Bliski Wschód na krawędzi. Flota wojenna Iranu i scenariusze eskalacji

Wczesnym rankiem 13 czerwca Siły Powietrzne Izraela przeprowadziły skoordynowane naloty na cele w Iranie, które oficjalnie określono jako początek trzytygodniowej operacji wymierzonej w strategiczną infrastrukturę wojskową przeciwnika. Czy Bliski Wschód znów stanie się punktem zapalnym, który doprowadzi do wybuchu III wojny światowej?

Izrael kontra Iran: siła floty wojennej – kampania precyzyjnych uderzeń i ryzyko eskalacji

To pytanie coraz częściej pojawia się na łamach międzynarodowych mediów. Islamska Republika Iranu – teokratyczne państwo ajatollahów, czerpiące z dziedzictwa imperium perskiego – nie jest typowym graczem regionalnym. To potęga kulturowa i militarna, której wpływy rozciągają się od Lewantu po Zatokę Omańską.

https://twitter.com/VividProwess/status/1933996388578218321

Dysponując jednymi z największych zasobów ropy naftowej na świecie oraz szesnastą co do wielkości siłą militarną w ujęciu globalnym (Global Firepower 2025), Iran pozostaje nieprzewidywalnym, lecz skutecznym aktorem w układance bezpieczeństwa międzynarodowego. Pomimo międzynarodowych sankcji i politycznej izolacji, konsekwentnie realizuje własną wizję ładu w regionie.

Jednym z głównych celów izraelskich nalotów jest zniszczenie irańskiego programu nuklearnego lub przynajmniej opóźnienie jego realizacji. Według danych Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS), Iran zbliża się do osiągnięcia zdolności produkcji broni jądrowej – w horyzoncie około 12 miesięcy. Dla Izraela to kwestia strategicznego bezpieczeństwa, zaś dla reszty świata – potencjalna destabilizacja porządku międzynarodowego i naruszenie globalnych zasad ograniczania broni jądrowej. Z tego powodu podobne stanowisko zajmują Stany Zjednoczone, które od lat uznają pojawienie się nowego państwa atomowego na Bliskim Wschodzie za poważne zagrożenie.

W odpowiedzi na izraelskie naloty, Iran przeprowadził zmasowany kontratak rakietowy oraz dronowy, uderzając w cele w rejonie Tel Awiwu, Hajfy i Jerozolimy. Mimo to, oficjalne stanowisko władz Iranu sugeruje niechęć do dalszej eskalacji – Teheran powołuje się na prawo do samoobrony.

W obliczu rosnącego napięcia i braku jednoznacznej odpowiedzi ze strony Teheranu, analitycy na całym świecie próbują przewidzieć możliwe ścieżki eskalacji konfliktu. Jedną z takich analiz opublikował portal „The Maritime Executive”. Poniższy materiał stanowi tłumaczenie tej publikacji, z zastrzeżeniem, że zawarte w nim opinie odzwierciedlają stanowisko autora, a nie redakcji portalu.

Stabilność żeglugi i presja geopolityczna

Choć nie odnotowano poważnych zakłóceń w żegludze, wzmożona aktywność militarna i rakietowy kontratak Iranu zwiększają ryzyko destabilizacji w rejonie Zatoki Perskiej. Większość przewoźników omija przestrzeń powietrzną Iranu, ale nie zawiesiła połączeń – trasy przekierowano przez bezpieczniejsze korytarze.

Natomiast, zgodnie z analizami firm zajmujących się monitoringiem ruchu statków handlowych, które zostały przytoczone przez „Wall Street Journal”, na dzień 13 czerwca wzrosła liczba statków oczekujących na wejście do portów Iranu, w tym w rejonie Bandar Abbas. Część analityków łączy to z wcześniejszą eksplozją w tamtejszym porcie handlowym, co może wskazywać na skutki precyzyjnych uderzeń Izraela. Na obrazach satelitarnych nie odnotowano jednak wzmożonej aktywności.

Cieśnina Ormuz – czerwona linia dla Iranu

Wieczorem 15 czerwca Iran po raz pierwszy w tej operacji odpowiedział siłą – przeprowadził zmasowany atak rakietowy i dronowy na izraelskie miasta, w tym Tel Awiw i Hajfę. Choć większość pocisków przechwycono, część z nich trafiła w infrastrukturę cywilną, powodując ofiary i zniszczenia. Władze w Teheranie określiły działania jako proporcjonalną odpowiedź na izraelskie naloty. Eksperci ostrzegają, że eskalacja może doprowadzić do wciągnięcia w konflikt Stanów Zjednoczonych i państw arabskich. Należy podkreślić, że wydarzenia te miały miejsce już po publikacji analizy The Maritime Executive i nie zostały w niej ujęte.

Zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran miałoby daleko idące konsekwencje gospodarcze i geopolityczne. To właśnie przez ten wąski korytarz przechodzi blisko 20 % światowej ropy naftowej. Każda próba jego zablokowania sparaliżowałaby globalny handel surowcami energetycznymi oraz pozbawiłaby Teheran podstawowego źródła dochodów, jednocześnie wywołując konfrontację z flotami wojennymi Stanów Zjednoczonych i krajów NATO.

Oddziały Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), mimo posiadania środków do prowadzenia działań asymetrycznych, a także możliwości operacyjnych w rejonach przybrzeżnych, nie są w stanie skutecznie przeciwstawić się zorganizowanym siłom uderzeniowym zachodnich flot wojennych – nawet z udziałem Marynarki Wojennej Iranu (Nedaja).

Pogorszenie bezpieczeństwa w tym rejonie uderzyłoby również w interesy państw Rady Współpracy Zatoki (GCC), które – mimo ostrożnego stanowiska wobec izraelskiej ofensywy – zostałyby zmuszone do zacieśnienia współpracy wojskowej z Waszyngtonem. Władze Iranu, świadome tej zależności, jak dotąd zachowują ostrożność – choć 14 czerwca państwowa agencja IRINN poinformowała o rozważaniu takiego scenariusza.

Zagrożenie eskalacją regionalną i cele izraelskiej kampanii

Ewentualne ataki Iranu na obiekty wojskowe państw Rady Współpracy Zatoki lub na amerykańskie bazy rozmieszczone na terytorium tych państw skutkowałyby najprawdopodobniej zacieśnieniem współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Choć przywódcy państw GCC nie deklarują otwarcie poparcia dla działań Waszyngtonu, to geostrategiczne interesy i dotychczasowe relacje wskazują na gotowość do wspólnego działania – pomimo silnego, społecznego poparcia dla sprawy palestyńskiej.

Z perspektywy operacyjnej, Izrael koncentruje swoje działania na wyeliminowaniu potencjału ofensywnego irańskich Sił Strażników Rewolucji (IRGC), w tym sieci 24 zidentyfikowanych komleksów rakietowych zlokalizowanych w zachodniej części tego kraju. Obiekty te – rozlokowane w linii północ–południe – są silnie ufortyfikowane i schowane w podziemnych tunelach. Umożliwiają one szybkie użycie zarówno mobilnych wyrzutni rakietowych, jak i systemów bezzałogowych, których aktywacja możliwa jest w przeciągu kilku minut.

Rejon Kermanshah Konesh, gdzie znajduje się co najmniej 60 bunkrów ukrytych w tunelach podziemnych, był jednym z pierwszych celów izraelskiego uderzenia. Materiały filmowe z nalotów wskazują na liczne eksplozje, co może świadczyć o trafieniu w aktywne stanowiska rakietowe lub składy uzbrojenia.

Część tych obiektów posiada także wzmocnione silosy, wyposażone w automatyczne mechanizmy przeładunku pocisków balistycznych, działające na zasadzie karuzel rewolwerowych. Przykładem jest kompleks w Haji Abad, gdzie zidentyfikowano co najmniej siedem silosów ustawionych na kierunku Bahrajn–Rijad. Dodatkowo, na wybrzeżu zlokalizowano szereg kompleksów tunelowych, w których stacjonują jednostki rakietowe IRGC Nedsa, przeznaczone do operacji asymetrycznych w strefie przybrzeżnej.

W analizie The Maritime Executive nie odniesiono się do tego aspektu, choć jest on równie istotny. Poza bezpośrednią konfrontacją, niebezpieczeństwo stwarzają również działania pośrednie. Jednym z możliwych elementów irańskiej odpowiedzi mogą być działania ugrupowań terrorystycznych powiązanych z Teheranem. Ich ataki mogą być prowadzone z terytoriów innych państw, co daje Iranowi możliwość uniknięcia bezpośredniego zaangażowania sił regularnych.

Hezbollah, mimo osłabienia części szlaków zaopatrzenia z Iranu przez Syrię – m.in. w wyniku izraelskich nalotów – nadal dysponuje realnym potencjałem do działania w regionie. Podobne możliwości mają ugrupowania proirańskie w Iraku oraz rebelianci Huti w Jemenie, osłabieni wcześniejszymi atakami US Navy, lecz wciąż uzbrojeni w irańskie rakiety i systemy bezzałogowe. Niewykluczone są również zamachy terrorystyczne na terytorium Izraela oraz ataki na izraelskich obywateli za granicą, także w Europie.

Priorytety izraelskiej kampanii i wybiórcza strategia uderzeń

Z punktu widzenia izraelskiego planowania, kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa przed potencjalnymi kontratakami są działania mające na celu całkowitą neutralizację wspomnianych wcześniej instalacji rakietowych. Szczególnym zagrożeniem są obiekty wyposażone w nowoczesne pociski balistyczne średniego zasięgu typu Haj Qassem – konstrukcje na paliwo stałe, projektowane z myślą o szybkim odpalaniu z ukrycia. Według zachodnich źródeł, mogą być wyposażone w manewrujące głowice bojowe oraz korzystać z pasywnych systemów naprowadzania, co znacząco utrudnia ich przechwycenie.

Izrael przedstawia trwającą kampanię jako działanie wymuszone okolicznościami, mające na celu zapobieżenie osiągnięciu przez Iran zdolności nuklearnych. Jednocześnie jest to operacja obliczona na trwałe ograniczenie irańskiego arsenału rakietowego oraz osłabienie długofalowej strategii ekspansjonizmu, którą Islamska Republika prowadzi poprzez wspieranie proxy i destabilizowanie państw regionu. W tym zakresie cele Izraela pozostają zbieżne z interesami Stanów Zjednoczonych.

Dodatkowym celem jest osłabienie struktur dowodzenia IRGC poprzez precyzyjne uderzenia wymierzone w elity przywódcze tej formacji, które odpowiadają za planowanie operacji asymetrycznych oraz kampanii odwetowych. Jednocześnie można zauważyć pewną powściągliwość w działaniach wobec regularnych sił zbrojnych Iranu – Marynarki Wojennej (Nedaja) czy wojsk lądowych – które w opinii niektórych analiz są bardziej powiązane z obozem reformatorskim reprezentowanym przez prezydenta Masouda Pezeshkiana.

Trzy dni precyzyjnych nalotów i druzgocące skutki dla irańskiej infrastruktury strategicznej. Ponad 200 samolotów bojowych, setki misji i dziesiątki trafionych celów – od stanowisk dowodzenia, przez centra prac nad bronią jądrową, po podziemne silosy rakietowe. Siły Powietrzne Izraela (IAF) niemal bez przeszkód przenikają w głąb irańskiej przestrzeni powietrznej, wcześniej skutecznie neutralizując systemy obrony przeciwlotniczej. W rezultacie wyeliminowano kilkunastu wysokich rangą dowódców oraz kluczowych naukowców zaangażowanych w program atomowy.

W użyciu znajdują się m.in. precyzyjne bomby penetrujące typu bunker buster, które pozwalają razić cele ukryte głęboko pod ziemią. Uderzenia prowadzone są z wysoką intensywnością, a skala kampanii wskazuje na przygotowaną z wyprzedzeniem i szeroko zakrojoną operację, której celem jest trwałe osłabienie irańskich zdolności do prowadzenia wojny symetrycznej i asymetrycznej.

14 czerwca wieczorem izraelskie okręty wojenne zostały zaangażowane w działania obrony przeciwlotniczej w rejonie Hajfy w związku z nadlatującymi z Iranu bezzałogowymi systemami powietrznymi (UAV) i rakietami.

Flota wojenna Iranu w Bandar Abbas

Wykaz jednostek w porcie wojennym Bandar Abbas (obraz satelitarny z 2 czerwca):

  1. 2 × fregaty rakietowe typu Moudge
  2. 2 × fregaty rakietowe typu Alvand
  3. OP projektu 877EKM / typu Kilo 
  4. 2 × kutry rakietowe typu Sina / Kaman
  5. Okręt rozpoznania radioelektronicznego IRIS Zagros (H 313)
  6. Okręt desantowy typu Hengam IRIS Larak (L 512) 
  7. Okręt zaopatrzeniowy typu Bandar Abbas IRIS Bushehr (K 442)
  8. 2 × okręty desantowe typu Hengam – IRIS Tonb (L 513) i IRIS Lavan (L 514)
  9. 2 × okręty pomocnicze typu Hendijan
  10. 4 × okręty pomocnicze typu Delvar 
  11. 2 × kutry rakietowe typu Kaman / Sina 
  12. Prawdopodobnie 2 × okręty pomocnicze typu Hendijan
  13. Miniaturowe OP typu Ghadir i Nahang
  14. OP typu Kilo 
  15. Przybrzeżny OP typu Fateh 
  16. Okręt-baza IRIS Makran (K 441) 

Analiza zdjęć satelitarnych z 2 czerwca pokazuje, że większość okrętów Marynarki Wojennej Iranu (Nedaja) wciąż stoi w bazie Bandar Abbas. Tak demonstracyjne „trzymanie floty w porcie” sugeruje, że Teheran celowo unika eskalacji na morzu. Z kolei Izrael powstrzymuje się od atakowania regularnej marynarki, licząc, że Nedaja może stać się przeciwwagą dla zdominowanego przez twardogłowych dowódców IRGC. Taka kalkulacja zostawia Tel Awiwowi furtkę do wykorzystania ewentualnego sporu wewnętrznego w Iranie na swoją korzyść.

Skład floty skupionej w Bandar Abbas potwierdza, że port jest główną bazą floty wojennej Nedaja oraz kluczowym zapleczem logistycznym IRGC Nedsa. To naturalny cel izraelskich uderzeń prewencyjnych wymierzonych w zdolności podwodne i rakietowe Teheranu.

Źródło: The Maritime Executive/MD

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Prom Jan Heweliusz. Tragedia, która wciąż stawia pytania

    Dokładnie za dwa dni mija kolejna rocznica katastrofy m/f Jan Heweliusz. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku Bałtyk zabrał jednostkę wraz z większością osób znajdujących się na pokładzie. Do dziś jest to największa tragedia w powojennej historii polskiej żeglugi w czasie pokoju, opisywana w dokumentach, reportażach oraz wspomnieniach ludzi morza.

    Rocznica, która nie przemija

    Są rocznice, które wracają do mediów jak kolejna kartka z kalendarza. Są też takie, które wracają dlatego, że wciąż nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Katastrofa promu Heweliusz, która wydarzyła się 14 stycznia 1993 roku należy do tej drugiej grupy. 

    W przekazach źródłowych pojawia się rozbieżność dotycząca bilansu ofiar. Część opracowań podaje 64 osoby na pokładzie oraz 9 uratowanych, co daje 55 ofiar śmiertelnych. Inne publikacje wskazują liczbę 56 ofiar. Niezależnie od różnic w wyliczeniach, sens rocznicy pozostaje ten sam: to dramat rodzin, ratowników, marynarzy, pasażerów oraz całego środowiska morskiego.

    Co wiemy o ostatnich godzinach m/f Jan Heweliusz

    Z dostępnych, publicznych opisów wynika, że statek wyszedł w morze ze Świnoujścia w kierunku Ystad podczas bardzo trudnej pogody, która na otwartym morzu osiągnęła skrajny poziom. W relacjach powtarza się sekwencja dramatycznych zdarzeń: narastający przechył, sygnał MAYDAY, wreszcie – w ostatecznym rozrachunku – zatonięcie.

    To, co pozostaje szczególnie poruszające, nie dotyczy wyłącznie technicznego opisu wiatru i fali. Dotyczy ludzkiego doświadczenia: chaosu ewakuacji, temperatury, czasu, który w takich warunkach przestaje być sprzymierzeńcem. Właśnie dlatego opowieści ocalałych, ratowników oraz osób związanych ze sprawą mają wartość, której nie da się zastąpić suchą chronologią. 

    Dlaczego wraca temat „tajnych raportów” i sensacji

    Wokół katastrofy przez lata narastały hipotezy oraz sensacyjne interpretacje. Część autorów i redakcji publicznie podkreśla, że wątek „tajnego raportu” czy inne teorie tego typu wciąż pojawiają się w obiegu medialnym. Ten mechanizm jest zrozumiały, ponieważ wielkie tragedie domagają się prostych odpowiedzi. Problem polega na tym, że proste odpowiedzi zwykle bywają fałszywe albo niepełne.

    Jeśli dzień przed rocznicą ma mieć sens informacyjny, powinien porządkować, nie podgrzewać. Powinien przypominać, co jest udokumentowane, co wynika z zeznań i analiz, co pozostaje sporne, a czego nie da się dziś rozstrzygnąć bez popadania w publicystykę „na skróty”.

    Cykl Roberta Dmochowskiego poświęcony pamięci ofiar i odpowiedzialności na morzu

    Na naszym portalu publikujemy kilku częściowy cykl tekstów Roberta Dmochowskiego poświęcony katastrofie m/f Jan Heweliusz. To narracja osobista, zakorzeniona w doświadczeniu oraz w pamięci o ludziach, których ta tragedia dotknęła bezpośrednio. W tym przypadku nie chodzi o „kolejną rocznicę do odhaczenia”, tylko o próbę opisania mechanizmów, które w realiach morskich mają ogromne znaczenie: decyzji, przygotowania, stanu technicznego, reagowania na pogarszające się warunki pogodowe.

    Dwa dni przed rocznicą tej tragicznej katastrofy warto przypomnieć tę publikację jako część szerszej opowieści. Nie po to, by kogokolwiek osądzać z perspektywy osoby siedzącej w wygodnym fotelu, lecz po to, by to właśnie czytelnik zobaczył morze takim, jakie jest naprawdę: obojętne na nasze wyobrażenia i bezwzględne wobec błędów.

    Po co nam ta rocznica dzisiaj

    Katastrofa promu Jan Heweliusz pozostaje ważna także dlatego, że dotyka sedna bezpieczeństwa żeglugi. Nie jako hasło, tylko jako codzienna praktyka: procedury, sprawność systemów, kultura meldowania nieprawidłowości, realna ocena ryzyka, gotowość do przerwania przejścia (rejsu), gdy warunki wymykają się spod kontroli.

    Ta rocznica w mojej ocenie nie jest wyłącznie wspomnieniem. Jest testem pamięci branży morskiej. Jest też pytaniem, czy potrafimy uczyć się na tragediach bez uciekania w sensację.