Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter
Nie zawsze można zastosować elementy łączne, dlatego w wielu przypadkach niezbędne jest spawanie rur stalowych. Do najpopularniejszych rodzajów bez wątpienia należy spawanie gazowe oraz metody: TIG i MIG/MAG. Jednak czym się różnią i kiedy należy je zastosować? Już odpowiadamy.
W artykule
To zdecydowanie jedna z najstarszych obecnie metod spawania, stosowana w przypadku rur ze stali niestopowej, mosiądzu i miedzi. Na czym polega? Na stopieniu brzegów łączonych metali za pomocą ciepłą płomienia spalanego gazu w atmosferze dostarczanego tlenu. Przeważnie wykorzystywany jest acetylen.
Dodatkowo można wyróżnić spawanie poprzez zatopienie krawędzi materiału spawanego. Dzieje się tak, gdy proces spawania przeprowadzany jest bez dodatku spoiwa. Co ważne, spawanie gazowe umożliwia spawanie elementów aluminiowych, lecz jakość połączenia jest niestety niewymierna. A jakie wady posiada spawanie gazowe? Przede wszystkim:
Zobacz też: Stocznia Szczecińska tworzy hub przemysłowy i podąża za globalnym trendem.
Metoda TIG opiera się na połączeniu fizycznej ciągłości dzięki nadtopieniu krawędzi materiału podstawowego za pomocą ciepła łuku elektrycznego jarzącego się pomiędzy nietopliwą elektrodą wolframową a materiałem podstawowym. Sam proces musi odbywać się wyłącznie przy osłonie gazu naturalnego, czy to Ar, He, czy Ar+He.
Metodą TIG jest tak popularna, ponieważ zapewnia wysokojakościowe spawanie wszystkich stosowanych materiałów metalowych. Dzięki temu można postawić na nią zarówno przy wszelkiego rodzaju stopach aluminium, stalach wysokostopowych, niestopowych, mosiądzu, czy miedzi. Jedyną wadą, oczywiście w cudzysłowie, stanowi fakt, że przy tego typu pracach wymagane są wysokie umiejętności i doświadczenie spawacza – mówi nam ekspert ds. spawania rur stalowych z SANDC, Steel and Constructions.
Zobacz też: US Navy: 17. okręt podwodny klasy Virginia odebrany przez marynarkę [WIDEO]
Metodę MIG/MAG od metody TIG odróżnia fakt, że samo nadtopienie krawędzi materiału podstawowego za pomocą ciepła łuku elektrycznego jarzącego się pomiędzy materiałem podstawowym a topliwym drutem elektrodowym podawane jest w sposób ciągły do obszaru spawania.
Metoda MIG/MAG sprawdza się przy spawaniu elementów stalowych, jak i metali nieżelaznych. Jej podstawowe zalety? Z pewnością duża wydajność (w ciągu minuty można bowiem wykonać aż 30 cm spoiny) oraz fakt, że ostateczna jakość nie jest tak bardzo uzależniona od umiejętności spawacza, jak w przypadku metody TIG.
Przemysł stoczniowy – więcej wiadomości z branży znajdziesz tutaj.

28 listopada władze Portu Gdynia ogłosiły kolejne przesunięcie terminu składania ofert na budowę Portu Zewnętrznego – tym razem aż do 30 czerwca 2026 roku. To kolejny sygnał, że inwestycja, która miała wyznaczyć nowy kierunek rozwoju żeglugi w Gdyni, ponownie zatrzymała się w miejscu.
W artykule
Branża zareagowała natychmiast. Ironiczne komentarze o „tradycji, której staje się zadość”, tylko przykrywają poważniejszy problem: mowa o projekcie, który miał odpowiedzieć na rosnący ruch towarowy i coraz ostrzejszą konkurencję ze strony Gdańska.
Zarząd Morskiego Portu Gdynia tłumaczy przesunięcie terminu wprost: to efekt aktualizacji dokumentacji przetargowej oraz licznych, formalnych pytań ze strony podmiotów zainteresowanych udziałem w postępowaniu. Zmiany okazały się na tyle istotne, że jeden z oferentów poprosił o dodatkowy czas potrzebny na dostosowanie przygotowywanej oferty do nowych wymogów.
W komunikacie podkreślono również, że jeden z uczestników prowadzi rozmowy z globalnym operatorem portowym posiadającym znaczący potencjał inwestycyjny. Obecność takiego podmiotu zwiększyłaby wiarygodność projektu na arenie międzynarodowej i mogłaby podnieść konkurencyjność postępowania. Na tym etapie nie wiadomo jednak, czy światowy gracz faktycznie złoży ofertę ani czy zostanie ona później rekomendowana.
Port Zewnętrzny miał odwrócić niekorzystne trendy i przywrócić Gdyni zdolność obsługi największych jednostek handlowych. Prace nad projektem formalnie ruszyły w 2018 roku, trzy lata później port chwalił się czterema chętnymi do budowy i eksploatacji nowego terminalu. Dziś, pod koniec 2025 roku, mamy za sobą siedem lat od rozpoczęcia przygotowań i blisko cztery lata od zgłoszenia wniosków, lecz inwestycja nadal tkwi na etapie wydłużanego postępowania PPP.
Projekt tworzono jako odpowiedź na trzy kluczowe wyzwania:
• odpowiedź na dynamiczny rozwój żeglugi kontenerowej oraz konieczność zwiększenia zdolności przeładunkowych;
• zabezpieczenie stałej przepustowości portu w warunkach rosnącego obrotu;
• utrzymanie konkurencyjności wobec Gdańska, który dzięki terminalom głębokowodnym przejął rolę portu pierwszego zawinięcia na Bałtyku.
Dziś w środowisku portowym narasta obawa, że projekt staje się symbolem inwestycyjnego dryfu, który może uderzyć nie tylko w operatorów terminali, lecz także w cały krajowy system logistyczny. Każdy kolejny rok zwłoki oznacza realne ryzyko utraty pozycji rynkowej Gdyni, budowanej konsekwentnie przez dekady.
Dyskusja nad zasadnością Portu Zewnętrznego nabiera w ostatnich miesiącach nowej dynamiki. Port Centralny w Gdańsku rośnie konsekwentnie, przyciąga uwagę globalnych operatorów i realnie zmienia układ sił na Bałtyku. Gdynia, obciążona kolejnymi przesunięciami, traci tempo.
Port Zewnętrzny miał być projektem obronnym – sposobem na utrzymanie dotychczasowej pozycji i możliwość obsługi największych kontenerowców. Port Centralny to inwestycja ofensywna: droga do europejskiej czołówki, portu pierwszego wyboru dla przewoźników operujących w rejonie Morza Bałtyckiego.
Zestawienie obu projektów tylko podkreśla różnicę ambicji. Gdynia walczy o zatrzymanie odpływu armatorów. Gdańsk buduje nowy porządek. Pytanie, które pada dziś coraz częściej, brzmi więc jednoznacznie: czy Port Zewnętrzny pozostaje realną szansą, czy staje się projektem z innej epoki?
Gdynia od lat funkcjonuje w wyjątkowo ciasnym układzie przestrzennym. Port, otoczony zabudową miejską i infrastrukturą kolejową, nie ma możliwości naturalnej ekspansji. To właśnie z tej konieczności narodziła się idea Portu Zewnętrznego – jedynego sposobu na zwiększenie powierzchni operacyjnej i obsługę statków o dużym zanurzeniu.
Sam pirs na morzu nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Inwestycja wymaga skoordynowanych decyzji dotyczących dostępu drogowego i kolejowego, w tym budowy Drogi Czerwonej oraz rozbudowy układu torowego. Bez tego nawet najnowocześniejszy terminal może stać się wąskim gardłem zamiast impulsem rozwojowym.
Dzisiejsze opóźnienia sprawiają wrażenie braku jasnego kierunku: nie widać stabilnego montażu finansowego, kompletnych decyzji środowiskowych ani rozstrzygnięcia, czy projekt ma charakter strategiczny, czy komercyjny. Harmonogram coraz bardziej przypomina listę oczekiwań zamiast realnego planu.
Dlatego branża pyta już otwarcie: czy Gdynię stać na kolejną zwłokę, jeśli chce zachować znaczenie na Bałtyku?
Autor: Mariusz Dasiewicz