Przyszłe fregaty MIECZNIK z nowym zestawem wyrzutni C-Guard

PGZ Stocznia Wojenna zawarła porozumienie z duńską firmą Terma A/S dotyczące dostawy zestawu wyrzutni C-Guard dla przyszłych fregat Miecznik. Wdrożenie tego zestawu ma na celu wzmocnienie potencjału obronnego tych jednostek poprzez zapewnienie skutecznej ochrony przed zagrożeniami morskimi.
Zestaw wyrzutni C-Guard oferuje obronę okrętu w pełnym pokryciu w zakresie 360 stopni, stanowiąc skuteczną barierę przeciw pociskom naprowadzanym w systemie radiolokacyjnym lub na podczerwień. Działa na bazie technologii celów pozornych zgodnych ze standardem NATO, a jego statyczna konstrukcja wyrzutni, nie wymaga kosztownej konserwacji, zapewniając jednocześnie wysoką gotowość operacyjną.
Szczegółów dotyczących konkretnych modeli wyrzutni zakupionych dla fregat MIECZNIK nie podano do publicznej wiadomości. Jednakże, spekuluje się, że wybór mógł paść na modele Mk 137, używane na duńskich fregatach typu Iver Huitfeldt. Te jednostki, będące inspiracją dla projektu Miecznik, wyposażone są w osiem wyrzutni Mk 137 na każdym z końców okrętu, zapewniając kompleksową ochronę.
Zestaw składa się z elementów, takich jak jednostka sterująca zlokalizowana w Centrum Informacji Bojowej, komputera sterującego strzelaniem, interfejsu wyrzutni oraz systemu identyfikacji amunicji. Całość zestawu wyrzutni C-Guard może być łatwo zintegrowana z dowolnym systemem zarządzania walką poprzez standardowe połączenie sieciowe. W kontekście fregat MIECZNIK, zestaw wyrzutni będzie współpracował z system zarządzania walką CMS (Combat Management System) Thales TACTICOS, którego zadaniem będzie wspomaganie operatorów w podejmowaniu decyzji o znaczeniu krytycznym dla misji.
Autor: Mariusz Dasiewicz

ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę, także na morzu.
W artykule
ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem
ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności w morzu.
Gdynia i manifestacja morska II RP
10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.
Wojna i narodziny legendy
Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.
Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.
Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś
W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.
Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.
Okręt podwodny, który nadal jest obecny
ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów okrętu, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.
Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.











