Morze Czerwone: Nowe zalecenia EUNAVFOR Aspides

W odpowiedzi na wzrost liczby ataków Huti, operacja EUNAVFOR Aspides, koordynowana przez Unię Europejską, wprowadza nowe wytyczne dotyczące nawigacji statków na wodach Morza Czerwonego. Nowe zalecenia, które obejmują zwiększoną czujność oraz korzystanie z alternatywnych tras morskich, mają na celu minimalizację ryzyka ataków z powietrza.

Najnowsze wytyczne sugerują statkom utrzymywanie większej odległości od brzegu, przynajmniej 150 mil morskich, aby zwiększyć bezpieczeństwo.

Ostatni atak na statek MSC Orion, który miał miejsce 200 mil na południowy wschód od wyspy Sokotra, skłonił do wprowadzenia dodatkowych środków ostrożności. Mimo że statek odniósł tylko niewielkie uszkodzenia, incydent ten podkreślił potrzebę zachowania wzmożonej czujności.

Duński armator kontenerowy A.P. Moeller-Maersk oraz niemiecki Hapag-Lloyd skutecznie dostosowali swoje operacje do najnowszych wytycznych EUNAVFOR Aspides, pomimo znaczącego wzrostu kosztów wynikającego ze zwiększonej odległości trasy i związanego z tym wyższego zużycia paliwa. Ponadto, EUNAVFOR Aspides ponownie podkreślił znaczenie stosowania technik zmniejszających ryzyko ataku, takich jak losowe zmiany kursu i prędkości — metody te były już szeroko wykorzystywane podczas obu wojen światowych, potwierdzając swoją skuteczność w minimalizowaniu zagrożeń.

Czytaj więcej o wznowieniach ataków Huti na statki handlowe na Morzu Czerwonym

Dodatkowo, zaleca się bardziej restrykcyjne stosowanie Systemu Identyfikacji Automatycznej (AIS), co ma na celu zmniejszenie ryzyka wykrycia i ataku przez nieprzyjaciół. Wiele statków w rejonie już teraz wyłącza swoje transpondery AIS, aby uniknąć niechcianej uwagi.

Jak wskazuje analiza sytuacji przez ekspertów, obecność sojuszniczych okrętów wojennych na tych wodach jest kluczowa w zapobieganiu atakom, jednak ciągła adaptacja do zmieniającej się sytuacji jest niezbędna.

Zalecenia EUNAVFOR Aspides stanowią istotny element strategii ochrony żeglugi na wodach międzynarodowych. W kontekście narastającej agresji i nieprzewidywalności ataków Huti, przestrzeganie tych wytycznych jest kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa na morzach.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności na morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów technicznych, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.