Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter

Inwestycja US Navy w projekt Overmatch, rzędu 716,7 mln dolarów, zwiastuje nową erę w zaawansowanych technologiach morskich i operacjach wojennych, podkreślając ewolucję w strategiach obronnych i operacyjnych na morzu.
Projekt Overmatch, który rozpoczął się od znaczących inwestycji już w roku fiskalnym 2023, jest kluczową inicjatywą Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych mającą na celu zrewolucjonizowanie sposobu dowodzenia, kontroli oraz wymiany informacji w operacjach morskich. Zobowiązanie do inwestycji ponad 700 mln dolarów w ramach pięcioletniego planu wydatków podkreśla znaczenie, jakie projekt ten ma dla zapewnienia przewagi strategicznej i operacyjnej na morzach.

Overmatch to inicjatywa, która skupia się na rozwijaniu nowoczesnych rozwiązań sieciowych definiowanych programowo oraz potoków oprogramowania. Głównym celem jest stworzenie elastycznej i wszechstronnej infrastruktury zdolnej do przesyłania dowolnych danych przez dowolną sieć. Dzięki temu projekt ma stać się „tkanką łączną” pomiędzy obecnymi jednostkami floty a wyłaniającymi się w przyszłości załogowymi i bezzałogowymi systemami operacyjnymi.
Czytaj więcej o US Navy która odzyskała śmigłowiec MH-60R Sea Hawk
Podstawowe założenia projektu Overmatch zakładają:
Rozpoczęcie finansowania projektu w roku fiskalnym 2023 i kontynuacja w kolejnych latach świadczy o strategicznej wizji i długoterminowym zaangażowaniu Marynarki Wojennej w rozwój technologii, które mają kluczowe znaczenie dla utrzymania dominacji na morzu. Z planowanym budżetem na rok 2025 na poziomie 139,8 mln dolarów oraz łącznym zaangażowaniem finansowym wynoszącym 716,7 mln dolarów, projekt Overmatch uosabia nową erę w integracji systemów operacyjnych Marynarki Wojennej.
Dzięki projektowi Overmatch, US Navy staje na czele technologicznej innowacji, definiując nową erę zaawansowanych operacji morskich. Projekt ten kreuje przyszłość, gdzie zaawansowane technologie i systemy sieciowe ustalają nowe standardy działalności na morzu. Inwestycje te nie tylko podkreślają zobowiązanie do modernizacji i adaptacji do zmieniających się warunków strategicznych, ale również gwarantują, że Marynarka Wojenna będzie kontynuować swoją rolę jako globalna siła dominująca na morzach i oceanach.
Autor: Mariusz Dasiewicz


28 listopada władze Portu Gdynia ogłosiły kolejne przesunięcie terminu składania ofert na budowę Portu Zewnętrznego – tym razem aż do 30 czerwca 2026 roku. To kolejny sygnał, że inwestycja, która miała wyznaczyć nowy kierunek rozwoju żeglugi w Gdyni, ponownie zatrzymała się w miejscu.
W artykule
Branża zareagowała natychmiast. Ironiczne komentarze o „tradycji, której staje się zadość”, tylko przykrywają poważniejszy problem: mowa o projekcie, który miał odpowiedzieć na rosnący ruch towarowy i coraz ostrzejszą konkurencję ze strony Gdańska.
Zarząd Morskiego Portu Gdynia tłumaczy przesunięcie terminu wprost: to efekt aktualizacji dokumentacji przetargowej oraz licznych, formalnych pytań ze strony podmiotów zainteresowanych udziałem w postępowaniu. Zmiany okazały się na tyle istotne, że jeden z oferentów poprosił o dodatkowy czas potrzebny na dostosowanie przygotowywanej oferty do nowych wymogów.
W komunikacie podkreślono również, że jeden z uczestników prowadzi rozmowy z globalnym operatorem portowym posiadającym znaczący potencjał inwestycyjny. Obecność takiego podmiotu zwiększyłaby wiarygodność projektu na arenie międzynarodowej i mogłaby podnieść konkurencyjność postępowania. Na tym etapie nie wiadomo jednak, czy światowy gracz faktycznie złoży ofertę ani czy zostanie ona później rekomendowana.
Port Zewnętrzny miał odwrócić niekorzystne trendy i przywrócić Gdyni zdolność obsługi największych jednostek handlowych. Prace nad projektem formalnie ruszyły w 2018 roku, trzy lata później port chwalił się czterema chętnymi do budowy i eksploatacji nowego terminalu. Dziś, pod koniec 2025 roku, mamy za sobą siedem lat od rozpoczęcia przygotowań i blisko cztery lata od zgłoszenia wniosków, lecz inwestycja nadal tkwi na etapie wydłużanego postępowania PPP.
Projekt tworzono jako odpowiedź na trzy kluczowe wyzwania:
• odpowiedź na dynamiczny rozwój żeglugi kontenerowej oraz konieczność zwiększenia zdolności przeładunkowych;
• zabezpieczenie stałej przepustowości portu w warunkach rosnącego obrotu;
• utrzymanie konkurencyjności wobec Gdańska, który dzięki terminalom głębokowodnym przejął rolę portu pierwszego zawinięcia na Bałtyku.
Dziś w środowisku portowym narasta obawa, że projekt staje się symbolem inwestycyjnego dryfu, który może uderzyć nie tylko w operatorów terminali, lecz także w cały krajowy system logistyczny. Każdy kolejny rok zwłoki oznacza realne ryzyko utraty pozycji rynkowej Gdyni, budowanej konsekwentnie przez dekady.
Dyskusja nad zasadnością Portu Zewnętrznego nabiera w ostatnich miesiącach nowej dynamiki. Port Centralny w Gdańsku rośnie konsekwentnie, przyciąga uwagę globalnych operatorów i realnie zmienia układ sił na Bałtyku. Gdynia, obciążona kolejnymi przesunięciami, traci tempo.
Port Zewnętrzny miał być projektem obronnym – sposobem na utrzymanie dotychczasowej pozycji i możliwość obsługi największych kontenerowców. Port Centralny to inwestycja ofensywna: droga do europejskiej czołówki, portu pierwszego wyboru dla przewoźników operujących w rejonie Morza Bałtyckiego.
Zestawienie obu projektów tylko podkreśla różnicę ambicji. Gdynia walczy o zatrzymanie odpływu armatorów. Gdańsk buduje nowy porządek. Pytanie, które pada dziś coraz częściej, brzmi więc jednoznacznie: czy Port Zewnętrzny pozostaje realną szansą, czy staje się projektem z innej epoki?
Gdynia od lat funkcjonuje w wyjątkowo ciasnym układzie przestrzennym. Port, otoczony zabudową miejską i infrastrukturą kolejową, nie ma możliwości naturalnej ekspansji. To właśnie z tej konieczności narodziła się idea Portu Zewnętrznego – jedynego sposobu na zwiększenie powierzchni operacyjnej i obsługę statków o dużym zanurzeniu.
Sam pirs na morzu nie rozwiąże jednak wszystkich problemów. Inwestycja wymaga skoordynowanych decyzji dotyczących dostępu drogowego i kolejowego, w tym budowy Drogi Czerwonej oraz rozbudowy układu torowego. Bez tego nawet najnowocześniejszy terminal może stać się wąskim gardłem zamiast impulsem rozwojowym.
Dzisiejsze opóźnienia sprawiają wrażenie braku jasnego kierunku: nie widać stabilnego montażu finansowego, kompletnych decyzji środowiskowych ani rozstrzygnięcia, czy projekt ma charakter strategiczny, czy komercyjny. Harmonogram coraz bardziej przypomina listę oczekiwań zamiast realnego planu.
Dlatego branża pyta już otwarcie: czy Gdynię stać na kolejną zwłokę, jeśli chce zachować znaczenie na Bałtyku?
Autor: Mariusz Dasiewicz