Kolejne umowy na remont okrętu podwodnego ORP Orzeł

10 maja br. Komenda Portu Wojennego w Gdyni poin­for­mo­wała o pod­pi­sa­niu kolejnych dwóch umów zwią­za­nych z pra­cami remon­to­wymi na pokła­dzie okrętu podwod­nego ORP Orzeł, który obec­nie prze­cho­dzi prace napraw­cze zwią­zane z ubie­gło­rocz­nym poża­rem.

W ramach prze­tar­gów, które ogło­szono w kwiet­niu br., udało się wybrać usłu­go­daw­ców na naprawę pomp wiro­wych chło­dze­nia mecha­ni­zmów typu CN23 oraz NCW40/15, a także naprawę urzą­dze­nia DKS, sys­temu pomiaru izo­la­cji Omega oraz urzą­dze­nia Kontrol-24. Prace przy napra­wie mecha­ni­zmów CN23 oraz NCW40/15 prze­pro­wa­dzi firma Akwen Service S.C. z Gdyni, która zaofe­ro­wała kwotę 37,4 tys. zło­tych, a pozo­stałe prace prze­pro­wa­dzi JT Ship Service z Gdyni (150 tys. zło­tych).

Cały czas, pomimo kolej­nej próby, nie udało się zna­leźć pod­miotu, który zre­ali­zo­wałby naprawę gniazd i kabli do zasi­la­nia. Pod koniec kwiet­nia br. postę­po­wa­nie w tej spra­wie zostało unie­waż­nione ze względu na brak ofert.

Majowe umowy to kolejne tego­roczne zle­ce­nia na prace na okrę­cie. W stycz­niu pod­pi­sano kon­trakty na czysz­cze­nie i kon­ser­wa­cję prze­działu V (118,7 tys. zło­tych), a także wery­fi­ka­cję stanu tech­nicz­nego urzą­dze­nia DKS, sys­temu pomiaru izo­la­cji Omega, auto­ma­tyki Pałładij E oraz sygna­li­za­cji tablic GSE i PPS (33 tys. zło­tych).

Materiał Zespołu Badań i Analiz Militarnych – www.zbiam.pl

Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Grenlandia, USA i Trump. Davos i polityka faktów

    Co właściwie miał na myśli Donald Trump, gdy podczas Światowe Forum Ekonomiczne w Davos stwierdził, że Stany Zjednoczone „oddały Grenlandię Danii”? I dlaczego ta teza brzmi efektownie, ale nie wytrzymuje konfrontacji z faktami?

    Wystąpienie Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego znów pokazało, jak swobodnie prezydent USA podchodzi do historii – zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi Arktyka. Po II wojnie światowej USA miały rzekomo „oddać Grenlandię” i – jak ocenił Trump – był to ruch „głupi”.

    Tyle, że jest jeden zasadniczy problem: Grenlandia nigdy nie należała do Stanów Zjednoczonych.

    II wojna światowa i Grenlandia: obecność USA bez prawa własności

    Czy amerykańskie wojska były na Grenlandii? Tak.
    Czy oznacza to, że wyspa była amerykańska? Nie.

    Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod tymczasową okupacją wojskową USA, za cichym przyzwoleniem Danii. Cel był prosty i czysto wojskowy: uniemożliwić Niemcom przejęcie kontroli nad wyspą. Gdy wojna się skończyła, Amerykanie zakończyli obecność. Niczego nie „oddawali”, bo nie mieli czego oddawać.

    W Davos Trump kilkukrotnie mylił Grenlandię z Islandią, sugerując nawet, że sprawa „Islandii” miała wpływ na wahania amerykańskiej giełdy. Retorycznie to zabieg dobrze znany: uproszczenie i emocjonalny skrót zamiast precyzji. Politycznie jednak padły słowa znacznie poważniejsze – ponowione zostały żądania przejęcia wyspy, uzasadniane „potrzebami bezpieczeństwa”.

    Grenlandia pod zwierzchnictwem Danii. Fakty, które zamykają spór

    Jak wygląda to naprawdę z punktu widzenia historii i prawa?

    Grenlandia pozostaje pod zwierzchnictwem Danii od XVIII wieku. Jej status ewoluował: od kolonii, przez stopniowe włączanie do struktur państwa, aż po szeroką autonomię w ramach Królestwa Danii. Kluczowe były lata 1979 i 2009, gdy rozszerzono zakres samorządności wyspy. Sprawy polityki zagranicznej i obronnej pozostały jednak w gestii Kopenhagi.

    I tu pojawia się wątek, o którym mówi się rzadziej.
    Nie chodzi już wyłącznie o Grenlandię jako terytorium. Chodzi o język, jakim Trump opisuje Arktykę.

    W tej narracji Arktyka przestaje być przestrzenią umów i partnerstwa. Zaczyna być postrzegana jako zasób strategiczny. Historia, traktaty i status prawny schodzą na dalszy plan. Liczy się położenie, infrastruktura i potencjał wojskowy. To nie zapowiedź realnej aneksji, lecz sygnał, jak Waszyngton – przynajmniej w trumpowskiej wersji – widzi dziś północ: jako strefę rywalizacji, nie współzarządzania.

    W tym sensie Grenlandia staje się nie podmiotem prawa międzynarodowego, lecz elementem strategicznej mapy.

    USA już są na Grenlandii. Reszta to opowieść

    Czy to znaczy, że Stany Zjednoczone nie mają tam żadnej pozycji? Wręcz przeciwnie.

    USA są na Grenlandii obecne do dziś. Umowa obronna z 1951 roku, nadal obowiązująca, sankcjonuje amerykańskie bazy, systemy radarowe i obecność wojskową. Jest ona znacznie mniejsza niż w czasie zimnej wojny, ale wciąż realna. W 1946 roku Waszyngton próbował nawet kupić Grenlandię za 100 mln dolarów. Dania ofertę odrzuciła.

    Dlatego mówiąc o „oddaniu Grenlandii”, Trump nie opisuje faktów. Buduje polityczną opowieść o utraconej kontroli. Atrakcyjną medialnie, lecz sprzeczną zarówno z historią, jak i z prawem międzynarodowym.

    Przez dziesięciolecia Stany Zjednoczone budowały swój wizerunek jako strażnik pokoju na świcie. W tym kontekście pytanie o Grenlandię brzmi inaczej: czy mamy do czynienia jedynie z retoryką, czy z pierwszą sugestią odebrania terytorium jednemu z sojuszników?