Przełomowy rok dla morskiej energetyki wiatrowej w Europie

Rok 2024 może okazać się przełomowym momentem dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na kontynencie europejskim. Zaplanowane inicjatywy i projekty, mające na celu zwiększenie mocy produkcyjnej z morskich farm wiatrowych do rekordowego poziomu 40 GW, świadczą o rosnącym zainteresowaniu i zaangażowaniu inwestorów w transformację energetyczną na starym kontynencie.
Mimo entuzjazmu związanego z tymi przedsięwzięciami, osiągnięcie założonych celów klimatycznych oraz zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego do 2030 roku nadal stanowi istotne wyzwanie dla Europy.
Rok 2024 jako kluczowy dla europejskiej energetyki wiatrowej – oczekuje się, że nadchodzące projekty morskich farm wiatrowych, realizowane poprzez procesy przetargowe, osiągną rekordową skalę. Planowane przetargi mają na celu wyłonienie wykonawców nowych morskich farm wiatrowych, co jest kluczowym krokiem w kierunku zwiększenia mocy produkcyjnej odnawialnych źródeł energii. Mimo szybkiego postępu, specjaliści alarmują, że nawet te ambitne inicjatywy mogą okazać się niewystarczające, aby sprostać wyznaczonym celom środowiskowym i energetycznym.
Z danych WindEurope wynika, że w 2023 roku UE zdołała doprowadzić do powstania 17 GW nowych mocy wiatrowych, w tym 14 GW na lądzie i 3 GW na morzu. Prognozy Międzynarodowej Agencji Energii sugerują jednak, że aby utrzymać odpowiedni poziom rozwoju, Europa będzie musiała generować średnio 23 GW nowej energii wiatrowej rocznie w latach 2024-2028.
Alex Brierley, współprzewodniczący zarządu Octopus Energy Generation, podkreśla „ogromny potencjał” energii wiatrowej w europejskim miksie energetycznym. Zwiększenie inwestycji w morskie farmy wiatrowe ma być kluczowym elementem strategii osiągnięcia neutralności węglowej i wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego regionu.
Energia odnawialna, z dominującym udziałem wiatru, dostarczyła w ubiegłym roku 44% energii elektrycznej w UE, z czego 19% pochodziło z farm wiatrowych. Szczególnie imponujący wzrost nowych instalacji zaobserwowano w Niemczech, Holandii i Szwecji, co potwierdza liderującą rolę tych krajów w europejskiej energetyce wiatrowej.
Autor: Mariusz Dasiewicz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











