokładzie.

    Wnioski Operacyjne 

    To gra o stawkę wyższą niż ropa

    Opisanie sprawy Marinery wyłącznie jako epizodu wojny z flotą cieni dobrze tłumaczy mechanikę incydentu, ale nie wyjaśnia zachowania państw. Analiza wskazuje na skomplikowaną grę na trzech poziomach.

    Po pierwsze, wczesna interwencja USA i rosyjska eskalacja sugerują, że stawką jest personel wysokiej wartości lub zdolności wywiadowcze, których utrata jest nieakceptowalna.

    Po drugie, Marinera służy jako taktyczna przynęta, wiążąc amerykańskie zasoby i umożliwiając masową ucieczkę tankowców z realnym ładunkiem ropy. Po trzecie, incydent ten testuje granice determinacji USA oraz skuteczność rosyjskiej strategii „reflagowania i eskorty” jako nowej metody omijania blokad.

    W tym ujęciu Marinera staje się nie symbolem walki z omijaniem sankcji, lecz testem tego, jak daleko państwa są gotowe się posunąć, gdy stawką nie jest surowiec, lecz ludzie i aktywa operacyjne w globalnej rozgrywce, które trzeba bezwzględnie chronić chronić lub wykorzystać politycznie.

    Pozdrawiam i dziękuję.