Miecznik – jaki będzie naprawdę?

Od ponad trzech miesięcy trwa budowa przyszłego ORP Wicher, prototypowej fregaty, powstającej w ramach programu Miecznik dla Marynarki Wojennej RP. Nie ustają przy tym dyskusje o sensie pozyskania trzech okrętów nawodnych tej wielkości, nierzadkie są też ataki na stronę techniczną przedsięwzięcia, sugerujące niewystarczające możliwości bojowe i operacyjne tych okrętów. 

Ogłoszenie przez wykonawcę faktu wyposażenia w kompletny Zintegrowany System Walki jedynie prototypu, a pozostawienie go w opcji dla jednostek seryjnych także zostało odczytane na niekorzyść programu. Nawarstwienie się negatywnego przekazu, serwowanego głównie przez słabo zaznajomionych z faktami komentatorów, jak też „internetowych specjalistów”, sprowadziło dyskurs na temat Miecznika do poziomu lawinowej krytyki niepopartej faktami, lecz emocjami. Niejako w ramach kontrastu, proponujemy spojrzenie na przyszłe polskie fregaty z perspektywy rzetelnych informacji, które pomogą zrozumieć, jak mają wyglądać i czemu służyć przyszłe „konie robocze polskiej floty.

Trzy fregaty projektu 106 Miecznik buduje konsorcjum PGZ-MIECZNIK, w skład którego wchodzi: Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. i PGZ Stocznia Wojenna Sp. z o.o. Współpracuje z nimi Remontowa Shipbuilding S.A. oraz partnerzy zagraniczni: Babcock International Group, Thales i MBDA UK. 30 czerwca tego roku konsorcjum PGZ-MIECZNIK i Agencja Uzbrojenia podpisała aneks do umowy głównej podpisanej 27 lipca 2021 roku. Wraz z tym zatwierdzono finalną konfigurację okrętu prototypowego i – niemal – wszystkie składowe jego Zintegrowanego Systemu Walki. Informacje na ten temat zostały upublicznione i są one podstawą do naszej oceny Mieczników.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/system-zarzadzania-walka-koncernu-thales-dla-fregat-miecznik/

Wraz z Miecznikami MW RP otrzyma narzędzia do prowadzenia szerokiego spektrum zadań w całym, co najmniej 30-letnim, okresie ich eksploatacji, od działań o wysokiej intensywności do operacji wsparcia humanitarnego i w ramach zarządzania kryzysowego. Aby to było możliwe, jednostki otrzymają Zintegrowany System Misji (ZSM). Tworzą go: wspomniany Zintegrowany System Walki (ZSW), Zintegrowany System Łączności (ZSŁ) i Zintegrowany System Nawigacji i Mostka (ZSNM). Poza nim okręty będą wyposażone w Zintegrowany System Zarządzania Platformą, którego zadaniem jest nadzorowanie pracy i sterowanie urządzeniami oraz mechanizmami ogólnookrętowymi, jak też kontrola uszkodzeń. Z punktu widzenia zdolności bojowych fregat najistotniejsze są ZSW i ZSŁ.

Czym będzie walczył Miecznik?

ZSW Mieczników skonfigurowano tak, aby zachować równowagę pomiędzy zdolnościami z zakresu zwalczania okrętów podwodnych, nawodnych i celów powietrznych. Biorąc pod uwagę zestaw sensorów i efektorów ZSW, nasze okręty nie będą ustępowały jednostkom tej klasy o podobnej wyporności, a w niektórych aspektach zachowają potencjał do zwiększenia jednostki ognia części systemów uzbrojenia. 

„Mózgiem” ZSW będzie system zarządzania walką CMS (Combat Management System) Thales TACTICOS. Jego starsze wersje są używane na trzech okrętach rakietowych typu Orkan i korwecie patrolowej ORP Ślązak. Mieczniki otrzymają najnowszą wersję systemu. Jego zadaniem jest wspomaganie operatorów w podejmowaniu decyzji o znaczeniu krytycznym dla misji. ZSW dokonuje fuzji danych i świadomości sytuacyjnej pochodzących z sensorów pokładowych i zewnętrznych (dostępnych dzięki ZSŁ), wspierając operatorów w wykrywaniu zagrożeń, podejmowaniu decyzji taktycznych i o użyciu uzbrojenia w rzeczywistych operacjach, a także podczas szkolenia. Jego obsługa będzie się odbywała główne w bojowym centrum operacyjnym (BCI), za pośrednictwem 18 wielofunkcyjnych konsol operatorskich MOC (Mulitfunction Operator Consoles). Dwie dodatkowe będą w pomieszczeniu sztabu dowodzenia zespołem okrętów. 

Jednym z najważniejszych aspektów działań Mieczników będą obrona powietrzna i zwalczanie okrętów podwodnych (ZOP). W obydwu przypadkach fregaty zostaną wyposażone w najnowocześniejsze sensory i efektory. System nawodnej obserwacji technicznej będzie obejmował radar dozoru ogólnego NS50 i wielofunkcyjny system radiolokacyjny Sea Master 410. 

Pierwszy z nich to radar średniego zasięgu (obiekty powietrzne wykrywa ze 180 km, nawodne z 80 km). Wykorzystuje on obrotową antenę aktywną klasy AESA (Active Electornically Scanned Array) i pracuje w paśmie X. Jest on określany jako „4D”, ponieważ z przeciwieństwie do starszych systemów dwuwspółrzędnych, podających azymut i odległość do celu, wskazuje dodatkowo wysokość jego lotu i czas zbliżania. Jego zasadniczym zadaniem będzie lokalizowanie pocisków przeciwokrętowych, poruszających się szybko i na małej wysokości (tzw. sea skimming). Pomoże mu w tym umieszczenie anteny na topie masztu, wysoko nad wodą. Ponadto może on kierować ogniem armaty 76 mm i pełnić funkcję zastępczą w przypadku awarii stacji Sea Master 410.

Drugim radarem jest wielofunkcyjny system radiolokacyjny Sea Master 410 pasma S, z czterema antenami ścianowymi AESA. To także stacja klasy 4D, mogąca śledzić do 1000 obiektów w odległości do 400 km (powietrzne) lub 80 km (nawodne). Możliwość „przeczesywania” przestrzeni powietrznej w dużej odległości od okrętu jest jego kluczową cechą. Do jego zalet należą też: wykrywanie małych celów, szybkie automatyczne inicjowanie śledzenia, niski poziom fałszywych alarmów. System pozwala na jednoczesną obserwację przestrzeni powietrznej, kontrolę śmigłowca, obserwację powierzchni i kierowanie uzbrojeniem rakietowym.

Oprócz aktywnych systemów radiolokacyjnych, wykrywanie, wczesne ostrzeganie i śledzenie pasywne w obrębie 360° zapewni optoelektroniczny system Artemis klasy IRST (InfraRed Search and Track). System działa w paśmie średniej podczerwieni MWIR (Mid-Wave InfraRed) i może wykrywać małe obiekty oraz śledzić je automatycznie, łącznie do 200. Jest szczególnie przydatny w obserwacji nadlatujących pocisków, ale także w przypadku zagrożeń asymetrycznych. Do bliskiej obserwacji posłużą natomiast dwie głowice ZGS-35K systemu OSU-35K.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/prezes-pgz-stoczni-wojennej-pawel-lulewicz-o-strategii-opartej-na-trzech-filarach-wywiad/

Dzięki tym systemom fregaty będą mogły skutecznie wykorzystać zasadniczy oręż przeciwlotniczy: system Sea Ceptor z kierowanymi pociskami rakietowymi CAMM (Common Anti-Air Modular Missile). To nowoczesny, wielokanałowy system, a więc mogący zwalczać kilka zagrożeń z różnych kierunków jednocześnie. System kontroli i kierowania C2 Sea Ceptora zostanie zintegrowany z CMS TACTICOS poprzez okrętową sieć Combat System-LAN oraz obsługiwany z konsol MOC w BCI. W skład Sea Ceptora wejdzie podsystem PDLT (Platform Data Link) z dwiema antenami, zapewniający jednoczesną (wielokanałową) dwukierunkową łączność radiową z wszystkimi pociskami w locie, zmierzającymi do swoich celów. 

Sea Ceptor wykorzystuje pocisk CAMM z aktywną głowicą radiolokacyjną, która działa w poszukiwania celu i ataku, przez co rakieta nie wymaga podświetlenia celu systemem radiolokacyjnym okrętu, jak starsze pociski naprowadzane półaktywnie, a jedynie współdziałania z linkiem PDLT, którym uaktualniane są dane o położeniu obiektu ataku. Dzięki temu, jak też metodzie „zimnego” startu pionowego i odpowiedniej sekwencji strzelania, system ma bardzo krótki czas reakcji i nadaje się do zwalczania szybkich, manewrujących pocisków przeciwokrętowych. CAMM będą odpalane z wyrzutni Mk 41 VLS Strike Length (cztery moduły po osiem komór), a dzięki wkładkom quad-pack, mieszczącym cztery pociski w komorze, jednostka ognia może wynieść aż 128 rakiet. Dane o celach dla CAMM-ów będą pochodziły z radarów Sea Master 410 lub NS50. 

Fot. Mieczniki będą dysponowały nowoczesnym, warstwowym systemem obrony powietrznej. Jego rdzeniem będą pociski CAMM z aktywną głowicą naprowadzającą.

Pociski CAMM są już w uzbrojeniu Sił Zbrojnych RP. Wybrano je do zestawów rakietowych obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu „mała Narew” oraz zestawów rakietowo-artyleryjskich Pilica+, stąd też nie ma problemu z ich integracją na Miecznikach. Jednocześnie można mówić o pełnej unifikacji pocisków okrętowych z lądowymi systemami OPL. Ale na tym nie koniec. Fregaty (Narew też) będą mogły używać pocisków CAMM-ER (Extended Range; zasięg ok. 45 km), a przyszłości prawdopodobnie także CAMM-MR (Medium Range; zasięg ok. 100 km). CAMM-ER są już w produkcji, a ich wielkość pozwoli na wykorzystywanie „czteropaków” do komór wyrzutni Mk 41. 

Natomiast CAMM-MR ma być pociskiem przechwytującym średniego i dalekiego zasięgu opracowanym wspólnie przez przemysły Wielkiej Brytanii i Polski w ramach programu Future Common Missile (CAMM-MR ma też pełnić rolę „taniego” pocisku przechwytującego do przeciwlotniczych i przeciwrakietowych zestawów rakietowych średniego zasięgu Wisła). Jeśli ten pojawi się w polskim arsenale i zostanie zintegrowany z CMS na Miecznikach, okręty te będą dysponowały wielowarstwowym, bardzo efektywnym systemem obrony powietrznej (CAMM, CAMM-ER, CAMM-MR, Strales, OSU-35K), co w zasadzie przewyższającym parametrami lądowe systemy OPL SZ RP, będące w fazie tworzenia. Tego rodzaju zdolnościami dysponują tylko najnowsze i najdroższe fregaty oraz niszczyciele, których w europejskich państwach NATO jest ograniczona liczba. 

Priorytetowo potraktowano też sprawy ZOP. Fregaty zostaną wyposażone w system hydrolokacyjny, składający się z sonaru kadłubowego z anteną w gruszce dziobowej Blue Hunter (Kingklip Mk 2), sonaru holowanego niskiej częstotliwości CAPTAS-2 (część aktywna na końcu anteny mieszczącą dwa przetworniki pierścieniowe i pasywna, odbiorcza antena liniowa z czułymi hydrofonami) oraz sonaru zanurzalnego DSS-03 do wykrywania dywersantów i pojazdów podwodnych. Ten rozbudowany system pozwoli na wykrywanie cichych, spalinowo-elektrycznych okrętów podwodnych, w tym wyposażonych w system AIP, okrętów nawodnych, ale również zbliżających się torped. 

Do zwalczania okrętów podwodnych posłużą 324 mm lekkie torpedy elektryczne MU90 Impact, odpalane z dwóch wyrzutni okrętowych i zrzucane ze śmigłowca pokładowego (ten zostanie dopiero wybrany w programie Kondor). MU90 są dobrze znane polskim marynarzom. Fregaty OORP Gen. K. Pułaski i Gen. T. Kościuszko oraz śmigłowce Mi-14PŁ i SH-2G są ich nosicielami od dwóch dekad. Mieczniki otrzymają natomiast najnowszą wersję, w której wprowadzono tryb samoobrony „hard kill”, który umożliwi niszczenie torped wystrzelonych z okrętu podwodnego przeciwnika.

Czytaj również: https://portalstoczniowy.pl/program-miecznik-start-budowy-pierwszej-fregaty/

Przy opisie systemów przeciwlotniczych padły nazwy Starles i OSU-35K, które wymagają wyjaśnienia. Mieczniki miały system uzbrojenia artyleryjskiego z 76,2 mm L/62 armatą Leonardo OTO Super Rapid z pakietem Strales. Umożliwia użycie amunicji DART (Driven Ammunition Reduced Time of flight) o korygowanym torze lotu. Pocisk wystrzelony z armaty ma stery i odbiornik sygnałów radiowych, dzięki czemu może aktualizować swoje położenie wobec celu. Pozwala to na rażenie małych i szybkich obiektów, np. pocisków przeciwokrętowych, które przedarły się przez rubież Sea Ceptora. Kierowanie ogniem armaty realizować będzie system STIR 1.2 EO Mk2 (jak na ORP Ślązak), albo wspomniany radar NS50. Oprócz „siedem-szóstki” Mieczniki otrzymają dwie armaty AM-35K okrętowego systemu uzbrojenia OSU-35K (jak na seryjnych niszczycielach min typu Kormoran II), strzelające amunicją programowalną SAP-35. 

Uzupełnieniem środków obrony okrętów będą system walki elektronicznej RESM (Radar Electronic Support Measures) i CESM (Communications Electronic Support Measures). Pierwszy służy do pasywnego wykrywania, klasyfikacji i identyfikacji emisji radiolokacyjnych przeciwnika. Na podstawie analizy porównawczej z zapisami w bibliotece danych, system pozwoli odseparować te, które pochodzą z obcych okrętów (systemów kierowania ogniem, radarów „bojowych”, rakiet przeciwokrętowych itp.) od sygnałów niegroźnych radarów nawigacyjnych. Wygeneruje przy tym alerty, aby w porę podjąć środki zaradcze. Jego zaletą jest przy tym większy zasięg działania niż nadajnika, tzn. RESM wykryje sygnał z większej odległości, niż Miecznika radar na wrogim okręcie. Z kolei system CESM służy do przechwytywania łączności radiowej. Pozwala on określić kierunek i położenie nadajnika łączności radiowej oraz generować alarmy. Możliwe jest też podsłuchiwanie komunikacji i jej późniejsza analiza offline. Szczegółów tej wrażliwej sfery na razie nie upubliczniono. Fregaty będą również miały wyrzutnie pasywnych środków zakłócających, ale wykonawca nie chce ujawniać szczegółów tej wrażliwej sfery. 

Mieczniki otrzymają silne uzbrojenie do niszczenia celów powierzchniowych. Specjalnie tak je nazwaliśmy, ponieważ kierowane pociski przeciwokrętowe RBS-15 Mk3E mogą razić cele morskie, ale również lądowe, o znanych koordynatach, w odległości „ponad 200 km”. Typowa jednostką ognie może być osiem pojemników transportowo-startowych, ale liczbę tę można podwoić w razie potrzeby. Ten oręż też jest już znany Polakom (trafił na Orkany).

Pojemna platforma

Platforma fregat bazuje na komercyjnym projekcie Babckock Arrowhead 140, wywodzącym się z kolei ze sprawdzonego, duńskiego typu Iver Huitfeldt. Wyporność Miecznika wyniesie ok. 7000 t, długość całkowita 138,7 m, szerokość maksymalna 19,75 m, napęd w układzie CODAD z czterema silnikami wysokoprężnymi MTU o łącznej mocy 33,6 MW i dwiema śrubami nastawnymi, zapewniający prędkość maksymalną +26 w. i marszową 12 w. oraz zasięg 8000 Mm. Elektrownia składa się z czterech generatorów o mocy po 1400 kWe (prąd 440 V, 60 Hz). 

System Zintegrowanego Mostka Nawigacyjnego i Nawigacji Taktycznej oparty zostanie o produkty OSI Maritime Systems zintegrowane przez PGZ Stocznię Wojenną.

Przewidziano możliwość zabierania dwóch łodzi 7,5 m i pary 11 m oraz przestrzeń rekonfigurowalną (pomieści cztery kontenery TEU lub 20 palet i dwa TEU). To ułatwi prowadzenie operacji kontroli statków, antypirackie i antyprzemytnicze. Mieczniki będą miały pomieszczenia dla 187 osób.

Wielkość i pojemność platformy, ale również otwarta architektura CMS, pozwolą na modyfikację ZSW w przyszłości i ułatwią modernizacje okrętów. Poza nowymi, wspomnianymi pociskami przeciwlotniczymi, rozpatrywana jest zdolność do użycia pocisków manewrujących dalekiego zasięgu. W sensie technicznym i tu nie będzie problemu z włączeniem uzbrojenia tej kasy do arsenału fregat. Wszystko zależy od decyzji politycznych i finansowania. 

Czy są potrzebne? 

Najpoważniejszym argumentem krytyków Miecznika jest „grad ruskich pocisków przeciwokrętowych”, które zostaną wystrzelone z obwodu królewieckiego. Wybrany do fregat ZSW umożliwi okrętom zwalczanie wszelkich celów i obronę przed najpoważniejszymi zagrożeniami. Wielowarstwowy system obrony powietrznej, obejmujący pociski CAMM o zasięgu od 1 do 25 km, CAMM-ER do 45 km, potencjalnie CAMM-MR do ponad 100km oraz uzbrojenie lufowe: 76 mm armata do ponad 5 km i 35 mm AM-35K do ok. 5 km, pozwoli na obronę punktową, jak też utworzenie parasola nad zespołem okrętów (statków) i obiektami w pasie wybrzeża (przemysłowe, Morska Jednostka Rakietowa itp.). Równie imponująco kształtują się zdolności pozostałych składników ZSW, których szczegóły pokazuje grafika. Sama obecność okrętów o takim potencjale stanowi środek odstraszający.

Trzeba przy tym pamiętać, że w warunkach konfliktu polskie fregaty nie będą operowały w pojedynkę, zaś ich sumaryczna siłą ognia przewyższa możliwości potencjalnego przeciwnika. Jeśli nawet nie wszystkie będą dostępne w jednym momencie i tak staną się częścią zespołu okrętów, np. NATO, w ramach którego operować będą inne jednostki z komplementarnych systemem walki. Kolektywna obrona będzie gwarancją bezpieczeństwa przez „gradem” (o ile on też będzie w pełni dostępny dla agresora…). Poza tym saturacyjny atak rakietowy z różnych kierunków w realiach Bałtyku, bez panowania w powietrzu, byłby bardzo trudny do realizacji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną na tym akwenie, w zasadzie otoczonym przez państwa NATO, potencjalny przeciwnik będzie miał bardzo trudne zadanie. W najgorszym scenariuszu, a więc ataku saturacyjnego, Miecznik będzie miał bardzo duże szanse wyjść obronną ręką. 

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/polska-marynarka-wojenna-w-kontekscie-rosyjskiego-zagrozenia/

Do tego wyposażone w nowoczesne radary i inne sensory, polskie fregaty zostaną wpięte w krajowy system wczesnego ostrzegania przed środkami napadu powietrznego, będąc przy tym mniej narażone na zniszczenie, ponieważ są wysoce mobilne oraz działają efektywnie w ruchu, w odróżnieniu od lądowych odpowiedników. Przykładem skuteczności takiego rozwiązania może być niedawna akcja niszczyciela USS Carney typu DDG 51. 19 października okręt operujący na Morzu Czerwonym wykrył i przechwycił trzy pociski manewrujące wystrzelone przez rebeliantów Huti z terytorium Jemenu, prawdopodobnie przeciwko celom w Izraelu. Dodajmy przy tym, że mowa o 30-letniej jednostce wyposażonej w system Aegis AN/SPY-1 z antenami pasywnymi PESA i uzbrojony w pociski SM-2 i ESSM z półaktywnym systemem naprowadzania. Na tym tle Mieczniki z radarem AESA i pociskami aktywnymi stanowią wręcz przeskok generacyjny.

Rozwodząc się nad „bojowym” aspektem działań Mieczników, nie można zapominać o codziennej służbie. Będą w niej pływającymi ambasadami Rzeczypospolitej, budującymi wizerunek kraju w skali globalnej, a także prezentacją możliwości naszego przemysłu. Dzięki dużej dzielności morskiej i autonomiczności podejmą wyzwania związane z ochroną żeglugi, dalekimi dozorami i ochroną infrastruktury krytycznej. 

Mieczniki są „skazane” na udział w stałych zespołach fregatowych SNMG (Standing NATO Maritime Groups 1/2). Prezentacja polskiej bandery w tych elitarnych grupach, operujących w północnej i południowej Europie oraz na Atlantyku, pełniących aktywną rolę odstraszającą sił szybkiego reagowania w trakcie pokoju oraz wkraczających jako pierwsze do akcji w przypadku konfliktu, byłaby poważnym wkładem Polski w działanie Sojuszu. Ponadto w ramach wsparcia sojuszniczego okręty o takim potencjale obrony powietrznej mogą być elementami grup lotniskowcowych US Navy i NATO. Inne floty europejskie już wysyłają swoje fregaty i niszczyciele do osłony amerykańskich lotniskowców. Można więc sobie wyobrazić, że za dekadę do tego grona dołączyć mogą fregaty z biało-czerwoną banderą, windując rangę polskich sił morskich na arenie międzynarodowej.

Autor: Tomasz Grotnik

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

3 komentarze

  1. Przecież to jest uzbrojenie na poziomie kilka razy mniejszych i kilka razy tańszych korwet Saar 6.

    Kilka razy słabsze od prawdziwych fregat takich jak FREMM.

  2. „Kilka razy słabsze od prawdziwych fregat takich jak FREMM.”

    Jakies liczby? Bo generalnie to głupie zdanie jest. I nieprawdziwe.

  3. Boże drogi,czy naprawdę nie można było by nazwać te fregaty imionami wielkich polaków np królów,hetmanów,wielkich Polaków, zasłużonych dowódców,tylko wietrzyk,wicherek, chmurka i burzuńka,albo dzik dzikuniu dziczek ludzie .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Umowa o budowę statku – zatwierdzenie planów i projektów [część 1]

    Umowa o budowę statku – zatwierdzenie planów i projektów [część 1]

    Ship design oraz zatwierdzanie planów i rysunków technicznych w trakcie budowy statku bywa postrzegane jako rutynowy element nadzoru armatorskiego. W praktyce jednak sposób korzystania z tego uprawnienia może istotnie wpływać na rozkład odpowiedzialności kontraktowej między armatorem a stocznią.

    Odpowiedzialność stoczni za ship design

    W opracowaniu opublikowanym 20 maja ubiegłego roku pt. Czy stocznia odpowiada za ship design? (link do tekstu) podjęliśmy próbę wyjaśnienia zakresu podmiotowego i przedmiotowego obowiązku przygotowania oraz dostarczenia projektu statku („design”) w ramach realizacji umowy o budowę statku (shipbuilding contract).

    Jeżeli więc, czy to zgodne z wyraźnym zapisem kontraktowym, czy też zgodne z ogólnymi zasadami jurydycznymi prawa (w rozważanym tu przypadku prawa angielskiego), stocznia jest określona jako strona umowy odpowiedzialna za „design”, to pozostaje do ustalenia zakres wzajemnych praw i obowiązków związanych z planami, rysunkami technicznymi i całym zespołem dokumentacji, które przygotowane są już w trakcie realizacji projektu w związku z konkretnymi pracami konstrukcyjnymi i instalacyjnymi w okresie budowy.

    Niezależnie od konkretnych różnic w zapisach, wszystkie umowy o budowę statku, przewidują, iż armator („kupujący”) wyposażony zostaje w dwa zespoły uprawnień kontraktowych, które pozwalają mu na bieżąco monitorować i nadzorować postęp prac budowlanych i ich prawidłowość. Z jednej zatem strony, armatorowi przysługuje uprawnienie umowne do uprzedniego zatwierdzenia szczegółowych planów, rysunków technicznych i innej wykonawczej dokumentacji sporządzonej przez stocznie w trakcie budowy statku. Z drugiej strony, przysługuje armatorowi prawo wyznaczenia swojego inspektora (grupy inspektorów), wyposażonego w uprawnienia do stałego przebywania na stoczni, inspekcji, nadzoru i zatwierdzania prac kontraktowych. 

    Zatwierdzanie planów i rysunków

    W niniejszym opracowaniu zajmiemy się pierwszą grupą uprawnień.

    Art. IV (1) („Approval of Plans and Drawings”) [tłum. „Zatwierdzanie planów i rysunków”] of SAJ Form, przewiduje, iż:

    1. The BUILDER shall submit to the BUYER three (3) copies of each of the plans and drawings (…). The BUYER shall, within fourteen (14) days after receipt thereof, return to the BUILDER One (1) copy of such plans and drawing with the BUYER’S approval or comments written thereof, if any. A list of the plans and drawings to be submitted to the BUYER shall be mutually agreed upon between the parties hereto. 
    2. When and if the Representative shall have been sent by the BUYER to the SHIPYARD, the BUILDER may submit the remainder, (…) of the plans and drawing (…) to the Representative, for its approval (…) The Approval by the Representative (…) shall be deemed to be the approval by the BUYER for the purpose of this Contract.
    3. In the event that the BUYER or the Representative shall fail to return the plans and drawing to the BUILDER within the time limit (…) such plans and drawing shall be deemed to have been automatically approved without any comments.

    [tłum.:

    1. BUDUJĄCY/STOCZNIA przedłoży ZAMAWIAJĄCEMU trzy (3) egzemplarze każdego z planów i rysunków (…). ZAMAWIAJĄCY, w terminie czternastu (14) dni od dnia ich otrzymania, zwróci BUDUJĄCEMU/STOCZNI jeden (1) egzemplarz takich planów i rysunków z naniesioną akceptacją ZAMAWIAJĄCEGO albo – jeżeli występują – z jego uwagami. Wykaz planów i rysunków podlegających przedłożeniu ZAMAWIAJĄCEMU zostanie uzgodniony przez Strony niniejszej Umowy.
    2. Jeżeli i z chwilą, gdy ZAMAWIAJĄCY skieruje swojego Przedstawiciela do STOCZNI, BUDUJĄCY/STOCZNIA może przedkładać pozostałą część (…) planów i rysunków (…) temu Przedstawicielowi w celu ich zatwierdzenia (…). Zatwierdzenie dokonane przez Przedstawiciela (…) uważa się za zatwierdzenie dokonane przez ZAMAWIAJĄCEGO na potrzeby niniejszej Umowy.
    3. W przypadku gdy ZAMAWIAJĄCY lub Przedstawiciel nie zwróci BUDUJĄCEMU/STOCZNI planów i rysunków w przewidzianym terminie (…), takie plany i rysunki uznaje się za automatycznie zatwierdzone, bez jakichkolwiek uwag.”

    Kl. 20, NEWBUILDCON form, proponuje znacznie bardziej rozbudowaną formułę zatwierdzoną przez armatora/inwestora („BUYER”), planów i projektów przygotowanych przez stocznie („SELLER”). 

    Art. 2 (b) AWES form jest „uproszczoną” formułą Kl. 20 NEWBUILDCON.

    Z kolei Art. V (1) „SHIP 2000” form, wydaje się być precyzyjnym, dokładnym niemal powieleniem Kl. 20 NEWBUILDCON. Wprowadzone modyfikacje (co zrozumiałe, jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż jest to wzór opracowany przez norweskie organizacje armatorskie) poprawiają sytuację kontraktową armatora/inwestora.

    Art. VIII (1)- „SHANGHAI” form („CMAC” form) jest swoistą ,,hybrydą” SAJ form z AWES form, z przesunięciem korzystniejszych rozwiązań w stronę „stoczni” (co nie stanowi zaskoczenia, biorąc pod uwagę autorów tego formularza- chińskie stocznie).

    Dokumentacja projektowa a procedura akceptacyjna

    Na datę podpisania i wejścia w życie umowy o budowę statku, załączone są do umowy (i stanowią jej integralną część), już określone plany i projekty (w ramach tzw. „Specification” itp.). Jednakże nie obejmuje to już szczegółowych planów projektów i rysunków technicznych, które są sporządzane przez stocznie w trakcie przygotowania programu budowy i w trakcie samej budowy. Koniecznym było zatem, stworzenie kontraktowej procedury akceptacji tego typu planów i projektów przez armatora/inwestora. 

    W tym kontekście pamiętać oczywiście należy, iż część tej dokumentacji technicznej podlega odrębnej procedurze akceptacyjnej towarzystw klasyfikacyjnych itp. Należy również rozróżnić, „plans and drawings” podlegające rozważanej tu procedurze akceptacji, od „na przykład” tzw.  „workshop drawing” przygotowanej przez stocznie na bazie zaakceptowanych „planach i projektach”, przez zespoły produkcyjne stoczni, dla konkretnych celów budowlanych (nie podpadających pod oficjalną kontraktową procedurę akceptacyjną).

    Uzasadnienie wprowadzania takiej procedury wydaje się oczywiste. Z jednej strony, możliwość zweryfikowania przygotowanych przez stocznie planów i projektów technicznych, przez armatora, pozwala na tym wczesnym etapie, wychwytać oczywiste błędy i pomyłki, nieujawnienie których mogłoby (na etapie realizacji budowy) mieć daleko idące skutki finansowe i prawne. Po drugie, armator/inwestor, może jeszcze na tym etapie wprowadzić drobne poprawki i zmiany, bardziej odpowiadające zamierzeniom docelowym budowanej jednostki. Podkreślmy jednak, mówimy tu o zmianach „nieingerujących” w zasadnicze, uzgodnione w umowie, parametry techniczno-operacyjne budowanej jednostki, które mogłyby mieć wpływ na cenę i termin budowy statku. 

    W przypadku tak daleko idących zmian, kontrakty wprowadzają odmienną procedurę kontraktową określoną jako „modifications” (co będzie przedmiotem odrębnego opracowania).

    Akceptacja planów a odpowiedzialność stron

    Pragmatyka techniczno-operacyjna rozważanych tu postanowień, „zderza” się jednak z istotnymi trudnościami natury prawnej. Kluczową kwestią, którą należy rozstrzygnąć jest, czy i w jakim zakresie akceptacja przez armatora/inwestora („BUYER”), przedłożonych przez stocznie „planów i projektów” modyfikuje zasady odpowiedzialności stron umowy o budowę statku. Z tytułu należytego zaprojektowania i wybudowania statku.

    Co do zasady, prawo angielskie przyjmuje, iż „BUYER’S approval of plans and drawing will not usually impose upon it financial liability for the BUILDER’S additional costs as losses associated with any errors and omission in the same” [tłum. ”Zatwierdzenie planów i rysunków przez ZAMAWIAJĄCEGO co do zasady nie skutkuje po jego stronie powstaniem odpowiedzialności finansowej za dodatkowe koszty poniesione przez BUDUJĄCEGO/STOCZNIĘ, w tym za straty wynikające z jakichkolwiek błędów lub zaniechań zawartych w takich planach i rysunkach”] (za ,,Temloc LTD v Errill Properties LTD” [1981] 12 Con LR 109). 

    Tego typu zasada wyjściowa może ulec istotnym zmianom. 

    Pierwsza możliwa zmiana, wynika z ogólnych reguł prawa angielskiego. Określona jest ona jako tzw. „estoppel by convention” (lub tzw. ,,common assumption”). Jeżeli więc  armator/inwestor (“BUYER”), akceptuje sukcesywnie przekładane przez stocznie plany i projekty (rysunki techniczne itp.), potwierdzając ich zgodność z umową i specyfikacją techniczną i jeżeli stocznia kontynuuje budowę na podstawie tak zaakceptowanych przez armatora planów, wówczas „the BUYER may in such circumstances be „estopped” from demanding later changes to the vessel on the ground that the plans and drawing it has previously approved are not in fact compliant” [tłum. „W takich okolicznościach ZAMAWIAJĄCY może zostać objęty zasadą estoppel (prekluzji), skutkującą pozbawieniem go prawa do późniejszego żądania wprowadzenia zmian do statku na tej podstawie, że plany i rysunki uprzednio przez niego zatwierdzone nie są w rzeczywistości zgodne z Umową”] (za „Republic of India v India S.C. Co. Ltd. No. 2” [1998] A.C. 878). Innymi słowy, określone, konsekwentne zachowanie armatora, uczestniczącego i aktywnie zatwierdzającego plany i projekty, przygotowane i przełożone przez stocznie, mogą w systemie prawa angielskiego, zbudować wiążące prawnie założenie, iż armator potwierdził prawidłowość kontraktowo-techniczną „plans and drawings”, trudno więc zatem po tak jednoznacznym oświadczeniu woli, przyznać mu uprawnienia do kwestionowania zgodności tak zaakceptowanej dokumentacji wraz z możliwością dochodzenia roszczeń odszkodowawczych z tego tytułu.

    Istotne zagrożenia wynikające z tej koncepcji „common law”, dla armatora/inwestora („BUYER”), mogą zostać wyeliminowane przez wyraźny zapis umowy, który „expressis verbis” przewiduje, iż akceptacja przez „BUYER”, planów i projektów/rysunków, nie zmienia zakresu obowiązków i odpowiedzialności stron przewidzianych w umowie. Tak, na przykład, Kl. 20 (f) NEWBUILDING – przewiduje wyraźnie, iż „The BUYER’S approval or deemed approval on any Plans and Drawing shall not affect the obligation of the BUILDER to design, construct and deliver (…) the Vessel in accordance with (…) Contract; nor shall it diminish the BUILDER’S responsibility in respect of its obligations under the Contract nor shall it constitute any acceptance by the BUYER of any responsibility for any defect in the vessel” [tłum. ”Zatwierdzenie lub uznane za dokonane zatwierdzenie przez ZAMAWIAJĄCEGO jakichkolwiek Planów i Rysunków nie wpływa na obowiązek BUDUJĄCEGO/STOCZNI zaprojektowania, wybudowania i dostarczenia (…) Statku zgodnie z (…) Umową; ani nie ogranicza odpowiedzialności BUDUJĄCEGO/STOCZNI z tytułu wykonywania jego obowiązków wynikających z Umowy, ani nie stanowi jakiegokolwiek przyjęcia przez ZAMAWIAJĄCEGO odpowiedzialności za jakiekolwiek wady Statku”].

    Efektywność tego zapisu była przedmiotem rozważań w sprawie „Cenagro Ltd v Empresa Nacional Bazan de Contrucciones Navales Militares S.A.” [2001] All. E.R. (D) 223 (Jan.). W sprawie tej, odpowiedni zapis kontraktowy przewidywał: „the (…) approvals and/or inspections (of plans and drawing) do not dimnish the BUILDER’S responsibility for the construction of the Vessel” [tłum.” Jakiekolwiek zatwierdzenia i/lub inspekcje (planów i rysunków) nie ograniczają odpowiedzialności BUDUJĄCEGO/STOCZNI za budowę Statku”]. W ustalonym stanie faktycznym, nie było wątpliwości co do tego, iż armator/inwestor („BUYER”), dokonał pełnej akceptacji „plans and drawing” potwierdzając ich zgodność z warunkami kontraktowo-technicznymi umowy o budowę statku. Wybudowany w oparciu o zaakceptowaną przez armatora dokumentację, statek nie spełniał jednak wszystkich przewidzianych umową parametrów operacyjno-technicznych. Sąd (High Court) nie miał jednakże wątpliwości, iż „(…) contractual language (…) prevented the operation of an estoppel defense as this would be inconsistent with the parties’ expressed intention that approval of the plans would not alter the ship builder’s responsibility to guarantee the (…) capacity of the vessel” [tłum. „(…) postanowienia umowne (…) wyłączały możliwość skutecznego powołania się na zarzut estoppel, albowiem byłoby to sprzeczne z wyraźnie wyrażonym zamiarem Stron, zgodnie z którym zatwierdzenie planów nie miało wpływać na odpowiedzialność BUDUJĄCEGO / STOCZNI za zagwarantowanie (…) zdolności Statku”].

    Rola procedury zatwierdzania w umowie stoczniowej

    Przedstawiona analiza prowadzi do wniosku, że kontraktowa procedura zatwierdzania planów i projektów w umowie o budowę statku pełni istotną, lecz ściśle określoną funkcję prawną. Z jednej strony stanowi ona instrument bieżącego nadzoru armatora/inwestora nad procesem projektowym i budowlanym, umożliwiając wczesne wykrycie błędów oraz wprowadzenie ograniczonych korekt technicznych. Z drugiej strony – w świetle prawa angielskiego – sama akceptacja (w tym także tzw. deemed approval) planów i rysunków co do zasady nie przenosi odpowiedzialności projektowej ani budowlanej na armatora, ani nie zwalnia stoczni z obowiązku zaprojektowania i wybudowania statku zgodnie z umową oraz uzgodnioną specyfikacją techniczną.

    Jednocześnie wykazano, że praktyka kontraktowa i orzecznictwo common law ujawniają realne napięcie pomiędzy techniczną pragmatyką procesu budowy statku a konsekwencjami prawnymi wynikającymi z zachowań stron. W szczególności, konsekwentna i niekwestionowana akceptacja dokumentacji projektowej przez armatora może – przy braku odpowiednich klauzul kontraktowych – prowadzić do powstania estoppel by convention, skutkującego ograniczeniem jego uprawnień do późniejszego kwestionowania zgodności projektu z umową.

    Ryzyko to może zostać skutecznie wyeliminowane wyłącznie poprzez precyzyjne, jednoznaczne postanowienia umowne, które expressis verbis przesądzają, że zatwierdzanie planów i rysunków nie wpływa na zakres odpowiedzialności stoczni ani nie stanowi przejęcia przez armatora jakiejkolwiek odpowiedzialności za wady statku. Analiza standardowych formularzy umów stoczniowych (SAJ, NEWBUILDCON, AWES, SHIP 2000, SHANGHAI/CMAC) oraz orzecznictwa potwierdza, że skuteczność takiego wyłączenia zależy wyłącznie od jasności i precyzji zastosowanego języka kontraktowego.

    Zapowiedź kolejnej części

    W kolejnym opracowaniu uwaga zostanie skierowana na kontraktową procedurę zatwierdzania planów i rysunków w praktyce wykonawczej, w szczególności na:

    • znaczenie terminów na zgłaszanie uwag i skutki ich niedochowania,
    • prawne konsekwencje „deemed approval” w toku budowy,
    • relację pomiędzy zatwierdzaniem dokumentacji przez armatora a równoległymi procedurami akceptacyjnymi towarzystw klasyfikacyjnych,
    • rozróżnienie pomiędzy „plans and drawings” objętymi formalną procedurą kontraktową a dokumentacją warsztatową (workshop drawings),
    • praktyczne ryzyka sporowe wynikające z niewłaściwego zarządzania procesem akceptacyjnym.

    Część II poświęcona będzie zatem operacyjnemu i procesowemu wymiarowi zatwierdzania dokumentacji projektowej, z perspektywy odpowiedzialności stron umowy o budowę statku oraz zarządzania ryzykiem kontraktowym w trakcie realizacji projektu.