Gwarancja „na pierwsze żądanie” w umowach o budowę statków [część 1]

W ekosystemie budowy statków, gdzie stawki są wysokie, a projekty rozciągają się na lata, „gwarancja na pierwsze żądanie” wyłania się jako podstawowy instrument finansowy zabezpieczający interesy wszystkich stron. Prawnik Marek Czernis przedstawia, jak ten kluczowy element kontraktów stoczniowych, rozwinięty w praktyce jurysdykcji angielskiej, umożliwia armatorom i stoczniom minimalizowanie ryzyka i zabezpiecza ich wielomilionowe inwestycje.
Umowa o budowę statku (shipbuilding contract), jest niezwykle złożonym przedsięwzięciem techniczno-logistycznym, operacyjno-gospodarczym i finansowym.
Wielomilionowa inwestycja, realizowana w wieloletnim okresie czasowym i multinarodowej kompozycji bezpośrednich stron umowy – stoczni i armatora oraz ich podwykonawców i dostawców, wymagała wypracowania wyrafinowanych mechanizmów finansowych, które pozwalały na wiarygodne gospodarczo i bezpieczne prawnie zagwarantowanie niezakłóconej realizacji przedmiotowej inwestycji i ochrony interesów prawnych uczestników całego przedsięwzięcia.
W kontekście budowy statków, gdzie każdy detal ma kluczowe znaczenie, wykształciły się trzy podstawowe typy gwarancji, które mają na celu zapewnienie bezpieczeństwa finansowego oraz gwarancji jakości wykonania. Te gwarancje to:
- Gwarancja zwrotu zaliczek (Refund Guarantee) – ta gwarancja zapewnia armatorowi zwrot wpłaconych zaliczek w przypadku, gdy stocznia nie wywiąże się z umowy. Związana jest z nią gwarancja płatności (Payment Guarantee), która gwarantuje wypłatę przez armatora określonych rat, będących częścią ceny statku.
- Gwarancja prawidłowego wykonania (Performance Guarantee) – jest to zabezpieczenie dla armatora, że stocznia prawidłowo zrealizuje założenia kontraktu, zgodnie z ustalonymi specyfikacjami i terminami.
- Gwarancja odpowiedzialności po wydaniu statku (Warranty Guarantee) – chroni armatora przed wadami, które mogą zostać ujawnione po dostarczeniu statku. Obejmuje okres powykonawczy, dając pewność, że ewentualne defekty zostaną naprawione (zapewnienie sfinansowania kosztów naprawy i usunięcia defektów gwarancyjnych).
Te gwarancje tworzą system ochrony interesów zarówno armatorów, jak i stoczni, umożliwiając realizację skomplikowanych projektów budowy statków z większą pewnością finansową i jakościową.
Czytaj więcej o procesie tworzenia morskich kolosów [część 1]
Polskie prawo bankowe klasyfikuje jako czynności bankowe zarówno udzielanie, jak i przyjmowanie poręczeń oraz gwarancji bankowych. Gwarancja bankowa, w swojej najprostszej formie, jest umową, na mocy której bank zobowiązuje się do wykonania określonego świadczenia pieniężnego na rzecz beneficjenta gwarancji. Dzieje się to po spełnieniu przez beneficjenta określonych warunków zawartych w gwarancji, przy czym wystarczającą podstawą do działania banku jest samo żądanie zapłaty, określone w formie i treści, zgodnie z warunkami gwarancji.
Z kolei – poręczenie zwane gwarancją zwykłą jest umową, przez którą bank zobowiązuje się do wypłacenia wierzycielowi zleceniodawcy poręczenia określonej kwoty pieniężnej, w przypadku, gdyby zleceniodawca poręczenia nie wypełnił świadczenia, do którego był zobowiązany.
Mając na względzie fakt, iż jak się szacuje, około 70 % umów o budowę statku (shipbuilding contracts) w całym międzynarodowym przemyśle stoczniowym regulowanych jest przez angielskie prawo i jurysdykcje, wskazanym jest wyjaśnić generalne cechy gwarancji w tym systemie prawnym.
Prawo angielskie rozróżnia dwa zasadnicze typy prawne gwarancji:
- Demand Guarantee – gwarancja na pierwsze żądanie;
- Surety, See to it Guarantee – poręczenie, gwarancja zwykła.
Fundamentalne różnice między Demand Guarantee a Surety:
- Warunkowa odpowiedzialność za zapłatę:
- W przypadku Damand Guarantee, mamy do czynienia z absolutnym obowiązkiem gwaranta (wystawcy gwarancji) do zapłaty określonej w gwarancji kwoty, niezależnie od zakresu charakteru i zasadności odpowiedzialności stron tzw. stosunku podstawowego (tj. umowy o budowę statku). Gwarant (wystawca gwarancji) jest zobowiązany, po otrzymaniu wezwania do zapłaty (Demand), zapłacić żądaną kwotę beneficjentowi gwarancji, niezależnie od tego, czy w istocie, dłużnik naruszył umowę, stanowiącą podstawę do zgłoszenia wezwania;
2. Surety (poręczenie, gwarancja zwykła):
- Warunkowa odpowiedzialność za zapłatę: odpowiedzialność poręczyciela do zapłaty kwoty objętej poręczeniem zostaje aktywowana jedynie wówczas, gdy niezbicie udowodniono (np. poprzez wyrok sądowy), że dłużnik nie wywiązał się ze swoich zobowiązań. Innymi słowy, reakcja na wezwanie do zapłaty: obowiązek poręczyciela do zapłaty kwoty objętej poręczeniem, materializuje się dopiero wtedy, gdy wykazane zostanie w sposób bezsporny (uznanie odpowiedzialności lub wyrok prawomocny), iż dłużnik nie wykonał zobowiązań wynikających z danej umowy.
3. Surety (poręczenie, gwarancja zwykła):
- W przypadku Refund Guarantee, Performance Guarantee oraz Warranty Guarantee – stocznia pełni rolę dłużnika, a armator jest beneficjentem.
- W przypadku Payment Guarantee – sytuacja jest odwrotna – armator staje się dłużnikiem, a stocznia beneficjentem.
Gwarancja zwrotu zaliczek, czyli gwarancja bankowa opatrzona klauzulami nieodwracalnie i bezwarunkowo oraz na pierwsze żądanie, stanowi w praktyce stoczniowo-armatorskiej, kluczową gwarancję zabezpieczenia finansowego i to właśnie ten typ gwarancji, będzie przedmiotem analizy prawnej i omówienia w niniejszym opracowaniu.
Aby wyjaśnić strukturę gwarancji bankowej, przyjrzymy się typowemu scenariuszowi, w którym stocznia i armator zawierają umowę o budowę statku. Armator, zobowiązując się do zapłaty ceny za statek w pięciu kolejnych ratach, oczekuje od stoczni przedstawienia gwarancji bankowej. Ta gwarancja ma za zadanie zabezpieczyć zwrot wszystkich wpłaconych zaliczek armatorowi, w przypadku, gdy umowa zostanie rozwiązana przed ukończeniem budowy statku i przekazaniem go armatorowi, na przykład z powodu bankructwa stoczni.
Czytaj też o tworzeniu morskich kolosów z nieco innej perspektywy [część 2]
W rezultacie, z punktu widzenia prawnego, tworzą się dwa niezależne od siebie zobowiązania. Pierwsze to umowa o budowę statku między stocznią a armatorem, zawierająca klauzulę gwarancyjną. Klauzula ta uzależnia wypłatę rat od otrzymania przez armatora gwarancji bankowej, co jest tzw. „stosunkiem podstawowym”. Drugie zobowiązanie to umowa gwarancyjna między bankiem a armatorem. W ramach tej umowy, bank daje armatorowi obietnicę, że w przypadku niezachowania przez stocznię warunków umowy (czyli niezwrócenia armatorowi zaliczek po rozwiązaniu umowy), sam dokona zwrotu tych środków.
Tak skonstruowana umowa gwarancyjna pokazuje, jak bank bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne zobowiązania stoczni wobec armatora, co jest niezwykle ważne dla zapewnienia bezpieczeństwa finansowego i stabilności w relacjach pomiędzy stocznią a armatorem.
Przyrzeczenie złożone przez Bank jest oświadczeniem woli, które przyjęte przez armatora staje się źródłem samodzielnego zobowiązania banku w stosunku do armatora.
Przejmując na siebie odpowiedzialność za ewentualne zobowiązania stoczni wobec armatora, bank wprowadza element stabilności finansowej, który jest fundamentem dla bezpiecznych i przewidywalnych relacji biznesowych w przemyśle stoczniowym. Obietnica złożona przez bank przekształca się w konkretną umowę gwarancyjną, kiedy zostaje przyjęta przez armatora. To przejęcie odpowiedzialności przez bank jest wyrazem jego zobowiązania wobec armatora i podkreśla samodzielny charakter tej umowy.
Gwarancja bankowa jest więc unikatowym rodzajem umowy, łączącym bank jako gwaranta z beneficjentem, którym w tym przypadku jest armator. Kluczowym aspektem tej umowy jest jej automatyczne zawarcie w momencie akceptacji przez beneficjenta treści listu gwarancyjnego wysłanego przez bank. Może to nastąpić niemal natychmiast po otrzymaniu listu lub gdy armator postanowi zażądać wypłaty sumy gwarancyjnej.
Praktycznie rzecz biorąc, bank zobowiązuje się do natychmiastowej wypłaty środków na pierwsze wezwanie armatora, eliminując potrzebę dostarczania przez niego dodatkowych dowodów lub uzasadnień. Ten element bezwarunkowości gwarancji bankowej jest kluczowy dla zapewnienia finansowego bezpieczeństwa w skomplikowanych i wielowymiarowych projektach, takich jak budowa statków. Umożliwia to armatorom zachowanie większej kontroli nad finansami projektu, minimalizując tym samym ryzyko i niepewność, które są nieodłącznym elementem długoterminowych inwestycji w branży stoczniowej.
Autor: Marek Czernis

Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 1]
![Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 1]](data:image/svg+xml;base64,PHN2ZyB4bWxucz0iaHR0cDovL3d3dy53My5vcmcvMjAwMC9zdmciIHdpZHRoPSIxMjE2IiBoZWlnaHQ9IjY4NCIgdmlld0JveD0iMCAwIDEyMTYgNjg0Ij48cmVjdCB3aWR0aD0iMTAwJSIgaGVpZ2h0PSIxMDAlIiBzdHlsZT0iZmlsbDojY2ZkNGRiO2ZpbGwtb3BhY2l0eTogMC4xOyIvPjwvc3ZnPg==)
Postępy budowy fregat wielozadaniowych programu Miecznik są symbolicznymi oznakami długo wyczekiwanych zmian, które po latach stagnacji przenoszą Marynarkę Wojenną RP na jej nowy rozdział faktycznego rozwoju. Wraz z nabyciem nowych zdolności trzeba się jednak zmierzyć z powiązanymi potrzebami i wyzwaniami, by móc w możliwie największym stopniu wykorzystać nowy potencjał.
W artykule
Nowe fregaty, stare ograniczenia. ZOP w programie Miecznik
Program Miecznik wprowadzi do Marynarki Wojennej nowe zdolności, ponieważ przeskok w stosunku do stanu jaki reprezentuje poprzednia generacja jednostek, w niektórych obszarach jest tak duży, że z biegiem kolejnych lat coraz trudniej mówić o jakimkolwiek płynnym przejściu na kolejny szczebel technologiczny czy o podtrzymywaniu doświadczeń. W domenie ZOP, na której uwagę skupia niniejsza treść, mamy do czynienia z kilkoma faktami: sięgnięcie po potencjał i zdolności kolejnej generacji, o innej naturze i dobrane docelowo pod wymagania operacyjne.
Tym samym, wprowadzenie do służby okrętów programu Miecznik, wbrew pozorom, nie będzie wiązało się z sięgnięciem po lepsze instrumenty, lecz po te dopasowane do warunków operacyjnych i obecnej specyfiki prowadzenia działań ZOP, które ewoluowały od czasów, gdy do służby wchodziły fregaty typu Oliver Hazard Perry, co dobrze ilustruje przykład pasywnej stacji holowanej AN/SQR-19PG eksploatowanej na fregatach ORP Gen. K. Pułaski i ORP Gen. T. Kościuszko, pozostającej sonarem o najwyższym potencjale, z jakim Marynarka Wojenna RP miała dotąd styczność, lecz bez większego znaczenia dla obecnych uwarunkowań operacyjnych.
Pełne wykorzystanie zdolności fregat Miecznik w operacjach ZOP jest ściśle powiązane ze współdziałaniem okrętów z lotnictwem morskim. Sam fakt nie stanowi niczego nowego, siły powietrzne odgrywały i niezmiennie nadal odgrywają istotną rolę w działaniach przeciwko okrętom podwodnym.
Jednak, o ile sam Miecznik pokonuje kolejne etapy budowy, tak w dalszym ciągu nierozstrzygnięty pozostaje wybór jego komponentu lotniczego. Przeciągający się brak decyzji w opisywanej kwestii wskazuje dziś na to, że pierwszy okręt przystąpi do prób morskich i prawdopodobnie wejdzie do służby bez śmigłowca. Oznacza to ograniczenie zdolności określanej jako „stand-off ASW”, czyli szeroko pojętej interakcji z wykrytym okrętem podwodnym poza strefą efektywnego użycia jego uzbrojenia głównego – torped ciężkich (kalibru 533mm i powyżej).
Obecna sytuacja Sił Zbrojnych RP na opisywanym polu, pozostawia wiele do życzenia, co jest efektem problemu związanego z brakiem sukcesywnej wymiany sprzętu. Po niedawnym wycofaniu wysłużonych śmigłowców pokładowych SH-2G i bazowania lądowego Mi-14PŁ, lotnictwo ZOP składa się z czterech AW-101, będących notabene następcami Mi-14. Poza utratą lotnictwa pokładowego, głównym źródłem problemu jest wymieniona liczba jednostek, która dotkliwie przekłada się na ich dostępność operacyjną.
Z punktu widzenia obecnej sytuacji, odnosząc się tylko do własnych zasobów, należy liczyć się z bardzo ograniczonym wsparciem sił okrętowych operujących na Bałtyku (nie tylko w działaniach ZOP) oraz braku komponentu organicznego podczas działań polskich fregat poza macierzystym akwenem. Częściowym rozwiązaniem dla tej sytuacji są systemy bezzałogowe, które z coraz większym powodzeniem wprowadzane są do sił morskich i na pokłady okrętów wojennych.
Stacja holowana AN/SQR-19PG na fregatach ORP „Gen. K. Pułaski” i ORP „Gen. T. Kościuszko” póki co pozostaje sonarem pasywnym o najwyższym potencjale z jakim MW RP miała kiedykolwiek styczność i nic nie wskazuje aby miało to się zmienić, nawet w świetle któregokolwiek z obecnych programów. Ten fakt nie ma jednak większego znaczenia odnosząc się do obecnych uwarunkowań operacyjnych.
Bezzałogowe wiropłaty pokładowe
Zaangażowanie bezpilotowych statków powietrznych do działań nad morzem jest jedną z wiodących inicjatyw rozbudowy sił lotnictwa morskiego na świecie. Lotnicze systemy bezpilotowe osiągnęły dojrzałość operacyjną, głównie w zadaniach związanych z rozpoznaniem sytuacji nawodnej. Skala zadań do jakich są angażowane rozrasta się i zwalczanie okrętów podwodnych (ZOP) jest kolejnym, obecnie bardzo prężnym kierunkiem ich rozwoju. Jednocześnie, w ostatnich latach, rozrasta się skala rozwiązań modułów misyjnych, mających umożliwić adaptację do tych działań platform różnej wielkości. Wyzwaniem jest natura operacji ZOP, które charakteryzują się przede wszystkim długotrwałością.
Systemy bezzałogowe na bazie wiropłatu tzw. RUAS (Rotary-wing Unmanned Aerial System), cieszą się wyraźnie rosnącym zainteresowaniem oraz szeroką skalą rozwiązań opartych na różnej wielkości platform. Liczebność programów i rosnąca popularność tej inicjatywy wynika między innymi z ich wysokiej dojrzałości technicznej i względnie łatwej adaptacji do operowania z pokładu jednostek pływających.
Przystosowanie bezzałogowych wiropłatów do działań z pokładu okrętu, posiadającego nawet minimalną infrastrukturę lotniczą, np. samo lądowisko bez hangaru, jest nadal względnie mało wymagającym przedsięwzięciem. Przyjęcie na pokład RUAS nie wiąże się z rozległymi pracami w celu przystosowania konstrukcji okrętu w zakresie:
- ingerencji w konstrukcję nosiciela (odnosząc się do jednostek już posiadających lądowisko dla śmigłowca),
- instalacji specjalnych urządzeń do przyjmowania (np. RAST itp.)
Powyższe punkty stanowią oczywiście uproszczenie, ponieważ nie uwzględniają konieczności zabrania na pokład wyposażenia pozwalającego na obsługę techniczną i przystosowanie do zadań (moduły zadaniowe), nie odnoszą się też do ewentualnej integracji z okrętowym systemem walki. Nie mniej, przyjęcie każdego RUAS na pokład np. fregaty czy okrętu patrolowego, posiadających zdolność bazowania śmigłowca pokładowego, nie wiąże się z koniecznością dostosowania konstrukcji potencjalnego nosiciela.
Bezzałogowe wiropłaty mogą bez większego wysiłku być wprowadzone do służby z pokładu lżejszych jak i starszych jednostek. Na zdjęciu fregata USS McInerney (FFG 8) w czasie operacji lotniczych z MQ-8B (2009 r.).

Źródło: US Navy Nie istnieje dziś jeden uniwersalny standard klasyfikacji bezpilotowych wiropłatów. Różni ich użytkownicy, instytucje oraz siły zbrojne, operują według własnych doktryn, często posługując się klasyfikacją o ewoluującym charakterze. Można jednak podjąć próbę pogrupowania tych platform, w oparciu o systemy RUAS wdrażane obecnie do działań na morzu na świecie.
Opierając się na parametrze maksymalnej masy startowej MTOW (Maximum Take-Off Weight) systemów obecnie wprowadzanych lub już operacyjnych, bezpilotowe wiropłaty można podzielić na 3 grupy. Proponowany podział może ulec zmianom w wyniku tego, że na świecie powstaje wiele nowych konstrukcji oraz tego, że prace nad wieloma projektami są przerywane, zakończone lub ulegają głębokim modyfikacjom.

Fot. Źródło własne Rozwój bezzałogowego śmigłowca ZOP
Zastosowanie bezzałogowych wiropłatów w operacjach ZOP nie jest inicjatywą nową, lecz jej wznowieniem w nowej postaci, ukształtowanej obecnymi możliwościami technologicznymi. Pierwszym, wykorzystywanym operacyjnie przeciw okrętom podwodnym RUAS, był amerykański Gyrodyne QH-50 DASH (Drone Anti-Submarine Helicopter), wprowadzony do służby w 1963 r. Śmigłowiec operował z pokładu okrętów i zdolny był do przenoszenia i zrzutu na śledzony cel bomb głębinowych lub lekkich torped typu Mk-43 (Mk-44 w późniejszym wariancie), co było bezpośrednią odpowiedzią na wejście do służby powojennych sonarów okrętowych kolejnej generacji, które istotnie zwiększyły zasięg detekcji, przy jednoczesnym braku możliwości rażenia celu poza zasięgiem własnych efektorów okrętu. W tamtym okresie technologia nie pozwalała na adaptację tego śmigłowca do innej roli niż nosiciel uzbrojenia w działaniach ZOP. System DASH okazał się zawodny (utracono około połowę z 746 systemów) i trudny w eksploatacji, w efekcie czego wycofano go po zaledwie kilku latach służby.

Źródło: US Navy Pomimo tego, że pierwszym krokiem adaptacji RUAS do ZOP był nosiciel uzbrojenia (DASH), obecne wysiłki ukierunkowane są jednak w zdecydowanie większym stopniu na zdolności poszukiwania niż rażenia. Głównym elementem zadaniowym większości obecnych programów jest adaptacja sensorów lub/oraz systemów retranslacji (przekazania sygnałów).
Podział zdolności ZOP obejmuje dwie główne kolumny: efektor oraz sensor (schemat poniżej), które dzielą się na szereg podlegających im rozwiązaniom technicznym – modułom zadaniowym. Masa startowa, jest głównym czynnikiem determinującym, jakie moduły (oraz w jakiej skali) mogą być zintegrowane z nosicielem. W przypadku lżejszych platform, liczyć się trzeba ze znacznymi kompromisami, do jakich odnosi się poniższy podział. W praktyce, może oznaczać to konieczność dzielenia misji/zdolności na osobne jednostki RUAS, w dwóch uzupełniających się konfiguracjach modułów zadaniowych.

Źródło: opracowanie własne Sensory akustyczne
Podobnie jak w przypadku bezpilotowych MPA (Maritime Patrol Aircraft), jak np. wiodący na tym polu General Atomics MQ-9B Sea Guardian, obszarem wspólnym rozwoju większości programów bezzałogowego lotnictwa ZOP, niezależenie od masy startowej platformy, jest zdolność działania z pławami radio-hydroakustycznymi (PRHA). Wybór tego kierunku był z wielu przyczyn oczywisty z powodu dostępności i względnie niskiej masy samych pław i powiązanych z nimi elementami.
Schiebel S-100 z czterema zrzutniami PRHA G-size (na burtach) oraz pojedynczą A-size (pod kadłubem) na tle pław obu rozmiarów (REPMUS 2024)

Źródło: militaeraktuell.at PRHA grup rozmiarowych „A” i „G-size” są obecnie podstawowymi pławami używanymi przez siły lotnictwa morskiego państw NATO. Z myślą o bardzo lekkich platformach bezzałogowych podjęto też prace nad jeszcze bardziej zredukowanym wielkościowo wariantem miniaturowej PRHA rozmiaru „F-size”, który prawdopodobnie obejmie ten sam zakres funkcjonalności jak „G-size”.

Źródło: opracowanie własne Zdolność operowania z PRHA grupy rozmiarowej „A-size” wiąże się ze znacznym wzrostem zdolności dozoru względem rozwiązań opartych tylko na rodzinie „G-size”. Obniżenie gabarytów i masy pozwoliły zabrać lub po prostu zwiększyć liczebność PRHA na pokładzie lekkich statków powietrznych. Miniaturyzacja ma również ograniczenia i w przypadku niektórych rozwiązań, zmniejszanie elementów niesie za sobą poważne konsekwencje dla potencjału. W efekcie tego, rodzina „G-size” obejmuje na razie tylko pławy pasywne.
Nowe technologie pozwoliły dokonać jednak znacznego postępu też na tym polu. Kolejna generacja PRHA opracowanych przez Ultra Marine rozszerzy grupę „G-size” o dwie nowe pławy, rozwijane pod kątem działań bi/multi-statycznych. Ten nowy produkt ukierunkowany jest również w stronę systemów bezzałogowych, co wynika nie tylko z samej grupy rozmiarowej, lecz funkcjonalności jakimi są: niedostępny dotychczas w grupie element aktywny SSQ-92X (tylko źródło impulsów) oraz zdalne programowanie nastaw.

Źródło: Ultra Marine Wymienione funkcjonalności znacząco zwiększają realne zdolności i elastyczność bezzałogowego lotnictwa ZOP. W przypadku klasycznych, załogowych śmigłowców i morskich samolotów patrolowych, opisywany wzrost korzyści przyjmuje niższą skalę, głównie z powodu zakresu jaki reprezentuje cała grupa „A-size” wraz z tzw. pławami „wysokiego potencjału”.
Dane akustyczne z PRHA przesyłane są łączem radiowym lub satelitarnym do stanowiska kierowania i dowodzenia. Oznacza to również, że zdolność dozoru akustycznego zależna jest między innymi od przepustowości systemu łączności. W sytuacji jej utraty, obniżenia wydajności przesyłu, dane akustyczne mogą zostać zapisane w pamięci systemu pokładowego i poddane analizie po zakończeniu misji.
Efektywność analizy danych akustycznych była i nadal jest uzależniona od zaangażowania doświadczonego personelu. Dążenie do automatyzacji tego procesu jest jednym z priorytetowych wysiłków, napędzanych między innymi przez rozwój autonomii dla podwodnych pojazdów bezzałogowych. Problemem jest kompleksowość tego procesu, widoczna zwłaszcza w detekcji pasywnej (szumo-namierzaniu). Należy tu dodać, że trudne pod względem hydroakustycznym środowisko operacyjne w połączeniu z niskoszumnością nowej generacji okrętów podwodnych, dodatkowo komplikują i spowalniają postęp automatyzacji.
System analizy widma akustycznego
Dostępne obecnie narzędzia do analizy widma (LOFAR) mają potężne możliwości, które mierzą się z rosnącymi wyzwaniami warunków prowadzenia poszukiwania. W efekcie, rozwój autonomii w tym obszarze, mimo wszystkich nowoczesnych narzędzi, jest procesem powolnej ewolucji.

Źródło: Leonardo Dostępne obecnie narzędzia do analizy widma akustycznego (LOFAR) mają potężne możliwości, które mierzą się z rosnącymi wyzwaniami warunków prowadzenia poszukiwania. W efekcie rozwój autonomii w tym obszarze, mimo wszystkich nowoczesnych narzędzi, pozostaje procesem powolnej ewolucji, wyznaczając realne granice skuteczności pasywnego dozoru akustycznego.






![Rozwój bezzałogowych wiropłatów do operacji zwalczania okrętów podwodnych [część 1]](https://portalstoczniowy.pl/wp-content/uploads/2026/01/ZOP-ChatGPT-Image-14-sty-2026-o-15_13_54.jpg)











