Zimowe szkolenie nurków minerów Marynarki Wojennej

W ostatnich dwóch tygodniach, w zimowej scenerii Mrągowa, nad malowniczym Jeziorem Czos, odbyło się szkolenie nurków minerów i specjalistów inżynierii podwodnej Marynarki Wojennej. Skupienie na zdobywaniu umiejętności niezbędnych w operacjach podwodnych i wzmacnianiu ogólnej sprawności fizycznej, podkreśla znaczenie tego wydarzenia dla gotowości operacyjnej i bezpieczeństwa podwodnego Polski.
Nurkowie i eksperci z różnych jednostek Marynarki Wojennej RP zgromadzili się na szkoleniu prowadzonym przez 8. Flotyllę Obrony Wybrzeża. Wykorzystując obiekty Wojskowego Ośrodka Szkoleniowo-Kondycyjnego, uczestnicy doskonalili techniki nurkowania i realizowali specjalistyczne zadania podwodne.

W ciągu blisko dwóch tygodni, uczestnicy szkolenia mieli okazję do intensywnego ćwiczenia z użyciem autonomicznego oraz przewodowego sprzętu nurkowego, jak również zaawansowanych aparatów o obiegu półzamkniętym zasilanych mieszaninami oddechowymi. Ważnym elementem były również treningi z wykorzystaniem sonarów i podwodnych wykrywaczy min, skupiające się na poszukiwaniu, identyfikacji oraz przygotowaniu do wydobycia zatopionych obiektów – umiejętności nieocenione w operacjach usuwania zagrożeń wybuchowych.
Realizacja celów szkoleniowych przekroczyła nasze oczekiwania. Ćwiczenia scenariuszowe, symulujące realne operacje neutralizacji zagrożeń podwodnych, okazały się nieocenioną praktyką. Wspólny trening różnorodnych pododdziałów zawsze przynosi wymierne korzyści, umożliwiając doskonalenie umiejętności w bezstresowej atmosferze.
Dowódca Zgrupowania
Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/praktyki-zawodowe-w-wojskowych-warunkach-ksztalcenie-przyszlych-specjalistow-logistyki/
Nurkowanie to jednak tylko jedna z wielu umiejętności rozwijanych podczas zgrupowania. Równie ważne były intensywne zajęcia kondycyjne, mające na celu wzmocnienie ogólnej sprawności fizycznej, niezbędnej w służbie wojskowej o tak wymagającym charakterze.

Marynarka Wojenna RP posiada w swoich strukturach wyspecjalizowane Grupy Nurków Minerów z 12. i 13. Dywizjonu Trałowców oraz Grupy Nurków Inżynierii. Te elitarne jednostki, działające pod egidą 8. Flotylli Obrony Wybrzeża oraz w jednostkach brzegowych, są gotowe do interwencji przez cały rok, zarówno na akwenach morskich, jak i śródlądowych, utrzymując wysoki poziom gotowości i umiejętności dzięki ciągłym treningom.
Zimowe zgrupowanie to nie tylko okazja do doskonalenia umiejętności i wzmacniania sprawności, ale również do budowania zespołu, który w realnych operacjach bojowych musi działać jak dobrze naoliwiona maszyna. Przygotowanie do działania w ekstremalnych warunkach, jakie oferuje zima, jest nieocenionym doświadczeniem, podnoszącym efektywność i bezpieczeństwo operacji podwodnych prowadzonych przez Marynarkę Wojenną RP.
Źródło: 8. FOW

-
Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]
![Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/Danel-Poplawski.png)
Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.
W artykule
W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.
Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.
Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić
Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.
Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.
Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów
Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.
Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.
Gdzie się śpi, je i pełni służbę
Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.
Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.
Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi
Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.
kmdr ppor. Daniel Popławski
Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje
Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.
To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.
Kim jest dziś Daniel Popławski?
Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.









