Miecznik – jaki będzie naprawdę?

Od ponad trzech miesięcy trwa budowa przyszłego ORP Wicher, prototypowej fregaty, powstającej w ramach programu Miecznik dla Marynarki Wojennej RP. Nie ustają przy tym dyskusje o sensie pozyskania trzech okrętów nawodnych tej wielkości, nierzadkie są też ataki na stronę techniczną przedsięwzięcia, sugerujące niewystarczające możliwości bojowe i operacyjne tych okrętów. 

Ogłoszenie przez wykonawcę faktu wyposażenia w kompletny Zintegrowany System Walki jedynie prototypu, a pozostawienie go w opcji dla jednostek seryjnych także zostało odczytane na niekorzyść programu. Nawarstwienie się negatywnego przekazu, serwowanego głównie przez słabo zaznajomionych z faktami komentatorów, jak też „internetowych specjalistów”, sprowadziło dyskurs na temat Miecznika do poziomu lawinowej krytyki niepopartej faktami, lecz emocjami. Niejako w ramach kontrastu, proponujemy spojrzenie na przyszłe polskie fregaty z perspektywy rzetelnych informacji, które pomogą zrozumieć, jak mają wyglądać i czemu służyć przyszłe „konie robocze polskiej floty.

Trzy fregaty projektu 106 Miecznik buduje konsorcjum PGZ-MIECZNIK, w skład którego wchodzi: Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. i PGZ Stocznia Wojenna Sp. z o.o. Współpracuje z nimi Remontowa Shipbuilding S.A. oraz partnerzy zagraniczni: Babcock International Group, Thales i MBDA UK. 30 czerwca tego roku konsorcjum PGZ-MIECZNIK i Agencja Uzbrojenia podpisała aneks do umowy głównej podpisanej 27 lipca 2021 roku. Wraz z tym zatwierdzono finalną konfigurację okrętu prototypowego i – niemal – wszystkie składowe jego Zintegrowanego Systemu Walki. Informacje na ten temat zostały upublicznione i są one podstawą do naszej oceny Mieczników.

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/system-zarzadzania-walka-koncernu-thales-dla-fregat-miecznik/

Wraz z Miecznikami MW RP otrzyma narzędzia do prowadzenia szerokiego spektrum zadań w całym, co najmniej 30-letnim, okresie ich eksploatacji, od działań o wysokiej intensywności do operacji wsparcia humanitarnego i w ramach zarządzania kryzysowego. Aby to było możliwe, jednostki otrzymają Zintegrowany System Misji (ZSM). Tworzą go: wspomniany Zintegrowany System Walki (ZSW), Zintegrowany System Łączności (ZSŁ) i Zintegrowany System Nawigacji i Mostka (ZSNM). Poza nim okręty będą wyposażone w Zintegrowany System Zarządzania Platformą, którego zadaniem jest nadzorowanie pracy i sterowanie urządzeniami oraz mechanizmami ogólnookrętowymi, jak też kontrola uszkodzeń. Z punktu widzenia zdolności bojowych fregat najistotniejsze są ZSW i ZSŁ.

Czym będzie walczył Miecznik?

ZSW Mieczników skonfigurowano tak, aby zachować równowagę pomiędzy zdolnościami z zakresu zwalczania okrętów podwodnych, nawodnych i celów powietrznych. Biorąc pod uwagę zestaw sensorów i efektorów ZSW, nasze okręty nie będą ustępowały jednostkom tej klasy o podobnej wyporności, a w niektórych aspektach zachowają potencjał do zwiększenia jednostki ognia części systemów uzbrojenia. 

„Mózgiem” ZSW będzie system zarządzania walką CMS (Combat Management System) Thales TACTICOS. Jego starsze wersje są używane na trzech okrętach rakietowych typu Orkan i korwecie patrolowej ORP Ślązak. Mieczniki otrzymają najnowszą wersję systemu. Jego zadaniem jest wspomaganie operatorów w podejmowaniu decyzji o znaczeniu krytycznym dla misji. ZSW dokonuje fuzji danych i świadomości sytuacyjnej pochodzących z sensorów pokładowych i zewnętrznych (dostępnych dzięki ZSŁ), wspierając operatorów w wykrywaniu zagrożeń, podejmowaniu decyzji taktycznych i o użyciu uzbrojenia w rzeczywistych operacjach, a także podczas szkolenia. Jego obsługa będzie się odbywała główne w bojowym centrum operacyjnym (BCI), za pośrednictwem 18 wielofunkcyjnych konsol operatorskich MOC (Mulitfunction Operator Consoles). Dwie dodatkowe będą w pomieszczeniu sztabu dowodzenia zespołem okrętów. 

Jednym z najważniejszych aspektów działań Mieczników będą obrona powietrzna i zwalczanie okrętów podwodnych (ZOP). W obydwu przypadkach fregaty zostaną wyposażone w najnowocześniejsze sensory i efektory. System nawodnej obserwacji technicznej będzie obejmował radar dozoru ogólnego NS50 i wielofunkcyjny system radiolokacyjny Sea Master 410. 

Pierwszy z nich to radar średniego zasięgu (obiekty powietrzne wykrywa ze 180 km, nawodne z 80 km). Wykorzystuje on obrotową antenę aktywną klasy AESA (Active Electornically Scanned Array) i pracuje w paśmie X. Jest on określany jako „4D”, ponieważ z przeciwieństwie do starszych systemów dwuwspółrzędnych, podających azymut i odległość do celu, wskazuje dodatkowo wysokość jego lotu i czas zbliżania. Jego zasadniczym zadaniem będzie lokalizowanie pocisków przeciwokrętowych, poruszających się szybko i na małej wysokości (tzw. sea skimming). Pomoże mu w tym umieszczenie anteny na topie masztu, wysoko nad wodą. Ponadto może on kierować ogniem armaty 76 mm i pełnić funkcję zastępczą w przypadku awarii stacji Sea Master 410.

Drugim radarem jest wielofunkcyjny system radiolokacyjny Sea Master 410 pasma S, z czterema antenami ścianowymi AESA. To także stacja klasy 4D, mogąca śledzić do 1000 obiektów w odległości do 400 km (powietrzne) lub 80 km (nawodne). Możliwość „przeczesywania” przestrzeni powietrznej w dużej odległości od okrętu jest jego kluczową cechą. Do jego zalet należą też: wykrywanie małych celów, szybkie automatyczne inicjowanie śledzenia, niski poziom fałszywych alarmów. System pozwala na jednoczesną obserwację przestrzeni powietrznej, kontrolę śmigłowca, obserwację powierzchni i kierowanie uzbrojeniem rakietowym.

Oprócz aktywnych systemów radiolokacyjnych, wykrywanie, wczesne ostrzeganie i śledzenie pasywne w obrębie 360° zapewni optoelektroniczny system Artemis klasy IRST (InfraRed Search and Track). System działa w paśmie średniej podczerwieni MWIR (Mid-Wave InfraRed) i może wykrywać małe obiekty oraz śledzić je automatycznie, łącznie do 200. Jest szczególnie przydatny w obserwacji nadlatujących pocisków, ale także w przypadku zagrożeń asymetrycznych. Do bliskiej obserwacji posłużą natomiast dwie głowice ZGS-35K systemu OSU-35K.

Czytaj też: https://portalstoczniowy.pl/prezes-pgz-stoczni-wojennej-pawel-lulewicz-o-strategii-opartej-na-trzech-filarach-wywiad/

Dzięki tym systemom fregaty będą mogły skutecznie wykorzystać zasadniczy oręż przeciwlotniczy: system Sea Ceptor z kierowanymi pociskami rakietowymi CAMM (Common Anti-Air Modular Missile). To nowoczesny, wielokanałowy system, a więc mogący zwalczać kilka zagrożeń z różnych kierunków jednocześnie. System kontroli i kierowania C2 Sea Ceptora zostanie zintegrowany z CMS TACTICOS poprzez okrętową sieć Combat System-LAN oraz obsługiwany z konsol MOC w BCI. W skład Sea Ceptora wejdzie podsystem PDLT (Platform Data Link) z dwiema antenami, zapewniający jednoczesną (wielokanałową) dwukierunkową łączność radiową z wszystkimi pociskami w locie, zmierzającymi do swoich celów. 

Sea Ceptor wykorzystuje pocisk CAMM z aktywną głowicą radiolokacyjną, która działa w poszukiwania celu i ataku, przez co rakieta nie wymaga podświetlenia celu systemem radiolokacyjnym okrętu, jak starsze pociski naprowadzane półaktywnie, a jedynie współdziałania z linkiem PDLT, którym uaktualniane są dane o położeniu obiektu ataku. Dzięki temu, jak też metodzie „zimnego” startu pionowego i odpowiedniej sekwencji strzelania, system ma bardzo krótki czas reakcji i nadaje się do zwalczania szybkich, manewrujących pocisków przeciwokrętowych. CAMM będą odpalane z wyrzutni Mk 41 VLS Strike Length (cztery moduły po osiem komór), a dzięki wkładkom quad-pack, mieszczącym cztery pociski w komorze, jednostka ognia może wynieść aż 128 rakiet. Dane o celach dla CAMM-ów będą pochodziły z radarów Sea Master 410 lub NS50. 

Fot. Mieczniki będą dysponowały nowoczesnym, warstwowym systemem obrony powietrznej. Jego rdzeniem będą pociski CAMM z aktywną głowicą naprowadzającą.

Pociski CAMM są już w uzbrojeniu Sił Zbrojnych RP. Wybrano je do zestawów rakietowych obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu „mała Narew” oraz zestawów rakietowo-artyleryjskich Pilica+, stąd też nie ma problemu z ich integracją na Miecznikach. Jednocześnie można mówić o pełnej unifikacji pocisków okrętowych z lądowymi systemami OPL. Ale na tym nie koniec. Fregaty (Narew też) będą mogły używać pocisków CAMM-ER (Extended Range; zasięg ok. 45 km), a przyszłości prawdopodobnie także CAMM-MR (Medium Range; zasięg ok. 100 km). CAMM-ER są już w produkcji, a ich wielkość pozwoli na wykorzystywanie „czteropaków” do komór wyrzutni Mk 41. 

Natomiast CAMM-MR ma być pociskiem przechwytującym średniego i dalekiego zasięgu opracowanym wspólnie przez przemysły Wielkiej Brytanii i Polski w ramach programu Future Common Missile (CAMM-MR ma też pełnić rolę „taniego” pocisku przechwytującego do przeciwlotniczych i przeciwrakietowych zestawów rakietowych średniego zasięgu Wisła). Jeśli ten pojawi się w polskim arsenale i zostanie zintegrowany z CMS na Miecznikach, okręty te będą dysponowały wielowarstwowym, bardzo efektywnym systemem obrony powietrznej (CAMM, CAMM-ER, CAMM-MR, Strales, OSU-35K), co w zasadzie przewyższającym parametrami lądowe systemy OPL SZ RP, będące w fazie tworzenia. Tego rodzaju zdolnościami dysponują tylko najnowsze i najdroższe fregaty oraz niszczyciele, których w europejskich państwach NATO jest ograniczona liczba. 

Priorytetowo potraktowano też sprawy ZOP. Fregaty zostaną wyposażone w system hydrolokacyjny, składający się z sonaru kadłubowego z anteną w gruszce dziobowej Blue Hunter (Kingklip Mk 2), sonaru holowanego niskiej częstotliwości CAPTAS-2 (część aktywna na końcu anteny mieszczącą dwa przetworniki pierścieniowe i pasywna, odbiorcza antena liniowa z czułymi hydrofonami) oraz sonaru zanurzalnego DSS-03 do wykrywania dywersantów i pojazdów podwodnych. Ten rozbudowany system pozwoli na wykrywanie cichych, spalinowo-elektrycznych okrętów podwodnych, w tym wyposażonych w system AIP, okrętów nawodnych, ale również zbliżających się torped. 

Do zwalczania okrętów podwodnych posłużą 324 mm lekkie torpedy elektryczne MU90 Impact, odpalane z dwóch wyrzutni okrętowych i zrzucane ze śmigłowca pokładowego (ten zostanie dopiero wybrany w programie Kondor). MU90 są dobrze znane polskim marynarzom. Fregaty OORP Gen. K. Pułaski i Gen. T. Kościuszko oraz śmigłowce Mi-14PŁ i SH-2G są ich nosicielami od dwóch dekad. Mieczniki otrzymają natomiast najnowszą wersję, w której wprowadzono tryb samoobrony „hard kill”, który umożliwi niszczenie torped wystrzelonych z okrętu podwodnego przeciwnika.

Czytaj również: https://portalstoczniowy.pl/program-miecznik-start-budowy-pierwszej-fregaty/

Przy opisie systemów przeciwlotniczych padły nazwy Starles i OSU-35K, które wymagają wyjaśnienia. Mieczniki miały system uzbrojenia artyleryjskiego z 76,2 mm L/62 armatą Leonardo OTO Super Rapid z pakietem Strales. Umożliwia użycie amunicji DART (Driven Ammunition Reduced Time of flight) o korygowanym torze lotu. Pocisk wystrzelony z armaty ma stery i odbiornik sygnałów radiowych, dzięki czemu może aktualizować swoje położenie wobec celu. Pozwala to na rażenie małych i szybkich obiektów, np. pocisków przeciwokrętowych, które przedarły się przez rubież Sea Ceptora. Kierowanie ogniem armaty realizować będzie system STIR 1.2 EO Mk2 (jak na ORP Ślązak), albo wspomniany radar NS50. Oprócz „siedem-szóstki” Mieczniki otrzymają dwie armaty AM-35K okrętowego systemu uzbrojenia OSU-35K (jak na seryjnych niszczycielach min typu Kormoran II), strzelające amunicją programowalną SAP-35. 

Uzupełnieniem środków obrony okrętów będą system walki elektronicznej RESM (Radar Electronic Support Measures) i CESM (Communications Electronic Support Measures). Pierwszy służy do pasywnego wykrywania, klasyfikacji i identyfikacji emisji radiolokacyjnych przeciwnika. Na podstawie analizy porównawczej z zapisami w bibliotece danych, system pozwoli odseparować te, które pochodzą z obcych okrętów (systemów kierowania ogniem, radarów „bojowych”, rakiet przeciwokrętowych itp.) od sygnałów niegroźnych radarów nawigacyjnych. Wygeneruje przy tym alerty, aby w porę podjąć środki zaradcze. Jego zaletą jest przy tym większy zasięg działania niż nadajnika, tzn. RESM wykryje sygnał z większej odległości, niż Miecznika radar na wrogim okręcie. Z kolei system CESM służy do przechwytywania łączności radiowej. Pozwala on określić kierunek i położenie nadajnika łączności radiowej oraz generować alarmy. Możliwe jest też podsłuchiwanie komunikacji i jej późniejsza analiza offline. Szczegółów tej wrażliwej sfery na razie nie upubliczniono. Fregaty będą również miały wyrzutnie pasywnych środków zakłócających, ale wykonawca nie chce ujawniać szczegółów tej wrażliwej sfery. 

Mieczniki otrzymają silne uzbrojenie do niszczenia celów powierzchniowych. Specjalnie tak je nazwaliśmy, ponieważ kierowane pociski przeciwokrętowe RBS-15 Mk3E mogą razić cele morskie, ale również lądowe, o znanych koordynatach, w odległości „ponad 200 km”. Typowa jednostką ognie może być osiem pojemników transportowo-startowych, ale liczbę tę można podwoić w razie potrzeby. Ten oręż też jest już znany Polakom (trafił na Orkany).

Pojemna platforma

Platforma fregat bazuje na komercyjnym projekcie Babckock Arrowhead 140, wywodzącym się z kolei ze sprawdzonego, duńskiego typu Iver Huitfeldt. Wyporność Miecznika wyniesie ok. 7000 t, długość całkowita 138,7 m, szerokość maksymalna 19,75 m, napęd w układzie CODAD z czterema silnikami wysokoprężnymi MTU o łącznej mocy 33,6 MW i dwiema śrubami nastawnymi, zapewniający prędkość maksymalną +26 w. i marszową 12 w. oraz zasięg 8000 Mm. Elektrownia składa się z czterech generatorów o mocy po 1400 kWe (prąd 440 V, 60 Hz). 

System Zintegrowanego Mostka Nawigacyjnego i Nawigacji Taktycznej oparty zostanie o produkty OSI Maritime Systems zintegrowane przez PGZ Stocznię Wojenną.

Przewidziano możliwość zabierania dwóch łodzi 7,5 m i pary 11 m oraz przestrzeń rekonfigurowalną (pomieści cztery kontenery TEU lub 20 palet i dwa TEU). To ułatwi prowadzenie operacji kontroli statków, antypirackie i antyprzemytnicze. Mieczniki będą miały pomieszczenia dla 187 osób.

Wielkość i pojemność platformy, ale również otwarta architektura CMS, pozwolą na modyfikację ZSW w przyszłości i ułatwią modernizacje okrętów. Poza nowymi, wspomnianymi pociskami przeciwlotniczymi, rozpatrywana jest zdolność do użycia pocisków manewrujących dalekiego zasięgu. W sensie technicznym i tu nie będzie problemu z włączeniem uzbrojenia tej kasy do arsenału fregat. Wszystko zależy od decyzji politycznych i finansowania. 

Czy są potrzebne? 

Najpoważniejszym argumentem krytyków Miecznika jest „grad ruskich pocisków przeciwokrętowych”, które zostaną wystrzelone z obwodu królewieckiego. Wybrany do fregat ZSW umożliwi okrętom zwalczanie wszelkich celów i obronę przed najpoważniejszymi zagrożeniami. Wielowarstwowy system obrony powietrznej, obejmujący pociski CAMM o zasięgu od 1 do 25 km, CAMM-ER do 45 km, potencjalnie CAMM-MR do ponad 100km oraz uzbrojenie lufowe: 76 mm armata do ponad 5 km i 35 mm AM-35K do ok. 5 km, pozwoli na obronę punktową, jak też utworzenie parasola nad zespołem okrętów (statków) i obiektami w pasie wybrzeża (przemysłowe, Morska Jednostka Rakietowa itp.). Równie imponująco kształtują się zdolności pozostałych składników ZSW, których szczegóły pokazuje grafika. Sama obecność okrętów o takim potencjale stanowi środek odstraszający.

Trzeba przy tym pamiętać, że w warunkach konfliktu polskie fregaty nie będą operowały w pojedynkę, zaś ich sumaryczna siłą ognia przewyższa możliwości potencjalnego przeciwnika. Jeśli nawet nie wszystkie będą dostępne w jednym momencie i tak staną się częścią zespołu okrętów, np. NATO, w ramach którego operować będą inne jednostki z komplementarnych systemem walki. Kolektywna obrona będzie gwarancją bezpieczeństwa przez „gradem” (o ile on też będzie w pełni dostępny dla agresora…). Poza tym saturacyjny atak rakietowy z różnych kierunków w realiach Bałtyku, bez panowania w powietrzu, byłby bardzo trudny do realizacji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną na tym akwenie, w zasadzie otoczonym przez państwa NATO, potencjalny przeciwnik będzie miał bardzo trudne zadanie. W najgorszym scenariuszu, a więc ataku saturacyjnego, Miecznik będzie miał bardzo duże szanse wyjść obronną ręką. 

Czytaj więcej: https://portalstoczniowy.pl/polska-marynarka-wojenna-w-kontekscie-rosyjskiego-zagrozenia/

Do tego wyposażone w nowoczesne radary i inne sensory, polskie fregaty zostaną wpięte w krajowy system wczesnego ostrzegania przed środkami napadu powietrznego, będąc przy tym mniej narażone na zniszczenie, ponieważ są wysoce mobilne oraz działają efektywnie w ruchu, w odróżnieniu od lądowych odpowiedników. Przykładem skuteczności takiego rozwiązania może być niedawna akcja niszczyciela USS Carney typu DDG 51. 19 października okręt operujący na Morzu Czerwonym wykrył i przechwycił trzy pociski manewrujące wystrzelone przez rebeliantów Huti z terytorium Jemenu, prawdopodobnie przeciwko celom w Izraelu. Dodajmy przy tym, że mowa o 30-letniej jednostce wyposażonej w system Aegis AN/SPY-1 z antenami pasywnymi PESA i uzbrojony w pociski SM-2 i ESSM z półaktywnym systemem naprowadzania. Na tym tle Mieczniki z radarem AESA i pociskami aktywnymi stanowią wręcz przeskok generacyjny.

Rozwodząc się nad „bojowym” aspektem działań Mieczników, nie można zapominać o codziennej służbie. Będą w niej pływającymi ambasadami Rzeczypospolitej, budującymi wizerunek kraju w skali globalnej, a także prezentacją możliwości naszego przemysłu. Dzięki dużej dzielności morskiej i autonomiczności podejmą wyzwania związane z ochroną żeglugi, dalekimi dozorami i ochroną infrastruktury krytycznej. 

Mieczniki są „skazane” na udział w stałych zespołach fregatowych SNMG (Standing NATO Maritime Groups 1/2). Prezentacja polskiej bandery w tych elitarnych grupach, operujących w północnej i południowej Europie oraz na Atlantyku, pełniących aktywną rolę odstraszającą sił szybkiego reagowania w trakcie pokoju oraz wkraczających jako pierwsze do akcji w przypadku konfliktu, byłaby poważnym wkładem Polski w działanie Sojuszu. Ponadto w ramach wsparcia sojuszniczego okręty o takim potencjale obrony powietrznej mogą być elementami grup lotniskowcowych US Navy i NATO. Inne floty europejskie już wysyłają swoje fregaty i niszczyciele do osłony amerykańskich lotniskowców. Można więc sobie wyobrazić, że za dekadę do tego grona dołączyć mogą fregaty z biało-czerwoną banderą, windując rangę polskich sił morskich na arenie międzynarodowej.

Autor: Tomasz Grotnik

https://portalstoczniowy.pl/category/marynarka-bezpieczenstwo/
Udostępnij ten wpis

3 komentarze

  1. Przecież to jest uzbrojenie na poziomie kilka razy mniejszych i kilka razy tańszych korwet Saar 6.

    Kilka razy słabsze od prawdziwych fregat takich jak FREMM.

  2. „Kilka razy słabsze od prawdziwych fregat takich jak FREMM.”

    Jakies liczby? Bo generalnie to głupie zdanie jest. I nieprawdziwe.

  3. Boże drogi,czy naprawdę nie można było by nazwać te fregaty imionami wielkich polaków np królów,hetmanów,wielkich Polaków, zasłużonych dowódców,tylko wietrzyk,wicherek, chmurka i burzuńka,albo dzik dzikuniu dziczek ludzie .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Setna rocznica nadania praw miejskich dla Gdyni

    Setna rocznica nadania praw miejskich dla Gdyni

    Jutro mija dokładnie sto lat od nadania Gdynia praw miejskich. Decyzja Rady Ministrów z 10 lutego 1926 roku nie była administracyjnym domknięciem istniejącej rzeczywistości, lecz aktem założycielskim miasta budowanego od podstaw. W jednej chwili niewielka nadmorska osada została wpisana w państwowy projekt tworzenia nowoczesnej Polski morskiej.

    Najpierw port, potem miasto

    Warto przy tym podkreślić, że port w Gdyni jest starszy niż samo miasto. Już w 1922 roku Sejm przyjął ustawę o budowie portu przy Gdyni jako portu użyteczności publicznej, co w praktyce oznaczało decyzję o stworzeniu przyszłego portu handlowego państwa polskiego. Wiosną 1923 roku odbyło się jego uroczyste otwarcie – w basenie portowym, obok kutrów rybackich, cumowały już torpedowce i kanonierki Marynarki Wojennej.

    Setna rocznica nadania praw miejskich dla Gdyni / Portal Stoczniowy
    Fot. Port w Gdyni w okresie międzywojennym / Narodowe Archiwum Cyfrowe

    Rozpoczęcie prac portowych uruchomiło gwałtowne przemiany gospodarcze: ceny gruntów rosły w błyskawicznym tempie, a część lokalnych rodzin, w tym m.in. Skwierczowie, w ciągu kilku lat awansowała do grona znaczących właścicieli kapitału. Równolegle wieś przeobrażała się także dzięki rozwojowi funkcji letniskowej i rekreacyjnej, silnie pobudzonej uruchomieniem w 1921 roku nowej linii kolejowej, prowadzącej z pominięciem Gdańska.

    Port jako punkt wyjścia

    O wyborze Gdyni zadecydowały warunki naturalne i chłodna kalkulacja. Jak wskazywał projektant portu Tadeusz Wenda, była to jedyna lokalizacja na środkowym wybrzeżu, która realnie nadawała się do budowy dużego portu morskiego. Ujście Wisły pozostawało niestabilne, Hel był podatny na zamulanie, inne miejsca nie spełniały wymogów technicznych. W Gdyni decyzja inżynierska spotkała się z polityczną determinacją.

    Port uruchomił proces, który szybko wykroczył poza samą infrastrukturę. W ślad za nabrzeżami powstawały linie kolejowe, zaplecze magazynowe i przemysłowe. Miasto zaczęło przyciągać ludzi z całego kraju – inżynierów, robotników, urzędników i przedsiębiorców. Gdynia stała się przestrzenią awansu i symbolem nowoczesnego myślenia o gospodarce.

    Fenomen Gdyni – mit oparty na działaniu

    Gdynia zajmuje w polskiej historii miejsce szczególne. Często bywa określana mianem mitu II Rzeczypospolitej, lecz nie jest to mit romantyczny, lecz mit skuteczności. Jak zauważał prof. Bolesław Polkowski, był to jeden z nielicznych przypadków, gdy planowanie państwowe przełożyło się na szybki i trwały rezultat. Gdynia nie była dekoracją ani hasłem – była narzędziem.

    To podejście odróżniało ją od innych ośrodków nadmorskich. Nie pełniła roli letniska ani portu regionalnego. Od początku projektowano ją jako element większego systemu: magistrali węglowej, handlu zagranicznego oraz zaplecza dla floty handlowej i wojennej. W tym sensie stała się materialnym dowodem dojrzałości polskiej myśli morskiej.

    Miasto zaplanowane

    Nadanie praw miejskich w 1926 roku miało znaczenie znacznie szersze niż formalne. Oznaczało wejście Gdyni w nową fazę – jako pełnoprawnego ośrodka miejskiego. Już pierwsze plany urbanistyczne przewidywały szerokie arterie, reprezentacyjne przestrzenie publiczne i czytelną oś prowadzącą ku morzu. Historyczna ulica Starowiejska została włączona w nowoczesny układ miasta, zachowując ciągłość, ale zmieniając funkcję.

    Setna rocznica nadania praw miejskich dla Gdyni / Portal Stoczniowy
    Fot. Gdynia na początku lat 20. XX wieku / Narodowe Archiwum Cyfrowe

    Dzięki temu Gdynia bardzo szybko uzyskała wyrazisty charakter architektoniczny i funkcjonalny. Była miastem nowym, lecz nie improwizowanym – podporządkowanym portowi, komunikacji i gospodarce.

    Sto lat później

    Rok 2026 został ogłoszony przez Senat RP Rokiem Miasta Gdyni. Obchody jubileuszu rozłożono na dwanaście miesięcy, łącząc refleksję nad historią z bogatym programem wydarzeń kulturalnych i społecznych. Symbolicznym początkiem pozostaje 10 lutego – data decyzji sprzed stu lat, która przesądziła o losach miasta.

    Sto lat po nadaniu praw miejskich Gdynia pozostaje wierna swoim fundamentom. Port wciąż wyznacza jej tożsamość, a morskość nie jest dodatkiem, lecz osią rozwoju miasta. To dlatego fenomen Gdyni nie traci aktualności – wyrósł z działania, które miało sens w 1926 roku i zachowało go do dziś.

    Jutrzejsze obchody będą centralnym punktem jubileuszu. 10 lutego na fasadzie Urzędu Miasta zaprezentowane zostanie widowisko historyczne zrealizowane w technologii 3D Video Projection Mapping. Multimedialny spektakl opowie o stuletniej drodze Gdyni – od kaszubskiej wioski po tętniącą życiem metropolię nad Bałtykiem.

    Wieczorem ulicą 10 Lutego przejdzie specjalnie przygotowana parada, która zakończy się koncertem na Skwerze Kościuszki. Na scenie wystąpią m.in. Natalia Kukulska, Margaret, Natalia Szroeder, Andrzej Piaseczny, Tomasz Organek, Michał Szpak oraz Natalia Muianga.