Raytheon: Prawie 470 milionów dolarów za pociski SM-3Block IB

Amerykańska Agencja Obrony Antybalistycznej poinformowała, że skierowała do rakietowego koncernu Raytheon zamówienie na produkcję, przetestowanie oraz dostawę 44 sztuk pocisków przeciwrakietowych Standard Missile-3 Block IB Interceptors.
Kontrakt stanowi realizację trzyletniej umowy na lata 2015-2018, dotyczącej dostaw pocisków przeciwrakietowych przez koncern Raytheon. Wartość całego kilkuletniego kontraktu, według zagranicznych mediów, wynosi 2,3 mld dolarów, zaś wartość ostatnio zawarto umowy na produkcję 44 pocisków to 466,9 mln dolarów.
Zobacz też: Trałowiec ORP Sarbsko w doku. Otrzyma lepszy sonar.
Pociski przeciwrakietowe Standard Missile-3 Block IB Interceptors są używane przez amerykańską marynarkę wojenną US Navy do zapewnienia regionalnej obrony przed pociskami rakietowymi średniego i krótkiego zasięgu.
Dr Mitch Stevison, wiceprezes Raytheon ds. Systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej podkreśla, że pociski SM-3 odgrywają kluczową rolą w obronie antybalistycznej Stanów Zjednoczonych oraz ich państw sojuszniczych. Jak dodaje, rozmieszczenie pocisków SM-3 na lądzie oraz na platformach morskich czynie je jednymi z podstawowych pocisków zapewniających obronę przeciwrakietową siłom morskim Stanów Zjednoczonych.
Pocisk rakietowy SM-3 Block IB został ostatnio pomyślnie przetestowany podczas międzynarodowych ćwiczeń, które odbyły się u wybrzeży Szkocji. Przeciwrakieta zniszczyła pocisk rakietowy średniego zasięgu. Zagraniczne media podają, że w pociski w SM-3 Block IB są wyposażone wyrzutnie lądowe znajdujące się na terytorium Rumunii.
Zobacz też: Naval Group ze specjalną ofertą współpracy dla Polski przy programie Orka.
Pociski zamówione w ramach tego kontraktu zostaną wyprodukowane w należącej do koncernu Raytheon fabryce w Tucson w stanie Arizona, zaś ich integracja odbędzie się w zakładzie w Huntsville w stanie Alabama.
Źródło: navaltoday.com

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











