PGNiG i ERU kontraktują amerykański gaz dla Ukrainy 

PGNiG zakupiło ładunek LNG z USA, który po regazyfikacji zostanie dostarczony gazociągami do granicy polsko-ukraińskiej dla ERU Europe. To druga tego typu dostawa zrealizowana przez obie spółki.

Zamówiony przez PGNiG statek z amerykańskim LNG przypłynie do Terminalu LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu pod koniec lutego bieżącego roku. Po regazyfikacji paliwo zostanie wprowadzone do polskiego systemu przesyłowego. ERU Europe odbierze zakupiony gaz na połączeniu międzysystemowym Polski i Ukrainy do końca marca 2022 roku.

– To kolejna dostawa amerykańskiego LNG na Ukrainę zrealizowana przez PGNiG we współpracy z ERU, które jest naszym strategicznym partnerem handlowym na tamtejszym rynku. Budowane przez lata, dobre relacje są szczególnie istotne teraz, w dobie dużych zawirowań na rynku gazu w Europie –powiedział Paweł Majewski, Prezes Zarządu PGNiG SA. – Dzięki inwestycjom w infrastrukturę gazową, które w ostatnich latach zostały zrealizowane w Polsce, możemy wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne regionu, zapewniając naszym klientom dostęp do różnych źródeł gazu ziemnego i możliwość wyboru najlepszej oferty na rynku – dodał Paweł Majewski.

– To zaszczyt dla ERU, że zawarło nową transakcję z wieloletnim partnerem PGNiG na import amerykańskiego LNG na Ukrainę. Dla Ukrainy, podobnie jak dla Europy, dywersyfikacja dostaw, a zwłaszcza LNG, jest kluczowym elementem budowania niezależności energetycznej kraju. Uważam, że szczególnie teraz jest to zadanie nie tylko państwa, ale także firm prywatnych działających na ukraińskim rynku gazu –powiedział Dale Perry, Partner Zarządzający ERU.

– Dzięki dostawom konkurencyjnego gazu ziemnego z USA ERU będzie wspierać bezpieczeństwo dostaw dla ukraińskich klientów w pozostałych miesiącach tej zimy – dodał Yaroslav Mudriy, Partner Zarządzający ERU. – Nowa umowa z wykorzystaniem LNG jest uzupełnieniem długofalowych wysiłków PGNiG i ERU na rzecz wspierania niezależności energetycznej Ukrainy, w tym poprzez rozwój wydobycia gazu ziemnego w ramach prowadzonej wspólnie działalności  poszukiwawczo-wydobywczej.

To już druga dostawa gazu na Ukrainę zrealizowana przez PGNiG i ERU w oparciu o zakup amerykańskiego LNG. Pierwsza miała miejsce ponad dwa lata temu. Tankowiec z zakupionym ładunkiem przypłynął do terminalu w Świnoujściu w listopadzie 2019 roku. ERU odebrało paliwo poprzez połączenie gazociągowe w Hermanowicach.

PGNiG i ERU współpracują ze sobą od kilku lat. W sierpniu 2016 r. ERU odebrało pierwszą dostawę gazu sprzedaną przez PGNiG na rynek ukraiński. W przeszłości obie firmy wspólnie dostarczały gaz ziemny również na potrzeby ukraińskiego operatora sieci przesyłowych i magazynów gazu. W październiku 2021 r. GK PGNiG, we współpracy z ERU, zrealizowała pierwszą w historii dostawę nierosyjskiego gazu dla Mołdawii. Transakcja została zawarta w trybie pilnym w związku z ograniczeniem dostaw gazu do Mołdawii przez Gazprom.

W sierpniu 2021 roku PGNiG i ERU rozpoczęły działalność poszukiwawczo-wydobywczą na Ukrainie w ramach spółki Karpatgazvydobuvannya, która posiada koncesję na poszukiwanie i wydobycie węglowodorów w zachodniej części obwodu lwowskiego, przy granicy z Polską.

Źródło: PGNiG

.pl/category/offshore-energetyka/
Udostępnij ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Jak naprawdę wygląda życie na okręcie podwodnym? [część 1]

    Czym w praktyce jest służba na okręcie podwodnym i kto naprawdę odnajduje się w tym świecie? W czasach, gdy bezpieczeństwo morskie ponownie zyskuje strategiczne znaczenie, pytanie o ludzi – a nie tylko o same jednostki – staje się kluczowe.

    W pierwszej części rozmowy z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, zaglądamy do wnętrza okrętu i codzienności służby pod wodą. Rozmawiamy o pierwszym wejściu na jednostkę, ciasnej przestrzeni, konieczności opanowania całego okrętu jako jednego organizmu, a także o warunkach życia, spania i pełnienia służby w zamkniętej „stalowej puszce”.

    Pełna rozmowa pierwszej części z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim – z licznymi przykładami, anegdotami i szczegółami, których nie da się oddać w tekście – dostępna jest w naszym materiale wideo na YouTube.

    Za kilka lat nowe okręty podwodne wejdą do służby. Załogę trzeba pozyskać i wyszkolić

    Tymczasem właśnie tam w najbliższych latach pojawi się zupełnie nowe pokolenie – okrętów i ludzi, którzy będą na nich służyć. Kim trzeba być, by zejść pod wodę na wiele tygodni, wziąć odpowiedzialność za jednostkę i załogę, a jednocześnie znaleźć w tym satysfakcję? O tym, jak wygląda ta droga od środka, rozmawiam z kmdr ppor. rez. Danielem Popławskim, byłym podwodnikiem, który zna ten świat z perspektywy codziennej służby.

    Zapraszam do wywiadu, w którym postaram się poprowadzić czytelnika przez codzienność służby na okręcie podwodnym – od pierwszego wejścia na jednostkę, przez rutynę pod wodą, aż po momenty wymagające pełnej koncentracji i odpowiedzialności.

    Pierwsze wrażenie? Ciasnota i setki zaworów

    Wejście na okręt podwodny nie przypomina żadnej innej jednostki pływającej. Pierwsze wrażenie to zamknięta przestrzeń, gęsto upakowane instalacje oraz dziesiątki zaworów, rur i mechanizmów. Nowych podwodniaków najbardziej zaskakuje świadomość, że od tej chwili ich zadaniem będzie opanowanie całego okrętu jako jednego organizmu, a nie wyłącznie własnego stanowiska.

    Proces przejścia „z lądu pod wodę” jest długi. Pełne opanowanie okrętu trwa lata i wymaga systematycznej nauki, praktyki oraz pracy zespołowej. To nie jest służba dla osób przypadkowych.

    Gdzie się śpi, je i pełni służbę

    Życie pod wodą to logistyka w najczystszej postaci. Na okręcie podwodnym nie ma pustych przestrzeni – każda wolna objętość ma swoje zadanie. Na okręcie typu KILO warunki do spania były stosunkowo komfortowe, ponieważ koje były stałe, a nie rotacyjne („ciepła koja”), co w świecie podwodników stanowi raczej wyjątek.

    Większość załogi śpi w wieloosobowych pomieszczeniach na kojach piętrowych, natomiast jedyną w pełni wydzieloną kajutą dysponuje dowódca okrętu. Powietrze jest filtrowane i regenerowane, woda racjonowana, a energia traktowana jak zasób krytyczny. Komfort nigdy nie jest celem samym w sobie – liczy się zdolność do długotrwałego działania.

    Jedzenie pod wodą. Kambuz, kalorie i morale załogi

    Na okręcie, na którym służyłem, kuchnia składała się z trzech kucharzy, którzy gotowali dla około 60-osobowej załogi. Proszę sobie wyobrazić skalę zadania: w praktyce około 61 osób, trzy osoby w kambuzie, a do przygotowania co najmniej trzy posiłki dziennie.

    kmdr ppor. Daniel Popławski

    Sama przestrzeń robocza była skrajnie ograniczona, według Daniela mogła mieć około 1,5 m², więc praca odbywała się dosłownie ramię w ramię. Sprzęt musiał być przystosowany do specyfiki służby na morzu: np. patelnia zamontowana jest w zawieszeniu kardana, odpornym na przechyły. Z czasem pojawiły się też udogodnienia, bo po jednym z remontów zamontowano piec konwekcyjno-parowy. Żywność trzymano w zamrażarkach, lecz przy dłuższych wyjściach zapasy „wchodziły” w każdą wolną przestrzeń, podobnie jak w klasycznych obrazach z Das Boot, gdzie jedzenie potrafi „żyć” w przedziałach, gdy miejsca brakuje

    Wysoka kaloryczność posiłków nie była kaprysem. Popławski podkreślał, że na jednego marynarza potrafiło przypadać nawet około 6000 kcal dziennie, bo służba w zamkniętej jednostce obciąża organizm inaczej niż praca na lądzie, a warunki powietrza – mimo wentylacji i filtracji – pozostają specyficzne dla „stalowej puszki” pod wodą. Co istotne, nie funkcjonowało to jak sztywno wydzielana racja, w której na każdego przypada z góry ustalona porcja. Posiłki bywały podawane w formule zbliżonej do szwedzkiego stołu, dopóki pozwalały na to zapasy. Paradoks okrętu podwodnego polegał na tym, że jedzenia bywało dużo, ruchu było niewiele, więc po kilku dobach część załogi sama zaczynała ograniczać porcje.

    To jednak dopiero początek. W drugiej części rozmowy przechodzimy dalej – do rutyny wacht, momentów największego napięcia, zanurzeń i wynurzeń oraz odpowiedzialności, która zaczyna się tam, gdzie kończy się margines błędu.

    Kim jest dziś Daniel Popławski?

    Po zakończeniu służby wojskowej pracuje jako menadżer w sektorze defence, pozostając blisko spraw morskich i bezpieczeństwa. Doświadczenie z okrętów podwodnych traktuje jako fundament – zawodowy i życiowy.