Przemysł okrętowy. Sekcje i bloki konstrukcyjne podczas budowy [część 9]

W najnowszym epizodzie „Za kulisami przemysłu okrętowego”, Marcin Ryngwelski, prezes Thesta, porównuje podobieństwa między dziecięcą zabawą klockami LEGO a procesami budowy w stoczniach.
W artykule
Chociaż „klocki” zwykle kojarzą się z zabawą dziecięcą, w kontekście stoczniowym nabierają one zupełnie innego znaczenia. W przemyśle okrętowym, sekcje i bloki są fundamentalnymi elementami konstrukcyjnymi, stanowiąc podstawę każdej jednostki pływającej. Sekcje to pojedyncze, niezależne elementy konstrukcyjne kadłuba, natomiast bloki składają się z wielu zintegrowanych sekcji, które wspólnie formują kompleksową strukturę kadłuba każdego statku czy okrętu.
Jak te „klocki” przekładają się na budowę morskich gigantów?
Procesy konstrukcyjne jednostek pływających
Proces budowy statków zaczyna się w biurze projektowym, gdzie każdy projekt rozpoczyna się od koncepcji. Na tym etapie, projektanci korzystają z najnowocześniejszych narzędzi, aby przekształcić techniczne wytyczne w szczegółowe plany konstrukcyjne. Biuro projektowe dostarcza dokumentację, nazywaną „podziałem sekcyjnym i blokowym” oraz „kolejnością montażu”. Te dokumenty, pełniące rolę instrukcji montażu ogromnych „klocków”, precyzyjnie określają liczbę elementów kadłuba oraz sposób ich połączenia, by zbudować spójną i wytrzymałą konstrukcję.
Kluczowe w tym procesie jest wykorzystanie możliwości technologicznych stoczni, które umożliwiają nie tylko efektywne zarządzanie projektami, ale także realizację nawet najbardziej skomplikowanych konstrukcji. Dzięki temu kadłub statku, składający się z wielu precyzyjnie połączonych sekcji, staje się przykładem doskonale zsynchronizowanej współpracy między biurem projektowym a halą produkcyjną, co pozwala osiągnąć oczekiwane wyniki zarówno w zakresie jakości, jak i efektywności produkcyjnej.
Budowa kadłuba: Od sekcji do gotowego okrętu
Proces budowy okrętu w stoczni zaczyna się od prefabrykacji sekcji, zarówno płatowych, jak i płaskich. Te poszczególne części są następnie łączone w przestrzenne segmenty, które finalnie tworzą blok kadłuba. Waga tych sekcji i bloków jest zróżnicowana i zależy od technologicznych możliwości stoczni, specyfikacji projektu oraz od dostępnych urządzeń dźwigowych.
Stocznie na całym świecie posiadają różne systemy dźwigowe, pozwalające na prefabrykację sekcji o masie do 5 ton i bloków do 30 ton. Z kolei największe stocznie, dzięki dużym dźwigom i suwnicom, są w stanie przygotowywać sekcje ważące nawet 150 ton, a bloki nawet do 1500 ton. Na przykład, suwnica jezdna w stoczni Remontowa Shipbuilding S.A. może podnieść blok o masie do 300 ton, natomiast suwnica bramowa w CRIST S.A. (dawna Stocznia Gdynia) może podnieść blok ważący do 1000 ton — co odpowiada masie około 600 samochodów osobowych.
Obserwacja całego procesu, w którym dzień po dniu, tydzień po tygodniu, dodawane są kolejne „klocki” (sekcje do sekcji), składające się na statek lub okręt, dostarcza ogromnej satysfakcji.
Wodowanie jednostek pływających – kulminacyjny moment budowy
Po zakończeniu montażu kadłuba, następuje uroczystość wodowania — wyjątkowo podniosły moment, gdy konstrukcja po raz pierwszy dotyka wody. Wtedy pracownicy stoczni oraz ich współpracownicy, zjednoczeni w dążeniu do wspólnego celu, świętują ten wielki sukces. Cały proces montażu „klocków”, w zależności od rozmiarów i złożoności projektu statku lub okrętu, może trwać od sześciu do osiemnastu miesięcy, co jest szczególnie widoczne przy budowie większych jednostek, takich jak wycieczkowce czy gazowce.
Źródło: Marcin Ryngwelski/Linkedln

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











