AW189 i S-92 w irlandzkim systemie ratownictwa morskiego [Aktualizacja]

Rosnąca liczba interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej, zmiany w lotniczym komponencie systemu SAR oraz sposób wykorzystania śmigłowców ratowniczych stały się przedmiotem coraz częstszej debaty.
W artykule
W irlandzkich realiach decyzje sprzętowe nie zawsze są jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie zdolności operacyjnych, co wynika ze specyfiki działań prowadzonych na wodach Atlantyku.
W jednej z dyskusji pod naszym wcześniejszym artykułem (link do tekstu), dotyczącym rosnącej liczby interwencji irlandzkiej Straży Przybrzeżnej prowadzonych w wymagających warunkach u wybrzeży Irlandii, pojawiły się uwagi naszego czytelnika z portalu X – Wojtka. Zwrócił on uwagę, że zastąpienie wykorzystywanych dotychczas śmigłowców S-92 maszynami typu AW189 nie musi być jednoznacznie postrzegane jako wzmocnienie systemu SAR, a w praktyce może oznaczać zmianę profilu operacyjnego irlandzkiego ratownictwa morskiego.
Analiza dostępnych danych technicznych obu maszyn pokazuje, że ta uwaga nie jest pozbawiona podstaw, choć jej pełne znaczenie ujawnia się dopiero w zestawieniu realnych scenariuszy działań prowadzonych w trudnych warunkach pogodowych i daleko od linii brzegowej. To właśnie ten kontekst stał się punktem wyjścia do szerszego spojrzenia na temat zmian w irlandzkim morskim komponencie lotniczym SAR.
Geografia, która nie wybacza uproszczeń
Irlandia należy do państw o wyjątkowo wymagających warunkach prowadzenia morskich akcji ratowniczych. Otwarty Atlantyk, długa i skalista linia brzegowa, liczne klify oraz wyspy oddalone od stałego lądu sprawiają, że ratownictwo morskie ma tu charakter nie tylko przybrzeżny, lecz często oceaniczny. W takich warunkach margines błędu podczas akcji ratunkowych bywa niewielki, a decyzje sprzętowe nabierają znaczenia, które trudno porównać z realiami Bałtyku czy Morza Północnego.
To właśnie dlatego w Irlandii każda zmiana w systemie SAR – zwłaszcza dotycząca lotnictwa – jest analizowana nie tylko przez specjalistów, lecz także przez byłych dowódców, ratowników oraz środowisko morskie.
Przypadek statku rybackiego Fastnet jako punkt odniesienia
Dobrym przykładem tej dyskusji jest akcja ratownicza z 15 grudnia 2025 roku przeprowadzona przy francuskim kutrze rybackim Fastnet, który po awarii silnika osiadł na skałach w rejonie Dingle. Z pokładu jednostki ewakuowano 14 członków załogi przy użyciu śmigłowca ratowniczego bazującego w Shannon. Operacja była prowadzona w trudnych warunkach pogodowych, przy silnym wietrze oraz wysokiej fali, a całe podjęcie trwało około 20 minut.
Akcja zakończyła się powodzeniem, jednak – co istotne – wymagała dwóch podejść śmigłowca. W komentarzach pojawiły się głosy, że w przypadku wcześniej wykorzystywanych maszyn używanych przez irlandzką Straż Przybrzeżną możliwe byłoby jednorazowe zabranie całej załogi, co stało się punktem wyjścia do debaty nad przydatnością poszczególnych typów śmigłowców w działaniach irlandzkiego systemu SAR.
Gdzie kończy się „wystarczająco dobrze”
Były dyrektor irlandzkiej Straży Przybrzeżnej zwrócił uwagę, że akcja przy Fastnet przebiegała blisko brzegu. W jego ocenie podobne zdarzenie, lecz mające miejsce kilkaset mil morskich od lądu, mogłoby mieć zupełnie inny finał. W takich warunkach liczba osób możliwych do ewakuacji podczas jednego podejścia śmigłowca przestaje być detalem technicznym, a staje się kwestią życia i śmierci.
W tym kontekście zasadna pozostaje uwaga, że samo wprowadzenie czterech śmigłowców AW189 nie musi automatycznie oznaczać wzmocnienia zdolności irlandzkiej Straży Przybrzeżnej. Zastąpienie wcześniej wykorzystywanych cięższych śmigłowców S-92 inną konstrukcją, zaprojektowaną pod odmienny profil zadań, oznacza zmianę charakteru operacyjnego systemu ratownictwa. Dlatego krytyczne głosy pojawiające się wokół tej decyzji nie odnoszą się do jakości samej maszyny, lecz do konsekwencji jej wykorzystania w trudnych warunkach środowiskowych, typowych dla irlandzkiego wybrzeża.
Właśnie w tym miejscu różnice pomiędzy poszczególnymi typami maszyn zaczynają mieć znaczenie operacyjne, a nie tylko katalogowe. Dodatkowy lot, który przy brzegu jest możliwy, na otwartym Atlantyku może już nie wchodzić w grę.
Leonardo AW189 – charakterystyka konstrukcji i zastosowanie
Leonardo AW189 to cywilny, dwusilnikowy śmigłowiec wielozadaniowy, rozwijany przez europejski koncern Leonardo od 2011 roku. Konstrukcja została zaprojektowana z myślą o szerokim spektrum zastosowań, obejmujących zadania transportowe, operacje offshore oraz misje poszukiwawczo-ratownicze. Maszyna charakteryzuje się maksymalną masą startową na poziomie około 8,6 tony oraz kabiną umożliwiającą elastyczną konfigurację pod kątem transportu osób lub wyposażenia specjalistycznego.
AW189 są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych przez użytkowników cywilnych i państwowych. W zależności od konfiguracji śmigłowce te mogą przenosić wyposażenie medyczne oraz sprzęt do ewakuacji poszkodowanych z użyciem wciągarki. Konstrukcja AW189 znajduje zastosowanie w działaniach prowadzonych zarówno w rejonach przybrzeżnych, jak i w głębi morza.
Sikorsky S-92 – cięższa platforma dla zadań offshore i SAR
Sikorsky S-92 to dwusilnikowy śmigłowiec zaprojektowany z myślą o długotrwałych operacjach nad morzem, w szczególności na potrzeby przemysłu wydobywczego oraz służb ratowniczych. Konstrukcja charakteryzuje się większymi wymiarami kadłuba oraz obszerną kabiną, co umożliwia jednorazowy transport większej liczby osób lub rozbudowanego wyposażenia medycznego i ratowniczego.
Śmigłowce S-92 od lat są wykorzystywane w zadaniach poszukiwawczo-ratowniczych w takich państwach jak Irlandia, Wielka Brytania czy Republika Korei, zarówno przez służby państwowe, jak i operatorów cywilnych realizujących kontrakty rządowe. Konstrukcja ta znalazła szerokie zastosowanie w operacjach offshore, gdzie istotne znaczenie mają duży zasięg oraz długi czas lotu, szczególnie przy działaniach prowadzonych daleko od linii brzegowej.
Porównanie śmigłowców AW189 i S-92
| Parametr | Leonardo AW189 | Sikorsky S-92 |
|---|---|---|
| Typ śmigłowca | dwusilnikowy, wielozadaniowy | dwusilnikowy, wielozadaniowy |
| Producent | Leonardo | Sikorsky |
| Długość | ok. 17,6 m | ok. 17,1 m |
| Wysokość | ok. 5,1 m | ok. 5,0 m |
| Średnica wirnika nośnego | ok. 14,6 m | ok. 17,2 m |
| Maksymalna masa startowa | ok. 8 600 kg | ok. 12 000 kg |
| Prędkość przelotowa | ok. 260 km/h | ok. 280 km/h |
| Pułap praktyczny | ok. 4 600 m | ok. 4 600 m |
| Zasięg maksymalny | ok. 900 km | ok. 1 000 km |
| Pojemność kabiny | do ok. 19 osób (zależnie od konfiguracji) | do ok. 19 osób (większa przestrzeń) |
Dlaczego Irlandia patrzy na to inaczej niż reszta Europy
To, co w innych państwach uznawane jest za akceptowalny kompromis, w irlandzkich realiach bywa oceniane znacznie surowiej. Wynika to nie tylko z geografii, lecz także z charakteru zdarzeń, z jakimi służby mierzą się na co dzień. Duża część interwencji dotyczy jednostek rybackich i handlowych operujących daleko od lądu, często w warunkach szybko pogarszającej się pogody.
W takich sytuacjach zdolność do jednorazowego podjęcia większej liczby rozbitków ma znaczenie kluczowe. Nie zawsze istnieje możliwość powrotu po kolejnych poszkodowanych, nawet jeśli teoretycznie czas dolotu na to pozwala.
Dyskusja, która jeszcze się nie zakończyła
Zmiany w irlandzkim systemie ratownictwa lotniczego pozostają przedmiotem ożywionej debaty, ponieważ dotyczą nie tylko używanego sprzętu, lecz także realnych możliwości prowadzenia akcji ratowniczych w jednym z najbardziej wymagających akwenów Europy. Przykład interwencji przy Fastnet pokazuje, że różnice pomiędzy wykorzystywanymi konstrukcjami śmigłowców mają wymiar praktyczny i bezpośrednio wpływają na przebieg działań poszukiwawczo-ratowniczych.
Zestawienie śmigłowców różniących się gabarytami, masą oraz przestrzenią kabiny unaocznia, że nie każda zmiana sprzętowa oznacza automatyczne wzmocnienie zdolności operacyjnych. W warunkach, w których kluczowe znaczenie ma jednorazowe podjęcie jak największej liczby osób lub prowadzenie działań daleko od brzegu, charakterystyka i możliwości nabiera szczególnego znaczenia.
Obecnie lotniczy komponent irlandzkiego systemu SAR przechodzi etap zmian związanych z realizacją rządowego kontraktu przez operatora Bristow Ireland. W jego ramach dotychczas wykorzystywane śmigłowce Sikorsky S-92 są stopniowo zastępowane maszynami Leonardo AW189. Pierwsze śmigłowce nowego typu zostały już wprowadzone do służby, jednak proces pełnego przejścia na nową flotę wciąż trwa.
Wracając do punktu wyjścia, w którym nasz czytelnik zwrócił uwagę na niejednoznaczną ocenę zmian w irlandzkim lotniczym komponencie SAR, zasadne pozostaje pytanie o długofalowe konsekwencje tej decyzji. Czy w dłuższej perspektywie zmiana wykorzystywanych śmigłowców na wariant morski AW189 rzeczywiście przełoży się na wzrost skuteczności ratownictwa morskiego w warunkach częstych sztormów i szybko zmieniającej się pogody u wybrzeży Irlandii, czy też przyniesie nowe wyzwania organizacyjne i operacyjne dla irlandzkiej Straży Przybrzeżnej? Odpowiedź na to pytanie przyniosą zapewne najbliższe lata, pokazując w praktyce, czy ta ryzykowna decyzja przyniosła zamierzony efekt, czy też ujawniła swoje ograniczenia.
Głos z dyskusji: pojemność, zasięg i „co jeśli było ich więcej”
W dyskusji pod naszym artykułem pojawiły się głosy zwracające uwagę na kwestie, które regularnie powracają przy tego typu akcjach ratowniczych. Nasz czytelnik Wojciech Koliczko wskazał na problem docelowej pojemności środków ratowniczych (SRU) oraz konsekwencje jej ograniczeń w sytuacjach granicznych. Każda udana ewakuacja rodzi bowiem naturalne pytanie: co by było, gdyby na pokładzie znajdowało się kilka osób więcej.
Z kolei w innym komentarzu pani Barbara Maliszewska zwróciła uwagę na aspekt równie istotny – że niezależnie od parametrów technicznych samych maszyn, o skuteczności ratownictwa morskiego decyduje także czynnik ludzki. Doświadczenie załóg, ich wyszkolenie oraz zdolność działania w skrajnie trudnych warunkach pozostają elementami, których nie da się zastąpić nawet najbardziej zaawansowanym sprzętem. Jednocześnie, jak podkreśliła w dyskusji, to właśnie połączenie kompetencji ludzi z możliwościami, jakie daje nowoczesna technika, sprawia, że wiele współczesnych akcji ratowniczych w ogóle może zostać skutecznie przeprowadzonych.
W tle tej dyskusji pojawia się również kwestia zmiany floty śmigłowców – odejścia od ciężkich maszyn typu S-92 na rzecz AW189. Jak zauważa Wojciech Koliczko, argumenty ekonomiczne rzadko są chętnie podnoszone w kontekście ratowania życia ludzkiego, jednak często towarzyszą decyzjom kontraktowym. Wskazywano także, że alternatywnym rozwiązaniem mogło być pozostawienie przynajmniej jednej cięższej maszyny w systemie, zwłaszcza że operator Bristow w innych krajach eksploatuje równolegle zarówno śmigłowce AW189, jak i S-92.
Dopełnieniem tej perspektywy jest mapa zasięgu operacyjnego oraz rozmieszczenia baz poszczególnych typów śmigłowców, udostępniona przez naszego czytelnika Wojciecha. Zestawienie to pokazuje nie tylko promień działania poszczególnych maszyn, ale również wzajemne pokrycie obszarów odpowiedzialności. Właśnie takie materiały pozwalają lepiej zrozumieć, że dyskusja o doborze platformy ratowniczej nie dotyczy pojedynczego incydentu, lecz całej architektury irlandzkiego systemu SAR.

Wielka Wieś – 106 lat polskiej obecności na otwartym Bałtyku

Zaślubiny Polski z morzem w Pucku 10 lutego 1920 roku zapisały się w historii jako moment symboliczny. Dzień później, 11 lutego, wydarzyło się jednak coś, co miało znaczenie znacznie bardziej praktyczne. Z Wielkiej Wsi – dzisiejszego Władysławowa – pod biało-czerwoną banderą po raz pierwszy wyszła na otwarty Bałtyk jednostka pływająca.
W artykule
To tam, dzień po uroczystościach w Pucku, symboliczny akt został zastąpiony realnym wyjściem w morze.
Gdzie naprawdę zaczęło się polskie morze?
Narracja o Zaślubinach Polski z morzem od lat koncentruje się na obrazie: pierścień, mróz, zatoka, uroczystość państwowa. Ten obraz jest ważny, ale nie wyczerpuje historii. Obecność morska państwa nie zaczyna się bowiem od deklaracji. Zaczyna się od zdolności wyjścia w morze – zdolności, której Polska wówczas jeszcze realnie nie posiadała, a którą dziś wszyscy uznajemy za oczywistą.
Rzadziej mówi się przy tym o drugim, równie istotnym wymiarze tej historii: bezpieczeństwie od strony morza. W 1920 roku nie stanowiło ono realnego punktu odniesienia dla młodego państwa. Dziś jest jednym z kluczowych elementów jego funkcjonowania. Szacuje się, że ponad 50 proc. towarów docierających do Polski przypływa drogą morską. To tą drogą trafiają do kraju surowce energetyczne, w tym gaz i ropa, a także ogromna część towarów masowych oraz artykułów codziennego użytku. Morze przestało być wyłącznie symbolem odzyskanej suwerenności – stało się jednym z filarów bezpieczeństwa i gospodarki państwa.
Sto lat temu ten wymiar miał jednak zupełnie inny, znacznie bardziej pierwotny charakter. Nie wyrażał się w statystykach ani łańcuchach dostaw, lecz w fizycznym kontakcie z otwartą wodą i w zdolności do wyjścia w morze w najbardziej podstawowym znaczeniu tego słowa.
Wielka Wieś w lutym 1920 roku nie była portem. Nie miała infrastruktury, nabrzeży ani zaplecza. Była rybacką osadą położoną bezpośrednio nad otwartym Bałtykiem, poza osłoną Zatoki Puckiej. To zasadnicza różnica. Tu nie było ceremonii. Było morze – zimowe, surowe i nieprzyjazne. To właśnie w takich warunkach obecność nad morzem nabiera realnego wymiaru.
Dlaczego Wielka Wieś, a nie Puck?
Puck był miejscem uroczystości państwowej, związanej z symboliką powrotu Polski nad morze. Wielka Wieś miała natomiast znaczenie odmienne – praktyczne i geograficzne. To stamtąd istniał bezpośredni dostęp na otwarte morze.
Dzień po Zaślubinach to właśnie tam Polska po raz pierwszy fizycznie znalazła się na otwartym morzu, bez pośredników i bez osłony akwenu zamkniętego. Nie był to gest polityczny ani manifest propagandowy. Był to prosty, ale fundamentalny fakt: jednostka pływająca wyszła na Bałtyk z polską banderą.

W tym sensie Wielka Wieś nie konkurowała z Puckiem, lecz uzupełniała jego znaczenie – przenosząc symboliczny akt z zatoki w realną przestrzeń morską.
Czy właśnie nie od tego powinna się zaczynać realna obecność morska państwa?
Gwiazda Morza – pierwszy polski rejs po 1920 roku
Jednostką, która 11 lutego 1920 roku wyszła na Bałtyk, był niewielki kuter rybacki Gwiazda Morza. Wcześniej nosił on niemiecką nazwę Seestern. Ten szczegół nie jest przypadkowy. Pokazuje realia, w jakich Polska wracała nad morze.
Morze odzyskano szybciej niż flotę, sprzęt i infrastrukturę. Pierwszy rejs nie odbył się na okręcie wojennym ani statku państwowym, lecz na kutrze należącym do lokalnej społeczności rybackiej.
Dowódcą jednostki był Jakub Myślisz, rybak z Wielkiej Wsi. To on, w środku zimy, odkuwał jednostkę z lodu i przygotowywał ją do wyjścia w morze. Bez zaplecza, bez wsparcia władz państwowych, bez gwarancji bezpieczeństwa.
Na pokładzie znajdował się również generał Józef Haller – nie jako dowódca rejsu, lecz jako pasażer. Ten fakt ma znaczenie symboliczne. Wówczas nasze państwo było obecne, ale to ludzie morza wykonali realne działanie.
Czy to był pierwszy polski rejs po Bałtyku?
Tak – w znaczeniu praktycznym i operacyjnym. Nie był to jeszcze początek polskiej żeglugi handlowej ani Marynarki Wojennej RP. Był to jednak pierwszy faktyczny ruch w przestrzeni morskiej po odzyskaniu dostępu do morza.
Bez portu. Bez floty. Bez ceremonii.
To wydarzenie często ginie w cieniu Zaślubin, choć w istocie uzupełnia je o element, bez którego ten symbol w mojej ocenie pozostaje niepełny.
Dlaczego ta historia wraca dziś?
Rok 2026 przynosi 106. rocznicę Zaślubin Polski z morzem oraz setną rocznicę nadania praw miejskich Gdyni. To dobry moment, by przypomnieć, że polska obecność morska od samego początku miała dwa wymiary: symboliczny i praktyczny.
Wielka Wieś przypomina, że morze nigdy nie było dane Polsce „raz na zawsze”. Zawsze wymagało decyzji o wyjściu w nie – często w trudnych warunkach, bez zaplecza i bez gotowych struktur. Ta logika pozostaje aktualna również dziś, choć jej skala i kontekst są zupełnie inne.
Ponad sto lat później pytanie o realną obecność na morzu wraca w nowej formie. Widać je w odbudowie zdolności przemysłowych i wojennomorskich państwa: w kończącej się budowie serii sześciu niszczycieli min typu Kormoran II w Stoczni Remontowej Shipbuilding w Gdańsku, w realizacji budowy wielozadaniowych fregat w ramach programu Miecznik, a także w rozpoczętej budowie okrętu ratowniczego pk. Ratownik w PGZ Stoczni Wojennej na gdyńskim Oksywiu.
To właśnie w takich decyzjach, a nie w samej symbolice rocznic, materializuje się współczesne znaczenie morza dla państwa – jako obszaru bezpieczeństwa, gospodarki i realnej obecności, której fundamentem pozostaje to co napisałem na początku – zdolność wyjścia w morze.
Morze zaczyna się od wyjścia w nie
Historia 11 lutego 1920 roku nie konkuruje z Puckiem. Uzupełnia go. Pokazuje moment, w którym polska obecność nad morzem po raz pierwszy przybrała formę realnego działania — bez fanfar, bez trybun i bez wielkich słów.
Właśnie dlatego pozwolę sobie określić ten dzień jako istotny dla naszego kraju: polska morskość zaczęła się w chwili, gdy ktoś faktycznie wyszedł w morze. To doświadczenie, oparte na działaniu, a nie na symbolu, pozostaje aktualne również dziś.
Mariusz Dasiewicz










