MBDA dostarczy Szwecji rakiety przeciwlotnicze CAMM

MBDA, czołowy producent systemów rakietowych, potwierdza pozyskanie kontraktu w Szwecji na dostarczenie zaawansowanych rakiet przeciwlotniczych CAMM (Common Anti-air Modular Missiles). Kontrakt ten stanowi kolejny krok w rozwijającej się współpracy między MBDA a szwedzkimi siłami zbrojnymi.

Umowa zawarta z Agencją Zakupów Obronnych FMV (Försvarets materielverk) umacnia pozycję MBDA jako kluczowego dostawcy systemów obronnych dla Europy. Rakiety CAMM oraz system Sea Ceptor, przeznaczone dla pięciu korwet typu Visby Królewskiej Marynarki Wojennej Szwecji, są przykładem najnowocześniejszych technologii w dziedzinie obrony powietrznej.

Sea Ceptor to zaawansowany morski system obrony, oferujący kompleksową ochronę w zakresie 360° przed różnorodnymi zagrożeniami powietrznymi. System ten został zaprojektowany do przeciwdziałania atakom z różnych kierunków, w tym naddźwiękowym rakietom przeciwokrętowym i śmigłowcom uderzeniowym.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/mbda-z-duzym-kontraktem-dla-polskiego-systemu-obrony-powietrznej/

Sea Ceptor, wykorzystując technologię rakiet CAMM, oferuje zaawansowane możliwości integracji z istniejącymi systemami radarowymi okrętów. Dzięki temu rozwiązaniu, okręty mają możliwość efektywnej aktualizacji swoich systemów obronnych, co pozwala uniknąć kosztownych i czasochłonnych modernizacji infrastruktury.

Rakiety CAMM wyróżniają się na tle innych systemów obrony powietrznej dzięki unikalnym cechom, takim jak zdolność do szybkiego przechwycenia celów przy niskich kosztach operacyjnych. Te aspekty sprawiają, że system jest atrakcyjny dla państw poszukujących efektywnych, ale ekonomicznie opłacalnych rozwiązań w dziedzinie obrony powietrznej.

Eric Beranger, prezes MBDA, podkreśla długotrwałą współpracę firmy ze Szwecją. Program Meteor, prowadzony przez MBDA, w którym Szwecja jest strategicznym partnerem, oraz współpraca z SAAB w produkcji rakiet TAURUS i AKERON MP, są dowodami na silne więzi i wspólne inicjatywy w dziedzinie obronności.

Szwecja dołącza do grona państw, które wybrały systemy rakietowe CAMM, dołączając m.in. do Polski, Wielkiej Brytanii, Włoch, Kanady, Brazylii. Decyzja ta świadczy o globalnym zaufaniu do technologii MBDA i potwierdza jej rosnącą rolę na arenie międzynarodowej.

Rozwój systemów rakietowych przez MBDA, takich jak CAMM, odzwierciedla ich zaangażowanie w innowacje i ciągłe doskonalenie technologii obronnych. Firma ta nieustannie poszukuje nowych rozwiązań, aby sprostać zmieniającym się wyzwaniom i zagrożeniom na arenie międzynarodowej.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/marynarka-wojenna-brazylii-zamowila-system-sea-ceptor-firmy-mbda/

MBDA nie tylko dostarcza zaawansowane systemy rakietowe, ale także aktywnie współpracuje z lokalnymi partnerami przemysłowymi, takimi jak SAAB. Ta synergia umożliwia tworzenie innowacyjnych rozwiązań, które zwiększają bezpieczeństwo i obronność na skalę globalną.

Zakup przez Szwecję systemów rakietowych CAMM to krok milowy w rozwoju europejskiej obronności. MBDA, jako lider w dziedzinie technologii rakietowych, odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości obrony powietrznej, a ich produkty stanowią fundament nowoczesnych systemów obronnych na całym świecie.

Autor: Mariusz Dasiewicz/MBDA

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.