Leonardo DRS dostarczy System Walki na okręty podwodne US Navy

Koncern Leonardo DRS ogłosił zawarcie kontraktu z US Navy na dostarczenie Systemu Walki dla floty okrętów podwodnych US Navy. Kontrakt o wartości przekraczającej 417 mln dolarów podkreśla znaczenie i zakres projektu, który jest na etapie badawczo-rozwojowym.

W ramach programu TI-26 (Technology Insertion Hardware) Leonardo DRS będzie odpowiedzialne za projektowanie, rozwijanie i wsparcie różnorodnych, współpracujących ze sobą systemów, takich jak np. System Zobrazowania Misji (Mission Wall Screen), który umożliwia wykorzystywanie centrali jako stanowiska dowodzenia szczebla operacyjnego, przy czym nie ma nadrzędnego systemu. Projekt koncentruje się na opracowaniu technologii i doprowadzeniu ich do etapu funkcjonalnego prototypu, co w kolejnym etapie będzie stanowić kluczowy element rozwoju potencjału bojowego okrętów podwodnych Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Nie podano informacji o planowanych dostawach sprzętu w określonej ilości.

Program przewiduje możliwość współpracy z Królewską Australijską Marynarką Wojenną, jednak na obecnym etapie nie jest jeszcze planowany zakup konkretnego sprzętu. Celem projektu jest przedstawienie projektów funkcjonalnych i wykonawczych, które pozwolą na dalszy rozwój i ewentualne zastosowanie opracowanych rozwiązań w przyszłości.

Cari Ossenfort, wiceprezes i dyrektor generalny oddziału Leonardo DRS Naval Electronics, wyraził dumę z faktu, że firma została wybrana do realizacji programu TI-26, podkreślając zaangażowanie w rozwój innowacyjnych technologii dla US Navy i jej sojuszników.

Leonardo DRS posiada szerokie doświadczenie w projektowaniu i produkcji zaawansowanych systemów wspierających różne typy operacji: morskie, lądowe, powietrzne, kosmiczne i cybernetyczne. Dzięki swoim możliwościom w dziedzinie wykrywania, ochrony sił, sieci komputerowych oraz morskich systemów zasilania i napędu, firma jest zaufanym partnerem dla Naval Sea Systems Command i Program Executive Office Submarine.

Strategiczne partnerstwo Leonardo DRS z Marynarką Wojenną Stanów Zjednoczonych trwa od wielu lat i obejmuje różnorodne projekty mające na celu zwiększenie zdolności obronnych i operacyjnych floty. Oprócz kontraktu na opracowanie Systemu Walki, Leonardo DRS angażuje się w rozwój zaawansowanych systemów wykrywania oraz komponentów zintegrowanego elektrycznego układu napędowego dla okrętów podwodnych o napędzie jądrowym typu Columbia.

Firma dostarcza niezbędny sprzęt do programów, takich jak TI-26 dla okrętów podwodnych, oraz uczestniczy w modernizacji okrętów nawodnych dla US Navy. Współpraca ta ilustruje ciągłe zaangażowanie Leonardo DRS w realizację technologicznych i operacyjnych celów Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych poprzez oferowanie innowacyjnych i niezawodnych rozwiązań dostosowanych do specyficznych potrzeb amerykańskich sił morskich.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.