Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter

Za nami ostatnia już w tym roku akcja krwiodawstwa w Akademii Marynarki Wojennej. W sumie 42 osoby oddały 18,900 litra krwi. Od początku roku Uczelnia zorganizowała aż 11 takich akcji, a społeczność akademicka, w głównej mierze podchorążowie, oddała w sumie 212,400 litra krwi.
Należy nadmienić, że bardzo wielu krwiodawców Uczelni oddaje krew podczas indywidualnych wizyt w stacjach krwiodawstwa na terenie całego kraju, i w ten sposób w 2021 roku pozyskanej zostało 47,050 litra krwi. Podsumowując, w kończącym się roku, podchorążowie, studenci cywilni, kadra i pracownicy AMW oddali 259,450 litra krwi. To średnio prawie 22 litry życiodajnego płynu na każdy miesiąc roku.
Akademia Marynarki Wojennej angażuje się w akcje krwiodawstwa na swoim terenie od prawie 20 lat natomiast z ruchem honorowego krwiodawstwa jest związana od ponad pół wieku. Przy Uczelni prężnie działa Klub Honorowych Dawców Krwi Polskiego Czerwonego Krzyża, który w tym roku obchodzi swoje 45-lecie istnienia. Obecnie Klub liczy 370 członków oraz 226 osób wspierających działania i skupia w swoich szeregach nie tylko osoby stanowiące społeczność AMW, lecz również żołnierzy i pracowników innych jednostek wojskowych oraz instytucji z całego kraju. Jednakże zdecydowanie największą część stanowią podchorążowie Akademii Marynarki Wojennej w liczbie 108 członków i 132 osób wspierających Klub. Czyli 240 studentów wojskowych jest zaangażowanych w krwiodawstwo. To ponad połowa stanu osobowego! W obecnym roku członkowie i osoby wspierające Klub HDK PCK przy AMW oddali łącznie 424,55 litrów krwi, a przez ostatnie jedenaście lat – prawie 3 100 litrów.

Fot. Krzysztof Miłosz
Warto zaznaczyć, iż Uczelnia angażuje się w różne akcje pomocowe, nie tylko związane z krwiodawstwem. W grudniu organizowana była także akcja poszukiwania dawców szpiku. Podchorążowie i studenci biorą udział w akcji „Szlachetna Paczka”, organizują korepetycje dla dzieci, wspomagają Hospicjum im. św. Wawrzyńca w Gdyni i uczestniczą w wielu innych akcjach.
Źródło: AMW


28 listopada władze Portu Gdynia ogłosiły kolejne przesunięcie terminu składania ofert na budowę Portu Zewnętrznego – tym razem aż do 30 czerwca 2026 roku. To kolejny sygnał, że inwestycja, która miała wyznaczyć nowy kierunek rozwoju żeglugi w Gdyni, ponownie zatrzymała się w miejscu.
W artykule
Branża zareagowała natychmiast. Ironiczne komentarze o „tradycji, której staje się zadość”, tylko przykrywają poważniejszy problem: mowa o projekcie, który miał odpowiedzieć na rosnący ruch towarowy i coraz ostrzejszą konkurencję ze strony Gdańska.
Zarząd Morskiego Portu Gdynia tłumaczy przesunięcie terminu wprost: to efekt aktualizacji dokumentacji przetargowej oraz licznych, formalnych pytań ze strony podmiotów zainteresowanych udziałem w postępowaniu. Zmiany okazały się na tyle istotne, że jeden z oferentów poprosił o dodatkowy czas potrzebny na dostosowanie przygotowywanej oferty do nowych wymogów.
W komunikacie podkreślono również, że jeden z uczestników prowadzi rozmowy z globalnym operatorem portowym posiadającym znaczący potencjał inwestycyjny. Obecność takiego podmiotu zwiększyłaby wiarygodność projektu na arenie międzynarodowej i mogłaby podnieść konkurencyjność postępowania. Na tym etapie nie wiadomo jednak, czy światowy gracz faktycznie złoży ofertę ani czy zostanie ona później rekomendowana.
Port Zewnętrzny miał odwrócić niekorzystne trendy i przywrócić Gdyni zdolność obsługi największych jednostek handlowych. Prace nad projektem formalnie ruszyły w 2018 roku, trzy lata później port chwalił się czterema chętnymi do budowy i eksploatacji nowego terminalu. Dziś, pod koniec 2025 roku, mamy za sobą siedem lat od rozpoczęcia przygotowań i blisko cztery lata od zgłoszenia wniosków, lecz inwestycja nadal tkwi na etapie wydłużanego postępowania PPP.
Projekt tworzono jako odpowiedź na trzy kluczowe wyzwania:
• odpowiedź na dynamiczny rozwój żeglugi kontenerowej oraz konieczność zwiększenia zdolności przeładunkowych;
• zabezpieczenie stałej przepustowości portu w warunkach rosnącego obrotu;
• utrzymanie konkurencyjności wobec Gdańska, który dzięki terminalom głębokowodnym przejął rolę portu pierwszego zawinięcia na Bałtyku.
Dziś w środowisku portowym narasta obawa, że projekt staje się symbolem inwestycyjnego dryfu, który może uderzyć nie tylko w operatorów terminali, lecz także w cały krajowy system logistyczny. Każdy kolejny rok zwłoki oznacza realne ryzyko utraty pozycji rynkowej Gdyni, budowanej konsekwentnie przez dekady.
Dyskusja nad zasadnością Portu Zewnętrznego nabiera w ostatnich miesiącach nowej dynamiki. Port Centralny w Gdańsku rośnie konsekwentnie, przyciąga uwagę globalnych operatorów i realnie zmienia układ sił na Bałtyku. Gdynia, obciążona kolejnymi przesunięciami, traci tempo.
Port Zewnętrzny miał być projektem obronnym – sposobem na utrzymanie dotychczasowej pozycji i możliwość obsługi największych kontenerowców. Port Centralny to inwestycja ofensywna: droga do europejskiej czołówki, portu pierwszego wyboru dla przewoźników operujących w rejonie Morza Bałtyckiego.
Zestawienie obu projektów tylko podkreśla różnicę ambicji. Gdynia walczy o zatrzymanie odpływu armatorów. Gdańsk buduje nowy porządek. Pytanie, które pada dziś coraz częściej, brzmi więc jednoznacznie: czy Port Zewnętrzny pozostaje realną szansą, czy staje się projektem z innej epoki?
Gdynia od lat funkcjonuje w wyjątkowo ciasnym układzie przestrzennym. Port, otoczony zabudową miejską i infrastrukturą kolejową, nie ma możliwości naturalnej ekspansji. To właśnie z tej konieczności narodziła się idea Portu Zewnętrznego – jedynego sposobu na zwiększenie powierzchni operacyjnej i obsługę statków o dużym zanurzeniu.
Sam pirs na morzu nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Inwestycja wymaga skoordynowanych decyzji dotyczących dostępu drogowego i kolejowego, w tym budowy Drogi Czerwonej oraz rozbudowy układu torowego. Bez tego nawet najnowocześniejszy terminal może stać się wąskim gardłem zamiast impulsem rozwojowym.
Dzisiejsze opóźnienia sprawiają wrażenie braku jasnego kierunku: nie widać stabilnego montażu finansowego, kompletnych decyzji środowiskowych ani rozstrzygnięcia, czy projekt ma charakter strategiczny, czy komercyjny. Harmonogram coraz bardziej przypomina listę oczekiwań zamiast realnego planu.
Dlatego branża pyta już otwarcie: czy Gdynię stać na kolejną zwłokę, jeśli chce zachować znaczenie na Bałtyku?
Autor: Mariusz Dasiewicz