Ceremonia położenia stępki pod jacht Four Seasons I w Ankonie

9 lipca, w stoczni Fincantieri w Ankonie odbyła się uroczysta ceremonia położenia stępki pod Four Seasons I – pierwszy ultra-luksusowy jacht wycieczkowy budowany dla Four Seasons Yachts. Wydarzenie to oznacza oficjalne rozpoczęcie budowy jednostki w suchym doku, a jego dostawa planowana jest na koniec 2025 roku, z pierwszym rejsem zaplanowanym na styczeń 2026 roku.
Podczas ceremonii obecni byli kluczowi przedstawiciele związani z projektem, w tym Nadim Ashi, właściciel i prezes wykonawczy Marc-Henry Cruise Holdings LTD, Bart Carnahan, prezes ds. globalnego rozwoju biznesu w Four Seasons, Luigi Matarazzo, dyrektor generalny Fincantieri Merchant Ships Division oraz Gilberto Tobaldi, dyrektor stoczni w Ankonie. Symboliczny gest przyspawania trzech specjalnie wybranych monet w najniższym elemencie konstrukcyjnym jachtu miało na celu przyniesienie szczęścia i pomyślności nowej jednostce.

Jacht Four Seasons I, mający wypierać 34 000 ton i długość 207 metrów, wyznaczy nowe standardy luksusu na morzu. Jednostka będzie wyposażona w 95 ekskluzywnych kajut z tarasami o powierzchni od 6 do 13 metrów kwadratowych, które zaprojektowano z panoramicznymi przeszkleniami. Takie rozwiązanie ma na celu usunięcie barier między gośćmi a otaczającym ich środowiskiem morskim, umożliwiając pasażerom pełne doświadczenie piękna oceanu. Najbardziej luksusowy apartament, Funnel Suite, będzie oferować niemal 457 metrów kwadratowych przestrzeni.
Włoska stocznia Fincantieri, odpowiedzialna za budowę, oraz zamawiający, dążą do ustanowienia tym jachtem nowego standardu luksusu na morzu. Jednostka Four Seasons I będzie wykorzystywać najnowsze technologie ochrony środowiska, skupiając się na redukcji emisji CO2 oraz efektywności zużycia paliwa i energii elektrycznej, co zapewni bardziej ekologiczne i oszczędne funkcjonowanie.
Autor: Mariusz Dasiewicz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











