Umowa o budowę statku – spory dotyczące zmian do umowy

Jak skutecznie wprowadzać zmiany w umowach o budowę statku, gdy strony nie osiągają porozumienia? Marek Czernis analizuje kluczowe procedury i wyzwania prawne związane z „Modifications” w kontraktach stoczniowych.
W naszym opracowaniu Zmiany w umowie o budowę statku – modyfikacje („Modifications”) Zmiany w umowie o budowę statku – modyfikacje („Modifications”), rozpoczęliśmy omawianie procedury zmian warunków umowy o budowę statku, określonych zazwyczaj jako „Modifications”.
W niniejszym opracowaniu, poruszona zostanie procedura kontraktowa, mająca zastosowanie w przypadku, w którym propozycje zmian kontraktowych zaproponowane przez armatora/inwestora/„kupującego”, nie są zaakceptowane przez stocznię/(„sprzedającego”), lub strony nie są w stanie uzgodnić skutków takich modyfikacji wpływających na zmianę podstawowych parametrów kontraktowych, jak cena statku czy termin dostawy.
Formularz SAJ form (Art. V (1)) nie zawiera w tej kwestii żadnych postanowień. W takich okolicznościach, z jednej strony, pozostaje stronom oddanie sporu, w tym zakresie, pod rozstrzygnięcie sądowe lub arbitrażowe, właściwe dla danego kontraktu. Przy takim scenariuszu, częściowo pomocnym może okazać się Art. XIII (5) SAJ form, przewidujący możliwość ustalenia, właśnie przez orzeczenie właściwego organu orzekającego, innej daty dostawy statku oraz, implicite, jurydyczne ustalenie zmian innych warunków kontraktowych (ceny itp.), spowodowanych w potwierdzonym przez sąd/arbitraż zakresie, zmian techniczno-konstrukcyjnych do kontraktu.
Rozwiązanie proponowane przez SAJ form, jest z praktycznego punktu widzenia trudne do zaakceptowania. Mało prawdopodobnym jest, aby stocznia i armator były skłonne, przy takim rozwiązaniu, albo wstrzymać realizację budowy do czasu rozstrzygnięcia kwestii zmian (i związanych z tym implikacji w zakresie ceny czy daty dostawy) przez arbitraż/sąd, albo, z drugiej strony, kontynuowanie budowy, w oparciu o oryginalne warunki umowne, wraz z równoległym prowadzeniem postępowania arbitrażowego/sądowego, które ma rozstrzygnąć kwestie dopuszczalnych „modifications”.
W tym ostatnim przypadku, trudno oczekiwać, aby stocznia „in blanco” realizowała budowę ponosząc, z tytułu wprowadzonych zmian, dodatkowe koszty i przedłużając okres budowy (które, to przedłużenie ma też, ostatecznie, istotny aspekt finansowy) bez żadnej pewności co do ostatecznej kwoty tak realizowanych „modifications”. Ponadto, ostateczne ustalenia jurydyczne, co do określonych zmian technicznych i związanych z tym implikacji zmian kontraktowych, mogą zapaść na takim etapie konstrukcyjnym, iż na skutek zaawansowania stanu budowy „zasądzone” zmiany mogą się, z praktycznego czy technologicznego punktu widzenia, stać niemożliwe do zrealizowania.
Oczywiście, zawsze w przypadku wyraźnych ustaleń umownych, istnieje możliwość sięgnięcia do common law, zasad precedensowych (przy założeniu, iż dany kontrakt jest rządzony prawem angielskim). W przypadku więc zaproponowania przez armatora wprowadzenia do, na przykład, specyfikacji technicznej statku, określonych zmian czy modyfikacji, stocznia, prima facie, ma (w ramach zapisów Art. V (1) SAJ form) pełne i nieskrępowane prawo do decyzji, czy akceptuje proponowane zmiany czy też je odrzuca (w całości lub w części).
Jak jednak stwierdził precedens „Socimer International Bank Ltd.(in Liquidation) v Standard Bank London Ltd.” [2008], decyzja stoczni podlega istotnym ograniczeniom i nie może być całkowicie arbitralna. Lord Rix (J) ujął to, w następujący, wysoce opisowy sposób – „podejmujący decyzję – winien, przy jej podejmowaniu, kierować się koniecznymi kryteriami odwołującymi się do uczciwości, dobrej wiary oraz transparentności przy jednoczesnym uniknięciu arbitralności, nieuzasadnionej zmienności w podejmowanych decyzjach, swoistej „przekory biznesowej” („zrobienie na złość”) czy nieracjonalności takiej decyzji.”
Pomimo niewątpliwego wsparcia, jakie przynoszą zasady precedensowe, w dalszym ciągu oczywiście, sytuacja kontraktowa pozostaje, w zasadniczych elementach, bardzo niejasna. W szczególności, nawet gdyby stocznia, z wyżej przedstawionych powodów, nie mogła „od razu” odmówić propozycji armatora, w zakresie zmian technicznych, do budowanego statku, to w dalszym ciągu nie rozstrzygnięte są kwestie związane z konsekwencjami takich zmian (cena, termin dostawy itp.). W tym zakresie, pozostaje znowu droga arbitrażowa lub sądowa, ze wszystkimi wynikającymi z tego słabościami i trudnościami praktycznymi.
Między innymi, z tych właśnie powodów, formularz NEWBUILDCON, podjął próbę bardziej szczegółowego i precyzyjnego ustalenia procedury wprowadzania zmian i modyfikacji na wniosek inwestora/armatora/(„Buyer”), w klauzuli 24 („Modifications and changes”). Zgodnie zatem z Kl. 24 (a), armatorowi („Buyer”) przysługuje prawo, w każdym czasie, domagania zmian lub modyfikacji w specyfikacji i/lub planach i projektach („Specification and/or Plans and Drawing”), stanowiące integralną część umowy o budowę statku. Jednocześnie, postanowienie nakłada na armatora, obowiązek pisemnego sprecyzowania i technicznego precyzyjnego wyjaśnienia i udokumentowania wnioskowanych zmian i modyfikacji.
Po otrzymaniu przez stocznie takiej propozycji zmian, na stocznię (zgodnie z Kl. 24 (b) i (c) nałożone zostały następujące obowiązki kontraktowe:
(-) w najszybszym możliwym czasie, stocznia powinna wrócić do armatora z propozycją odnoszącą się do przewidywanych konsekwencji kontraktowych, zaproponowanych przez armatora zmian i modyfikacji, obejmujących „Zmiany ceny kontraktowej, daty dostawy statku, nośności, szybkości, zużycia paliwa lub zmian w zakresie innych postanowień kontraktowych”; jednocześnie
(-) stocznia, w formułowaniu swojej propozycji (dotyczącej konsekwencji kontraktowych zmian proponowanych przez armatora „winna pojąć uzasadnione starania celem zminimalizowania dodatkowych kosztów, przewidywanego przesunięcia kontraktowego terminu zdania statku, lub innych negatywnych skutków, spowodowanych żądaniem armatora (dokonania stosownych zmian).”
Innymi słowy, stocznia nie powinna, w odpowiedzi na propozycję armatora, wykorzystać tego jako swoistego pretekstu do niesłusznego, nadmiernego „wzbogacenia”, (to jest przeszacowania rzeczywistych skutków kontraktowych, szczególnie w aspekcie nieuzasadnionego wzrostu ceny kontraktowej) w związku z żądanymi modyfikacjami,, co jest nagminną praktyką stoczniową, zwłaszcza, w sytuacji, w której oryginalna cena kontraktowa nowobudowanego statku okazała się niedoszacowana, na etapie zawierania umowy). Ponadto, intencją przytoczonego postanowienia Kl. 24 (b) i (c) NEWBUILDCON, jest przeciwdziałanie próbom sformułowania przez stocznie takiej odpowiedzi, w której przyjęte zostaną tak ekstremalne parametry (np. co do przedłużonego terminu dostawy, czy zmienionej ceny kontraktowej), które, de facto, skutkują w niemożliwości przyjęcia takiej oferty przez armatora (tzw. „oferta zaporowa”).
Jeżeli armator uzna propozycję stoczni za uzasadnioną, wówczas, zgodnie z Kl. 24 (d), dalsza budowa statku następować będzie zgodnie z warunkami kontraktowymi, zmodyfikowanymi w zakresie ustalonym w:
- propozycji armatora, odnoszących się do „zmian i modyfikacji w specyfikacji statkowej i/lub planach i/lub projektach; oraz
- propozycji stoczni, odnoszących się do „skutków wprowadzenia takich zmian i/lub modyfikacji, w zakresie ceny kontraktowej, daty dostawy (…) i innych warunków kontraktowych.” A co się stanie w przypadku, w którym armator nie odpowie w ogóle lub odrzuci propozycje stoczni dotyczące konsekwencji modyfikacji kontraktowych?
W przypadku, w którym armator („Buyers”) nie odpowie na propozycje stoczni, w terminie 7 dni od daty jej otrzymania, przyjmuje się (zgodnie z Kl. 24 (g)), iż armator wycofał swoją propozycję zmian do dokumentacji technicznej budowanego statku. Wykluczona zostaje zatem jakakolwiek forma „dorozumnej akceptacji” („tacit acceptance”) zarówno samych zmian do dokumentacji technicznej, jak i implikacji kontraktowych tych zmian (cena, termin zakończenia budowy itp.).
Z drugiej strony, jeżeli armator („Buyer”), expressis verbis, zakwestionuje czy wręcz odrzuci propozycje stoczni, związane z proponowanymi przez stocznię zmianami umowy (które zdaniem stoczni są konieczne, w związku z propozycjami zmian technicznych przedłożonych przez armatora), wówczas, zgodnie z Kl. 24 (e), armator jest uprawniony zażądać od stoczni kontynuacji budowy, przy uwzględnieniu żądanych przez armatora zmian i modyfikacji technicznych. Implikacje kontraktowe tych zmian (wobec rozbieżności stron umowy) mają być ustalone w procedurze rozstrzygania sporów (Kl. 42). Formularz NEWBUILDCON, przewiduje, na taką okoliczność, opcyjnie dwa sposoby.
Spór zatem, może być rozstrzygnięty, przez powołanego przez obie strony, niezależnego eksperta (Kl. 42 (b) „Expert determination”). To szybka i efektywna procedura. W ciągu 28 dni (KL. 24 (b) (6)) jest możliwym uzyskanie, wiążącego strony, rozstrzygnięcia, dotyczącego właśnie implikacji kontraktowych, związanych z modyfikacjami technicznymi, zaproponowanymi przez armatora. Jednakże, warunkiem koniecznym tej procedury, jest zgoda na nią przez obie strony. A to stanowić może, w praktyce, duże wyzwanie przy już zantagonizowanych stronach.
Dlatego też, Kl. 42 (c) NEWBUILDCON, przewidziała drugą możliwość. Jest nią klasyczna droga rozstrzygania sporu w drodze postępowania arbitrażowego (arbitraż w Londynie – LMAA lub w innym wybranym forum). Przy tej opcji, „otwierają się”, przed stronami, wszystkie, sygnalizowane już przez SAJ form, zagrożenia, tylko jeszcze w bardziej spotęgowanej formie.
Z jednej bowiem strony, stocznia (zgodnie z Kl. 24 (e)), będzie zobowiązana kontynuować budowę, według zmienionej (przez propozycje armatora) specyfikacji technicznej, z drugiej – do czasu wydania prawomocnego wyroku arbitrażowego, ani stocznia ani armator nie będą wiedzieli, jaka będzie zmieniona cena statku, jak ulegnie zmianie data dostawy statku itp. Jeżeli dodamy do tego kwestię czasu (w którym statek ma być wybudowany) i czasu prowadzenia postępowania arbitrażowego, strony umowy mogą stanąć przed wielkim praktycznym dylematem, kiedy faktycznie wybudowany statek, będzie można „rozliczyć” na skutek trwającego, ciągle, w trybie Kl. 24 (e) w związku z Kl. 42 (c), postępowania arbitrażowego.
Pozostałe formularze kontraktowe (poza rozważanymi dotychczas „SAJ form” oraz „NEWBUILDCON form”) nie wnoszą, zasadniczo, nic nowego, do omawianych powyżej rozwiązań. I tak „Norwegian form” („Ship 2000”), jest zmodyfikowaną formą – „SAJ form” (tj. „modydfikacji” – tylko na podstawie zgody obu stron umowy Art. VI).
AWES form (Art. 3), ponownie uzależnia, możliwość uwzględnienia zmian (zaproponowanych przez armatora), pod warunkiem uzgodnienia pomiędzy stronami wszystkich implikacji kontraktowych przedmiotowych zmian („zmiana ceny kontraktowej, daty dostawy, nośności statku (…) i innych dodatkowych zmian kontraktowych „). Jednakże (w odróżnieniu od NEWBUILDCON form) w przypadku braku porozumienia pomiędzy stronami, co do zmian (i implikacji kontraktowych tych zmian), nie tylko, że armator nie może nałożyć na stocznię obowiązku kontynuacji budowy (z uwzględnieniem propozycji zmian technicznych, złożonych przez armatora) ale wręcz odwrotnie, stocznia „(…) ma prawo do kontynowania budowy, na podstawie specyfikacji technicznej obowiązującej przed wprowadzeniem zmian (będących przedmiotem rozbieżności (…))”.
„Shanghai form” (CMAC form), powiela w swej istocie, rozwiązanie AWES form, włącznie z wyraźnym zapisem, iż „jeżeli strony, nie są w stanie osiągnąć porozumienia co do skutków proponowanych zmian na cenę kontraktową, lub zmianę innych warunków, wówczas STOCZNIA nie ma żadnego obowiązku realizacji kontraktu według żądania Armatora (w zakresie proponowanych zmian)” [Art. XII (1)].
Przy tej, przyznajmy trudnej sytuacji kontraktowej, koniecznym wydaje się, z jednej strony, dokonanie istotnych modyfikacji, zmieniających zapisy standardowych formularzy kontraktowych. Praktyka wypracowała w tym zakresie, szereg ciekawych rozwiązań. Z drugiej strony, pewną istotną pomocą może okazać się aktualne stanowisko angielskiej judykatury. I tak, na przykład w precedensie „Swallowfalls Ltd. v Monaco Yachting & Technologies SAM” [2014] EWCA Civ 186, sąd wskazał, iż „jeżeli, na żądanie armatora dotyczące stosownych modyfikacji konstrukcyjno-budowlanych, stocznia poinformowała armatora o przewidywanych wpływach takich proponowanych zmian na cenę kontraktową, na przesuniecie terminu dostawy statku czy na zmianę innych parametrów kontraktowych, a taka propozycja stoczni proponowanych zmian kontraktowych, nie została zaakceptowana przez armatora, wówczas na tym ostatnim spoczywa obowiązek (przewidziany zasadami common law) współpracy armatora ze stocznią, w celu znalezienie porozumienia, co do spornych kwestii, a w przypadku nie możności osiągniecia takiego porozumienia, odstąpienie od zadania wprowadzenia modyfikacji (bez negatywnych skutków kontraktowo-prawnych tego tytułu, po stronie stoczni).”
Orzeczenie to „wyposaża” stocznię w niezwykle istotny argument prawny przy sporze z armatorem, co do zakresu zmian („modifications”) i wpływu tych zmian na „parametry kontraktowe”, przy jednoczesnym ustanowieniu pragmatycznego rozwiązania na wypadek pozostawania stron w sytuacji „patowej”, wobec niemożliwości znalezienia rozwiązania kompromisowego.

Koncentracja amerykańskich okrętów wokół Iranu. Co to oznacza?

W ostatnich dniach media międzynarodowe i krajowe coraz częściej formułują tezę o zbliżającej się wojnie Stanów Zjednoczonych z Iranem. Punktem odniesienia stała się widoczna koncentracja amerykańskich sił morskich i powietrznych w rejonie Bliskiego Wschodu, w tym wejście na te wody grupy lotniskowcowej USS Abraham Lincoln.
W artykule
Problem polega na tym, że podobne obrazy już wielokrotnie pojawiały się w przeszłości – i tylko nieliczne z nich kończyły się realną eskalacją.
Aby rzetelnie ocenić obecną sytuację, nie wystarczy policzyć okręty i samoloty pomieszczone w tym regionie. Kluczowe jest zrozumienie dlaczego te siły zostały rozmieszczone w taki sposób, czego w tej układance wciąż brakuje oraz jak na te ruchy reaguje druga strona. Dopiero zestawienie tych elementów pozwala oddzielić medialny zgiełk od realnej analizy operacyjnej.
Co faktycznie USA rozmieściły wokół Iranu
Z dostępnych informacji opartych na źródłach otwartych i analizie Gregga Romana z portalu Middle East Forum wynika, że Stany Zjednoczone przeprowadziły w ostatnich tygodniach wyraźną, wielodomenową koncentrację sił w obszarze odpowiedzialności Dowództwa Centralnego.
Do regionu skierowano grupę uderzeniową USS Abraham Lincoln, obejmującą niszczyciele rakietowe i jednostki wsparcia, która od 22 stycznia operuje w Zatoce Perskiej. Równolegle zwiększyła się liczba amerykańskich niszczycieli działających na wodach Bliskiego Wschodu oraz w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Według informacji agencji Reuters łączna liczba okrętów US Navy w pobliżu Iranu wzrosła do około dziesięciu, wliczając lotniskowiec oraz okręty desantowe.
Koncentracji sił morskich towarzyszy wyraźna aktywność lotnictwa bazowania lądowego. W regionie pojawiły się dodatkowe samoloty bojowe, w tym myśliwce F-15E rozmieszczone w Jordanii, a także znacząco wzrosła liczba maszyn tankowania powietrznego operujących z baz w Katarze i państwach sąsiednich. To element niezbędny do prowadzenia długotrwałych operacji lotniczych, niezależnie od tego, czy mają one charakter ofensywny, czy odstraszający.
Jednocześnie Stany Zjednoczone wzmocniły komponent obrony przeciwrakietowej, kierując do regionu kolejne baterie Patriot do ochrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Uzupełnia to obraz przygotowania nie tylko do projekcji siły, lecz także do obrony własnych baz i infrastruktury przed ewentualnym odwetem.
Z punktu widzenia czysto wojskowego jest to zestaw narzędzi pozwalający zarówno na demonstrację gotowości, jak i na szybkie przejście do działań kinetycznych. Sam fakt ich rozmieszczenia nie odpowiada jednak na pytanie, czy taka decyzja już zapadła.
Gdzie zaczyna się anomalia operacyjna
Na tym etapie warto zadać pytanie, które w medialnych relacjach pojawia się zbyt rzadko: czy skala amerykańskiej koncentracji sił rzeczywiście odpowiada bieżącym działaniom Iranu, czy też wykracza poza logikę reakcji na konkretne wydarzenia?
Z perspektywy operacyjnej odpowiedź nie jest oczywista. W ostatnich dniach Teheran nie podjął bezpośrednich działań zbrojnych wobec sił Stanów Zjednoczonych. Nie doszło do ataków na amerykańskie okręty, nie odnotowano prób zakłócania ich operowania na morzu, ani użycia środków kinetycznych przeciwko bazom USA w regionie. Irańska aktywność pozostaje ograniczona do twardej retoryki oraz zapowiedzi ćwiczeń wojskowych, w tym manewrów z użyciem ostrej amunicji w rejonie Cieśniny Ormuz.
W realiach wojskowych taki zestaw sygnałów oznacza utrzymywanie napięcia poniżej progu eskalacji. Tymczasem odpowiedź amerykańska przyjmuje postać rozmieszczenia pełnej grupy lotniskowcowej, rozbudowanej osłony morskiej, komponentu lotniczego oraz systemów obrony przeciwrakietowej. Jest to konfiguracja, która nie odpowiada pojedynczym incydentom ani samej wymianie ostrych komunikatów.
Ta dysproporcja — brak bezpośredniego impulsu po stronie Iranu przy jednoczesnym uruchomieniu szerokiego wachlarza zdolności po stronie USA – stanowi pierwszy sygnał, że nie mamy do czynienia z reakcją na bieżące wydarzenia. Bardziej przypomina to świadome budowanie opcji odstraszania oraz tworzenie przestrzeni decyzyjnej na wypadek dalszego rozwoju sytuacji, zanim druga strona zdecyduje się podnieść stawkę.
Projekcja siły jako narzędzie, nie decyzja
W planowaniu wojskowym projekcja siły nie jest równoznaczna z przygotowaniem do wojny. Jej istotą jest stworzenie sytuacji, w której decyzja polityczna – niezależnie od tego, czy dotyczy eskalacji, czy deeskalacji – ma realne oparcie w gotowych do użycia zdolnościach militarnych.
Obecna konfiguracja sił USA wokół Iranu spełnia ten warunek. Lotniskowiec i lotnictwo lądowe zapewniają możliwość prowadzenia uderzeń, systemy obrony przeciwrakietowej zmniejszają podatność baz na odwet, a tankowce powietrzne umożliwiają długotrwałe operacje. Jednocześnie taka obecność działa odstraszająco i wzmacnia przekaz polityczny kierowany do Teheranu.
Kluczowe jest jednak to, czego wciąż nie widać.
Czego w tej układance nadal brakuje
Mimo skali koncentracji sił brak jest formalnych decyzji politycznych zapowiadających użycie siły. Wypowiedzi przedstawicieli administracji USA konsekwentnie operują pojęciami „opcji” i „gotowości”, nie zaś zapowiedziami konkretnych działań zbrojnych. Nie obserwuje się również powszechnej ewakuacji personelu dyplomatycznego ani zamykania kluczowych szlaków morskich i powietrznych, co w przypadku realnych przygotowań do wojny byłoby niemal nieuniknione.
Równie istotny jest brak sygnałów mobilizacji charakterystycznych dla konfliktu pełnoskalowego. Nie widać masowego przerzutu wojsk lądowych ani długoterminowych działań logistycznych wskazujących na przygotowanie do kampanii o dużej intensywności.
Demonstracja siły, jeszcze nie wojna
Zestawienie faktów prowadzi do wniosku, że obecna sytuacja znajduje się pomiędzy demonstracją siły a budowaniem realnych opcji operacyjnych. Stany Zjednoczone pokazują, że są gotowe na różne scenariusze, ale jednocześnie nie przekroczyły progu, po którym eskalacja staje się trudna do zatrzymania.
O dalszym przebiegu wydarzeń nie zdecyduje liczba okrętów ani intensywność lotów nad regionem, lecz decyzje zapadające na szczeblu politycznym w Waszyngtonie i Teheranie. Obecny układ sił wskazuje raczej na grę sygnałów i budowanie presji niż na wejście w fazę otwartego konfliktu. To jednak stan przejściowy – każda kolejna decyzja skraca margines błędu i przesuwa sytuację w stronę rozstrzygnięcia.










