Rosja: nowe elektryczne torpedy wejdą na uzbrojenie w 2019 roku

Zastępca dyrektora generalnego rosyjskiej spółki zbrojeniowej Tactical Missiles Corporation Władimir Yarmolyuk powiedział agencji TASS, że w 2019 roku rozpoczną się seryjne dostawy ulepszonych torped z napędem elektrycznym dla rosyjskiej marynarki wojennej. W nowe torpedy zostaną uzbrojone okręty podwodne oraz nawodne.

Sprawa dotyczy torped UET-1 kal. 533 mm. Zastępca szefa zbrojeniowej firmy Tactical Missiles Corporation nie zdradził jednak, o jaką liczbę torped chodzi. Nie powiedział też, które okręty rosyjskiej floty zostaną w nie wyposażone. Władimir Yarmolyuk wskazał jedynie, że zmodernizowana wersja uzbrojenia charakteryzuje się lepszymi parametrami niż jego poprzednia wersja. Dotyczy do prędkości, zasięgu, wydajności oraz wykrywalności.

Zobacz też: Okręty rakietowe Orkan: w tym roku umowa na modernizację.

Serwis internetowy navyrecognition.com zwraca jednak uwagę, że poprzednie komunikaty przekazywane przez rosyjskie media mówiły, iż należąca do spółki Tactical Missiles Corporation fabryka Dagdizel przed 2023 rokiem wyprodukuje torpedy UET-1 w ilości 73 sztuk.

UET-1 to nowa, uniwersalna torpeda, która ma lepsze parametry taktyczno-techniczne. Według zapowiedzi rosyjskiego resortu obrony, ma ona zastąpić podwodne pociski USET-80, które weszły na uzbrojenie rosyjskiej floty w 1980 roku. Torpeda tego typu mierzy 7,9 metra długości i waży ponad 2 000 kilogramów. Osiąga prędkość 40-50 węzłów, a jej zasięg to 20 kilometrów. Torpeda zawiera głowicę bojową o masie 200-300 kilogramów.

Zobacz też: BAE Systems modernizuje australijskie fregaty typu Anzac.

Produkcję torped nowego typu rosyjskie ministerstwo obrony zleciło przemysłowi zbrojeniowemu w tym roku, a pięcioletnia umowa została podpisana 28 lutego. Jej wartość to 7,2 mld rubli, czyli ok. 126,5 mln dolarów. W lipcu rosyjskie media podały, że pod koniec maja w torpedy nowego typu został uzbrojony pierwszy okręt marynarki wojennej. To okręt podwodny projektu 636.3 Noworossijsk należący, służący we Flocie Czarnomorskiej.

Podpis: am

Marynarka wojenna – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.

    Rocznica, która nie przemija

    Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy. 

    W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.

    Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz

    Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.

    To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią. 

    Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji

    Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.

    Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.

    Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu

    Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.

    Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.

    Po co nam ta rocznica dzisiaj

    Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.

    Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.