Marynarka Wojenna Nowego Wzoru

Jeszcze dobrze nie były znane szczegóły zatopienia rosyjskiego krążownika rakietowego Moskwa, a natychmiast podniosły się głosy, aby zrezygnować z okrętów typu Miecznik. Mimo że nie było jeszcze wiadomo w jakiej sytuacji taktycznej doszło do trafienia Moskwy, w jakim stanie gotowości była załoga tego okrętu, na ile sprawne (i uruchomione) były podstawowe systemy, zarówno po stronie sensorów jak i efektorów, to w kilka godzin później internet zaroił się od przepisów na naszą MW oraz od dyskusji na temat „Marynarka Wojenna Nowego Wzoru”

Media społecznościowe rządzą się swoimi prawami, a jednym z podstawowych jest zasada „bycia pierwszym”. Bycia pierwszym również w obszarze komentowania działań wojennych. Tymczasem warto zachować chłodną głowę i poczekać aż będzie znany pełen obraz wydarzeń.

Czy rosyjscy marynarze z krążownika Moskwa popełnili błędy? Tak, całe mnóstwo. A najważniejszym było zlekceważenie przeciwnika i przekonanie o swojej wielkości.

Czy w związku z rosyjskimi błędami powinniśmy zrezygnować z budowy fregat Miecznik? W żadnym wypadku. Mieczniki powinny stanowić trzon floty wokół którego należy dobudować cały system. O tym w dalszej części tekstu. Po prostu skorzystajmy z rosyjskiej lekcji i nigdy nie popełnijmy śmiertelnego grzechu pychy i lekceważenia przeciwnika.

Te same głosy wzmogły się jeszcze bardziej w związku z bardzo prawdopodobną decyzją Finlandii i Szwecji o przystąpieniu do NATO. Nagle mamy na Bałtyku doznać poczucia błogiego bezpieczeństwa, bo stanie się on wewnętrznym akwenem NATO, więc nie musimy już nic robić, bo NATO nas obroni.  Jest to niezwykle niebezpieczne traktowanie Sojuszu jako obcego, zewnętrznego organizmu, tak jakby o sile NATO nie stanowiła suma siły pojedynczych państw, w tym Polski.

PO CO?

Zacznijmy więc od abecadła, czyli zdefiniowania co ta Marynarka Wojenna ma robić.

Marynarka Wojenna broni interesów państwa na polskich obszarach morskich. Powierzono jej także morską obronę wybrzeża. Jest również formacją przygotowaną do udziału w lądowej obronie wybrzeża we współdziałaniu z innymi rodzajami sił zbrojnych w ramach strategicznej operacji obronnej. Zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi utrzymuje także zdolność do realizacji zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa zarówno w obszarze Morza Bałtyckiego, jak i poza nim. 

www.wojsko-polskie.pl 

Tłumacząc na język, zrozumiały dla przeciętnego podatnika, Marynarka Wojenna, w sytuacji kryzysu i konfliktu zbrojnego ma do wykonania dwa podstawowe zadania:

  1. Zwalczanie sił i środków napadu Federacji Rosyjskiej zagrażających 

terytorium RP.

Zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi do/z polskich portów morskich

Że te dwa zadania nie są takie oczywiste dla polskich elit politycznych niech posłuży fakt, że Strategiczna Koncepcja Bezpieczeństwa Morskiego RP znajduje się na stronach byłego Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, ale próżno jej szukać na stronie Ministerstwa Obrony Narodowej (https://www.gov.pl/web/gospodarkamorska/gdynia-strategiczna-koncepcja-bezpieczenstwa-morskiego-rp-zaprezentowana).

Żeby było ciekawiej, Ustawa z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie morskim w pierwszej kolejności reguluje „sprawy bezpieczeństwa morskiego w zakresie budowy statku, jego stałych urządzeń i wyposażenia……….”. 

Tak, tu nie ma pomyłki, w tej ustawie nie ma kompletnie nic co by de facto dotyczyło bezpieczeństwa żeglugi w sensie zagrożenia bezpieczeństwa.

Z kolei, Ustawa z dnia 21 marca 1991 r. o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej traktuje o bezpieczeństwie w artykułach 6-9, ale wyłącznie w zakresie prawa do swobodnego przepływu przez wody terytorialne Polski.

Nie dziwmy się zatem że nie jesteśmy państwem morskim, nie rozumiemy gospodarki morskiej i nie rozumiemy morskiego bezpieczeństwa ekonomicznego i militarnego, skoro nawet władza ustawodawcza ma problem ze zdefiniowaniem podstawowych pojęć.

Drugim, bardzo popularnym argumentem używanym w debacie na temat MW jest „zrezygnujmy z Mieczników i przekażmy pieniądze na inne programy”. 

Owszem, możemy całkowicie zrezygnować z obrony Wybrzeża i naszych akwenów morskich, tylko najpierw usiądźmy i rzetelnie policzmy relację koszt/strata, gdzie kosztem będzie kwota niezbędna na pozyskanie okrętów, a stratą potencjalne zniszczenia infrastruktury oraz braki dostaw krytycznych, dla funkcjonowania państwa, zasobów, jeżeli nikt nie będzie tej infrastruktury bronił.

A co do kosztów pozyskania Mieczników w budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej to powiedzmy sobie w końcu szczerze i otwarcie. Skasowanie programu Miecznik niczego w budżecie MON nie ratuje. Przy założonych kosztach programu, czyli 8 mld zł udział kosztów pozyskania fregat Miecznik wyniesie raptem 1,7 proc. w całym Programie Modernizacji Technicznej na lata 2021-2035 (dane za wyliczeniami Tomasza Dmitruka @goltarr ). Zakładając nawet, że koszt pozyskania okrętów, wraz z jednostką ognia, będzie wyższy niż zakładane obecnie 8 mld zł to i tak jego udział w budżecie modernizacyjnym MON nie powinien przekroczyć 2 proc.

To co będzie przede wszystkim decydować o kosztach tego programu to nie platforma, ale konfiguracja jednostki ognia.

W dyskusji o Marynarce Wojennej popełniany jest jeden kluczowy błąd. Nie rozpatrujemy tego rodzaju sił zbrojnych jako systemu tylko wyciągamy z niego jeden element składowy (w tym przypadku fregatę) i z zapałem świętej inkwizycji jedna drużyna próbuje ukrzyżować drugą. To tak jakby z systemu wojsk lądowych wyjąć czołgi i rzucić hasło „czołgi zostaną zniszczone w pierwszej kolejności, bo są największe albo utkną na bezdrożach, bo są najcięższe”. I nic innego się nie liczy.

Drugim, tym razem strategicznym, błędem jest postrzeganie domeny morskiej, a co za tym idzie samej MW, jedynie z perspektywy bezpieczeństwa militarnego kompletnie ignorując bezpieczeństwo gospodarcze państwa podczas konfliktu zbrojnego. Ja przypomnę, że już w 2018 roku zarządy morskich portów w Polsce odprowadziły do budżetu państwa 40,6 mld zł z tytułu należnych podatków: VAT, akcyzy oraz ceł. To prawie 10 proc. łącznych wpływów z tego tytułu w polskim budżecie (https://www.wnp.pl/logistyka/polskie-porty-z-40-mld-zl-do-budzetu-to-1-10-przychodow-panstwa,340887.html). 

Ten trend jest cały czas rosnący i nie złamała go nawet epidemia Covid.

A teraz spójrzmy co się stało na Morzu Czarnym. Rosjanie całkowicie zablokowali żeglugę komercyjną do i z ukraińskich portów. Z premedytacją strzelali do bezbronnych jednostek cywilnych, a w ukraińskcih portach utknęło 76 statków nie mając jak się wydostać. Do tego, celowo puścili w dryf miny kotwiczne, żeby zastraszyć operatorów statków i sparalizować żeglugę również wzdłuż tureckiego i rumuńskiego wybrzeża. Ukraińska gospodarka, której 25 proc. PKB jest zależne od przemysłu rolnego, ponosząca ogromne koszty prowadzenia działań wojennych dostała dodatkowy cios. W silosach zalegają miliony ton zboża, w zbiornikach miliony litrów oleju słonecznikowego. Trwają pilne poszukiwania alternatywnych szlaków eksportu, w tym kolejowych. Problem w tym, że aby przewieźć wolumen ładunków jaki był transportowany statkami potrzeba setek tysięcy wagonów.

Wracając na Morze Bałtyckie, Polska może zrealizować tylko dwa warianty prowadzenia działań: 


DEFENSYWNY grożący ruiną gospodarczą państwa lub OFENSYWNY dążący do przerzucenia obszaru walki na teren agresora i zdławienie jego aktywności.

Zanim przedyskutujemy oba warianty musimy zrozumieć jedną brutalną prawidłowość. Nie da się osiągnąć skokowego wzrostu zdolności MW w ciągu 2 czy 3 lat. Okręt, jakikolwiek by nie był, nie jest produkowany w setkach czy tysiącach jak pojazdy opancerzone czy czołgi. A przynajmniej nie jest w czasach pokoju. Historia najnowsza zna tylko dwa przypadki masowej produkcji jednostek pływających. Jednym były U-booty, drugim transportowce typu Liberty.

Po drugie, czy zdecydujemy sie na budowę trzech fregat czy większej liczby małych jednostek, czas realizacji obu programów będzie do siebie bardzo zbliżony, bo czynnikiem decydującym są moce wytwórcze krajowego przemysłu stoczniowego. I nie ma tu znaczenia czy ten przemysł jest prywatny czy państwowy, bo bezmyślna polityka przemysłowa państwa w tym obszarze, prowadzona przez ostatnie 30 lat, doprowadziła do masowego odpływu specjalistów do zagranicznych stoczni.

  • DEFENSYWNY

Zakładamy (stosownie do opinii wielu krajowych ekspertów z którymi się nie zgadzam), że kierunek morski nie ma znaczenia dla powodzenia wojsk lądowych na głównym kierunku działań wojennych. W tym wariancie siły Marynarki Wojennej pozostają w takim składzie jaki jest obecnie, uzupełnione o kolejne trzy niszczyciele min Kormoran II.

Przyszłość sił morskich stanowić będzie; na lądzie Morska Jednostka Rakietowa (MJR), na morzu dywizjon niszczycieli min Kormoran II w składzie 6 okrętów. Obciążeniem dla sił będą obie fregaty typu OHP które zamiast zapewnić ochronę innym okrętom same będą takiej ochrony wymagały. Być może będzie można wykorzystać małe okręty rakietowe typu Orkan które przenoszą nowoczesny system rakiet przeciwokrętowych ale nie nadąża za nim okrętowa siłownia. Dlatego, w najbliższej przyszłości, zdolność tych okrętów do wyjścia w morze i wykonania zadań może być bardzo problematyczna. Prawdopodobnie uda się jeszcze pozyskać jakieś drony rozpoznawcze, być może bezzałogowe systemy wojny minowej. I to by było na tyle.

Wbrew wielu nadziejom epoka stricte autonomicznych, zarządzanych sztuczną inteligencją, morskich systemów walki wciąż jest dopiero przed nami. Przyczyna jest bardzo prozaiczna. To specyfika środowiska morskiego oraz problem ze źródłami napędu w głębinie wodnej. Kierunek, w którym idzie, tak chętnie przywoływana US Navy, to przerobienie dotychczasowych okrętów (zwłaszcza w zakresie transportu wojsk i zaopatrzenia na duże odległości) na jednostki pozbawione załóg i zastąpione zdalnym sterowaniem. Rozwiązanie kompletnie nieprzydatne dla naszych sił morskich i równie drogie jak budowa klasycznych okrętów.

Póki co, najbardziej zaawansowane są systemy zwalczania min. Przy czym większość z nich nadal musi być wodowana z pokładu okrętu-nosiciela i operuje w jego bliskim sąsiedztwie. Ten sam nosiciel wymaga osłony przed atakami z powietrza albo przez lotnictwo (co w polskich realiach jest niemożliwe do osiagnięcia ze względu na małą liczebność samolotów) albo przez inny okręt.

Sytuację diametralnie zmienią systemy zdolne do samodzielnego wyjścia z dowolnego portu lub przygotowanego brzegu i autonomicznego operowania na dystansie setek mil. Niestety, na takie systemy nadal trzeba poczekać.

Przy takim ugrupowaniu naszej Marynarki Wojennej sytuacja operacyjna będzie wyglądać zatrważająco. W przestrzeni powietrznej nad morzem będzie, po naszej stronie, wiało pustką.  Jednocześnie Rosjanie będą mieli pełną swobodę działania. Wysłanie samolotu M28 1R Bryza na lot rozpoznawczy będzie nosić znamiona misji samobójczej, podobnie ze śmigłowcami ZOP. Identycznie będzie wyglądać zadanie zwalczania rosyjskich okrętów podwodnych, a będąc precyzyjnym, nie będzie wyglądać wcale. Lotnictwo ZOP z przyczyn wymienionych wyżej będzie uziemione.

Okrętowe siły ZOP złożone z fregat OHP i ORP Kaszub być może zdołają się rozwinąć do rejonów wyczekiwania, ale ich przetrwanie będzie wyłącznie kwestią czasu. Pozbawione osłony z powietrza, z przestarzałymi stacjami radiolokacyjnymi, wyposażone jedynie w armaty okrętowe i rakiety Piorun, w większości posiadające od dwóch do trzech kanałów celowania (z czego większość tych kanałów stanowi „oko marynarza”), nie będą zdolne do samodzielnego odparcia jakiegokolwiek ataku rakietowego.

Jedyną efektywną siłą pozostanie Morska Jednostka Rakietowa. Co prawda mająca ten sam mankament jak okręty wymienione wcześniej, czyli znikomą obronę przeciwlotniczą, ale działając w ruchu i w rozproszeniu mająca znacznie większą szansę przetrwania. Tyle tylko że jaki będzie sens wysyłania przez Rosję okrętów w strefę oddziaływania MJR, skoro we wszystkich wymienionych wcześniej obszarach będzie miała absolutną dominację? 

Tymczasem, w obszarze gospodarki, w pierwszej kolejności z użytkowania zostaną wyłączone porty w Gdańsku i Gdyni. Wszystkie trzy terminale kontenerowe nie będą zdolne do przyjęcia jakiegokolwiek zaopatrzenia. Marynarka Wojenna utraci możliwość remontu uszkodzonych okrętów. Agresja Rosji na Ukrainę pokazuje, że w przypadku napadu na Polskę będziemy mieli do czynienia z wojną na wyniszczenie militarne, ludzkie i ekonomiczne. W ramach przygotowania do agresji na Polskę rosyjska propaganda dokona takiej samej dehumanizacji polskiego narodu jakiej dokonała w stosunku do Ukraińców, a w działaniach militarnych nie będzie żadnych ograniczeń.

Pod znakiem zapytania staje zdolność Amerykanów do rozwinięcia operacyjnego sił wzmocnienia z terytorium Niemiec. Obserwując obecny rozwój wydarzeń w tym kraju, należy bardzo serio założyć, że nie będzie zgody na ruchy jakichkolwiek wojsk na terenie Republiki Federalnej spowodowane albo niechęcią zaangażowania się przez elity rządzące albo na skutek milionowych protestów niemieckiego społeczeństwa, napędzanego przez organizacje pozarządowe, zinfiltrowane przez rosyjską agenturę i zasilane rosyjskimi pieniędzmi. Jeżeli problem będą mieli Amerykanie to ten sam problem będą mieć pozostałe kraje sojusznicze z zachodniej części Europy.

Marynarka Wojenna będzie musiała prowadzić działania na dwóch kierunkach operacyjnych. „Kaliningradzkim”, skąd przyjdzie główne uderzenie militarne i „Cieśninowym” skąd będą wpływać na Bałtyk rosyjskie okręty przerzucane z innych flot oraz zaopatrzenie dla Obwodu Kaliningradzkiego.

Tak, pamiętam, że Dania jest w NATO, a Szwecja prawdopodobnie też będzie, jednak musimy pamiętać, że, do czasu podjęcia decyzji Sojuszu (zapewne nie całego i nie jednomyślnie) o zaangażowaniu militarnym, będziemy musieli prowadzić działania samodzielnie.

Jednocześnie, w takich realiach politycznych i operacyjnych, Polska będzie musiała nadal importować morzem surowce energetyczne i zaopatrzenie. To droga morska pozostanie głównym kierunkiem ewentualnego przerzutu sił wzmocnienia krajów które zdecydują się na udzielenie takiego wsparcia.

W NATO, w czasie kryzysu i wojny uruchamiane są dwa narzędzia mające wspomóc bezpieczeństwo żeglugi. 

Pierwszym jest system Q-routes czyli predefiniowany zbiór szlaków wodnych na wodach przybrzeżnych którymi będą się przemieszczać sojusznicze jednostki pływające. Współrzędne geograficzne opisujące ich przebieg są niejawne.

Drugim jest NCAGS (Naval Cooperation and Guidance for Shipping) kierowany z NATO Maritime Centre który ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi komercyjnej w rejonach prowadzenia działań zbrojnych w ścisłej współpracy z operatorami statków komercyjnych. Jednocześnie jest to narzędzie do organizacji ochrony jednostkom cywilnym transportującym zaopatrzenie wojskowe.

Jednak jako kraj-gospodarz przyjmujący takie wsparcie, będziemy odpowiedzialni za bezpieczeństwo przypływających jednostek transportowych co wiąże się z koniecznością utrzymania drożności szlaków morskich, w tym wspomnianych Q-routes.

W zaistniałej sytuacji, szczególnego znaczenia nabierze zespół portowy Świnoujście-Szczecin, przy czym nalezy pamietać że do Szczecina trzeba pokonać jeszcze 70 kilometrów, a zatopienie na torze wodnym statku może go wyłączyć z funkcjonowania na długi czas.

Po stronie militarnej, w obszarach rozpoznania powietrznego i zwalczania okrętów podwodnych sytuację ratować będzie ewentualne przystąpienie Szwecji do NATO. Tyle tylko że w domenie morskiej, nasze bezpieczeństwo nadal będzie zależne od woli politycznej innego kraju, a nie od nas samych.

Reasumując, wszystkie dotychczasowe pomysły na Marynarkę Wojenną zakładają prowadzenie wojny defensywnej, reaktywnej, czekającej na działania przeciwnika. Tyle tylko że nawet działania lądowe pokazują, iż w pewnym momencie małe, szybkie, rozproszone osiąga punkt stagnacji i jest niezdolne do kontrofensywy i odzyskania utraconych terenów. Zwłaszcza w konfrontacji z przeciwnikiem niemającym żadnego szacunku dla życia własnych żołnierzy.

  • OFENSYWNY

Spróbujmy jednak przedyskutować, jak mogłabym w przyszłości wyglądać wojna morska na Bałtyku w sytuacji obecności Szwecji i Finlandii w NATO, ich szybkiej decyzji o militarnym wsparciu Polski oraz posiadaniu przez naszą MW okrętów typu Miecznik. Tym bardziej że pojawia się historyczna szansa na złamanie rosyjskiej obecności w akwenie Morza Bałtyckiego, Zarówno tej lądowej, w Obwodzie Kaliningradzkim, jak i tej morskiej. Tyle tylko że nie można tego zostawić do wyłącznej decyzji obu, dotychczas bardzo powściągliwych w angażowaniu się militarnie, krajów. Natomiast, mając odpowiednie siły morskie możemy oba kraje do tej decyzji zachęcić.

Doświadczenie wojny na Ukrainie pokazuje, że to na co możemy najbardziej liczyć ze strony Sojuszu to rozpoznanie powietrzne. I to w pełnym spektrum, od rozpoznania obrazowego po rozpoznanie elektromagnetyczne. Co więcej, jednym z bardzo aktywnych uczestników tych działań była Szwecja, która, póki co członkiem NATO nie jest.

Można zatem założyć, że w przypadku konfliktu z Rosją lukę w polskich zdolnościach w rozpoznaniu na Bałtyku wypełni nam Szwecja, a zasilanie danymi pozwoli na wykorzystanie uzbrojenia na nominalnych, a nie horyzontalnych zasięgach.

Po drugie, obecność Szwecji w NATO zbliży nas do opisywanej przeze mnie, w jednym z wcześniejszych tekstów, idei „coast sharing” czyli wykorzystywania wybrzeża przez siły morskie innego kraju sojuszniczego. Dałoby to naszej MW nowe możliwości rozwijania operacyjnego z kierunku szwedzkiego. Oprócz tego, nawet bez zaangażowania militarnego, można przyjąć za pewnik, że Szwecja i Dania będą zasilać nas informacją o wszelkich okrętach sił morskich FR wchodzących do Cieśnin Bałtyckich.

Po trzecie, do 2026 r. Estonia pozyska nadbrzeżny system rakiet przeciwokrętowych. Do tego dodajmy obecność Finlandii w NATO i na Zatoce Fińskiej będziemy mieli do czynienia z sytuacją, gdzie Flota Bałtycka będzie miała ogromny problem z wyprowadzeniem jakichkolwiek okrętów z bazy morskiej w Kronsztadzie. Gdyby jednak jakimś okrętom udało się wyjść z Zatoki Fińskiej to strona polska będzie zasilana informacjami o ruchach jednostej Floty Bałtyckiej z tamtego rejonu, z minimalnie 24 godzinnym wyprzedzeniem.

W opisanej sytuacji strategiczno-operacyjnej trudno nie wykorzystać przewag i nie pokusić się o całkowite wyłączenie Obwodu Kaliningradzkiego. I to zadanie powinno stać się pierwszoplanowe dla okrętów typu Miecznik i Morskiej Jednostki Rakietowej.

Kiedy w PGZ SW dokonano prezentacji wstępnej konfiguracji okrętu dość zaskakująca okazała się propozycja umieszczenia aż 16 wyrzutni rakiet przeciwokrętowych. 

Jednak po dłuższym zastanowieniu nie jest to wcale absurdalna propozycja, jednak pod warunkiem, że większość jednostki ognia będą stanowić rakiety z głowicą odłamkowo-burzącą do niszczenia obiektów lądowych, a zalecana konfiguracja będzie kształtować się następująco: 4 rakiety przeciwokrętowe i 12 rakiet do celów lądowych. Tym bardziej, że póki co nie ma perspektyw na pozyskanie zdolności TLAM (Tactical Land Attack Missile).

Podobnie w Morskiej Jednostce Rakietowej. Przy opisanej wcześniej sytuacji strategiczno-operacyjnej jest wysoce prawdopodobne, że po przekształceniu Bałtyku w morze wewnętrzne Sojuszu liczba celów nawodnych wymagających neutralizacji ulegnie drastycznemu zmniejszeniu, natomiast Rosjanie będą starali się rekompensować ograniczone zdolności na wodzie większą aktywnością w powietrzu, zarówno lotniczą jak i rakietową. Dlatego też, wskazane jest, aby Polska w najbliższym czasie pozyskała co najmniej jedną jednostkę ognia (preferowane dwie) rakiet NSM w wersji do uderzeń na obiekty lądowe.

I tutaj pojawia się kluczowe zadanie dla połączonych sił okrętowych i MJR. Już na samym początku rosyjskiej agresji powinny one dokonać skoordynowanych, co do miejsca i czasu, uderzeń na lotniska Floty Bałtyckiej w Obwodzie Kaliningradzkim. Przy czym zapas jednostki ognia powinien pozwolić na wielokrotne powtórzenie takich uderzeń.

Wbrew pozorom głównym celem tych ataków nie będzie zniszczenie infrastruktury lotniskowej, lecz „wyczerpanie” rosyjskich systemów OPL.  Rakiety, które przedrą się przez rosyjskie systemy obrony powietrznej i dokonają zniszczeń na lotniskach będą stanowić swojego rodzaju wartość dodaną.  W tak powstały wyłom, w rosyjskiej OPL, powinno wejść lotnictwo i finalnie zneutralizować rosyjskie zdolności do działań w powietrzu z terenu Obwodu Kaliningradzkiego, a także systemy rakiet ziemia-ziemia. 

Zainstalowane na okrętach systemy obrony powietrznej mają im zapewnić zdolność przeżycia w celu wykonania uderzeń na obiekty lądowe.

Chyba nie trzeba dodawać, że następnym krokiem powinno być wejście wojsk lądowych w Przesmyk Suwalski i odcięcie Obwodu od zasilania wojskami z terenu Białorusi. Rosja, decydując się na agresję na Polskę, w zaistniałej sytuacji strategicznej na Bałtyku, będzie miała praktycznie zerowe zdolności do zaopatrywania Obwodu Kaliningradzkiego od strony morza i pozostanie jej jedynie droga lądowa z kierunku białoruskiego.

W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że po zbudowaniu okrętów Miecznik, Polska będzie jedynym państwem NATO na Bałtyku zdolnym do przeprowadzenia takiego ataku. Żeby ten plan miał powodzenie należy odejść, w domenie morskiej, od mentalności bitego chłopca czekającego na zadanie ciosu przez podwórkowego bandytę. Otwiera się przed nami niespotykana, wręcz historyczna szansa, do uzyskania panowania na Bałtyku w ramach Sojuszu. 

Nie zmarnujmy jej zatem.

Autor: kmdr rez. Mirosław Ogrodniczuk

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Umowa o budowę statku – zatwierdzenie planów i projektów [część 1]

    Umowa o budowę statku – zatwierdzenie planów i projektów [część 1]

    Ship design oraz zatwierdzanie planów i rysunków technicznych w trakcie budowy statku bywa postrzegane jako rutynowy element nadzoru armatorskiego. W praktyce jednak sposób korzystania z tego uprawnienia może istotnie wpływać na rozkład odpowiedzialności kontraktowej między armatorem a stocznią.

    Odpowiedzialność stoczni za ship design

    W opracowaniu opublikowanym 20 maja ubiegłego roku pt. Czy stocznia odpowiada za ship design? (link do tekstu) podjęliśmy próbę wyjaśnienia zakresu podmiotowego i przedmiotowego obowiązku przygotowania oraz dostarczenia projektu statku („design”) w ramach realizacji umowy o budowę statku (shipbuilding contract).

    Jeżeli więc, czy to zgodne z wyraźnym zapisem kontraktowym, czy też zgodne z ogólnymi zasadami jurydycznymi prawa (w rozważanym tu przypadku prawa angielskiego), stocznia jest określona jako strona umowy odpowiedzialna za „design”, to pozostaje do ustalenia zakres wzajemnych praw i obowiązków związanych z planami, rysunkami technicznymi i całym zespołem dokumentacji, które przygotowane są już w trakcie realizacji projektu w związku z konkretnymi pracami konstrukcyjnymi i instalacyjnymi w okresie budowy.

    Niezależnie od konkretnych różnic w zapisach, wszystkie umowy o budowę statku, przewidują, iż armator („kupujący”) wyposażony zostaje w dwa zespoły uprawnień kontraktowych, które pozwalają mu na bieżąco monitorować i nadzorować postęp prac budowlanych i ich prawidłowość. Z jednej zatem strony, armatorowi przysługuje uprawnienie umowne do uprzedniego zatwierdzenia szczegółowych planów, rysunków technicznych i innej wykonawczej dokumentacji sporządzonej przez stocznie w trakcie budowy statku. Z drugiej strony, przysługuje armatorowi prawo wyznaczenia swojego inspektora (grupy inspektorów), wyposażonego w uprawnienia do stałego przebywania na stoczni, inspekcji, nadzoru i zatwierdzania prac kontraktowych. 

    Zatwierdzanie planów i rysunków

    W niniejszym opracowaniu zajmiemy się pierwszą grupą uprawnień.

    Art. IV (1) („Approval of Plans and Drawings”) [tłum. „Zatwierdzanie planów i rysunków”] of SAJ Form, przewiduje, iż:

    1. The BUILDER shall submit to the BUYER three (3) copies of each of the plans and drawings (…). The BUYER shall, within fourteen (14) days after receipt thereof, return to the BUILDER One (1) copy of such plans and drawing with the BUYER’S approval or comments written thereof, if any. A list of the plans and drawings to be submitted to the BUYER shall be mutually agreed upon between the parties hereto. 
    2. When and if the Representative shall have been sent by the BUYER to the SHIPYARD, the BUILDER may submit the remainder, (…) of the plans and drawing (…) to the Representative, for its approval (…) The Approval by the Representative (…) shall be deemed to be the approval by the BUYER for the purpose of this Contract.
    3. In the event that the BUYER or the Representative shall fail to return the plans and drawing to the BUILDER within the time limit (…) such plans and drawing shall be deemed to have been automatically approved without any comments.

    [tłum.:

    1. BUDUJĄCY/STOCZNIA przedłoży ZAMAWIAJĄCEMU trzy (3) egzemplarze każdego z planów i rysunków (…). ZAMAWIAJĄCY, w terminie czternastu (14) dni od dnia ich otrzymania, zwróci BUDUJĄCEMU/STOCZNI jeden (1) egzemplarz takich planów i rysunków z naniesioną akceptacją ZAMAWIAJĄCEGO albo – jeżeli występują – z jego uwagami. Wykaz planów i rysunków podlegających przedłożeniu ZAMAWIAJĄCEMU zostanie uzgodniony przez Strony niniejszej Umowy.
    2. Jeżeli i z chwilą, gdy ZAMAWIAJĄCY skieruje swojego Przedstawiciela do STOCZNI, BUDUJĄCY/STOCZNIA może przedkładać pozostałą część (…) planów i rysunków (…) temu Przedstawicielowi w celu ich zatwierdzenia (…). Zatwierdzenie dokonane przez Przedstawiciela (…) uważa się za zatwierdzenie dokonane przez ZAMAWIAJĄCEGO na potrzeby niniejszej Umowy.
    3. W przypadku gdy ZAMAWIAJĄCY lub Przedstawiciel nie zwróci BUDUJĄCEMU/STOCZNI planów i rysunków w przewidzianym terminie (…), takie plany i rysunki uznaje się za automatycznie zatwierdzone, bez jakichkolwiek uwag.”

    Kl. 20, NEWBUILDCON form, proponuje znacznie bardziej rozbudowaną formułę zatwierdzoną przez armatora/inwestora („BUYER”), planów i projektów przygotowanych przez stocznie („SELLER”). 

    Art. 2 (b) AWES form jest „uproszczoną” formułą Kl. 20 NEWBUILDCON.

    Z kolei Art. V (1) „SHIP 2000” form, wydaje się być precyzyjnym, dokładnym niemal powieleniem Kl. 20 NEWBUILDCON. Wprowadzone modyfikacje (co zrozumiałe, jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż jest to wzór opracowany przez norweskie organizacje armatorskie) poprawiają sytuację kontraktową armatora/inwestora.

    Art. VIII (1)- „SHANGHAI” form („CMAC” form) jest swoistą ,,hybrydą” SAJ form z AWES form, z przesunięciem korzystniejszych rozwiązań w stronę „stoczni” (co nie stanowi zaskoczenia, biorąc pod uwagę autorów tego formularza- chińskie stocznie).

    Dokumentacja projektowa a procedura akceptacyjna

    Na datę podpisania i wejścia w życie umowy o budowę statku, załączone są do umowy (i stanowią jej integralną część), już określone plany i projekty (w ramach tzw. „Specification” itp.). Jednakże nie obejmuje to już szczegółowych planów projektów i rysunków technicznych, które są sporządzane przez stocznie w trakcie przygotowania programu budowy i w trakcie samej budowy. Koniecznym było zatem, stworzenie kontraktowej procedury akceptacji tego typu planów i projektów przez armatora/inwestora. 

    W tym kontekście pamiętać oczywiście należy, iż część tej dokumentacji technicznej podlega odrębnej procedurze akceptacyjnej towarzystw klasyfikacyjnych itp. Należy również rozróżnić, „plans and drawings” podlegające rozważanej tu procedurze akceptacji, od „na przykład” tzw.  „workshop drawing” przygotowanej przez stocznie na bazie zaakceptowanych „planach i projektach”, przez zespoły produkcyjne stoczni, dla konkretnych celów budowlanych (nie podpadających pod oficjalną kontraktową procedurę akceptacyjną).

    Uzasadnienie wprowadzania takiej procedury wydaje się oczywiste. Z jednej strony, możliwość zweryfikowania przygotowanych przez stocznie planów i projektów technicznych, przez armatora, pozwala na tym wczesnym etapie, wychwytać oczywiste błędy i pomyłki, nieujawnienie których mogłoby (na etapie realizacji budowy) mieć daleko idące skutki finansowe i prawne. Po drugie, armator/inwestor, może jeszcze na tym etapie wprowadzić drobne poprawki i zmiany, bardziej odpowiadające zamierzeniom docelowym budowanej jednostki. Podkreślmy jednak, mówimy tu o zmianach „nieingerujących” w zasadnicze, uzgodnione w umowie, parametry techniczno-operacyjne budowanej jednostki, które mogłyby mieć wpływ na cenę i termin budowy statku. 

    W przypadku tak daleko idących zmian, kontrakty wprowadzają odmienną procedurę kontraktową określoną jako „modifications” (co będzie przedmiotem odrębnego opracowania).

    Akceptacja planów a odpowiedzialność stron

    Pragmatyka techniczno-operacyjna rozważanych tu postanowień, „zderza” się jednak z istotnymi trudnościami natury prawnej. Kluczową kwestią, którą należy rozstrzygnąć jest, czy i w jakim zakresie akceptacja przez armatora/inwestora („BUYER”), przedłożonych przez stocznie „planów i projektów” modyfikuje zasady odpowiedzialności stron umowy o budowę statku. Z tytułu należytego zaprojektowania i wybudowania statku.

    Co do zasady, prawo angielskie przyjmuje, iż „BUYER’S approval of plans and drawing will not usually impose upon it financial liability for the BUILDER’S additional costs as losses associated with any errors and omission in the same” [tłum. ”Zatwierdzenie planów i rysunków przez ZAMAWIAJĄCEGO co do zasady nie skutkuje po jego stronie powstaniem odpowiedzialności finansowej za dodatkowe koszty poniesione przez BUDUJĄCEGO/STOCZNIĘ, w tym za straty wynikające z jakichkolwiek błędów lub zaniechań zawartych w takich planach i rysunkach”] (za ,,Temloc LTD v Errill Properties LTD” [1981] 12 Con LR 109). 

    Tego typu zasada wyjściowa może ulec istotnym zmianom. 

    Pierwsza możliwa zmiana, wynika z ogólnych reguł prawa angielskiego. Określona jest ona jako tzw. „estoppel by convention” (lub tzw. ,,common assumption”). Jeżeli więc  armator/inwestor (“BUYER”), akceptuje sukcesywnie przekładane przez stocznie plany i projekty (rysunki techniczne itp.), potwierdzając ich zgodność z umową i specyfikacją techniczną i jeżeli stocznia kontynuuje budowę na podstawie tak zaakceptowanych przez armatora planów, wówczas „the BUYER may in such circumstances be „estopped” from demanding later changes to the vessel on the ground that the plans and drawing it has previously approved are not in fact compliant” [tłum. „W takich okolicznościach ZAMAWIAJĄCY może zostać objęty zasadą estoppel (prekluzji), skutkującą pozbawieniem go prawa do późniejszego żądania wprowadzenia zmian do statku na tej podstawie, że plany i rysunki uprzednio przez niego zatwierdzone nie są w rzeczywistości zgodne z Umową”] (za „Republic of India v India S.C. Co. Ltd. No. 2” [1998] A.C. 878). Innymi słowy, określone, konsekwentne zachowanie armatora, uczestniczącego i aktywnie zatwierdzającego plany i projekty, przygotowane i przełożone przez stocznie, mogą w systemie prawa angielskiego, zbudować wiążące prawnie założenie, iż armator potwierdził prawidłowość kontraktowo-techniczną „plans and drawings”, trudno więc zatem po tak jednoznacznym oświadczeniu woli, przyznać mu uprawnienia do kwestionowania zgodności tak zaakceptowanej dokumentacji wraz z możliwością dochodzenia roszczeń odszkodowawczych z tego tytułu.

    Istotne zagrożenia wynikające z tej koncepcji „common law”, dla armatora/inwestora („BUYER”), mogą zostać wyeliminowane przez wyraźny zapis umowy, który „expressis verbis” przewiduje, iż akceptacja przez „BUYER”, planów i projektów/rysunków, nie zmienia zakresu obowiązków i odpowiedzialności stron przewidzianych w umowie. Tak, na przykład, Kl. 20 (f) NEWBUILDING – przewiduje wyraźnie, iż „The BUYER’S approval or deemed approval on any Plans and Drawing shall not affect the obligation of the BUILDER to design, construct and deliver (…) the Vessel in accordance with (…) Contract; nor shall it diminish the BUILDER’S responsibility in respect of its obligations under the Contract nor shall it constitute any acceptance by the BUYER of any responsibility for any defect in the vessel” [tłum. ”Zatwierdzenie lub uznane za dokonane zatwierdzenie przez ZAMAWIAJĄCEGO jakichkolwiek Planów i Rysunków nie wpływa na obowiązek BUDUJĄCEGO/STOCZNI zaprojektowania, wybudowania i dostarczenia (…) Statku zgodnie z (…) Umową; ani nie ogranicza odpowiedzialności BUDUJĄCEGO/STOCZNI z tytułu wykonywania jego obowiązków wynikających z Umowy, ani nie stanowi jakiegokolwiek przyjęcia przez ZAMAWIAJĄCEGO odpowiedzialności za jakiekolwiek wady Statku”].

    Efektywność tego zapisu była przedmiotem rozważań w sprawie „Cenagro Ltd v Empresa Nacional Bazan de Contrucciones Navales Militares S.A.” [2001] All. E.R. (D) 223 (Jan.). W sprawie tej, odpowiedni zapis kontraktowy przewidywał: „the (…) approvals and/or inspections (of plans and drawing) do not dimnish the BUILDER’S responsibility for the construction of the Vessel” [tłum.” Jakiekolwiek zatwierdzenia i/lub inspekcje (planów i rysunków) nie ograniczają odpowiedzialności BUDUJĄCEGO/STOCZNI za budowę Statku”]. W ustalonym stanie faktycznym, nie było wątpliwości co do tego, iż armator/inwestor („BUYER”), dokonał pełnej akceptacji „plans and drawing” potwierdzając ich zgodność z warunkami kontraktowo-technicznymi umowy o budowę statku. Wybudowany w oparciu o zaakceptowaną przez armatora dokumentację, statek nie spełniał jednak wszystkich przewidzianych umową parametrów operacyjno-technicznych. Sąd (High Court) nie miał jednakże wątpliwości, iż „(…) contractual language (…) prevented the operation of an estoppel defense as this would be inconsistent with the parties’ expressed intention that approval of the plans would not alter the ship builder’s responsibility to guarantee the (…) capacity of the vessel” [tłum. „(…) postanowienia umowne (…) wyłączały możliwość skutecznego powołania się na zarzut estoppel, albowiem byłoby to sprzeczne z wyraźnie wyrażonym zamiarem Stron, zgodnie z którym zatwierdzenie planów nie miało wpływać na odpowiedzialność BUDUJĄCEGO / STOCZNI za zagwarantowanie (…) zdolności Statku”].

    Rola procedury zatwierdzania w umowie stoczniowej

    Przedstawiona analiza prowadzi do wniosku, że kontraktowa procedura zatwierdzania planów i projektów w umowie o budowę statku pełni istotną, lecz ściśle określoną funkcję prawną. Z jednej strony stanowi ona instrument bieżącego nadzoru armatora/inwestora nad procesem projektowym i budowlanym, umożliwiając wczesne wykrycie błędów oraz wprowadzenie ograniczonych korekt technicznych. Z drugiej strony – w świetle prawa angielskiego – sama akceptacja (w tym także tzw. deemed approval) planów i rysunków co do zasady nie przenosi odpowiedzialności projektowej ani budowlanej na armatora, ani nie zwalnia stoczni z obowiązku zaprojektowania i wybudowania statku zgodnie z umową oraz uzgodnioną specyfikacją techniczną.

    Jednocześnie wykazano, że praktyka kontraktowa i orzecznictwo common law ujawniają realne napięcie pomiędzy techniczną pragmatyką procesu budowy statku a konsekwencjami prawnymi wynikającymi z zachowań stron. W szczególności, konsekwentna i niekwestionowana akceptacja dokumentacji projektowej przez armatora może – przy braku odpowiednich klauzul kontraktowych – prowadzić do powstania estoppel by convention, skutkującego ograniczeniem jego uprawnień do późniejszego kwestionowania zgodności projektu z umową.

    Ryzyko to może zostać skutecznie wyeliminowane wyłącznie poprzez precyzyjne, jednoznaczne postanowienia umowne, które expressis verbis przesądzają, że zatwierdzanie planów i rysunków nie wpływa na zakres odpowiedzialności stoczni ani nie stanowi przejęcia przez armatora jakiejkolwiek odpowiedzialności za wady statku. Analiza standardowych formularzy umów stoczniowych (SAJ, NEWBUILDCON, AWES, SHIP 2000, SHANGHAI/CMAC) oraz orzecznictwa potwierdza, że skuteczność takiego wyłączenia zależy wyłącznie od jasności i precyzji zastosowanego języka kontraktowego.

    Zapowiedź kolejnej części

    W kolejnym opracowaniu uwaga zostanie skierowana na kontraktową procedurę zatwierdzania planów i rysunków w praktyce wykonawczej, w szczególności na:

    • znaczenie terminów na zgłaszanie uwag i skutki ich niedochowania,
    • prawne konsekwencje „deemed approval” w toku budowy,
    • relację pomiędzy zatwierdzaniem dokumentacji przez armatora a równoległymi procedurami akceptacyjnymi towarzystw klasyfikacyjnych,
    • rozróżnienie pomiędzy „plans and drawings” objętymi formalną procedurą kontraktową a dokumentacją warsztatową (workshop drawings),
    • praktyczne ryzyka sporowe wynikające z niewłaściwego zarządzania procesem akceptacyjnym.

    Część II poświęcona będzie zatem operacyjnemu i procesowemu wymiarowi zatwierdzania dokumentacji projektowej, z perspektywy odpowiedzialności stron umowy o budowę statku oraz zarządzania ryzykiem kontraktowym w trakcie realizacji projektu.