Marynarka Wojenna Indonezji wcieliła do służby korwetę KRI Bung Hatta

17 kwietnia, Marynarka Wojenna Indonezji (TNI AL) wprowadziła do służby swoją najnowszą jednostkę – korwetę KRI Bung Hatta (370). Ceremonia odbyła się w stoczni PT Karimun Anugrah Sejati w Batam, gdzie okręt został zwodowany niespełna dwa miesiące wcześniej.

Nowoczesna jednostka, zaprojektowana i zbudowana lokalnie, stanowi istotny element strategii rozwoju indonezyjskiego przemysłu okrętowego oraz wzmacniania zdolności operacyjnych TNI AL (Tentera Nasional Indonesia – Angkatan Laut) w kluczowych dla tego kraju rejonach morskich.

Ambicje przemysłowe i wzrost potencjału morskiego Indonezji

Wprowadzenie do służby korwety KRI Bung Hatta to nie tylko uzupełnienie floty o nową jednostkę, lecz także demonstracja rosnących możliwości lokalnego przemysłu stoczniowego. Budowa okrętu w ciągu 20 miesięcy potwierdza skuteczność polityki ukierunkowanej na uniezależnienie się od zagranicznych dostawców w zakresie podstawowych klas jednostek nawodnych. Warto zaznaczyć, że Indonezja od lat realizuje strategię rozwoju własnych sił morskich, świadoma znaczenia ochrony rozległych akwenów w obrębie archipelagu i zabezpieczenia morskich szlaków komunikacyjnych.

Charakterystyka i uzbrojenie korwety KRI Bung Hatta 

Korweta KRI Bung Hatta mierzy 80,3 metra długości przy szerokości 12,6 metra i osiąga prędkość do 25 węzłów. Załoga liczy 82 osoby, co pozwala na prowadzenie operacji o charakterze wielozadaniowym przez okres pięciu dni bez konieczności uzupełniania zapasów. Dodatkowym atutem jednostki jest pokład lotniczy, przystosowany dla operowania śmigłowców pokładowych AS565 Panther, co znacząco zwiększa zdolności rozpoznawcze i bojowe okrętu, szczególnie w zakresie zwalczania okrętów podwodnych oraz prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych.

Uzbrojenie okrętu w chwili przekazania obejmuje klasyczne działo Bofors kalibru 57 mm, choć według zapowiedzi TNI AL, w przyszłości planowana jest jego wymiana na armatę 76 mm, co znacząco zwiększy siłę ognia jednostki. Konstrukcja przewiduje integrację systemów rakietowych – zarówno przeciwokrętowych, jak i przeciwlotniczych – a także wyrzutni torped, co jednoznacznie wskazuje na ofensywne przeznaczenie okrętu w zakresie zwalczania celów nawodnych i podwodnych.

Ważnym elementem wyposażenia będą systemy walki elektronicznej, w tym środki przeciwdziałania radarowego (R-ECM) oraz rozpoznania elektronicznego (R-ESM). Brak szczegółowego harmonogramu dotyczącego pełnej integracji tych systemów sugeruje, że KRI Bung Hatta będzie sukcesywnie uzyskiwać pełną gotowość bojową w kolejnych etapach służby.

Nowa rola w strukturze floty i zabezpieczenie strategicznych akwenów

Okręt został podporządkowany Dowództwu 2. Floty TNI AL z siedzibą w Surabaya, co oznacza, że jego głównym zadaniem będzie patrolowanie oraz zabezpieczanie kluczowych punktów nawigacyjnych w regionie. Biorąc pod uwagę specyfikę archipelagu indonezyjskiego, którego liczne wąskie cieśniny odgrywają kluczową rolę jako strategiczne punkty kontrolne światowych szlaków morskich, obecność nowoczesnych okrętów klasy korweta nabiera szczególnego znaczenia.

Warto przypomnieć, że w 2023 roku ta sama stocznia w Batam zwodowała KRI Bung Karno (369) – mniejszą, 73-metrową korwetę o odmiennym przeznaczeniu, pełniącą również funkcje reprezentacyjne jako okręt klasy VVIP. W przypadku KRI Bung Hatta projekt od początku zakładał maksymalizację zdolności bojowych kosztem przestrzeni dedykowanej wygodzie załogi. Widoczne różnice w konstrukcji nadbudówki, w tym miejsce przewidziane pod wyrzutnie rakiet, potwierdzają te założenia.

Regionalny wyścig zbrojeń i perspektywy modernizacji floty TNI AL

Indonezja od lat konsekwentnie rozbudowuje swoje siły morskie, wpisując się w szerszy trend w rejonie Indo-Pacyfiku, gdzie państwa takie jak Chiny, Australia czy Japonia inwestują w nowoczesne jednostki nawodne i podwodne. Wzmocnienie potencjału TNI AL poprzez jednostki takie jak ta korweta świadczy o rosnącej świadomości zagrożeń w regionie oraz konieczności ochrony suwerenności na wodach terytorialnych.

Wcielenie do służby korwety KRI Bung Hatta stanowi istotny krok w kierunku unowocześnienia floty wojennej Indonezji oraz wzmocnienia krajowego przemysłu okrętowego. Choć pełna gotowość bojowa okrętu zostanie osiągnięta po zakończeniu procesu integracji systemów uzbrojenia i elektroniki, już dziś jednostka ta zwiększa zdolności operacyjne TNI AL w newralgicznych rejonach morskich.

Autor: Mariusz Dasiewicz

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.