3,5 mld euro rządowego wsparcia dla belgijskich projektów offshore

Komisja Europejska, na podstawie unijnych przepisów o pomocy publicznej, zatwierdziła udzielenie przez rząd Belgii do 3,5 mld euro wsparcia finansowego na realizację trzech projektów związanych z budową morskich farm wiatrowych na Morzu Północnym.

Komisja Europejska uznała, że plan udzielenia przez rząd Belgii dotacji na budowę trzech farm wiatrowych na Morzu Północnym – Mermaid o mocy 235 MW i Seastar o mocy 252 MW, które będą budowane w ramach jednego projektu pod nazwą Seamede, oraz Nortwester 2 o mocy 219 MW – nie stanowi nieuprawnionej pomocy publicznej i jest zgodny z zasadami Unii Europejskiej. Komisja podkreśliła, że projekt budowy trzech belgijskich farm wiatrowych przyczyni się do realizacji wspólnych celów energetycznych i klimatycznych Unii i nie zakłóci konkurencji na jednolitym rynku.

Zobacz też: Prezes Polskiego LNG: budujemy nowe moce Świnoujścia [WYWIAD]

W grudniu 2016 roku Komisja Europejska zatwierdziła belgijski plan inwestycji związanych z morską energetyką wiatrową, w ramach którego operatorzy farm mają otrzymać certyfikaty od belgijskiej komisji (Commision for Elektricity and Gas Regulation – CREG). Operatorzy mogą sprzedać te certyfikaty operatorowi belgijskiego systemu przesyłowego Elia po cenie wyższej niż ta, która otrzymują za energię elektryczną sprzedawaną na rynku. Wsparcie dotyczące morskich farm wiatrowych Mermaid, Seastar i Northwester 2, na którego udzielenie Komisja Europejska właśnie wyraziła zgodę, jest przyznawane w ramach tego programu.

Komisja stwierdziła także, że pomoc na realizację tych trzech projektów offhore jest konieczna i będzie miała charakter zachęty, ponieważ bez wsparcia finansowego z belgijskich środków publicznych budowa farm nie byłaby opłacalna z finansowego punktu widzenia. Na podstawie informacji przekazanych przez rząd Belgii Komisja Europejska stwierdziła, że poziom wsparcia finansowego jest zgodny z wytycznymi w tej sprawie i nie będzie on stanowił nadmiernej rekompensaty.

Zobacz też: LNG z Rosji płynie do Brazylii. Novatek dostarczył pierwszy ładunek.

Projekt Seamade jest obecnie rozwijany przez Seamade NV, spółkę joint-venture zawiązaną przez spółki Otary (70 proc.), Electrabel (17,5 proc.) oraz Eneco Wind Belgium (12,5 proc.), a kwestie związane z finansowaniem budowy mają zostać zamknięte pod koniec bieżącego roku. Budowa ma morskiej farmy wiatrowej Seamade ma się rozpocząć w przyszłym roku, a prąd z wiatraków ma popłynąć za dwa lata.

Z kolei projekt Northwester 2 realizują spółki Parkwind oraz Summit Tailwind Belgum. Farma będzie składała się z 23 turbin wiatrowych MHI Vestar o mocy 9,5 MW. Farma powstanie w belgijskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Jej uruchomienie powinno nastąpić w 2020 roku.

Podpis: tz

Offshore – więcej wiadomości na ten temat znajdziesz tutaj.

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    ORP Orzeł. Okręt, który nie zniknął z naszej pamięci

    2 lutego 1939 roku w holenderskiej stoczni De Schelde we Vlissingen podniesiono polską banderę na jednym z najnowocześniejszych wówczas okrętów podwodnych świata. ORP Orzeł od pierwszego dnia był czymś więcej niż tylko nową jednostką w naszej flocie. Był symbolem ambicji państwa morskiego, wysiłku społecznego oraz wiary w to, że Polska potrafi budować własną siłę także na morzu.

    ORP Orzeł zbudowany wspólnym wysiłkiem

    ORP Orzeł był jednostką wyjątkową już na etapie budowy. Jego budowę w znacznej części sfinansowano ze środków pochodzących z wieloletniej zbiórki społecznej. To nie była wyłącznie inwestycja wojskowa – był to projekt narodowy, w który zaangażowały się tysiące obywateli. Okręt i jego bliźniaczy ORP Sęp należały do ścisłej światowej czołówki konwencjonalnych okrętów podwodnych końca lat trzydziestych.

    Dowództwo nad ORP Orzeł objął kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski. Załoga, starannie dobrana i intensywnie szkolona, miała obsługiwać jednostkę zaprojektowaną z myślą o długotrwałych działaniach bojowych oraz dużej samodzielności na morzu.

    Gdynia i manifestacja morska II RP

    10 lutego 1939 roku ORP Orzeł wszedł do Gdyni. Jego pojawienie się w kraju zbiegło się z obchodami rocznicy Zaślubin Polski z morzem i stało się kulminacyjnym punktem uroczystości. Na Nabrzeżu Pomorskim zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi. Widok nowoczesnego okrętu pod polską banderą był czytelnym sygnałem, że Polska traktuje dostęp do morza jako element swojej suwerenności.

    Wojna i narodziny legendy

    Wrzesień 1939 roku brutalnie przerwał ten krótki czas dumy i demonstracji siły. Losy ORP Orzeł w czasie wojny szybko wymknęły się schematom. Internowanie w Tallinie, brawurowa ucieczka z estońskiego portu, przedarcie się bez map do Wielkiej Brytanii oraz późniejsza służba u boku Royal Navy sprawiły, że okręt niemal natychmiast obrosł legendą.

    Załoga Orła walczyła w wyjątkowo trudnych warunkach, z dala od kraju, często bez pełnego zaplecza logistycznego. Była to wojna prowadzona w ciszy, pod powierzchnią morza, gdzie margines błędu bywał mniejszy niż grubość stalowego poszycia.

    Ostatni patrol i cisza, która trwa do dziś

    W 1940 roku ORP Orzeł nie powrócił z patrolu bojowego. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić okoliczności jego zaginięcia. Brak pewnych danych sprawił, że ostatni rozdział historii okrętu wciąż pozostaje otwarty.

    Co istotne, ta historia nie zakończyła się wraz z wojną. Do dziś w Polsce są ludzie, którzy próbują odnaleźć wrak Orła. Organizowane są kolejne ekspedycje badawcze, analizowane archiwa i relacje, a także zawężane rejony morza, w których okręt mógł przebywać pod wodą po raz ostatni. Jak dotąd nikomu się to nie udało. Orzeł wciąż pozostaje jednym z największych morskich znaków zapytania w historii II wojny światowej.

    Okręt podwodny, który nadal jest obecny

    ORP Orzeł nie istnieje już jako jednostka bojowa, lecz wciąż funkcjonuje w zbiorowej pamięci. Jest symbolem odwagi, profesjonalizmu oraz ceny, jaką przyszło zapłacić za służbę pod biało-czerwoną banderą. Każda kolejna rocznica podniesienia bandery przypomina, że historia polskiej Marynarki Wojennej nie składa się wyłącznie z dat i parametrów technicznych, lecz przede wszystkim z ludzi i decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

    Dopóki wrak Orła nie zostanie odnaleziony, ta historia pozostanie niezamknięta. Być może właśnie dlatego wciąż tak silnie działa na wyobraźnię i nadal potrafi przyciągać uwagę kolejne pokolenia.