MSPO 2018: rakiety morskie MBDA dla polskiej marynarki wojennej

We wtorek rusza Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach, podczas którego swoją ofertę pokażą najwięksi producenci sprzętu i uzbrojenia. Część ekspozycji będzie dotyczyła broni dla okrętów podwodnych oraz nawodnych. Wśród nich w Kielcach zobaczymy m.in. ekspozycję pocisków rakietowych, oferowanych przez koncern MBDA.

MBDA to jeden z wiodących koncernów na globalnym rynku technologii rakietowych. Obecnie w ofercie firmy znajduje się 45 produktów, które już zostały wprowadzone na wyposażenie sił zbrojnych różnych państw świata. Co więcej, rakietowy gigant wciąż pracuje nad nowymi rozwiązaniami. Jak dowiedzieliśmy się w firmie, trwają prace rozwojowe dotyczące 15 kolejnych produktów, a przedstawiciele firmy liczą na ich sukces komercyjny. Nie bez podstaw, ponieważ MBDA to jedyna europejska grupa zbrojeniowa, która ma samodzielne kompetencje w zakresie projektowania i produkcji pocisków oraz systemów rakietowych dla trzech rodzajów sił zbrojnych: wojsk lądowych, sił powietrznych oraz marynarki wojennej.

Zobacz też: Marynarka wojenna: promocja 40 młodych oficerów [WIDEO]

Rakietowa grupa MBDA to marka, której nie trzeba przedstawiać. Firma została wybrana jako lider serii wielonarodowych programów strategicznych, np. dotyczącego obrony powietrznej opartej na pociskach CAMM dla sił zbrojnych Wielkiej Brytanii czy Włoch. Grupa odgrywa wiodącą rolę w zakresie najnowszych technologii rakietowych.

MBDA podczas kieleckiego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego pokazuje szeroką gamę produktów. Jak podkreślaj przedstawiciele koncernu, rozwiązania te spełniają wymagania polskich programów modernizacji technicznej wojska. Dotyczy to programów dotyczących m.in. systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej bliskiego zasięgu Narew, pozyskania okrętów podwodnych nowego typu Orka, programów budowy nowych okrętów nawodnych dla marynarki wojennej Miecznik, Czapla, a także Ślązak. MBA oferuje również pociski rakietowe, które sprawdzą się jako uzbrojenie przenoszone przez przyszłe polskie śmigłowce uderzeniowe, które mają zostać pozyskane w ramach programu Kruk.

Zobacz też: Rzeczpospolita: w sprawie Adelajd premier stanął po stronie przemysłu stoczniowego.

– MBDA blisko współpracuje z międzynarodowymi producentami platform oraz z polskim przemysłem, aby zaoferować Polsce najbardziej skuteczne odpowiedzi na zagrożenia, z jakimi dzisiaj stykają się polskie sił zbrojne – podkreśla rakietowa grupa.

Podczas tegorocznej edycji MSPO w Kielcach koncern MBDA po raz kolejny prezentuje m.in. manewrujący pocisk przeciwokrętowy NCM. To właśnie ta rakieta jest proponowana Polsce jako jeden z systemów uzbrojenia, w który może być wyposażony oferowany przez francuską grupę morską okręt podwodny Scorpène.

– NCM zapewnia zdolność do wykonywania uderzeń dalekiego zasięgu z okrętów podwodnych, które, jeżeli to konieczne, mogą zająć pozycję w obszarze działania, będąc całkowicie niewykrywalne przez długi czas i demonstrować swoją obecność w kilku obszarach działania jednocześnie. Wynikają z tego jasne konsekwencje strategiczne i przekaz dla potencjalnego przeciwnika podczas eskalacji konfliktu. Może to być też środek ostrzegawczy czy zapobiegawczy w obliczu zagrożenia agresją. Operacje mogą obejmować także ochronę przez proliferacją zagrożeń oraz projekcję siły – podkreślają przedstawiciele grupy MBDA.

Zobacz też: Państwowe firmy chcą rozwijać przemysł stoczniowy na Wyspie Ostrów.

W Kielcach koncern MBDA prezentuje również pocisk przeciwokrętowy Marte MK2. To broń średniego zasięgu, która może być przenoszona przez śmigłowce, samoloty oraz okręty. Grupa rakietowa podkreśla, że pocisk Marte MK2 został zaprojektowany z myślą o wykorzystaniu w operacjach rozgrywających się według skomplikowanych scenariuszy. Rakiety te mogą być wykorzystywane do działań na wodach przybrzeżnych, jak również na pełnym morzu. Co należy podkreślić, rakiety te może przenosić samolot C295. Taka maszyna znajduje się na wyposażeniu polskiego lotnictwa wojskowego.

MBDA podczas MSPO pokazuje również pociski obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej woda-powietrze CAMM. MBDA jest kluczowym graczem w dziedzinie obrony powietrznej, proponując szeroką gamę systemów obejmujących całe spektrum zagrożeń, od samolotów bojowych do bezzałogowych statków powietrznych i pocisków manewrujących. Najnowszym produktem w katalogu MBDA jest rodzina systemów obrony powietrznej opartych na pociskach modułowych CAMM. Są one uzbrojeniem fregat rakietowych Type 23 Royal Navy (Królewskiej Marynarki Wojennej Wielkiej Brytanii) i zastępują naziemne systemy obrony powietrznej Rapier British Army (Wojsk Lądowych Wielkiej Brytanii).

Podpis: łp

Marynarka wojenna – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci / Portal Stoczniowy

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.